niedziela, 27 września 2015

Epilog

*4 miesiące później*
-Susan. Choć już, musimy jechać -krzyczał Tobi. Dzisiejszy dzień jest najważniejszy w moim życiu, dzisiaj biore ślub z chłopakiem którego kocham nad życie.
-Idę. -zeszłam po schodach i stając w holu popatrzyłam na rodziców, brata i przyjaciół. Parę łez spłyneło po moim policzku. Za dwie godziny nie będę Panną Fox tylko Panią Lynch w dodatku moje życie się zmieni.
-Kocham was -powiedziałam do rodziców i się do nich przytuliłam.
-My ciebie też kochanie.
...
Po ślubie ruszyliśmy w strone sali gdzie miało się odbyć wesele.
Było wiele osób które są bardzo ważne dla mnie. To było najważniejsze, że są teraz ze mną.
-Sus, ja na chwile wychodze. Będe niedługo.-powiedziała Angela i wyszła.
Widziałam że Ross na nią zerka, a gdy wyszła on poszedł za nią.

*Oczami Angeli*
Wychodząc z sali poczułam się dziwnie. Było mi smutno. Może to dlatego że wiem iż teraz będzie inaczej. Nasze spotkania się ograniczą. To nie będzie przyjemne. Nagle przede mną stanął Ross.
-Angela, wszystko w porzątku?
-Tak, czemu pytasz?
-Bo wyszłaś.
-Chciałam tylko troche świerzego powietrza.
-Oh..okay. Słuchaj, dziś wieczorem pojedzjesz ze mną do domu? Zapomniałem czegoś zabrać.
-To choć teraz.
-Niee..teraz mi to nie potrzebne. Później.
-No okay.
Ross złapał mnie za ręke i razem weszliśmy na sale.
Po zjedzeniu obiadu zaczeliśmy tańczyć. Było wspaniale, wszyscy dobrze się bawiliśmy.
Pod wieczór Susan z Rikere gdzieś wyszli, wiadomo gdzie.
Za to my nadal doskonale spędzaliśmy czas.

*Oczami Rockyego*
Ciekawi mnie jedna rzecz, a mianowicie..gdzie znajduje się Tessa. To jest nie spotykane bym ja nie wiedział gdzie ona jest.
-Delly gdzie Tessa?
-Poszła z mamą do kuchni zapytać kiedy będzie kolacja.
-Okay, dzięki.
Wyszedłem na zewnątrz, byli tam Ell z kilku innymi chłopakami.
-O Rocky, choć gadamy właśnie o naszym zespole.
...
Mineły kilka miesiące od ślubu Susan i Rikera. Para jest bardzo szczęśliwa że są razem. Właśnie teraz razem z przyjaciółmi siedzą w salonie i wspominają ich pierwsze spotkanie.
-Pamiętacie jak Ross mylił się na próbie bo nie mógł przestać się gapić na Angele?-zaśmiała się Rydel
-Taak, albo gdy Susan upadła na podłoge -powiedziała Angela
-Ej to nie było śmieszne.
-Wcale..
-Było tak dobrze -powiedział Ross
-A teraz nie jest?-zapytał Ell
-Jest. Nawet lepiej -popatrzył na Angele i się uśmiechnął. Dziewczyna odezajemnia uśmiech.
-Wiecie co? Jestem bardzo szczęśliwa że was mam. -powiedziała Tessa.
-Los się do nas uśmiechnął -powiedziała Susan.

*parę minut później*
*oczami Susan *
Siedziałam w pokoju Rikera,  albo i nawet już naszego pokoju,  z laptopem na kolanach. Chłopak siedział kolo mnie bawiąc się moimi włosami.  Ja natomiast przeglądam mieszkania,  w razie jakbyśmy chcieli się wyprowadzić,  w co wątpię.
- Czemu szukasz tak tych mieszkań? - zapytał dość cicho. - nie chcesz tu mieszkać?
- oczywiście,  ze chcę. Nie szukam żadnego mieszkania,  tylko tak ogólnie,  spokojnie. 
- No ja myślę - pocałował mnke w policzek. - długo jeszcze bedziesz?
Spojrzałam się na niego oraz zamknęłam laptopa i odłożyłam go na miejsce.  Po chwili chłopak pocałował mnie. 
- Wtedy kiedy widziałem Cię pierwszy raz w Starbucksie, nie sądziłem,  ze będziesz moją żoną.  - jak to cudownie brzmi "moja żona "
- a wiesz, że ja tak samo?
Uśmiechnął się
- a zabrałaś wszystko z tamtego mieszkania?
- Zdaje mi się że tak ale sprawdzę.  - Riker zaczynał wstawać żebym mogła wstać.  - ale jutro. - położyłam się na łóżko. 
- jak się czujesz z tym,  ze już nie jestes panna Fox?  Tylko panią Lynch?  - przytulil mnie. 
- A może ja nie przejąłam Twojego nazwiska.
- przejęłaś,  Napewno. 
Wtulila się bardziej w jego tors.
- Dobranoc - odezwałam się układając do spania.
- Już? Tak szybko?
- mój drogi, jest prawie 2.
- Oh...  To dobranoc - uroczo się uśmiechnął

