wtorek, 30 czerwca 2015

Rozdział 29

*Oczami Susan*
Dzisiaj było bardzo gorąco i słonecznie, więc postanowiliśmy pójść wszyscy razem na plaże. Siedziałam teraz u Lynchów razem z Angelą. Pomimo, że Tessa ostatnio słabo dogadywała się z Rockym tym razem też była. Jedynie co to nie było Izzy z Alexem. Źle się czuła, a Alex był przy niej. Chłopcy pakowali swoje rzeczy. Ja na szczęście z Rydel i Angelą miałyśmy już wszystko spakowane. Tylko oni, oczywiście na ostatnią chwilę. Wcześniej musieli grać na konsoli. Typowe...
Po jakiś paru minutach byli spakowani. Kiedy szliśmy do samochodu to Riker objął mnie ramieniem i pocałował w policzek. Uśmiechnęłam się na jego gest. Następnie poszedł otworzyć samochód, bo to on prowadził. Po paru minutach byliśmy na miejscu, Szybko rozłozyliśmy swoje koce, a po chwili już było wszystko gotowe. Chłopacy poszli do wody, a ja z dzoewczynami zostałyśmy na lądzie. Po chwili gdy na nich spojrzałam widziałam Rikera, który gadała z jakąś niską brunetką. Zaczepiła go kiedy kierował się do nas. Jakoś nie było widać żeby jej towarzystwo mu przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, bardzo mu się to podobało, Ciągle uśmiechali się do siebie. Co chwile się śmiali, Widać było, że dziewczyna jest nim zainteresowana. Po chwili po prostu wstałam i poszłam w inną stronę,  mówiąc dziewczyną, że idę się przejść. Kiedy odeszłam kawałek to widziałam Rikera, który idzie w moją stronę. Zaczął wręcz odpychać od siebie dziewczynę. Przyspieszyłam kroku. Niestety chłopak mnie dodgonił. Od razu przytulił mnie od tyłu. Od razu poczułam jego mokre i zimne ciało od oceanu, Ciarki momentalnie mnie przeszły. Próbowałam oderwać się od niego. Odwróciłam się do niego przodem, a mu od razu uśmiech zszedł z twarzy,
- Co się dzieje, Susan? - Zapytał zmartwiony,
- Hm... No nie wiem. Jakaś dziewczyna definitywnie cię podrywa a ty jeszcze odpowiadasz jej zalatom, Nie. wszystko jest okej.
Przewrócił oczami.
- Możesz dać sobie spokój? to przecież nic takiego.
- Nic takiego... Riker nie zapominaj ze masz dziewczyne...
- I co? Mam teraz tylko z tobą gadać i nie mogę z nikim innym ?! Bo jak widzisz mnie z inną dziewczyną to od razu źle? Niedługo nie będe mogł gadać nawet ze swoją siostrą !
- Nie rozumiesz o co mi chodzi.... Ki... - przerwał mi
- Jak to nie rozumiem ?! Jesteś najzwyczjaniej w świecie zazdrosna ! Tyle Ci powiem.
- Kiedyś też tak miałam... Niby tylko gadał z dziewczynami.. a tak na prawde zdradzał mnie na prawo i lewo... Jak jeszcze byłam z Alexem widziałam go jak szedł z inną za ręke. Zrozum... zawsze mam jakiegoś cholrnego pecha więc nie dziw się, że jestem wyczulona... - powiedziałam i zaczęłam odchodzić. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą od razu starłam. Ngale czułam, że ktoś bierze mnie pod nogi w tzw. " panna młoda" łatwo było sie domyslić kto To.
- Riker ! Póść mnie !
Nie reagował
Zaczęłam się wyrywać
On przyspieszył,
Bieg w stronę wody.
O nie.
Wiedziałam, wiedziałam, że tak zrobi. Wrzucił mnie do zimnej wody.
- Riker ! - Krzyknęłam chlapiąc go w twarz. - on podszedł do mnie bliżej
- Przepraszam - powiedział i lekko mnie pocałował.

***
- Susan możemy pogadać? - podeszła do mnie Abgela podając mi ręcznik.
- Jasne, to chodź
- Ale.. nie tu.
Powiedziała i prowadziła mnie na miejsce dalej. Czyżby coś się stało?
- Coś się stało ? - zapytałam zmartwiona
- Tak chciałam pogdać. Oststnio nie mamy czasu, tak jak kiedyś. Jak tam ci się układa z Rikerem?
- No... Jest dobrze. Nawet bardzo - uśmiechnęłam się.
- Nie sądzisz ze kiedy poznalyśmy ... no wiesz .. - przerwałam jej
- Lynchów?
- Tak, dokładnie. Zaczęlyśmy się od siebie oddalać? Kiedś bylyśmy najlepszymi przyjaciółkami, gadałyśy zawsze i wszędzie o wszystkim. Teraz... - Znowu jej przerwałam
- Albo ja jestem z Rikerem, albo ty u Rossa. A nawet jeśli juz jesteśmy razem z nimi to nie gadamy. Za dużo zaczęlyśmy spędzać z nimi czasu, nie sądzisz?
- Myślisz ze wcześniej było lepiej?
Pokiwałam głową.
- Dla naszej przyjaźni. Oczywiście nie żałuję, że ich poznałam ale rozumiesz...

*Oczami Rikera*
Poszłem razem z Rossem za dziewczynami, Chcieliśmy wiedzieć o czym gadały, Słyszałem prawie wszystko. Do momentu ze bez nas było jej lepiej. Później już nie chciałem jej słuchać tylko odszedłem. Ross stał tam do końca. Chciał mi wszystko wytłumaczyć ale nie chciałem tego słuchać. Zostawiłem kluczyki Ross, a sam postnowiłem wrócić do domu, Zastanawiałem się po drodze, jkaby wyglądało nasze życie jkabyśmy ich nie poznały. Jakby zmieniło się dla mnie... Dla Rossa. Po chwili zadzwonił mój telefon. Kiedy zobaczyłem, że to Susan zignorwałem go. Załozylem słuchawki na uszy.
Po godzinie słyszałem jak ktoś puka do mojego pokoju, a potem po cichu do niego wchodzi, Była to Sus.
Usiadła na łóżku.
- Czemu poszłeś bez słowa?
- Po co ja tam byłem? Miałaś Angele... - przerwała mi
- Riker o czym ty mówisz?
- Podobno życie bez nas było lepsze ! - Wstałem, a dziewczyna zaraz po mnie
- Riker to nie tak !
 - Wyraźnie słyszałem...
- Podsłuchwiałeś mnie ! - Mówiła z wyrzutem
- Nie zmieniaj tematu.
- Nie chodziło ze ogołnie bez was, tylko... - przerwałem jej
- Nie tłumacz się ! Nie obchodzi mnie co miałas na myśli ale w każdej formie to zabolało jak to mówiłaś !
Spłynęła jej łza po policzku.
- Wiesz co... skoro tak mówiłaś, że było lepsze .. to może dajmy sobie spokój ?! - wcale nie chciałem tego mówić..
- Chcesz zerwać ? - mówiła przez łzy
- Jesteś rozumna, tak sądze, Więc to co słyszałaś...
Po moich słowach wybiegła z mojego pokoju. Widziałem ją jak praktycznie biegnie po schodach, Jedną ręką chwyciła torbę, a drugą zasłoniła sobie usta. Wszyscy pytali się co się stało natomiast ona wybiegła z domu trzaskając drzwiami. Wyjażałem przez okno w celu zobaczenia gdzie idzie. Nie poszła do swojego domu tylko biegła przez siebie. Co ja zrobiałem...

