Nastał kolejny ciepły dzień w Los Angeles. Jest niedziela a cała rodzina Lynchów od 11:00 siedzi nad piosenkami i wybiera które mogą zaśpiewać. Jest ich wiele i dlatego tak ciężko jest im wybrać. Są bardzo szczęśliwi z tego wyjazdu, ale też smutni. No bo kto by nie był smutny jak by nie widział przez 2 miesiące osoby którą kocha?
-To co, te 10 najnowszych -powiedział Rocky
-Tak
-Okay, to ja lece do Tessy -powiedział
-Znowu? Cały czas z nią siedzisz. -zamarkocili bracia. Chcieli coś porobić razem, pograć w gry jak dawniej ale nic z tego.
-Sorry chłopaki ale mamy tylko miesiąc.
-W sumie racja -powiedział Riker
-Jesteś gotowy? To ten moment? -nabijał się Ross
-Spadaj młody. -powiedział i wyszedł.
-To co, te 10 najnowszych -powiedział Rocky
-Tak
-Okay, to ja lece do Tessy -powiedział
-Znowu? Cały czas z nią siedzisz. -zamarkocili bracia. Chcieli coś porobić razem, pograć w gry jak dawniej ale nic z tego.
-Sorry chłopaki ale mamy tylko miesiąc.
-W sumie racja -powiedział Riker
-Jesteś gotowy? To ten moment? -nabijał się Ross
-Spadaj młody. -powiedział i wyszedł.
*Oczami Susan*
-Tobias!!!!!!!!!
-Co się drzesz? -powiedział wchodząc do kuchni
-Czemu nie powiedziałeś że wyjeżdżasz? Czemu muszę się od mamy dowiadywać?
-Kiedy miałem Ci powiedzieć? Cały dzień cię w domu nie ma.
-Wiesz co to telefon?
-Daj spokuj, już wiesz więc luz.
-Kiedy wyjeżdżasz?
-Dziś o 17:00 -powiedział mało słyszalnie
-Miałeś zamiar mi powiedzieć?
-Tak
-Jasne -powiedziałam rzucając ścierkę w kąt blatu. Wyszłam z kuchni i skierowałam się do pokoju. Dobrze że mama mi powiedziała tak to bym nie wiedziała nic. Ale czemu akurat Polska. Przecież pracy w Stanach jest masę. O mój Boże. Ile nerwów przez niego. Muszę z kimś pogadać. Zadzwonie do dziewczyn. Wybrałam numer najpierw do Angeli a później do Rydel z zapytaniem czy możemy się spotkać i porkzmawiać. Umówiłyśmy się w parku na 13:20. Mam jeszcze 30 minut. Ubrałam się i umalowałam tym razem lekko. Nie wiem co we mnie wstąpiło że jestem milsza, lekko się maluje, dużo rozmyślam. O jeny..moje życie się tak zmieniło od czasu gdy poznałam...Rikera. Nie wiem czemu ale czuję że od tego momentu w kawiarni, przed koncertem w Starbucks to wtedy chyba coś do niego poczułam, ale pewnie to było tak male uczucie bo bylam z Alexem. Właśnie Alex. Ciekawe co u niego, dawno go nie widziałam. O nie!! Mam 5 minut na dojście do parku. Ludzie no! Jakim cudem upłyneło tyle czasu?
Szybko ruszyłam w stronę parku, nawet biegiem. Gdy wchodziłam do parku zauważyłam na ławce niedaleko dziewczyny. Jak dobrze, już są.
-Hej -podbiegłam i się przywitałam
-Hej, co tam?
-Kiepsko, właśnie chcę z wami o tym porozmawiać.
-Zamieniamy się w słuch -powiedziała Rydel
-Tobias wyjezdża.
-Jak to? Gdzie? -zadała pytania zdziwiona Angela.
-Do Polski, znalazł prace i wyjeżdża.
-Na ile? Kiedy?
-Nie wiadomo na ile, to nie jest powiedziane. Wyjezdża dziś o 17:00. Gdyby nie mama to bym nic nie wiedziała -powiedzialam. W środku czułam smutek, żal. Dziś Tobias, za miesiąc Riker. Czyli moje życie się sypie? Co jeśli Riker tam kogoś znajdzie?