Wstałam około 6 rano,  Rikera nie było już w łóżku co mnie bardzo zdziwiło.  Nie spieszac sie poszłam do kuchni.  Ku mojemu zdziwieniu siedzieli tam wszyscy moi przyjaciele.  Uśmiechałam się sama do siebie, bo nikt mnie nie zauważył. Troche szybszym krokiem podeszła do nich i każdego mocno przytuliłam,  a zwłaszcza Angele.  Czy teraz dużo w naszym życiu się zmieni?  Nie będziemy się już spotykać tak często jak kiedyś?  Aż w końcu kompletnie stracimy kontakt? Mam nadzieję,  że nie.
- Dzień dobry wszystkim  - każdy mi odpowiedział.
- Jak tam? 
- Byloby wspaniale gdyby tylko Riker pospieszyl sie ze śniadaniem, bo głodny jestem - mówił oburzony Rocky, na co tylko się zaśmiałam.
- a co dzisiaj tak wcześnie? 
- a tak jakoś wyszło.  Brakowało nam tego. - odezwała się Angela
- Mi też...
Po paru minutach wszystko było na stole. Jedliśmy jajecznice.  Była bardzo dobra,  muszę przyznać.  Kolejnym punktem naszego dnia było posprzątanie,  ogarniecie sie gdyż połowa z nas była jeszcze w piżamie,  następnie nie wiedzieliśmy czy pójść do kina,  na kręgle czy na plażę.  Poszłam na górę szybko się ogarnąć.  Rozpuściłam swoje włosy,  pomalowałam   rzęsy,  zrobiłam kreski,  ubrałam czarne legginsy,  tego samego koloru trampki oraz czerwoną koszule w kratę.  Kiedy wyszłam to każdy był ubrany tak "porządnie". Nie jak kiedyś czyli pierwsze lepsze ciuchy.  Postanowilismy, że wybierzemy się do kina.  Film mieliśmy ustalić na miejscu.  Podczas drogi było bardzo cicho więc postanowiłam zacząć temat.
-  nie sądzicie ze przez niektóre sytuacje,  nasze życie strasznie się zmieni?  - mówiłam dość smutno.
- co masz na myśli?  - odezwała się Delly.
- Na pewno nie będziemy już tak często sie spotykać,  a nawet jeśli to nasze spotkania będą wyglądać inaczej.  Przez to pewnie stracimy ze sobą kontakt...  Nie wiem jak wy,  ale ja nie wyobrażam sobie życia bez niego was.
Nastała niezręczna cisza.
- Susan,  na pewno nie stracimy kontaktu.  Patrząc nawet na logikę,  jestes z moim bratem, Angela jest z moim innym bratem,  ja jestem z Ellem.  Tu nie możliwe jest żeby stracić kontakt - zaśmiała się Rydel
- no ale nigdy nie wiadomo jak wszystko się potoczy. 
- oj nie szukaj dziury w całym, kochana - odezwała sie Angela.
- Nie wiem jak wy,  ale ja nie mam ochoty na film.. - udzielił się Ellington.
- Teraz to mówisz?!  - lekko wkurzył się Riker
- tak.  Ale zawsze zamiast tego możemy iść na plażę, albo... O!  Skoro tak wspominacie możemy pójść do Starbucksa. Każdy spojrzał się po sobie i bez słowa udaliśmy się do kawiarni.  Zajęliśmy stolik, który był najdalej - jak za pierwszym spotkaniem.
- Pamiętacie nasz koncert w Starbucksie? - zapytał Ross
- I jak KTOS  ciągle się mylił patrząc na jedną obecną niewiaste. 
- Haha,  skąd ten pomysł,  Riker - zaśmiał się blondyn
- Albo jak ktoś się przewrócił przed drzwiami - Rydel spojrzała sie na mnie
- Oj już przestań! 
Siedzieliśmy tutaj prawie dwie godziny.  Zaczęło robić się już późno wiec postanowilismy wrócić do swoich domów.  Nasze pożegnanie trwało prawie godzinę.  Nic dziwnego,  często tak było.  Będzie mi tego brakować.  Kiedy byliśmy w domu Riker poszedł do kuchni,  a ja się przebrać. Czy teraz tak bedzie wyglądało nasze życie ? Mimo wszystko będziemy dalej spotykać się tak jak wcześniej?  Zrobiłabym wszystko żeby tak było.  Zmyłam swój makijaż i poszłam pod szybki prysznic,  przy okazji umyłam włosy.  Po tym ubrałam bielizne oraz długa koszule nocna z Kubusiem Puchatkiem.  Stałam przed lustrem i Rozczesywałam włosy.  Nagle naszła mnie jedna myśl.  Kiedy skończyłam zaczęłam zdejmować swoje kolczyki.  Patrzyłam się na siebie przez parę minut w lustrze. 
Tak,  nasze życie pozostanie takie same.