*Oczami Angeli*
Każdy był zdziwiony zachowaniem blondynki. Spojrzałam na schody i widziałam w nich Riker, który zacisnął usta na wąską kreskę po czym zszedł do nas.
- Co się stało ? - zapytała Rydel
Nie odpowiedział.
- Riker ...?
Znowu nic, ślepo patrzył się w ściane. Przez parę minut chcieliśmy wiedzieć co się dzieje, ale nic nie mówił. Nagle w pewnym momencie chwycił się za włosy i spóscił głowe.
- Jestem największym, kurwa idiotą i dupkiem .. - mówił cicho, a następnie wyszedł.
Każdy spojrzał się po sobie.
- Może zerwali... - odezwała się Rydel
- Nie... Ona go kocha,a on ją. Nie sądze... - mówił Rocky.
- No chyba, że... chodziło mu o to co dzisiaj słyszał - odezwał się Ross podnosząc wzrok.
- Co słyszał ?
- Miałem pomysł, żeby dla żartów podsłuchać o czym gadała Sus z Angelą. Słyszał kawałek tylko,a  reszty nie chciał sonie wytłumaczyć. Możę o to mu chodziło... Wiesz jaki on jest.. - Rydel mu przerwała.
- Kiedy się uprze nie da sobie nic powiedzieć i wytłumaczyć, działa impulsowo,
- Idiota... - szpnęłam do siebie.
- Może zadzwoń do niej - mówiła do mnie Tessa
Po prostu wstałam i odeszłam kawałek i wykręciłam jej numer.
Nie odebrała...
Znowu...
Trzeci raz już nie odbiera.
Wrociłam do nich i powidomiłam ich o tym, Postanowiliśmy przestać o tym gadać, a dziewczyna zapewne lada moment wróci. Jak nie do nas to będzie u siebie w domu. Gadaliśmy o ich nowej płycie,a potem graliśmy w Makao. Głównie wygrywał Rocky, albo Tessa. Ja nie umiałam w to grać, więc praktycznie przez cały czas przegrywałam. Minęło tak 3 godziny, a Susan ani nie dzwoniła, ani nie odpisała...
-Angela, pójdź z Rossem czy jest w domu  - mówiła Rydel.
Z chęcią wstaliśmy i udaliśmy się do jej domu. Po drodze Ross objął mnie ramieniem. Po chwili byliśmy pod jej drzwiami. Ross zapukał,
- Jest Susan ? - Otworzyła mama Susan
- Nie, myślałam ze jest z wami. A coś się stało ? - zapytała zmartwiona
- Nie, my teraz dopiero idzemy i myślałam ze zabierzemy ją ze soba. Ale dobrze, dziękuję, Do widzenia - skłamał Ross. Kiedy drzwi się zamknęły ja usiadłam na krawęźnik.
- Wiesz do jakich miejsc często chodziła ? - zapytał chłopak
- Jasne ! Do parku często chodziła, na plażę. O ! Albo tam gdzie jest dużo kawaiarenek. To były jej ulubione miejsca.
- To chodź - powiedział i wycignął do mnie ręke. Złapałam za nią i szliśmy trzymając się za ręce. Najpierw poszliśmy na plaże, była najbliżej. Rozjerzeliśmy się po jej powierzchni. Nigdzie jej nie było. Rozdzieliliśmy się i też jej nie znaleźliśmy. Następnie poszliśmy na "Deptak". Też jej nie było. Pytalismy się przypadkowych osób, czy któs ją widział, Nikt. Ostatnim miejscem był park. Teraz wyglądał on pięknie. Duzo zieleni naaokoło i lampy swięcące. Pięknie. Ale... Susan dalej brak. Bezsilnie usiadłam na ławkę. Miałam oczy we łzach. Zadzowniłam do niej kilka razy ale miała telefon wylączony. Była już godzina prawie 23, martwiłam się,
- Może poszła do jakieś rodziny ,albo koleżanki
- Do rodziny nigdy nie chodziła samowolnie. Z przyjaciółek ma tylko mnie, Rydel, Tesse i Izzy. No... może jeszcze tam jakąs ale poza miastem.
- Kolega? Przyjaciel?
Przez chwilę się zastanowiłam. No przecie ! Przyjaźni się z Jackiem. Może u niego jest. Wybrałam jego numer.

- Hej Jack !
- Angela? Hej, co tam?
- No dobrze. Słuchaj mam pytanie. Była może dzisiaj u ciebie Susan?
- No... Była na chwilę godzinę temu ale wyszła, a co?
-  Tak się pytam... A  wiesz gdzie poszła?
- Nie. Ale mówiła, że możę potem wróci
- Jakby przyszła to dasz znać?
- Jasne.
- Dobra, dziekuję.

- I jak? - zapytał Ross
- Była u Jacka. Ale wyszła..
 - Widzisz, nie ma się czym martwić. Chodź, wracamy do domu.
- Jak to nie ma się czym martwić?!  - Zatrzymałam się.
- Przecież prędzej czy później wróci...
- Ross, jest moją przyjaciółką i się o nią martwie !
- No ale co teraz zrobisz? Tak na prawdę jesteś bezradna. Nie udawaj, że coś zdziałasz !
- Gdyby chodziło by o np Rydel to byś biegał po całym mieście.
- Bo to moja siostra !
- Sus też traktuję jak siostre !
- Jakoś ostatnio nie widać. Nie macie dla siebie czasu. Ja bym za taką przyjaźń dawno podziękował...
- My też sie przyjaźnimi. Nawet chodzimy ze sobą.
- Dlatego przeznaczasz więcej czasu dla mnie - mówił dumnie - chodź, napijemy się kawy.
- Czy ty siebie słyszysz?! Raz, kiedy na prawdę potrzebuje pomocy zlewasz to ! Martwisz się tylko o swoje rodzeństwo i nikogo innego. Nie interesuje cię ta cała sprawa?
Nie odezwał się.
- Tak coś czułam.
- A Ty nie lepsza ! Ciągle osttnio płaczesz, nie mówisz co jest. Niby jest okej a jednak coś ! Od kąd jesteśmy razem częsciej się kłócimy. To jest chyba jakiś znak. Po prostu nie pasujemy do siebie, co? Z resztą tak mówiłaś  o przyjaźni. Miałaś takie momenty gdzie zlwałaś ją a teraz się dziwisz, że... - nie pozwoliłam mu dokokńczyć. Po prostu  z całej siły uderzyłam go w policzek. Zaczęłam biec do domu mając łzy w oczach. Chłopak mnie dogonił.
- Angela..
- Spieprzaj ! Po prostu spieprzaj i nie pokauj mi się na oczy.
Zaczęłam biec do domu. Deszcze zaczął padać i to dość mocno. Przyspieszyłam. Teraz moje łzy zlewały się z padającym deszczem. Kiedy wróciłam do domu to po cichu weszłam do swojego pokoju. Od razu przebrałam się w suche ciuchy. Usiadłam na oknie. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Patrzyłam się na dom Rossa. Po chwili skuliłam się objemujać moje kolana i zaczęłam jeszcze bardziej płakać.

*Oczami Rossa*
Widziałem jak ucieka. Wiedziałem, ze postąpiłem źle. Nie powinieniem tak robić. Nie zostało mi nic innego jak iśc do domu w tym deszczu, Po chwili byłem na miejscu.
- Gdzie Angela ? - zapytała Rydel
- Poszła do domu. - to było jednye pytanie na jakie odpowiedziałem.Postanowiłem wejśc do Rikera i z nim pogadać.
- Mogę ? - Zapytałem praktycznie będąc w pokoju.
Kiwnął głową odkładając telefon.
- Zerwaliście ? - Zapytałem
- Ta... Jestem idiota...
- O co poszło ?
- Wiesz... to na plaży... - poprawił włosy
- Pokłóciłem się z Angelą.
- O co? - Był zdziwiony
- Chciałem ją pocieszyć w troche dziwny sposób.... powiedziałem pare słów za dużo a ona kazała mi spieprzać,  a wcześniej dała z liścia.
- Pogodzicie się jeszcze. O co ją pocieszałeś?
- Susan nie wróciła do nas przecież. Nie odbiera telefonu, nie odpisuje. Nie mam jej u siebie. Podobno była u kogos ale wyszła także wiesz... - Riker podszedł do okna i się oparł. Przeklinał po cichu co mogłem usłyszeć.
- Znajdzie się,  na pewno. Idem spać. - powiedziałem i wyszedłem.
Usiadłem na parapet w swoim pokoju. Myślałem o to co się dzisiaj stało. Patrzylem sie na dom Angeli. Alno mi się zdawało, albo tez siedziała w oknie. Przez takie patrzenie powoli zaczęły płynąć mi łzy...



sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 28

#Miesiąc później#
*Oczami Angeli*
Dwa tygodnie temu odbył się ślub mojego braciszka. A za niecałe dwa miesiące zostanę ciocią. Jestem szczęśliwa że tak mu się ułożyło. Co do mnie i Rossa. Jest świetnie. Może to dobrze że jesteśy razem? Boje się co będzie ale go kocham. Za to z Rockym i Tessą jest coś nie tak. Wczoraj przy ognisku się kłucili. Często się im to zdaża. Wiem że będą razem, może przechodzą kryzys? Nie wiem. Dziś idę do Delly. Zostaje sama bo chłopaki jadą  na ryby z ich dziadkiem. Susan podobno jedzie z nimi. Od jakiegoś czasu zauważyłam że robi wszystko to co Rik,czy ona aż tak go kocha?
Każdy z nas jest w jakiś sposób szczęśliwy. Czuje jakiś niepokój. Może to jest cisza przed burzą? O czym ja myśle? ...
-Delly, na pewno nie jedziesz z nami?-pytał Ell
-Ell, kochnie. Ile razy mam powtarzać? Nie jadę.
-Oj, dobra już dobra. Pa-pocałował ją i wyszedł. Za nim Rik, Sus, Rocky i Ryland. Ross podszdł do mnie.
-Paa...-powiedział-Kocham..Cię..bardzo..bardzo...bardzo-mówił przez pocałunek.
-Braciszku bo mi przyjaciółke zjesz. Idź już. -zaśmiała się Delly.
-Nie zjem jej. Jeszcze -zaśmiał się
-Ej-powiedziałam z oburzeniem.
-Kochm Cię -pocałował mnie ostatni raz.
Gdy odjechali razem z Delly zadzwoniłyśmy po Izzy i Tesse. Wybierzemy się na zakupy.
Po niecałej godzinie chodziłyśmy po centrum handlowym. Obeszłyśmy już dwa sklepy. Idziemy teraz do trzeciego.
Do dziecinnego. Tam kupimy śpioszki,róźne ciuszki, smoczek itd. Kocham takie małe ubranka dla dzieci. To takie słodkie.
...
Po trzech godzinach chodzenia po centrum wróciłyśmy do domu. Każda do swojego. U mnie w domu była mama. Pewnie wróciła z pracy.
-Cześć mamuś.
-Cześć kochanie. Jesteś głodna?
-Tak, co jest na obiad?
-Kotlety, ziemniaki i sałatka z marchewki
-Mniam.
Mama nałożyła mi obiad, gdy zjadłam wyszłam na góre. Postanowiłam się położyć. Nawet nie wiem, kiedy zasnełam.