-Hmm..
-Nie wiem co powiedzieć -powiedziła Delly
-Nic nie mówcie. Przytulcie się -rozłożyłam ręce.
-Tobias!!!!!!!!!
-Co się drzesz? -powiedział wchodząc do kuchni
-Czemu nie powiedziałeś że wyjeżdżasz? Czemu muszę się od mamy dowiadywać?
-Kiedy miałem Ci powiedzieć? Cały dzień cię w domu nie ma.
-Wiesz co to telefon?
-Daj spokuj, już wiesz więc luz.
-Kiedy wyjeżdżasz?
-Dziś o 17:00 -powiedział mało słyszalnie
-Miałeś zamiar mi powiedzieć?
-Tak
-Jasne -powiedziałam rzucając ścierkę w kąt blatu. Wyszłam z kuchni i skierowałam się do pokoju. Dobrze że mama mi powiedziała tak to bym nie wiedziała nic. Ale czemu akurat Polska. Przecież pracy w Stanach jest masę. O mój Boże. Ile nerwów przez niego. Muszę z kimś pogadać. Zadzwonie do dziewczyn. Wybrałam numer najpierw do Angeli a później do Rydel z zapytaniem czy możemy się spotkać i porkzmawiać. Umówiłyśmy się w parku na 13:20. Mam jeszcze 30 minut. Ubrałam się i umalowałam tym razem lekko. Nie wiem co we mnie wstąpiło że jestem milsza, lekko się maluje, dużo rozmyślam. O jeny..moje życie się tak zmieniło od czasu gdy poznałam...Rikera. Nie wiem czemu ale czuję że od tego momentu w kawiarni, przed koncertem w Starbucks to wtedy chyba coś do niego poczułam, ale pewnie to było tak male uczucie bo bylam z Alexem. Właśnie Alex. Ciekawe co u niego, dawno go nie widziałam. O nie!! Mam 5 minut na dojście do parku. Ludzie no! Jakim cudem upłyneło tyle czasu?
Szybko ruszyłam w stronę parku, nawet biegiem. Gdy wchodziłam do parku zauważyłam na ławce niedaleko dziewczyny. Jak dobrze, już są.
-Hej -podbiegłam i się przywitałam
-Hej, co tam?
-Kiepsko, właśnie chcę z wami o tym porozmawiać.
-Zamieniamy się w słuch -powiedziała Rydel
-Tobias wyjezdża.
-Jak to? Gdzie? -zadała pytania zdziwiona Angela.
-Do Polski, znalazł prace i wyjeżdża.
-Na ile? Kiedy?
-Nie wiadomo na ile, to nie jest powiedziane. Wyjezdża dziś o 17:00. Gdyby nie mama to bym nic nie wiedziała -powiedzialam. W środku czułam smutek, żal. Dziś Tobias, za miesiąc Riker. Czyli moje życie się sypie? Co jeśli Riker tam kogoś znajdzie?
-Hmm..
-Nie wiem co powiedzieć -powiedziła Delly
-Nic nie mówcie. Przytulcie się -rozłożyłam ręce.
*Oczami Rydel*
Gdy sobie pogadałyśmy ruszyłyśmy do domu. Postanowiłyśmy iść do mnie, będziemy pływać w basenie czy coś. Przez całą droge się śmiałyśmy. Widać że nie tak trudno rozbawić Susan. Już tak nie jest smutna. To dobrze. Gdy dotarłyśmy do domu od progu było słychać chłopaków. Jak myśle grają na konsoli.
-Chłopaki może by tak ciszej -powiedziałam wchodząc z dziewczynami do salonu.
-Hej chłopaki -powiedziały dziewczyny
-Hej
-Tobias wyjeżdża dziś do Polski -powiedziałam
-Jak to? Po co?
-Do pracy. -odpowiedziała Susan
-Oh..
-My idziemy z dziewczynami popływać -powiedziałam.
-Mają strój?
-Rydel, stroju nie mamy -powiedziała Angela.