*Angela *
Kolejny nudny dzień. Nie narzekam na nie,  gdyż spędzam je z moimi przyjaciółmi. Poprostu często robimy to samo, jest nudno ale zarazem miło i fajnie.  Dziwne,  prawda? 
Teraz siedziemy wszyscy razem. Każdy ma telefon,  razem ze mną. W domu Rossa panuje grobowa cisza.  Normalne spotkanie osób XXI wieku. Jedna rzecz mnie ciekawi,  a mianowicie to,  że piszą coś na telefonach i raz na jakiś czas zerkają na siebie. Mają jakąś tajemnicę?  To nawet Susan zachowuje się jak oni. W pewnym momencie spojrzałam się na mnie,  w tym momencie zlapalysmy kontakt wzrokowy. Patrząc na nią podniosłam jedną brew do góry,  a dziewczyna szczerze i szeroko uśmiechnęła się do mnie pokazując swoje białe zęby.  Nie wiedziałam o co chodzi,  a musi o coś chodzić.  Nagle odezwał się Riker.
-Wybaczcie,  ale ja idę się przejść.  - każdy spojrzał się na niego jakby oczekiwali dokończenia zdania. - Oczywiście z Susan. 
Po tych słowach oboje wstali,  pożegnali się i wyszli. 
- A my musimy iść do mnie pomóc mojej mamie - powiedział Ellington wstając z kanapy razem z Rydel.
- A my musimy kupić parę produktów do domu.  - Powiedział Ryland wstając z resztą.  Resztą czyli Rocky,  Tobias,  Camila i Tessa.
Coś mi tu nie pasuje...
Kazdy chłopak,  ktory przechodzil koło Rossa przybil mu żółwika,  a dziewczyny przytulały mowiac coś na ucho uśmiechając się.  Pewnie myśleli,  że nie zauważę...
Kiedy wszyscy wyszli Ross usiadł kolo mnie, objął mnie i pocałował delikatnie w czoło. 
- To jak...  Zbieramy się?  - mówił lekko smyrajac mnie nosem po policzku.
- Ale gdzie?  Byłam zdezorientowana.
- Haha,  zobaczysz.
- Mam się bać?  - zapytałam odsuwajac się od niego.
- Nie ma czego.  - powiedział podając mi rękę żebym mogła wstać.  Kiedy wstałam to byłam blisko niego. Wykorzystując okazję od razu szybko pocałowalam go w usta.
Idziemy już parę minut.  Trzymamy się z ręce.  Ross odzywa się do mnie strasznie słodko,  nawet za słodko. Tak samo się też zachowuje.  Coś się stało albo o coś mu chodzi. Irytował mnie tylko fakt, że chmury wyglądały na deszczowe, a ja mam na sobie zwykłe trampki i lekka bluze, podobnie jak Ross. Jak zacznie padać to nieźle zmokniemy. 
Dotarliśmy do parku, w którym często coś się działo.  Bardzo lubiłam ten park. Dobrze mi się kojarzył. 
- Tutaj chciałeś mnie zabrać? - zapytałam.
- Tak,  coś nie tak?
- Nie!  Jest dobrze tylko, że zaraz może się rozpadać.
- To nic,  będzie jeszcze lepiej. - powiedzial po czym mocno się do mnie przytulił.  Kiedy skończył to złapał moją rękę i poszliśmy dalej.
Chodzimy już jakieś dwie godziny.  Deszcz przed chwilą zaczął padać.  Już zrobiło się ciemno,  a według Rossa jest klimatycznie.  W pewnym momencie chłopak zatrzymał się, stanął za mną i zawiazal mi oczy.
- a Ty co? Chcesz mnie porwać?
- Haha,  nie. Zdejmij opaskę Jak Ci powiem,  dobrze?
Pokiwalam głowa na tak. Po minucie słyszałam gleboki wdech i wydech Rossa,  a następnie ze mogę już ją zdjąć. To co zobaczyłam wywołało u mnie łzy w oczach.  Ross kleczal przede mną i trzymał pudełko z pierścionkiem.  Zakrylam sobie usta dłonią z wrażenia i spłynęła mi jedna łza.  Oczywiście ze szczęścia. 
- Angela... Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?  - mówił zestresowanym głosem.
Podeszłam do niego bliżej i zdjęłam rękę z ust.
- Tak ! - powiedziałam z wielkim uśmiechem. Chłopak założył mi pierścionek a nastepnie przytulil mnie kręcąc mną dookoła. Nie przeszkadzal nam deszcz,  ani to że przechodni patrzyli się na nas. Ta chwila była najlepsza chwilą w moim życiu i nikt nie mógł tego zepsuć.