*Oczami Susan*
Nad jeziorem było...nudno. Nie miałam co robić. Tylko podawać im przynęte itd itp. Wynudziłam się na śmierć. Na całe szczęście Delly mnie uratowała bo gadałyśmy przez telefon. Angela nie odbierała, Izzy pewnie na badaniach była a Tess to nie wiem. Ciekawe co u Tobiasa. Może zadzwonie do niego wieczorem. A nie...spał będzie. Umm..zadzwonie jutro rano.
..
Była 18:00 jak byłam w domu. Byli tam też moi rodzice. Pyrzygotowalu kolacje. Ja zawsze moja mama zrobiła naleśniki. Kocham je. Zwłaszcza jak robi je mama.

*Oczami Rydel*
O 19:00 wszyscy byli w domu, podałam im obiado-kolacje a sama poszłam do mojego pokoju. O 19:40 wszyscy przyszli do mnie.
-Coś nie tak?
-Nie, nic. Tak tylko przyszlismy-powiedział Rocky
-Ja mam pytanie. O której Angela od nas wyszła?
-Nie wiem, była 14:00
-Nie odbiera ode mnie. Martwie się.
-Ross,ona nie zawsze musi od ciebie odbierac. Może coś jej wypadlo. Może spędza czas z rodzicami. Nie zawsze będzie z toba czy z nami. -odpowiedział Ell
-Wiem.
Gadaliśmy tak z dobrą godzine, później wszyscy się rozeszli. Ja poszłam spać. Długo nie mogłam zasnąć. Przypominałam sobie jak byliśmy mali. Jak nie mieliśmy tylu problemów. Eh..było cudownie.

czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 27

*oczami Rossa *
Jutro są urodziny Angeli,  więc wypadałoby coś przygotować.  Chce aby te urodziny zapamiętała jak najdłużej.  Muszę coś wykombinować razem z Susan i Rydel aby tak się stało.
- Rydeeeel...?  - zatrzymałem przechodząca siostrę
- Jeśli chodzi o urodziny to mamy jutro przyjść do nich o 13, Alex do mnie napisał że coś przygotujemy.
- A Oki.  - w tym momencie wszedł Riker
- Jutro mamy koncert.
- O której?  - zapytałem
- Jakoś...  O 14, znowu w Starbucks.
- Trochę kiepsko... - mówiłem pod nosem.
- Rydel,  czekaj !
- Hm?
-Mam do Ciebie pytanie.  No bo...  Jutro mamy być u nich o 13 i przygotować imprezę, a o 14:30 mamy koncert to jak to ogarniemy?
- Normalnie. Ja im pomogę,  a wy pojedziecie na próbę i koncert.  Jak wrócisz z Angela, bo mam nadzieję że tam będzie to wtedy pójdziesz do niej i będzie niespodzianka  ! - Delly mówiła to z wielkim entuzjazmem
- Em..  Wszystko okej tylko.. Z tego planu wynika, że Cię na koncercie nie będzie z wiesz?  - przeczesałem włosy ręką.
- Masz rację...  To...  Ja pojadę z Susan do Angeli ale najpierw ją zabierzesz.  Wy pojedziecie razen z nią na próbę a ja do  14 sie z tym wszystkim ogarnę i do was przyjdę.  A reszta planu będzie taka sama. 
- Jak coś to Angela już wie,  Susan jej powidziała.  - wtrącił Riker
- Ale zaraz...  O niespodziance czy koncercie
- O koncercie - powiedział i wyszedł z pokoju grzebiac coś w telefonie
- No to praktycznie wszystko jest załatwione oprócz zapewne prezentu,  prawda? - zapytała
- Tak.  Ale to kupię rano,  wiem co jej dam. - powiedziałem i też wyszedłem.  Udałem się do swojego pokoju.  Nie mogę doczekać się jutra.

Od rana od razu bylo zamieszanie.  Mamy bardzo dużo na głowie.  Już dawno byłem ubrany oraz zjadłem śniadanie.  Teraz jesten w samochodzie i jadę do sklepu jubilerskiego po prezent.  Postanowiłem kupić jej naszyjnik z małym serduszkiem.  Kiedyś Rydel miała podobny i jej się spodobał. Dlatego ten prezent będzie idealny.  Po drodze kupiłem jeszcze dla niej czerowne róże. Kupiłem jeszcze ładne opakowanie prezentowe żeby to jakoś ładnie wyglądało.  Po skończonych zakupach udałem się do domu.  Prezent dałem do szuflady w swoim biurku. a róże włożyłem do wazonu z wodą i dałem je do pokoju mojej siostry.  Jak coś to będzie pretekst że dostała je od Ellingtona. Jest już  12:30 więc postanowiłem podejść już po Angele. Jak pomyślałem to tak zrobiłem,  a już po chwili byłem pod jej domem.  Od razu zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi. Otworzył mi Alex.  Gdy tylko mnie zobaczył to od razu się uśmiechnął i zawołał dziewczynę.  Była ona ubrana w różową zwiewna sukienkę i włosy miała spięte w luźnego koka.
- Hej - powidziałem i ją przytuliłem - wygldasz ślicznie
- Dziękuje  - uśmiechnęła się.
- Pozwolisz że już pojedziemy - powiedziałem i otworzyłem drzwi samochodowe. 
- Jasne - posiedziała i wsiadła. Droga tak naprawdę nie jest długa.
- Gdzie będzie ten koncert?  - zapytała
- Znowu w Starbucks.
- Zawsze to miejsce będzie mi się bardzo dobrze kojarzyć  - mówiła z uśmiechem
- Mi również  - spojrzałem na nią.  - możesz już wysiadać,  jesteśmy na miejscu.  Angela nic nie powiedziała tylko wyszła.
Kiedy już byliśmy w kawiarni to widziałem cały zespół oprócz Rydel.  Było już tam parę osób aby być na naszej próbie.  Po chwili zaczęła się ona. Angela zajęła miejsce przy najbliższym stoliku i ciągle robiła coś na telefonie.  Podczas próby jedna dziewczyna przykuła moją uwagę.  Była dość niska blondynka, miała na sobie naszą koszulkę i ciągle się na mnie gapiła. Jednak starałam się ją ignorować.  Po godzinie zaczęliśmy się szykować do koncertu,  a Rydel była już o 14:15 na miejscu więc praktycznie mogliśmy zaczynać.  Zrobiliśmy jeszcze krótką próbę i zaczęliśmy koncert.  Widziałem że wszystkie osoby które stały znakomicie się bawiły,  a Angela odłożyła telefon ale patrzała się na nas z wielkim uśmiechem. Każdy bawił się znakomicie,  mam nadzieję.  Zagraliśmy najnowsze piosenki z naszej płyty. Po jakiś 2 godzinach koncert się skończył,  a my zeszliśmy ze sceny. Kiedy zeszliśmy to Ell,  Rocky i Riker pakowali instrumenty,  Rydel zadzwoniła do Susan ze zaraz będziemy a ja robiłem zdjęcia z fankami. Kiedy podeszła do mnie blond dziewczyna,  która wcześniej się na mnie patrzała spojrzała mi prosto w oczy i po prostu pocałowała.  Byłem strasznie zdziwiony ale od razu ją odepchnąć. Riker patrzyl się na mnie pytajacym spojrzeniem,  a Angela stała za mną z łzami w oczach.
- Angela....
- Nie Ross..  - mówiła
- Ale o Co Ci chodzi?  Sam ją pocałowałem?  Ja jej nawet nie znam  !
- Zawsze możesz tylko tak mówić...
- Angela..  Riker może Ci nawet to potwierdzić,  widział to  !
- Teraz nagle każdy będzie Cię całowal "przypadkowo"?
- Jeny...  Widać że jesteś starsznie zazdrosna.. 
- Ja?  Pff..  Ja nie jestem zazdrosna  !
-Teraz to będzie taka dziecinna kłótnia? Daj sobie spokój.  To co się stało to się nie odstanie. Chodź,  mam dla ciebie niespodziankę.  - chwyciłem ją za rękę a ona przewróciła oczami.  Następnie pojechaliśmy do jej domu.  Dziewczyna nie była jakoś zachwycona.
- Em...  Serio? Jesteśmy przy moim domu... 
- Czekaj...  - podszedłem do dziewczyny i zakrylem jej oczy. Powoli kierowalem się do drzwi.  Następnie powoli otworzyłem drzwi i odkryłem jej oczy. Nagle wszyscy w jednym momencie krzyknęli "Wszystkiego najlepszego  !" a Angela była strasznie zdziwiona
- Dziękuję  ! Kocham was  ! - krzyknęła i zaczęła wszystkich przytulać.  Oczywiście zapomniała o mnie. Cała impreza zaczęła się dość szybko po naszym przyjściu.  Muzyka była dość głośna oraz lał się alkohol.  Po jakiś dwóch godzinach Rydel przyniosła tort.  Był on czekoladowy.  Angeli nie schodził uśmiech z twarzy.  Wszyscy zaczęliśmy śpiewać jej sto lat.
- Pomyśl życzenie  ! - krzyknęła Susan.  Dziewczyna po chwili zdmuchnela świeczki.  Każdy wziął po kawałku, a nawet niektórzy po dokladce. Po torcie zaczęli tańczyć.  Tak naprawdę tylko ja nie tańczyłem.  Każdy miał swoją parę.  Po paru godzinach każdy był już trochę napity.  Stałem teraz koło Angeli opierając o ścianę.  Czasem zamieniliśmy parę zdań. 
-A Angela  ! Zapomniałem Ci to dać - powiedziałem i wziąłem prezent. Podałem jej prezent.  Dziewczyna była zdziwiona ale bardzo pozytywnie. 
- Ojej...  Urocze - uśmiechnęła się.  - możesz mi go założyć?
- Oczywiście  - dziewczyna odwróciła się a ja jej założyłem.  Następnie nieśmiało się do mnie przytuliła a potem wróciła do poprzedniej pozycji.  Po chwili podszedł lekko pijany Rocky który się potknął
Los tak chciał ze poprzez potknięcie pocałował dziewczynę.  Nie chciał nawet tego kończyć.  Postanowiłem od razu wyjść na taras.  Za plecami słyszałem wołanie ale nie reagowałem.
- Ross...  Teraz Ty jesteś zazdrosny?
- Ja?  Nie...  Jest wszystko okej  !
- Jasne..  Wiesz że jest on napity i nie zrobił tego specjalnie
- Ale...
- Przynajmniej wiesz jak ja się czułam kiedy ta dziewczyna cię pocałowała  !
- Więc rozumiesz,  ktoś inny całuje osobę którą.. 
- Kochasz - powiedzieliśmy w tym samym momencie. 
- Może jednak możemy spróbować?  - dziewczyna spojrzała mi prosto w oczy. - zgadzasz się?
Pokiwala nieśmiało głową.  Ja natomiast ją pocałowałem. 
- Moje życzenie wlasnie się spełniło.  - mówiła z szerokim uśmiechem .