-Możecie bez, mi to nie przeszkadza -powiedział Ell za co dostał w tył głowy od Rydel.
-To idzcie po strój a ja zadzwonie po Tesse i Rockyego.
-Okay, będziemy za 10 minut.
-Zapytaj Alexa i Izzy czy wpadną -zaproponowała Delly
-Okay.
Gdy dziewczyny wyszły poszłam się przebrać i związać włosy w wysokiego koka. Wychodząc z pokoju natknęłam się na koszulkę, jak sądze Rikera. Tylko on ma pokój naprzeciwko mojego.
-Riker!!! -wydarłam się.w sekundę wszyscy chłopcy wyszli z pokoi w kąpielówkach. -A wy gdzie?
-Idziemy z wami pływać. Co chciałaś? -zapytał Riker
- Koszulka!
-Tak, sorry.
-Dobra, chodzcie. Ross zadzwoń po Rockyego ja idę naszykować szklanki i sok.
Wszyscy się rozeszli a ja poszłam przygotować to co miałam. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Otworze -krzyknął Ellington. Usłyszłam śmiech dziewczyn. To znaczy że już są.
-No siema -powiedziała Tessa wchodząc do kuchni. O też przyszli.
-Hej, gdzie Rocky?
-Poszedł się przebrać.
-Chodzcie, idziemy -powiedziałam biorąc tace ze szklankami.
Wyszłyśmy na dwór gdzie byli chłopcy. Jak można się domyślić już w basenie. Ich oczy skierowały się na nas tzn. na Angele i Susan, a czyje oczy? A Rossa i Rikera. No tak, nie widzieli ich w bikini dzisiaj. Hahaha...chłopaki. Nie żebym wolała dziewczyny ale nie dziwie się chłopakom. Ładne mają stroje. Tessa czerwone bikini, ja różowe w czarne paski, Susan błękitne a Angela kremowe.
-To co, opalamy się? -zapytalam głośniej by chłopaki słyszeli, znając życie wyjdą z basenu by później nas do niego wrzucić. Puściłam oczko do dziewczyn, chyba się domyśliły o co chodzi. Podeszlam blizej moich przyjaciółek.
-Nie zamykajcie całkiem oczu. Jak będziecie widziały że podchodzą wstancie i uciekajcie do garażu.
-Okay -zaśmiały się i położyły. Wszystkie zmrużyłyśmy oczy tak by bylo widac ze są zamknięte.
Chyba z 5 minut leżałyśmy i nic się nie działo ale gdy tylko otworzyłam oczy zauważyłam że chłopaków nie ma. Zaczełam się rozglądać ale gdy tylko odwróciłam głowę w tył dostrzegłam chłopaków stojących tuż za nami.
-Dz-Dziewczyny -powiedziałam niepewnie
-Co? -zapytały otwierając oczy. -Ej gdzie chlopaki? -zapytała Susan. Wskazałam palcem za nas. Dziewczyny się obejrzały a chłopaki z chytrym uśmiechem popatrzyli na nas.
-Dziewczyny, teraz -powiedziałam i jak oparzone ruszyłyśmy do garażu. Chłopaki tuz za nami ale w pore zamknęłam drzwi. Dobrze że jest okno z tyłu. Co prawda mozna wyjść ale trzeba też z drzewa. To jest tak, wychodzisz przez okno prosto na drzewo a z drzewa na ziem. Nic trudnego.
-Dziewczyny, idziemy przez to okno. Tylko uwaga na drzewo, wejdziemy na nie prosto z okna i później z drzewa na ziem. Pójdziemy za krzakami, w ten sposób nas nie zobaczą. Obejdziemy ich od tyłu i wskoczymy im na "barana". Ja wiecie garaż jest obok basenu więc z łatwością okierujemy ich do wody. -wyszetałam.
-Okay
-Zaczynamy -powiedzialam i otworzyłam okno. Po koleji wychodziłyśmy z garażu i szłyśmy cicho za gęstymi krzakami.Wyszłyśmy zza krzaków i zobaczyłyśmy chłopaków którzy próbowali otworzyć drzwi. Wszyscy stali przy jednym zamku dłubiąc coś w nim. My po cichu do nich podeszłyśmy i wskoczyłyśmy na nich.