czwartek, 10 września 2015

Rozdział 34

Po powrocie do domu razem z Rossem poszliśmy do niego a reszta została w salonie.
-Więc...-mówiłam
-Więc co?
-Może..a nie ważne -uśmiechnełam się i położyłam na łóżku Rossa. Musze przyznać że jego poduszka jest strasznie miękka. Ja w domu takich nie mam.
Ross podszedł do łóżka i spojrzał na mnie. Później położył się obok. Odwróciłam głowe by spojrzeć na jego twarz. Patrzył na mnie z uśmiechem.
-Coś nie tak?
-Ciii -uśmiechnął się. Po chwili jednak mnie pocałował. Oddałam pocałunek. Ross powoli przesówał się w moją strone tak że leżał na mnie. Ciagle mnie całował a ja nie byłam w stanie zaprzeczyć.
-Angela...kocham cię -piwiedział podnosząc lekko koniec mojej koszulki.
-Ja ciebie też -włożyłam moje ręce na jego szyje, czym przyliżyłam jego twarz do mojej. Pocałowaliśmy się. Ross coraz bardziej próbował pozbyć się ze mnie ubrań. Moja koszulka leżała już na podłodze. Ja nie wiedziałam co robić. Czy chce tego czy nie.
Postanowiłam że zrobie to. Zżuciłam z niego koszulke i czule pocałiwałam.
Ręka Rossa powędrowała na moje plecy gdzie było zapięcie od stanika. Nagle do pokoju wpadli Susan, Rydel, Tessa, Riker i Ellington. Ross ze mnie zszedł i jednym ruchem ręki zakrył mnie kołdrą, a sam ubrał koszulke.
-Dla waszej wiadomości puka się!!-warknął
-Przepraszamy ale chcieliśmy zapytać czy idzieci z nami do ogrodu, będziemy pływać, siedzieć itd. -powiedziała Rydel
-Yy..t-tak zaraz przyjdziemy.-powiedziałam zawstydzona.
Nasi przyjaciele wyszli a ja odkryłam się i chciałam wstać ale poczułam że mam luźno stanik.
-Odpięty -zaśmiał się Ross widząc moja mine. Chwyciłam dwie końcówki zapięć, chciałam zapiąć ale Ross chwycił moje ręce i dał do przodu, znów położył się na mnie całując mnie i tym razem zdiął ze mnie stanik.
-Ej, co robisz?
-Nic nie mów. -zaczął kierować się w dół. Dotknął ustami moich piersi. Poczułam nieziemskie uczucie.
-Ross, to strasznie przyjemne ale nie. Choć idziemy do nich.
Ross choć niezadowolony to podał mi stanik i koszulke.
Po paru minutach byliśmy na dole. Wszyscy dziwnie się na nas patrzyli. To było denerwujace.
-No to co pływamy.-piwiedział Ell. Wszyscy prócz mnie i Delly wskoczyli do basenu.
-A wy czemu nie idziecie?-zapytał Rocky
-Ja nie mam stroju a Delly nie wiem -zaśmiałam się
-Choć tu -powiedział Ross
-Nie, znając życie pociagniesz mnie i wpadne do basenu.
-Yy nie?
-Yy tak.