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 26

#Następny dzień# *Oczami Rossa*
Wstałem dziś wcześniej niż Angela.
Dziewczyna smacznie obok mnie spała aż trudno jej nie pocałować. Pocałowałem ją ale w policzek. Po cichu wyszedłem z pokoju nawet nie ubierając spodni. Postanowiłem zrobić jej śniadanie a dokładniej to jajecznice. Zacząłem smarzyć jajka. Po niecałych 15 minutach skończyłem przyżądzać posiłek i kladąc na tacy zaniosłem do pokoju. Angela jeszcze spała. Odłożyłem tace na stolik i usiadłem na krawędzi łóżka. Odgarnąłem jej włosy z policzków i pogłaskałem ją po nim. Później zacząłem ją szturchać w bok by się obudziła.
-Wstawaj.
-Jeszcze 5 minut.
-O nie! Wstawaj. Ja nie po to robiłem śniadanie by miało wystygnąć.
-Śniadanie? Jest 7:00 daj jeszcze te 5 minut Ross.
-Nie.
-No dobra. -podniosła się a ja jej podałem talerz z jajecznicą.
...
-Dziękuję za śniadanie. -powiedziała a ja się uśmiechnąłem.
-O której wracamy?
-O 12:00 wyjedziemy. Będziemy w domu na 14:00-15:00
-Okay. Pójdziemy jeszcze na spacer. Tu jest tak pięknie.
-Jasne. Ubieraj się.

*Oczami Susan*
Każdy po wczorajszej imprezie ma kaca. No oprócz Izzy która jest już prawie w 5 miesiącu i Delly która wszystkiego pilnowała.
-Pokażemy wa filmik jak wróci Ross i Angela.
-Jaki filmik?
-Z wczorajszej imprezy.
-Susan my sobie pogadamy tylko niech Angela dojedzie -powiedziała Delly
O co jej chodzi? Hmm..no nic.
Podeszłam do stolika na którym była woda, zabrałam szklanke i cała zawartość wylałam do moich ust.
-Chodzcie na dwór, przewietrzycie się -powiedziała Izzy zchodząc z kolan Alexa. Wyszliśmy na dwór i doznaliśmy szoku. Jeszcze 2 minuty temu było słońce a teraz pada. Ee..co tu się dzieje?!
-Alex, boli mnie brzuch -powiedziala Izzy
-Bardzo?
-Nie bardzo ale boli. Coś jakby mnie uciskało w środku.
-Alex zabierzmy ją do szpitala -powiedziała Rydel
-Okay.
-Ja prowadze, na pewno masz wódke we krwi -powidziała
Po paru minutach Rydel,Alex i Izzy odjechali a my postanowiliśmy zrobic cos do jedzenia.

*Oczami Angeli*
Szliśmy wolno tą samą drogą co wczoraj. Tu jest tak pięknie rano. Co ja gadam jest zawsze pięknie. Chciałabym kiedyś zamieszkać w takim miejscu, bawić się z dziećmi nad jeziorem, chodzić z nimi do lasu. Spojrzałam na Rossa który szedł ze spuszczoną głową.
-Ross, coś się stało?
-Nie.
-Na pewno?
-Tak-czemu on nie podnosi głowy. Przecież jeszcze nie tak dawno był uśmiechnięty i w ogóle. Chwyciłam jego dłoń. Ona spojrzał na nasze splecione palce ale nie zareagował. Zatrzymałam się, on zrobił to samo i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
-Powiedz co się stało.
-Mówie że nic. Co miało się stać?
-Jesteś smutny. Ross tu jest pięknie w takim miejscu nie wypada się smucić.
Pogłaskałam go po policzku lekko się uśmiechając. On się tylko do mnie zbliżył i przytulił.
-Kocham Cię -powiedział
Odwzajemniłam przytulasa i się uśmiechnełam
-Idzidmy dalej? -zapytałam
-Jasne.
Szliśmy dalej ale tym razem ze splecionymi palcami.
-Ross mam pytanie.
-Tak?
-Kiedy macie jakiś koncert?
-Nie wiem.
-A okay.
Jutro są moje urodziny i myślałam że....ee na co ja licze.
-Ale...idziemy jutro do wesołego miasteczka.
-Fajnie macie -zaśmiałam się.
-Idziesz z nami. Wszyscy idą. Nie wiem jak z Izzy i Alexem.
-Czyli tylko 8 osób?
-9 RyRy się wprowadził.
-Serio? Nie wiedzialam.
-Tak. Popływamy? -zapytał
-Tak tylko choć się przebrać.
Nawet nie zauważyłam jak Ross mnie wziął na ręce i zaczął biec w strone jeziora.
-Ross, będe mokra. -krzyczałam na chłopaka. On jednak nie reagował i wskoczył do jeziora.
Gdy wynurzyłam się z wody ujrzałam Rossa śmiejącego się ze mnie.
-Osz ty!-walłam go pięścią, to znaczy próbowałam walnąć go w ramie ale złapał moje ręce i przyciągną do siebie. Byliśmy blisko, zbyt blisko jak dla mnie.
-Przepraszam ale nie mogłem się doczekać aż to zrobie
-Czyli to miałeś w planach?
-Owszem.
-Ej no, dziękuje bardzo. To dla ciebie żarty a ja cierpie -powiedziałam śmiejąc się.
-Eh..tak jakby. Choć idziemy się przebrać. W tej chwili, właśnie teraz gdy patrze mu w oczy poczułam silne uczucie które jest nie do opisania. Mam ochote go pocałować.
...
*Oczami Rossa*
Po 20 min doszliśmy do domku. Szybko weszliśmy do środka i wbiegliśmy na góre. Otworzyłem jej drzwi do sypialni. Weszliśmy ja je zamknąłem, jak się odwróciłem by iść po ciuchy wpadłem na brunetkę. Stała tuż za mną.
-Umm...coś się stało?
Ona nic nie odpowiedziała tylko wbiła się w moje wargi. Nie powiem, byłem zdziwiony tym gestem ale odwzajemniłem pocałunek. Położyła mi ręce na szyje a ja moje umieściłem na jej biodrach. Pchnąłem ją lekko w strone łóżka. Już mieliśmy się położyć ale ona odwróciła się tak że to ja wylądowałem na łóżku a ona na mnie. Znów zaczeła mnie całować. To jest wspaniałe uczucie jak to ona tego chce. Ja też ale to ona zaczeła. Nagle się od siebie oderwaliśmy.
-Ross, przepraszam nie powinnam. Nawet nie jesteśmy parą a ja tak od razu...-mówiła a ja jej przerwałem.
-Możemy nią zostać.
-Wątpie...-powiedziała
-Nie wątp w realne rzeczy. Pogadamy o tym jak wrócimy? Najlepiej pojutrze bo jutro nie mogę.
-Okay, ale ja przepraszam. -Nic nie odpowiedziałem tylko ją pocałowałem. Później poszliśmy się przebrać.
O 12:00 wyjechalismy z nad jeziora. Szkoda bo jest tu pięknie. Ale trzeba wrócić do rzeczywistości.