-Aaa -zaczeli krzyczeć. Jak dziewczyny. Zaczeli się ruszać, oglądac co to lub kto. My zaczełyśmy się śmiać. Oczywiscie kazda miala innego. Mozna sie domyślic która którego. Zaczełyśmy się ruszać na ich plecach a oni że są silniejsi to zdieli nas z nich. Mogłam to przewidzieć. No trudno.
-Jak wyszłyście?
-Okno..
-A, no tak. Skoro już tu jestescie..-zaczął Riker
-To..-mówił dalej Ellington
-Pora na coś...-mówił Rocky
-Mokrego! -dokończył Ross i na raz złapali nas wskakując z nami do wody. Cholera no.
Jednak nie są tacy ciemni. Mają w tych malych główkach trochę rozumu. No trudno.
-Ross, gdzie ta ręka? -wrzasneła Angela. Mh wybuchliśmy niepochamowanym śmiechem.
-O co Ci chodzi? Mam ją na twoim udzie -powiedział ale trochę nieśmiało
-No właśnie. -powiedziala odrzucając jego dłoń.
-Eh te dzieci -powiedział Riker
-Ty się nie odzywaj, sam trzymałeś Susan za pośladki -powiedziała Tessa. Riker i Susan się zarumienili a my znów zaczeliśmy się śmiać.
-No widzicie. A ja sobie mogę -powiedział Rocky tuląc Tesse.
-Nie, nie możesz skarbie -powiedziala.
Gdy sobie pogadałyśmy ruszyłyśmy do domu. Postanowiłyśmy iść do mnie, będziemy pływać w basenie czy coś. Przez całą droge się śmiałyśmy. Widać że nie tak trudno rozbawić Susan. Już tak nie jest smutna. To dobrze. Gdy dotarłyśmy do domu od progu było słychać chłopaków. Jak myśle grają na konsoli.
-Chłopaki może by tak ciszej -powiedziałam wchodząc z dziewczynami do salonu.
-Hej chłopaki -powiedziały dziewczyny
-Hej
-Tobias wyjeżdża dziś do Polski -powiedziałam
-Jak to? Po co?
-Do pracy. -odpowiedziała Susan
-Oh..
-My idziemy z dziewczynami popływać -powiedziałam.
-Mają strój?
-Rydel, stroju nie mamy -powiedziała Angela.
-Możecie bez, mi to nie przeszkadza -powiedział Ell za co dostał w tył głowy od Rydel.
-To idzcie po strój a ja zadzwonie po Tesse i Rockyego.
-Okay, będziemy za 10 minut.
-Zapytaj Alexa i Izzy czy wpadną -zaproponowała Delly
-Okay.
Gdy dziewczyny wyszły poszłam się przebrać i związać włosy w wysokiego koka. Wychodząc z pokoju natknęłam się na koszulkę, jak sądze Rikera. Tylko on ma pokój naprzeciwko mojego.
-Riker!!! -wydarłam się.w sekundę wszyscy chłopcy wyszli z pokoi w kąpielówkach. -A wy gdzie?
-Idziemy z wami pływać. Co chciałaś? -zapytał Riker
- Koszulka!
-Tak, sorry.
-Dobra, chodzcie. Ross zadzwoń po Rockyego ja idę naszykować szklanki i sok.
Wszyscy się rozeszli a ja poszłam przygotować to co miałam. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Otworze -krzyknął Ellington. Usłyszłam śmiech dziewczyn. To znaczy że już są.
-No siema -powiedziała Tessa wchodząc do kuchni. O też przyszli.
-Hej, gdzie Rocky?
-Poszedł się przebrać.
-Chodzcie, idziemy -powiedziałam biorąc tace ze szklankami.
Wyszłyśmy na dwór gdzie byli chłopcy. Jak można się domyślić już w basenie. Ich oczy skierowały się na nas tzn. na Angele i Susan, a czyje oczy? A Rossa i Rikera. No tak, nie widzieli ich w bikini dzisiaj. Hahaha...chłopaki. Nie żebym wolała dziewczyny ale nie dziwie się chłopakom. Ładne mają stroje. Tessa czerwone bikini, ja różowe w czarne paski, Susan błękitne a Angela kremowe.