*Miesiąc później*
*Oczami Susan*
Kto by pomyślał że ja. Dziewczyna z kolczykiem, słuchająca rapu zakocha się w blondynie tworzącego muzyke rodzaju pop. Świat jednak ma wiele niespodzianek. Tak strasznie go kocham i nie wiem jakie by było życie bez niego.
-Susan, ruszaj się. -poganiały mnie dziewczyny. Idziemy właśnie do pizzeri gdzie miałyśmy się spotkać z chłopakami. Mają przygotowany jakiś plan zajęć na dzisiejszy dzień. Boje się co będziemy robić.
Parę minut później siedziałyśmy w pizzeri gdzie byli chłopcy.
-No więc tak. Pierwsza rzecz. -zaczął Ellington -Idziemy do wesołego miasteczka.
-Wesołe miasteczko? Po to ściągaliście nas do pizzeri by powiedzieć że do wesołego miasteczka idziemy? -zapytałam
-Daj dokończyć -powiedział Riker. -Później idziemy na plaże gdzie rozpalimy ognisko
-Okay. Jest godzina 15:00. Na 16:00 będziemy w wesołym miasteczku a o 19:00 idziemy na plaże. -powiedział Ross.

*godzine później*
Od 20 min jesteśmy w wesołym miasteczku. Jak się z tym czuje? Hmm...jest dziwnie. Chłopcy tak to zorganizowali że o mało nie wypadliśmy z karuzeli. Riker dał jakiś taki dziwny sygnał do Pana który zajmuje się karuzelą by zatrzymał ją. Akurat w tym momencie gdy Delly i Ell siedzieli bokiem. To chore. Nawet nie chce myśleć co będzie dalej.
-To ostatni raz gdy organizujecie wypad do wesołego miasteczka -powiedziała Angela.
-Oj nie marudź kochanie-powiedział Ross całując ją w policzek.

*Parę godzin później*
*Oczami Rydel*
W 100% pewności mogę powiedzieć że to najgorszy wypad do wesołego miasteczka. Myślałam że zwymiotuje na tych karuzelach. Kocham karuzele ale jak nie kręcą się jak gdyby nie miały przestać. Zjadłam tyle owadów. Blee..
-Riker czy wy w końcu rozpalicie to ognisko? -zapytała wkurzona Tessa. No tak. Chłopaki nie mogą rozpalić ogniska.
-Wstyd chłopcy, wstyd -zaśmiałam się.
-Sama tego nie rozpalisz -powiedział Rocky
-Przesuń się-powiedziałam. Chwyciłam za pudełko z zapałkami które trzyma Ell, zapaliłam jedną zapałke i podłożyłam do kartki papieru i do drzewa. Powstał ogień a chłopcom szczęki opadły.
-No nie źle. Delly jedna zapałką rozpaliła ogień a wy jednym pudełkiem nie mogliście-zaśmiała się Sus.
-Dells kochanie, jesteś mistrzem -przytulił mnie Ell
-No raczej -zaśmiałam się. -A wy co tak szepczecie?-zapytałam Angele i Rossa którzy się uśmiechają i coś mówią.
-Nie nic -powiedział Ross
-Młody chce mieć wolną chate dziś wieczorem -powiedział Rocky.
-Czyżby nasza kochana para chciała dokończyć to co było bodajże miesiąć może półtorej temu? -powiedziała Tessa
-Przestańcie dobra -powiedziała Angela z uśmiechem od ucha to ucha.
-Trafiony. No wiesz ty co? Przed ślubem? -powiedziałam
-Przepraszam bardzo ale czy wy nie macie o czym rozmawiać tylko o naszych współżyciach?-zapytał Ross.
-Braciszku ale to jest ciekawe-zaśmiał się Riker za co dostał łokciem od Susan.
-Koniec tego tematu. Mam pytanie, kiedy macie koncert?-zapytała Susan
-Nie wiemy jeszcze.
...
-My idziemy na spacer -powiedział Ross ciągnąc za sobą Angele.
-Okay -odpowiedziałam.