*Oczami Rikera*
O 14:00 w naszym domu było słychać krzyki. Jak w horrorze. Przerażony zbiegłem na dół gdzie dostrzegłem Rossa, Angele, Susan i Rockyego. Co oni tu robią?
-Co się dzieje?
-witamy się
-Ja krzyki słyszałem.
-Nie ważne. O 15:00 Alex, Izzy i Delly mają wrócić ze szpitala wiec obejrzymy filmik
-Ze szpitala?! -wrzasneła Delly
-Tak, Izzy bolał brzuch więc pojechali -wytłumaczył Ellington.
-Oh..

*Wieczorem*
*oczami Rydel*
Wszyscy zebraliśmy się u Izzy ponieważ lekarz kazał jej odpoczywac. W zasadzie to tylko dziecko się poruszyło ale Izz jest osłabiona i dlatego ból może się powtarzać.
Włączyliśmy film który wczoraj raze z Izzy nagrałyśmy. Zaczeło się spoko, fajnie i w ogóle, ale...najlepszy był koniec. Otórz na nagraniu byli Riker i Susan którzy się całowali. Wszyscy jednym ruchem głowy spojrzeliśmy na pare.
-Możecie nam to wytłumaczyć?-zapytałam
-No bo my...no jesteśmy..-jąkała się Susan
-parą-dokończył Riker
-Czemu nic nie mówiliście?-zapytał Ell
-Chcieliśmy zapobiec pytań
-Tego się nie ominie nigdy -powiedział  Rocky
-Eh...
-no nic, gratulacje. A tak przy okazji. Jak Angela..jak było nad jeziorem?-zapytał Ell.
Ross i Angela spojrzeli na sobie z minami "co im powiemy?" No to się musiało dziać. Heh..
-Nic, fajnie było.
-Dobra bo uwierze. -powiedzieliśmy.
-Nie musicie.
...
O 20 każdy rozszedł się do domów. Fajnie spędziliśmy czas ale trzeba było się zbierać. Gdy wchodziłam do pokoju dostałam SMSa od Alexa.
"Jutro urodziny Angeli. Przyjdź o 13:00 do mnie. Urządzamy imprezę. Mam prośbe. Możecie zagrać jakies piosenki?"
Po chwili odpisywałam na SMSa.
"Jasne. Załatwione"
Później odłożyłam telefon i poszłam spac.
**********************************************************************************
Heyaaa...jak tam życie? Jest i 26 rozdział...komentujcie.
5 komentarzy - kolejny rozdział ;)

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 25

Kolejny wieczór,  a mój humor coraz lepszy. Jedna osoba odmieniła całe moje życie. Dalej chodze z Susan przy jeziorze tyle,  że trzymając się za rękę, dziewczyna jeszcze położyła głowę na moim ramieniu. Szliśmy tak w ciszy. Nie potrzebowalismy się odzywać. Nagle jednak Sus przerwała ciszę.
- Powiemy im?  - zapytała nieśmiało
- Ale o czym - stanęła przede mną trzymając mnie za dwie ręce.
- O tym że jesteśmy razem.
- Jeśli chcesz to możemy powiedzieć,  a je...  - przerwała mi.
- Może jeszcze im nie mówmy?  - zapytała z nadzieją.
- Jeśli nie chcesz to nie ma sprawy.  - Dziewczyna w odpowiedzi się do mnie przytuliła,  a ja Odwzajemnilem uścisk. - wracamy?
- Tak. - powiedziała i znowu chwyciła mnie za rękę. Znowu nastała cisza. Teraz była ona dłuższa bo to jezioro jest dość daleko od domu. Tak swoją drogą była już  ok 22. Dziewczynie zrobiło się chłodno,  ale nie chciałam mojej bluzy.  Kiedy już byliśmy dość blisko odezwalem się.
- Zróbmy jutro impreze
- Hm...  To w sumie nie głupi pomysł - oparła się plecami o swoje drzwi wejściowe.
- Serio?
- No tak.  Można zrobić u was...  Albo u mnie.  Coś się wymyśli będzie fajnie.
- To jutro się zgadamy. - powiedziałem i podszedłem do niej bliżej. Susan wiedziała o co mi chodzi.  Kiedy byłem już naprawdę blisko to położyłem swoje ręce na jej biodrach, a ona swoje ręce na mojej szyi. Po chwili nasze usta złożyły się w pocałunek.  Był on czuły i pełen uczucia.  Nagle dziewczyna gwałtownie się ode mnie oderwała.
- Myślałam,  że to ktoś od Ciebie  - powiedziała śmiejąc się. Odwróciłem się i ujrzałem wysokiego bruneta. - Dobra,  to ja lecę.  Dziękuję i dobranoc
- Doobranoc  - powiedziałem i udałem się do mojego domu.

- Mamy pomysł!  - krzyknąłem ledwo co wchodząc do domu.
- Jaki?  - zapytał Ross
- Miałem taki pomysł razem z Susan abyśmy zrobili imprezę  !
- Gdzie?  - zapytała Rydel
- Nie wiem jeszcze...  Albo u nas..  Albo u niej.
- Chyba lepiej u nas.  - powiedział Rocky wchodząc do salonu.
- Mnie i Angeli nie będzie - powiedział znudzony Ross
- Czemu?
- Jadę z nią nad jezioro.  Chciałem właśnie to mówić ale ty wpadłeś. A tak w ogóle...  Chodź zaraz do pokoju. - w odpowiedzi pytająco na niego spojrzałem.
- Ale będziemy mogli wam tam pomóc w przygotowaniu - dokończył
- W sumie to nie głupi pomysł.  - powiedziała Rydel. - to wy idźcie pogadać a my idziemy spać.
Nic nie powiedzieliśmy tylko udaliśmy się na górę tym razem do pokoju Rossa. On wszedł pierwszy. Kiedy już tam byłem to usiadłem na parapecie,  a on na łóżko.
- To...  O Co chodzi?
- "Miałem taki pomysł RAZEM Z SUSAN... " - zacytowal.  - Czy ja o czymś nie wiem?
- W sensie? - udawałem ze jest jak dawniej.
- No w jakim...?
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi.  Mieliśmy dzisiaj przyjacielskie spotkanie.  A teraz wybacz,  idę spać.  - nie czekałem na jego odpowiedź tylko po prostu wyszedłem z jego pokoju i kierowalem się do swojego.  Pierwsze co zrobiłem to położyłem się na łóżko,  napisałem SMS do Susan "dobranoc :3 " i zasnąłem nawet się nie przebierajac.