-To co, opalamy się? -zapytalam głośniej by chłopaki słyszeli, znając życie wyjdą z basenu by później nas do niego wrzucić. Puściłam oczko do dziewczyn, chyba się domyśliły o co chodzi. Podeszlam blizej moich przyjaciółek.
-Nie zamykajcie całkiem oczu. Jak będziecie widziały że podchodzą wstancie i uciekajcie do garażu.
-Okay -zaśmiały się i położyły. Wszystkie zmrużyłyśmy oczy tak by bylo widac ze są zamknięte.
Chyba z 5 minut leżałyśmy i nic się nie działo ale gdy tylko otworzyłam oczy zauważyłam że chłopaków nie ma. Zaczełam się rozglądać ale gdy tylko odwróciłam głowę w tył dostrzegłam chłopaków stojących tuż za nami.
-Dz-Dziewczyny -powiedziałam niepewnie
-Co? -zapytały otwierając oczy. -Ej gdzie chlopaki? -zapytała Susan. Wskazałam palcem za nas. Dziewczyny się obejrzały a chłopaki z chytrym uśmiechem popatrzyli na nas.
-Dziewczyny, teraz -powiedziałam i jak oparzone ruszyłyśmy do garażu. Chłopaki tuz za nami ale w pore zamknęłam drzwi. Dobrze że jest okno z tyłu. Co prawda mozna wyjść ale trzeba też z drzewa. To jest tak, wychodzisz przez okno prosto na drzewo a z drzewa na ziem. Nic trudnego.
-Dziewczyny, idziemy przez to okno. Tylko uwaga na drzewo, wejdziemy na nie prosto z okna i później z drzewa na ziem. Pójdziemy za krzakami, w ten sposób nas nie zobaczą. Obejdziemy ich od tyłu i wskoczymy im na "barana". Ja wiecie garaż jest obok basenu więc z łatwością okierujemy ich do wody. -wyszetałam.
-Okay
-Zaczynamy -powiedzialam i otworzyłam okno. Po koleji wychodziłyśmy z garażu i szłyśmy cicho za gęstymi krzakami.Wyszłyśmy zza krzaków i zobaczyłyśmy chłopaków którzy próbowali otworzyć drzwi. Wszyscy stali przy jednym zamku dłubiąc coś w nim. My po cichu do nich podeszłyśmy i wskoczyłyśmy na nich.
-Aaa -zaczeli krzyczeć. Jak dziewczyny. Zaczeli się ruszać, oglądac co to lub kto. My zaczełyśmy się śmiać. Oczywiscie kazda miala innego. Mozna sie domyślic która którego. Zaczełyśmy się ruszać na ich plecach a oni że są silniejsi to zdieli nas z nich. Mogłam to przewidzieć. No trudno.
-Jak wyszłyście?
-Okno..
-A, no tak. Skoro już tu jestescie..-zaczął Riker
-To..-mówił dalej Ellington
-Pora na coś...-mówił Rocky
-Mokrego! -dokończył Ross i na raz złapali nas wskakując z nami do wody. Cholera no.
Jednak nie są tacy ciemni. Mają w tych malych główkach trochę rozumu. No trudno.
-Ross, gdzie ta ręka? -wrzasneła Angela. Mh wybuchliśmy niepochamowanym śmiechem.
-O co Ci chodzi? Mam ją na twoim udzie -powiedział ale trochę nieśmiało
-No właśnie. -powiedziala odrzucając jego dłoń.
-Eh te dzieci -powiedział Riker
-Ty się nie odzywaj, sam trzymałeś Susan za pośladki -powiedziała Tessa. Riker i Susan się zarumienili a my znów zaczeliśmy się śmiać.
-No widzicie. A ja sobie mogę -powiedział Rocky tuląc Tesse.
-Nie, nie możesz skarbie -powiedziala.
*Oczami Susan*
Za 10 minut jedziemy z Tobiasem na lotnisko. To juz za nie całą godzine Tobias będzie w samolocie leciał do Polski. Smutno mi że mój jedyny brat wyjeżdża. To przykre.