*Oczami Angeli*
-Ross nie cjągnij mnie tak -zaśmiałam się. -Nie widać nas już.
-Nie chce by nas widzieli tak?
-To co ty chcesz ze mną zrobić?-zapytałam
-Jak myślisz?-mruknął do mojego ucha i dotknął końca mojej bluzki podnosząc ją lekko.
-Jesteśmy na plaży.
-To nie problem -pocałował mnie i przyciągą do siebie bardzo blisko.
Można powiedzieć że czułam jego przyjaciela.
Oddałam pocałunek, chciałam się oderwać ale mi nie pozwolił.
-Jeszcze nie -powiedział i jeszcze raz mnie pocałował.
-Ross dość. -zaśmiałam się
-No weź. -powiedział dotykając mojego tyłka
-No co?
-Nic -zaczął całować moją szyje.
-Opanuj się, jesteśmy na plaży.
-Ugh..no dobra. Fajnie. -powiedział zły. A niech się pozłości.
...
Gdy doszliśmy do ogniska Delly zaproponowała grę w butelke. Każdy z chęcią przyznał jej racje. Dziewczyna wyjeła butelke.
-Ja zaczynam-powiedział Rocky i zakręcił butelką. Wypadło na Rikera.
-Pytanie.
-Ile razy wpadł ci telefon w wychodek?
-Umm..3-4 razy.
Serio? Co on na tym telefonie w toalecie robi? Teraz wypadło na Tesse.
-Wyzwanie. Kocham wyzwania.
-Dobra...yy..zrób szpagat-zaśmiał się Rik.
-Chcesz żebym nogi połamała?!
-Dobra sorry, uderz Rockyego!
-Przeginasz Lynch!-warknela ale uderzyla swojego chłopaka. Gdy Tessa zakręciła wypadło na Rossa.
-Pytanie.
-Czemu jesteś taki zły?
-Tak po prostu. -ja się zaśmiałam a on prychnął. Ross zakręcił i wypadło na Ella.
-Pytanie.
-Ile razy współżyłeś ż moją siostrą?
-Ross!! -krzykneła Rydel
-Też cię kocham. No mów Ell.
-Wiele razy prawda skarbie -uśmiechnął się Ell i pocałował Dells w policzek.
Gdy Ell zakręcił wypadło na mnie.
-Wyzwanie.
-Podejdź do tamtego bruneta i go pocałuj.-Ell wskazał palcem na przystojnego bruneta.
-Mm..z chęcią -zaśmiałam się zerkając na Rossa. Był zły, bardzo zły.
-Serio zrobisz to?-zapytały dziewczyny. Puściłam im oczko na znak że nie ale powiedziałam co innego.
-Oczywiście. Takie moje wyzwanie. -wstanełam z kocyka i szłam w strone bruneta. Byłam dość daleko od reszty gdy usłyszałam że ktoś krzyczy imię mojego chłopaka.
-Ross!!! Zaczekaj!!
Widziałam że chłopak kieruje się w moją strone i serio nie jest zadowolony.
-Coś się stało?
-Jeszcze pytasz?!! Jeśli go pocałujesz to możesz zapomnieć o mnie. Ze mną całować się nie chcesz a z jakimś gościem tak.
-Uspokój się. -popatrzył na mnie zły i odszedł. Stałam tak chwile patrząc jak chłopak kieruje się w stronę zachodniej plaży gdzie jest mało osób. Biegłam za nim.
-Ross zaczekaj.
-Co? -zapytał ale szedł dalej.
-Zaczekaj mówie!
-Ross się zatrzymał a ja podbiegłam do niego. Chwile stałam próbując złapać powietrzem.
-Czy ty serio myślałeś że ja go pocałuje?
-A nie? Twoje słowa i wyraz twarzy mówiły że ty go chcesz zjeść! -krzyknął. Rozglądnełam się czy ktos nie patrzy bo cicho to on nie mówi. Z oddali widziałam jak patrzą tylko nasi przyjaciele.
-Idiota. -powiedziałam
-Coś ty powiedziała?
-To co słyszałeś.
-Fajnie. -ruszył z miejsca i szedł dalej.
-Zaczekaj no.
-Odczep się. -pobiegłam za nim, pociąnełam go za ręke odwracając tym samym w moją strone. Wbiłam się mocno w jego usta i dość długo go całowałam.
-Jeszcze raz będziesz zły o takie bzdury to zobaczysz -powiedziałam w jego usta.
-Jak mam nie być zły?
-Po prostu.