*Perspektywa Ellingtona*
Obudziłem się dzisiaj wyjątkowo wcześnie. Była około  6:45 co mnie bardzo zdziwiło.  Kolejną rzeczą dziwną było to że obudziłem się w pokoju Rydel ale jej nie było. Wątpię żeby spała tu co miejsce nie było "uleżane". Postanowiłem zejść na dół.  Idąc przez pokój Rydel zauważyłem w lustrze ze zasnąłem w ciuchach.  Ten poranek jest już dość dziwny...  Kiedy dotarłem do salonu ujrzałem Delly śpiąca na kanapie.  Miała na sobie ubrany szlafrok, dodam że różowy. Była przykryta kocem.  Tak słodko się nim owinęła. Przez chwilę się na nią patrzyłem i podszedłem na górę do pokoju się ogarnąć. Pierwsze co zrobiłem to poszedłem się wykąpać.  Następnie ubrałem świeże ciuchy. Mianowicie czarne rurki, biały t-shirt z nadrukiem, a na to czerwoną koszule w kratę.  Po wykonanych czynnościach poszedłem do kuchni aby zrobić sniadnie.  Z powodu,  iż wszyscy śpią uznałem że będzie to miły gest.  Postanowiłem zrobić danie, które wychodzi mi najlepiej - omlety. Szybko wziąłem potrzebne produkty i od razu wziąłem się do pracy.  Nie zajmowało mi to dużo czasu, mianowicie około godzinę. Kiedy skończyłem nałożyłem jedzenie na talerze. Ku mojemu zdziwieniu nagle pokazała się Delly. Stała z rękami na piersi z uroczym uśmiechem.
- Daj..  Pomogę Ci zanieść. - powiedziała i wzięła dwa talerze.  Podczas wymijania mnie dala mi szybki pocałunek u usta. Kiedy postawiliśmy wszystkie talerze na stole dziewczyna poszła obudzić resztę, a ja szybko posprzątałem kuchnie.
Po chwili wszyscy byliśmy przy stole jedząc posiłek.
- Mmm...  Rydel to jest pyszne!  - powiedział Ross 
- Dziękuję - odezwalem się
- Jesteś Rydel?  - zapytał blondyn.
- Nie, ale ja to zrobiłem.  - powiedziałem poważnie.
- A to sorry...
Reszta siedziała ledwo przytomna.  Reszta, mianowicie Rocky i Riker.  Rocky to już prawie zasypiał, a Riker grzebał tylko w talerzu.
- Coś się stało?  - zapytałem.
Nie zareagował.
- Riker  !
- Co? 
- Coś się stało? 
- Nie...  - powiedział i wstał biorąc swój talerz.
- Dobra,  ja idę po Angele i pojedźmy na zakupy.  - powiedział Ross. - Paa! 
Pożegnał się i wyszedł.

* Perspektywa Angeli*
Siedziałam sobie spokojnie na łóżku grając na telefonie w Flappy bird. Jeszcze wcześniej pisałam z Susan i się dowiedziałam, że robią dzisiaj imprezę. Akurat dzisiaj jadę z Rossem nad jezioro na cały dzień.  Z tego co wiem zostajemy tam na noc.  Nawet  lepiej.  Nie mam ochoty na żadne imprezy, a nad jeziorem możemy sobie na spokojnie pogadać.  Mam tylko jeden plan!  Z tego,  że Izzy nie będzie pić to pożyczę jej moja mała kamerę i poproszę aby wszystko nagrała.  Chociaż... Z tego co wiem to ma swoją.  Nie chce aby coś ciekawego mnie ominęło.  W pewnym momencie kiedy mój wynik był już dosyć wysoki to przegrałam i rzuciłam telefonem w drzwi. Niespodziewanie akurat do mojego pokoju wszedł Ross. Był trochę zdziwiony.
- O...  Dzięki - powiedział podnosząc mój telefon.
- No przepraszam  ! Wkurzyłam się!  - wyrwałam mu telefon
- Na co?
- Na grę!  Flappy Birds!  - mówiłam głosem małego dziecka.
- Yhm...  A teraz chodź do sklepu - powiedział ciągnąć mnir za rękę.
Chwile późnej byliśmy już w samochodzie, a następnie udaliśmy się do najbliższego sklepu.
- To co kupujemy ? - zapytałam
- Jakieś rzeczy na imprezę i wypadałoby coś na nasz wyjazd.
- No tak.  To co na imprezę?
- Myślałem o jakiś przekąskach... - przerwałam mu.
- i alkoholu ? - mówiłam z uśmiechem
- no tak,  nie oszukujmy się.
Gdy tylko to powiedział, ja chwyciłam za koszyk i poszłam na dział z alkoholem.  Chwyciłam paręnaście piw. Starałam się wybrać jakieś dobre. Kiedy zobaczyłam Rossa trzymał trzy butelki alkoholu
- Nie przeszdzasz? 
- Nie  - powiedział z dużym uśmiechem. Następnie poszliśmy na chipsy oraz paluszki. Wzięliśmy po parę paczek. Następnie wzięliśmy jakieś picie oraz też jakieś przekąski ale to już na nad jezioro.  Po chwili udaliśmy się do kasy.  Kiedy Ross płacił za zakupy ja pakowałam rzeczy do osobnych toreb żeby nie pomylić które jest kogo.
- To co teraz robimy ?
- Teraz jedziemy do mnie żebym mógł to odstawić i szykujemy się nad jezioro - powiedział i objął mnie ramieniem. Nic się nie odezwałam tylko wsiadłam do samochodu.

- która jest do nich?- zapytał jak już byliśmy pod jego domem.
- No na prawdę trudno się domyślić... - Chłopak pokazał mi język.
Na spokojnie weszliśmy do domu i położyłam zakupy na stół.  Kiedy weszłam dostrzegłam Izzy.  Od razu do niej pobiegłam i dogadałam się co do mojego planu. Dziewczyna bez problemu się zgodziła. Kiedy już wychodziliśmy każdy się z nami pożegnał i życzył miłej zabawy. Mam nadzieję, że tak będzie.
Następnie poszliśmy na chwilę do mojego domu w celu wzięcia toreb. Zostawiłam je w salonie więc nie zajęło mi to dużo czasu.  Po chwili byliśmy już w samochodzie Rossa.
- Gotowa?  - zapytał z uśmiechem
- Owszem - też się uśmiechnęłam.  - masz plany co będziemy robić?
- Em..  Nie.  Ale coś się wymyśli.
- No okej - mówiłam ciągle z uśmiechem.
Byliśmy na miejscu po dwóch godzinach.
Kiedy wysiedliśmy to od razu wzięliśmy nasze torby i zanieślimy je do domku.  Całe to miejsce było piękne.  Domek był od razu przy jeziorze.  Wszędzie było pięknie i zielono.
- I jak ? Podoba Ci się?  - zapytał
- Tak!  Tu jest pięknie - mówiłam ciągle się rozglądając - to co robimy?
- Wziąłem parę gier planszowych.  Jak chcesz to możemy sobie pograć
- Okej! Ale nie w domku,  lepiej przy jeziorze.
- No tak.  To Ty weź koc,  a ja wybiorę jakąś grę.
Nic nie powiedziałam tylko od razu poszłam po koc i wybrałam idealne miejsce.  Chwile po mnie przyszedl Ross z grą Monopoli.
- Oryginalne - powiedziałam śmiejąc się.
- No co...  Idź i wybierz inną! 
- Ja żartuje,  jest okej - podeszłam do niego i pocałowałam go lekko w policzek.  Chłopak się uśmiechnął. - gramy?
- Tak.
Cała gra zajmuje dość długo czasu,  ale ja uwielbiam.  Graliśmy dwie godziny
- Ha!  Wygrałem!  - krzyknął.
- Ale... Jak to? 
- No normalnie.  Pogódź się z przegraną!
- Nie!  Zagrajmy jeszcze raz!  - krzyknęłam śmiejąc się
- Serio?  Ta gra zajęła nam 2 godziny.  Chcesz tylko grać? 
- Nie no.  Żartuje.
- To dobrze.  Chodź,  przejdziemy się.  - powiedział i chwycił mnie za rękę.
- Okej...  Ale mnie puść.  - wyrwałam swoją rękę.
Szliśmy koło jeziora.  Było pięknie bo był zachód słońca.  Wyglądało to przepięknie jak promienie słoneczne odbijały się od tafli wody.  Aż się zatrzymałam żeby obejrzeć zachód.
- Widzisz...  Wiedziałem gdzie cię zabrać - powiedział Ross przytulając mnie od tyłu.  - Przepiękne.  Zostańmy tu trochę.
- Jasne - mówił ciągle do mnie przytulony. Nagle Ross zaczął mi się przyglądać.  Również na niego spojrzałam.  Chłopak zaczął delikatnie przybliżać swoją twraz do mojej.  Ja stałam w miejscu i nic nie robiłam.  Kiedy prawie się pocałowalismy zadzwonił telefon Rossa.  Od razu się ode mnie odsunął i odebrał.  Gadał wyjątkowo krótko.
- Kto dzwonił - zapytałam
- Rocky.  Chciał zadzwonić do Tessy ale się pomylił. - mówił patrząc na telefon  - Ugh.
- Och...  Dobra chłodno już.  Chodź do domku.  - powiedziałam a chłopak chwycił mnie za rękę.  Tym razem nie protestowałam.