-Susan, choć idziemy -powiedziała mama
-Już. -Delly mi pisala że przyjadą na lotnisko się pożegnać. Tobias coś wspomniał że Alex, Angela i Izzy nie przyjdą bo poszli na kolacje do rodziców Izzy, ale się pożegnał z nimi przed tem.
Ruszyliśmy w drogę na lotnisko. Strasznie teraz leci czas. Co minutę mam mniej czasu do spędzenia z bratem. Eh.. Dojechaliśmy na lotnisko, byli już wszyscy, nasi przyjaciele. Zaczeli się żeganć, mówić te miłe słówka, za każdym słowem więcej łez spływało po moich policzkach. Nadeszła kolej na mnie. Nie mogłam nic powiedzieć. Gula w moim gardle byla za duża.
-Nie płacz siostra -przytulił mnie mocno
-Będę za tobą tęsknić, bardzo -powiedziałam
-Ja za tobą też.
-Zadzwon jak będziesz na miejscu. -powiedziałam
-Dobrze, zadzwonie pierwsze do Ciebie.
-Okay
-Pasarzerowie samolotu do Polski proszeni na pokład. -powiedziala babka którą już od tej pory nie lubię.
-Ja idę, do zobaczenia -powiedział, pomachał i poszedł.
Zaczełam płakać, tak bardzo. Zonaczymy się, ja tk wiem ale żyć bez mojego braciszka będzie ciężko.
-Skarbie choć już -powiedziała mama.
Wsiadłam do samochodu, zauważyłam że Lymchowie jeszcze są. Ale nie zwracając na nich więcej uwagi odjechalam do domu, bez Tobiasa.
-Córciu nie płacz. Tobias przyjedzie na święta -powiedziala mama
-Święta dopiero za 3 miesiące.
-Kochanie, nic nie zrobisz. On nie pojechał na wakacje tylko do pracy -powiedział tata. Reszte drogi się nie odezwalam. Bylam zła i smutna.
Za 10 minut jedziemy z Tobiasem na lotnisko. To juz za nie całą godzine Tobias będzie w samolocie leciał do Polski. Smutno mi że mój jedyny brat wyjeżdża. To przykre.
-Susan, choć idziemy -powiedziała mama
-Już. -Delly mi pisala że przyjadą na lotnisko się pożegnać. Tobias coś wspomniał że Alex, Angela i Izzy nie przyjdą bo poszli na kolacje do rodziców Izzy, ale się pożegnał z nimi przed tem.
Ruszyliśmy w drogę na lotnisko. Strasznie teraz leci czas. Co minutę mam mniej czasu do spędzenia z bratem. Eh.. Dojechaliśmy na lotnisko, byli już wszyscy, nasi przyjaciele. Zaczeli się żeganć, mówić te miłe słówka, za każdym słowem więcej łez spływało po moich policzkach. Nadeszła kolej na mnie. Nie mogłam nic powiedzieć. Gula w moim gardle byla za duża.
-Nie płacz siostra -przytulił mnie mocno
-Będę za tobą tęsknić, bardzo -powiedziałam
-Ja za tobą też.
-Zadzwon jak będziesz na miejscu. -powiedziałam
-Dobrze, zadzwonie pierwsze do Ciebie.
-Okay
-Pasarzerowie samolotu do Polski proszeni na pokład. -powiedziala babka którą już od tej pory nie lubię.
-Ja idę, do zobaczenia -powiedział, pomachał i poszedł.
Zaczełam płakać, tak bardzo. Zonaczymy się, ja tk wiem ale żyć bez mojego braciszka będzie ciężko.
-Skarbie choć już -powiedziała mama.
Wsiadłam do samochodu, zauważyłam że Lymchowie jeszcze są. Ale nie zwracając na nich więcej uwagi odjechalam do domu, bez Tobiasa.
-Córciu nie płacz. Tobias przyjedzie na święta -powiedziala mama
-Święta dopiero za 3 miesiące.
-Kochanie, nic nie zrobisz. On nie pojechał na wakacje tylko do pracy -powiedział tata. Reszte drogi się nie odezwalam. Bylam zła i smutna.