*Oczami Susan*
-Ell masz szczęście że się teraz całują. Jeśli by się pokłócili to ty byś się całował ale z ziemią -powiedziała Delly
-Oj no błagam.
Para do nas wróciła za to koleja odeszła. Tessa i Rocky poszli do dziewczyny. Ciekawe co ich tak pognało.
-No to co? Pogodzeni?- zapytał Riker obejmują  mnie.
-Nie. Oczekuje przeprosin -powiedział Ross
-Marzysz. -zaśmiała się brunetka.
-Żebyś wiedziała.
-Okaaay?
-Jesteście zabawni. -powiedział Ell
-Ej wracamy już?- zapytałam
-Tak.
Po 20 min byliśmy już w domu. Każdy w swoim domu. Na samą myśl o dzisiejszyn dniu chce mi się śmiać. Było fajnie.

czwartek, 3 września 2015

Rozdział 33

*oczami Angeli *
Wczoraj w końcu od dwóch dni spotkałam się z Rossem.  Tęskniłam już za nim.  Szczerze mówiąc nie robiliśmy nic specjalnego tylko oglądalismy filmy i gadaliśmy ze sobą.  Brakowało mi tego mimo że to tylko  2 dni. Obecnie siedzę u Rossa na łóżku i przyglądam mu się jak śpi.  Tak,  spałam dzisiaj u nich.  Postanowiłam że zejdę na dół,  może ktoś już nie będzie spał.  Po cichu wyszłam z jego pokoju i kierowałam się ku kuchni.  Na szczęście oraz ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam tam Rikera,  który siedział przy blacie bawiąc się jajecznica i przeglądając coś na telefonie, klasyk.
- Hej  - nie otrzymałam odpowiedzi.  Chwile potem zauważyłam że miał on słuchawki na uszach.  Nic dziwnego że mnie nie słyszał.  Postanowiłam że zdejmę mu jedną słuchawkę.  Podeszłam do niego i po prostu ja zdjęłam.  Chłopak spojrzał na mnie ze złą miną ale potem się uśmiechnął.
- Czemu nie śpisz?  Jest  6:32. - odezwał się
- Chciałam zapytać o to samo.
- Byłem pierwszy.
- Po prostu już się wyspałam a on dalej śpi, a Ty czemu nie śpisz?
- A...  Tak jakoś - poprawil swoje włosy. 
- Jak było wczoraj? 
- A dobrze, nawet bardzo - uśmiechnął się do mnie.
- Sugerujesz coś?  - podniosłam jedną brew do góry.
- Nie. Po prostu było bardzo miło i ... Sympatycznie. - czuję że coś ukrywał.
- A co robiliście?
- No...  Byliśmy w tej restauracji,  potem byliśmy na spacerze.
- Coś tam się wydarzyło?
- o co ci chodzi? 
- mi?  O nic.  Po prostu czuję ze nie mówisz mi Wszystkiego. 
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć.
- Zaraz zadzwonię po Susan to razem sobie pogadamy.
- A Rob Ty co chcesz,  pewnie ja o obudzisz.  - powiedział po czym poszedł na górę.  Ja natomiast usiadłam na blacie kuchennym i zadzwoniłam do dziewczyny.

* rozmowa telefoniczna *
- Haalo... - chyba ja obudziłam.
- Śpisz?
- Już nie, co chcesz?
- A nic,  może chcesz przyjsc do Lynchow?
- Ugh...  Daj mi chwilę.