*W tym samym czasie.  Perspektywa Rydel *
- Przychodzi ktoś jeszcze?  - zapytałam, Rikera.
- Z tego co wiem to ma być jeszcze Tessa, ale pewnie Rocky kogoś jeszcze zaprosił więc wiesz...
- Rocky!  Kto jeszcze przyjdzie?  - zapytałam
- Tessa, Savannah,  Brandon - rozejrzał się...  - No i Susan.
- A właśnie. Dobra,  dzięki.
Po paru minutach wszyscy już byli.  Na początku planowane było tylko nasze towarzystwo,  ale oczywiście Rocky z Rylandem uznali,  że będzie nudno więc zaprosili jeszcze parę osób.  Mieli w sumie rację.  Na stołach było dużo alkoholu. Dlatego też,  że większość jeszcze przyniosła więc było dużo.  Cała impreza była na dole,  ale oczywiście były osoby które chciały wejść na górę.  Jednakże od razu z Izzy ich przepędzałyśmy.  Postanowiłam,  że nie będę pić dużo.  Jedynie jeden albo dwa drinki.  Izzy nie mogła pić,  więc trzymałam się teraz z nią. Gadałyśmy i analizowałyśmy co kto robi. O dziwo Susan ciągle trzymała się z Rikerem.  Powiedziałam o tym Izzy,  ale ona powiedziała,  że przecież są przyjaciółmi no to nic dziwnego że ze sobą gadają.  Przez chwilę chciałyśmy zadzwonić do Rossa i zapytać jak się bawi,  ale uznałysmy że jak to Ross może się wkurzyć. Rozmawiałyśmy jeszcze o związku Izzy oraz moim.  Długo tak gadałyśmy.  Kiedy impreza zaczęła się rozkręcać,  mianowicie było coraz głośniej, urządzali jakies konkursy z piciem,  Izzy powiedziała mi o planie Angeli.  Od razu ruszyłyśmy z kamerą.  Po kryjomu nagrywałyśmy moich braci,  potem "każdego po kolei". Zostałyśmy przepychane oraz co chwilę ktoś proponował nam alkohol. Po chwili poszłyśmy na górę. Nic dziwnego że na schodach siedziały osoby które się całowały.  Nikogo z tych osób nie znałam.  Nagle ujrzałyśmy dwie osoby, które całowały się przy drzwiach Rikera.  Przez chwilę myślałam,  że to on ale nie mogłam. Rozpoznać drugiej osoby dlatego że bylo tam ciemno,  a nie chciałam go włączać.  Troszkę się przybliżylam żeby dostrzec kto to.  Przez chwilę miałam wrażenie, że to Susan. Nagle  chłopak spojrzał się na mnie,  a następnie dziewczyna.  Szybkim ruchem weszli do pokoju mojego brata żeby ich nie nagrywać.  Miałan rację.  Była to Susan i Riker. 
- Widziałaś ? - zapytałam
- No oczywiście. Ross podejrzewał podobno że są razem.
- I mi nic nie powiedział...
Nagrywałyśmy dalej,  ale już nic ciekawego nie było, więc skończyłyśmy nagrywać.  W obecnej chwili stałyśmy na schodach patrząc się na całą sytuację. 
- Poradzą sobie?  - zapytała Izzy.
- Tak. Raczej tak.  - spojrzałam na nią.  - chodź,  idziemy spać. 
- Pokażemy im wszystko jutro?
- Oj tak,  będzie fajnie.  - powiedziałam i poszłyśmy do mojego pokoju.  Ja poszłam spać na małą kanapę,  a dziewczyna na moje łóżko.

piątek, 22 maja 2015

Rozdział 24

*Oczami Rikera*
Wstałem dziś o 7:00, na twarzy gościł mi uśmiech a w środku radość. Tak, byłem szczęśliwy. Szybko wstałem i zabrawszy ubrania poszłem do łazienki. Gdy byłem gotowy zszedłem na dół. Wchodząc do kuchni zauważyłem że wszyscy już są.
-Siema rodzinko -powiedziałem
-No cześć
Usiadłem obok Rydel i Rockyego. Zacząłem jeść tosty które już czekały na moją osobe.
-Co macie dziś w planach?
-Zostaje w domu, musze go ogarnąć -powiedziała Delly.
-Ja i Ell idziemy do ogrodu,widzieliscie nasz basen? Musimy go wyczyscić -powiedział Rocky
-Ja nie wiem. Pomoge  chyba Delly-odpowiedział Ross
-A ty?-zapytała mnie Delly
-Nie wiem.
Po paru minutach wszysc rozeszliśmy się we własną stronę. Ja postanowiłem iść do Susan. Może już wstała.
Po 15 min doszedłem do domu Susan. Otworzyła mi jej mama, ponieważ Susan jeszcze spała. W sumie nie dziwie się. Ona lubi sobie pospać, ja też. Pani Fox zaprowadziła mnie do kuchni. Mówiła mi żebym szedł do Susan ale nie chciałem jej budzić więc Pani Fox zaproponowała mi kawe. Nie piłem jej przy śniadaniu więc teraz wypije.
-Jak po trasie koncertowej? -zapytała miło kobieta
-Fantastycznie. Było naprawde świetnie. Widzieliśmy się z Tobiasem.
-Wsomniał coś że się spotkaliście
-Tak
-Macie zaplanowany jakis koncert?
-Tak, za dwa tygodnie w clubie na Beverly Street. A później za miesiąc na urodziny Angeli. -powiedziałem
-Faktycznie. Angela ma niedługo urodziny.
Nagle w kuchni pojawiła się Susan. Była jeszcze w słodkiej piżamie w motylki. Ślicznie wyglądala.
-Cześć mamuś, cześć Riker -powiedziała ziewając. Chyba nie kontaktowała dobrze bo ledwo mówiła -Ej chwila...Riker?! Co ty tu robisz?
-Przyszedłem do ciebie
-Oh...-powiedziała, chwile stała ale później ruszyła w strone jej pokoju. Pewnie zorientowała się że jest w piżamie.
Po pół godziny zeszła na dół już w pełni gotowa. Czekając na nią postanowiłem że zabiore ją nad jezioro.

*Oczami Angeli*
Od 6:00 jestem na nogach. A przez kogo? Przez mojego durnego braciszka. Ten cymbał od rana łazi po domu i krzyczy że znalazł dom. Tak, razem z Izzy  chcą zamieszkać razem. Ślub za 2 miesiące mają więc myśle że za tydzień już będą u siebie w nowym domu. Eh..fajnie było jak jeszcze grał w football i codziennie oglądaliśmy filmy po szkole. Jak udawalismy ze jesteśmy chorzy bo do szkoły nie iść. A teraz? Teraz Alex będzie miał swoje życie. Czasy się zmieniają.
-Angela jadę do Izzy. Mama w sklepie a tata w pracy. -powiedział Alex wchodząc do mojego pokoju
-Okay
Postanowiłam iść do Susan. Napisałam do mamy że wychodze. No i ruszyłam. Gdy stałam przy drzwiach wyszli z domu Susan i Riker. Jest 8:45 a Sus nie śpi? Woah.
-No hej -powiedziałam zdziwiona
-Hej
-A wy gdzie idziecie? Myślałam że posiedzimy dziś razem.
-Sorry ale dziś nic z tego. Zabieram Susan nad jezioro -powiedział Riker
-Uu..randka. Słodko -zaśmiałam się
-W pewnym stopniu -odpowiedział
-No fajnie, ej jest Ross w domu?
-Chyba tak
-Super -powiedziałam i ruszyłam do Lynchów. -Papa
-Pa
Szłam w strone posiadłości sławnej grupki osób. Nie za ładna pogoda się robi. Zbliżają się chmury. Trudno. Gdy doszłam do domu nikt mi nie otwierał. Postanowiłam że zajrze do ogrodu. Otworzyłam furtke a w samym środku basenu stał Ell, Rocky i Ross.
-Hej, co wy robicie?
-Hej, czyścimy basen -odpowiedział Rocky
-Oookay. Delly jest?
-Tak, razem z Tessa sprzątają dom.
Weszłam do domu przez drzwi ogrodowe i ujrzałam Tesse i Rydel jak walczą z płynem do szyb. Hahaha. Świetnie do wygląda.
-Hej dziewczyny
-O hej Angela.
-Dajcie pomoge wam -wyrwałam im płyn z rąk i jedyne co zrobilam to przekręciłam korek. -Dziewczyny było ustawione na "stop" -zaśmiałam się
-Ojć
-Co wam jeszcze zostało?
-Kuchnia, jadalnia i okna w tych pomieszczeniach.
-To ja mogę posprzątać kuchnie -zaproponowałam.
-Dzięki wielkie.