*Oczami Angeli*
Od 20 minut jesteśmy u rodziców Izzy, na kolacji. Są bardzo mili ale nurtuje mnie jedna rzecz, po co mnie tu przyciągneli. Po co ta kolacja? Coś się musiało wydarzyć. Już niedługo się dowiemy. Już zjedliśmy było naprawdę dobre. Nie jestem wybredna więc mi wszystko smakuje.
-Chcieliśmy wam coś powiedzieć -zaczął Alex.
Zapadła cisza, po czym zaczeli znów mówić.
-Jestem..jestem w ciąży -powiedziała Izzy
Teraz to dopiero cisza, nawet najcichszy szelest można było usłyszeć. Moja mama zbladła, Izzy mama prawie ze zemdlala. No ładnie. Ojciowie z surową miną patrzeli na nich a ja? Ja bylam zdziwiona, smutna, szczęśliwa i wszystko na jedno.
-Co? -zapytała mama
-Zostanę tatą -powiedział Alex.
Widac było że dziwnie się czuli nasi rodzice, teochę źli a trochę szczęśliwi. Ja żeby rozluźnić atmosfere zaczełam im gratulować. Szczerze powiedziwaszy to nic takiego się nie stało. Są pełnoletni. A ja będę ciocią. Nasi rodzice też raczyli się ruszyć i zaczeli im gratulowac. Moze nie byli za szczęśliwi ale trudno. Przejdzie im.
O 21:10 wróciliśmy do domu. Chyba rodzice nie są tacy źli bo rozmawiają z Alexem normalnie. Więc jest dobrze. Ciekawe jak rodzice Izzy, tego dowiem się jutro.
-Mamo idę się położyć już -powiedziałam gdy zdejmowaliśmy buty.
-Dobrze, dobranoc -powiedziała.
Wyszłam powoli po schodach do mojego pokoju. Gdy przekroczyłam jego próg momentalnie podbiegłam do łóżka i się położyłam. Długo to nie trwało bo musiałam się przebrać i umyć. Więc szybko poszłam to zrobic. Mineło 39 minut a ja byłam już gotowa do spania. Znów położyłam się do łóżka, nim się obejrzałam zasnełam.
Od 20 minut jesteśmy u rodziców Izzy, na kolacji. Są bardzo mili ale nurtuje mnie jedna rzecz, po co mnie tu przyciągneli. Po co ta kolacja? Coś się musiało wydarzyć. Już niedługo się dowiemy. Już zjedliśmy było naprawdę dobre. Nie jestem wybredna więc mi wszystko smakuje.
-Chcieliśmy wam coś powiedzieć -zaczął Alex.
Zapadła cisza, po czym zaczeli znów mówić.
-Jestem..jestem w ciąży -powiedziała Izzy
Teraz to dopiero cisza, nawet najcichszy szelest można było usłyszeć. Moja mama zbladła, Izzy mama prawie ze zemdlala. No ładnie. Ojciowie z surową miną patrzeli na nich a ja? Ja bylam zdziwiona, smutna, szczęśliwa i wszystko na jedno.
-Co? -zapytała mama
-Zostanę tatą -powiedział Alex.
Widac było że dziwnie się czuli nasi rodzice, teochę źli a trochę szczęśliwi. Ja żeby rozluźnić atmosfere zaczełam im gratulować. Szczerze powiedziwaszy to nic takiego się nie stało. Są pełnoletni. A ja będę ciocią. Nasi rodzice też raczyli się ruszyć i zaczeli im gratulowac. Moze nie byli za szczęśliwi ale trudno. Przejdzie im.
O 21:10 wróciliśmy do domu. Chyba rodzice nie są tacy źli bo rozmawiają z Alexem normalnie. Więc jest dobrze. Ciekawe jak rodzice Izzy, tego dowiem się jutro.
-Mamo idę się położyć już -powiedziałam gdy zdejmowaliśmy buty.
-Dobrze, dobranoc -powiedziała.