* koniec rozmowy telefonicznej *

Po rozmowie usiadłam na miejscu Rikera i jego telefon który był zablokowany.  Postawilam zanieść mu go na górę. Wzięłam go i szłam do celu.
Zapukałam. Od razu otworzył mi drzwi.
- Dwie sprawy.  Zostawiłeś telefon - podałam mu go - a druga to to,  ze Twoja dziewczyna zaraz przyjdzie.
- A to zawolaj mnie jak bedzie i dzieki.
Następna rzeczą jaką była to udanie się do pokoju Rossa i ubrania moich ciuchów z których niestety nie miałam na zmianę.  Kiedy skonczylam się ubierać dziewczyna nie pukając weszla do mieszkania.  Kiedy chciałam do niej podejść widziałam jsk Riker mnie wyprzedził i od razu z uśmiechem mocno przytulil się na przywitanie. Sus stała na palcach żeby mogła dosięgnąć.  To było urocze. 
- Hej  ! - ze mną tez przywitała się przytulając. - to możemy pójdziemy do kuchni, zrobię kawy. 
- Jasne  - miała jeszcze trochę zachrypniety głos.  Kiedy byliśmy w kuchni od razu wstawiłam wodę na kawę a oni zajęli już miejsca.  Oczywiście obok siebie.  Po paru minutach kawa była gotowa.
- Dzieki - podziekowali.  Na początku była cisza.  Nagle kiedy Susan chwycila swój kubek zauważyłam że na jej palcu widnieje śliczny pierścionek.  Czyżby to się wczoraj stalo? Patrzyłam się na jej rękę a dziewczyna nie wiedziała o co chodzi.
- Podaj mi rękę - mówiłam. Sus chciała dać drugą. - Nie tą.
- Coś nie tak?- chwyciłam jej rękę i starannie oglądałam pierścionek
- śliczny
- dziękuję.
- skąd go masz?  - widziałam jak  kątem oka dziewczyna patrzy na Rikera a on kiwnal głową na tak.
- Od Rikera. - to potwierdziło moje przypuszczenia.
- Z jakieś okazji?
- Zareczylismy się wczoraj.  - mimo ze tego się spodziewałam to i tak byłam zaskoczona.  Oczywiście pozytywnie.
- Serio ? Gratulacje  ! - uscisnelam ich po kolei. Nagle do pokoju weszła reszta.
-A co wy się tak z rana przytulacie? - zapytał Rocky
- a bo..  - sus kopnęła mnie w kostkę - tak po prostu
- Ukrywacie coś.  - odezwała się Rydel- dowiem się o co chodzi. Riker..
- No co? - odezwał się wspomniany
- No mi nie powiesz ?
- Wszyscy dowiecie się w swoim czasie o co chodzi. - w odpowiedzi usłyszałam prychniecie Rydel.
- To co dzisiaj robimy? - zapytał Ross
- Miałem w planach abyśmy jakis film obejrzeli a później poszli na kręgielnie.- odezwal się Rocky
- Jestem za  ! - krzyknęła Susan.
- A co robimy na sniadanie? - zadał pytanie Ell
- Ja jakoś głodny nie jestem,  nie wiem jak wy - odezwał się Riker.  Reszta też przyznała że głodna nie jest.
- To jaki film włączamy?  - zapytała Susan podchodzac do telewizora. Sięgnęła na półkę z filmami. - może Madhouse?
- O tak!  - krzyknęłam. Po chwili Rocky zaczął włączać film, a Sus i Riker poszli zrobić popcorn.  Po paru minutach byli z trzema miskami. Jak zawsze usiedliśmy parami i łatwo się domyślić kto z kim.  Mimo że jest to horror nie jest jakoś aż tak straszny.  Strasznie mi się podobał.  Miał coś w sobie. Końcówka była zaskakująca. 
- Okej.. Jest  14. Co teraz?  - zapytała Sus. - Może pójdziemy już?  - odezwał się Rocky. Każdy bez słowa wstał. Po drodze każdy mówił kto z kim wygra. Jednakże ja i Susan jakoś specjalnie grać nie umiemy to nie odzwyalysmy sie  w tym temacie. Po chwili byliśmy na miejscu.
- Najpierw jemy pizze i gramy czy na odwrót?  - każdy dziwnie spojrzal na Rydel.  - no proszę was, znając was na pewno coś tu zjemy.
- Najpierw gra potem jedzenie. -odezwał się Riker. Rocky poszedł rezerwować dla nas tory, a reszta poszła po specjalnie buty.  Po chwili wszystko było gotowe.
- No to kto pierwszy? - Rydel już wybierała kulę.
- Możesz Ty - powiedziałam.  Dziewczyna bardzo przykładala się do gry.  Oczywiście wszystkie kręgle strącila.  Potem wszystko szło już szybko. Kiedy była moja kolei, a Ross zauważył, ze nie idzie mi najlepiej podszedł do mnie.
- Pozwolisz.  - chwycił moją rękę i pomógł mi "trafić". Przy jego pomocy od razu był strike. 
- dziękuję! - krzyknęłam i pocałowałam go.  Po skończonej grze kiedy wygrał Rocky i Ell poszliśmy na pizze.  Zamówiliśmy dwie hawajskie. Długo nie czekaliśmy na nasze zamówienie. Kiedy mieliśmy jedzenie przed sobą każdy od razu rzucił się na kawałek.  Między czasie śmialiśmy się i gadaliśmy.  Przez cały czas widziałam jak Riker mówił coś do Susan a ona mówiła "za chwilę " albo kiwal głowa. Po chwili oboje wstali.
- Mamy wam coś do powiedzenia.  - Odezwała się Susan
- No w końcu  ! - odezwała się Rydel.
- Susan i ja będziemy brać ślub. - dokończył Riker. Rydel stała z otwartą buzią a potem rzuciła się na gratulacje tak jak reszta oraz przez cały czas oglądała pierścionek.  Po chwili kontynuowalismy jedzenie pizzy.