Wyszłam powoli po schodach do mojego pokoju. Gdy przekroczyłam jego próg momentalnie podbiegłam do łóżka i się położyłam. Długo to nie trwało bo musiałam się przebrać i umyć. Więc szybko poszłam to zrobic. Mineło 39 minut a ja byłam już gotowa do spania. Znów położyłam się do łóżka, nim się obejrzałam zasnełam.
*Oczami Rikera*
Wróciliśmy do domu o 20:45 byliśmy u rodziców. Tak postanowiliśmy ich odwiedzić. Tęskniliśmy za nimi. Przez cały czas myślałem jak tam u Susan, czy dalej płacze. Może zadzwonię do niej. Tak, zrobie to.
Wybrałem numer do dziewczyny i po paru sygnałach odebrala.
-Hej -przywitałem się z dziewczyną.
-Hej -odpowiedziala zaspanym głosem
-Obudziłem cię?
-Nie, ja tylko leżałam.
-Tak, jasne. Obudziłem Cię.
-No dobra, obudziłeś.
-Przepraszam
-Spoko, po co dzwonisz?
-Chciałem zapytac jak się trzymasz.
-Dobrze, nic mi nie jest.
-To dobrze.
-Riker, wybacz ale jestem zmęczona. Porozmawiamy jutro.
-Dobrze, nie ma sprawy. To ja przepraszam że cię obudziłem.
-Wybaczam. Dobranoc
-Dobranoc
Rozłączyliśmy się, odłożyłem telefon na stolik i poszedłem wziąć prysznic. Jak dobrze że jest okay. Martwiłem się. Moze Ross ma racje. Powinienem z nią porozmawiać o uczuciach? Nie...głupi pomysł zwłaszcza że jedziemy w trasę. Eh.. jakie to życie jest trudne. No nic. Wyszedłem z lazienki i położylem się na łóżku. Z myślami głównie o Susan zasnąłem.
★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★
No hej. Jak tam życie? xD Napisałam 20 rozdział *-* Jak zwyklę nie najlepszy ale staram się. Następny myśle że niedługo :").....Co by tu...aaa..wiem..Miłego dnia/wieczoru/nocy =D Pozdrawiam ;3
Wróciliśmy do domu o 20:45 byliśmy u rodziców. Tak postanowiliśmy ich odwiedzić. Tęskniliśmy za nimi. Przez cały czas myślałem jak tam u Susan, czy dalej płacze. Może zadzwonię do niej. Tak, zrobie to.
Wybrałem numer do dziewczyny i po paru sygnałach odebrala.
-Hej -przywitałem się z dziewczyną.
-Hej -odpowiedziala zaspanym głosem
-Obudziłem cię?
-Nie, ja tylko leżałam.
-Tak, jasne. Obudziłem Cię.
-No dobra, obudziłeś.
-Przepraszam
-Spoko, po co dzwonisz?
-Chciałem zapytac jak się trzymasz.
-Dobrze, nic mi nie jest.
-To dobrze.
-Riker, wybacz ale jestem zmęczona. Porozmawiamy jutro.
-Dobrze, nie ma sprawy. To ja przepraszam że cię obudziłem.
-Wybaczam. Dobranoc
-Dobranoc
Rozłączyliśmy się, odłożyłem telefon na stolik i poszedłem wziąć prysznic. Jak dobrze że jest okay. Martwiłem się. Moze Ross ma racje. Powinienem z nią porozmawiać o uczuciach? Nie...głupi pomysł zwłaszcza że jedziemy w trasę. Eh.. jakie to życie jest trudne. No nic. Wyszedłem z lazienki i położylem się na łóżku. Z myślami głównie o Susan zasnąłem.
★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★
No hej. Jak tam życie? xD Napisałam 20 rozdział *-* Jak zwyklę nie najlepszy ale staram się. Następny myśle że niedługo :").....Co by tu...aaa..wiem..Miłego dnia/wieczoru/nocy =D Pozdrawiam ;3
Bombowy jest ten rozdział !!!!!!!!!!!!!!!!!!! Czekam na następny, uwielbiam to co piszesz... Ciekawe co zrobi Riker?? Dowiem się w późniejszym rozdziale :)
OdpowiedzUsuńŻyczę VENY <3