*Oczami Tobiasa*
Jak fajnie że spotkałem Lynchów. Tęsknie za LA. Tam było fajnie. Tu tez jest ale tam mam bliskich. Tu mam tez fajną dobrze płatną prace. Eh..nie będe narzekał. Idę na obiad. Późny obiad. Otworzyłem drzwi od mojego mieszkania i wszedłem do środka. Skierowałem się od razu do kuchni gdzie z lodówki wyjołem wczorajszą zupe. Odgrzałem ją.
___
Po godzinie postanowiłem że pójdę do parku. Dziś mam wolne. Co z tego że chciałem mieć wolne gdy teraz strasznie się nudze. Wyszedłem z mieszkania i skierowałem się w wyznaczone przeze mnie miejsce. Gdy doszedłem do pierwszej z ławek usiadłem na niej. Dosiadła się do mnie pewna brunetka, około 20 lat dość wysoka. Ale nie była sama, byla z dzieckiem. Dziewczynka miała z 3-4 latka.
-Hej, możemy?
-Jasne
-Jestem Camila a to Tosia -przedstawiła się a później to małą
-Ja jestem Tobias
-Nie jestes polakiem c'nie?
-Imię zdradza prawda?
-Nie tylko, akcent. Akcent masz taki..umm..amerykanmński
-Jestem z LA.
-Farciarz. Zawsze chciałam mieszkać w LA
-Śliczne miasto ale gdy tam zamieszkasz zobaczysz że nic nadzwyczajnego.
-Mówisz? Hmm..może kiedys się przekonam
-Może

*Oczami Alexa*
Jak już dojechałem do Izzy wysiadłem z samochodu i szybko podszedłem do drzwi. Zadzwoniłem a po chwili w drzwiach pojawiła się złotowłosa.
-Hej kochanie -powiedziałem i ją przytuliłem.
-Hej, zapraszam -wskazała ręką na wnętrze domu.
-Jesteś sama?
-Tak
-Mam super wiadomość
-Słucham? Czekaj, chcesz coś do picia?
-Nie dzięki. No więc...znalazłem dom. Nie duży i nie daleko.
-A po co?
-No jak to po co? Żeby mieszkać
-A co z tym?
-Twoi rodzice są jeszcze młodzi. No może nie młodzi, ale w średnim wieku. Nie będziemy im głowy zawracać. Cena to 130 000$ nie drogo.
-Czy ja wiem. Kiedy można obejrzeć?
-Jutro o 14:00
-Okay

*Oczami Angeli*
Skończyłyśmy sprzątać ok. 12:00. Efekt końcowy cieszy. Postanowiłyśmy zrobić naleśniki. W końcu po tak męczącym ranku się należy. Tessa która sprawdziła co robią chłopaki poinformowała nas że puszczają wode do basenu. Wszystkie trzy zaczełyśmy robić posiłek. Delly ciasto, ja różne dodatki takie jak nutella, dżem itd. za to Tessa zajeła się sztućcami i talerzami.
-Może zjemy na tarasie? -zapytała Delly
-Czemu nie.
-To ja ci pomoge zanosić talerze itd. -powiedziałam do Tessy
-Dzięki.
Gdy wszystko było gotowe nawet naleśniki, zawołałyśmy chłopaków którzy skończyli z basenem. Delly rozdała każdemu po 3 naleśniki. Zaczeliśmy jeść najlepsze placuszki ever. Ja już przy pierwszym nie mogłam. Za słodko mi było.
-Smakuje? -zapytała Rydel
-Jeszcze pytasz kochanie -odpowiedział Ell cały w czekoladzie
-Ktoś  chce mojego naleśnika? -zapytałam odkładając talerz. -Już nie mogę dojeść.
Popatrzyłam na Rossa który kończył swoją porcje i przysunełam mu mój talerz. On się uśmiechnął i zaczął pałaszować.
-Ciekawe jak tam u Rikera i Susan
-Tak, coś czuje że będzie nowa para -zaśmiała się Tessa.
Nagle jej telefon zaczął dzwonić. Okazało się że to jej mama. Tessa ma wracać do domu pilnować Jackoba.
-Ej to przyprowadz go do nas. Posiedzimy razem -zaproponował Ellington
-Właśnie. -poparliśmy go.

*Oczami Susan*
Nad jeziorem jest cudownie. Zapach natury a nie spalin z samochodów. Kocham nature.
-Podoba Ci się? -zapytał mnie Rik stojąc za mną
-Tak, jest ślicznie
-Wiesz bo ja chcłem cię o coś zapytać-powiedział a moje serce przyśpieszyło
-Ale to później - i znowy zwolniło.
-Okay
-Przejdziemy się?
-Jasne, ej o czym rozmawiałeś z moją mamą?
-O trasie, najbliższycy koncertach itd.
-Męczyła cie?
-Haha, nie
-Trudno uwierzyć ale nich ci będzie.
...
Siedzimy w tym pięknym miejscu już ponad 3 godziny. Nie żałuje że tu przyjechałam, jak już mówiłam. Kocham nature.
-Dobra, powiesz mi to co miałeś powiedzieć?
-Aa..tak
-No więc...?
-Susan jak już wiesz...kocham cię..no i chciałem zapytać czy..-moja adrenalina się podnosi coraz wyrzej. Albo mi się wydaje albo za pare minut będę mieć chłopaka -czy ty..zechcesz, zgodzisz się -co mu jest? Ale się jąka
-Riker wysłów się.
-Susan będziesz moją dziewczyną? -zapytał na jednym tchu. Spodziewałam się tego ale jak to wypowiedział to odjeło mi mowe.
-Nie milcz tak. Powiedz coś
Ja dalej nic nie mówiłam. Szok. Nagle on wstał i zaczął odchodzić. Zrobiłam to samo ale ja za nim pobiegłam.  Stanełam przed nim tak że musiał się zatrzymać. Stanełam na palcach i zbliżyłam się do niego by wykonac czyn który tak bardzo chciałam. Pocałowałam go. Ten gest miał oznaczać "tak" i chyba zrozumiał bo się uśmiechnął przez pocałunek.

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 23

*Oczami Rockyego*
Wyszedłem na górę i biorąc laptopa siadłem na łóżku. Do pokoju wszedł Ryland z rodzicami.
-Możecie wyjść? Chciałbym pogadać z Tessą. Proszę - powiedziałem do rodzinki.
-Dobrze - powiedziała mama
-Ja zostaje - powiedział z uśmiechem Ryland
-RyRy wyjdź - wskazałem na drzwi. - Kupie Ci loda jak będziemy szli gdzieś - powiedział
-Sam sobie kupię. Ale okay - powiedział i opuścił pokój. Ja zalogowałem się na Skype. Udało mi się Tessa jest dostępna. Zadzwoniłem do niej. Ona jak zawsze odebrała.
-Hej kochanie - przywitałem się z dziewczyną
-Rocky? Ty żyjesz! Ty naprawdę żyjesz! - powiedziałam. O co jej chodzi?
-A czemu miał bym nie żyć?
-Samolot się rozbił. Lecący z LA do Polski. - powiedziałam. A tak, Riker coś tam mówił.
-Aa, faktycznie. Lecieliśmy drugim.
-Tak się cieszę że nic wam nie jest.
-Taa
-Tak przy okazji. Czemu nie dzwoniłeś po wylądowaniu
-Bo mieliśmy wyciszone telefony. - powiedziałem
-No dobrze, ale dzwoń. Codziennie masz dzwonić - powiedziała
-Tak, będę.
-Kocham Cię - powiedziała
-Ja Ciebie też - odpowiedziałem
-Słuchaj Rocky, zadzwoniłbyś wieczorem?
-Czemu?
-Umówiłam się z Angelą i Susan na zakupy
-Aa, okay. Zadzwonię.
-Pa..kocham Cię, tak bardzo
-Ja ciebie też.

*Oczami Susan*
Idę z dziewczynami na zakupy. Postanowiłyśmy się oderwać na chwilę. Ten szok po wiadomości, ten stres, ta  chęć zabicia Rockyego za ten durny pomysł. Teraz musimy wyluzować. To dobrze nam zrobi.
-Ej, dziewczyny. A może to? - wskazała Tessa na piękny zestaw. Składał się on z jeansowych spodenek i fioletowo białej koszulki. Niby nic takiego ale naprawdę ładne.
-Tak, weź sobie. Pasuje do ciebie fiolet. - powiedziałam
-Okay. To teraz wy. - powiedziała z uśmiechem
-A ty? Tylko tyle kupujesz? - zapytałam zdziwiona
-Nie. To dopiero pierwszy sklep. Spokojnie.
-No dobrze. Idziemy szukać coś dla Angeli - powiedziałam.
-Do Angeli pasuje kolor zielony, żółty lub różowy - mówiła Tess
-A może weźmiemy coś na czym będą wszystkie te kolory? - powiedziałam z "cwaniackim" uśmiechem
Podeszłyśmy do paru wieszaków i szukałyśmy coś w tych kolorach. Nagle znalazłam super ciuch. Była to zwiewna sukienka w kwiaty. Były tam wszystkie te kolory plus trochę granatu.
-Dziewczyny, mam- krzyknęłam. Aż parę osób się na mnie popatrzyło. -To będzie świetne. -wskazałam na sukienkę.
....
O 15:00 wróciłyśmy do domu. W sumie to dużo nie kupiłyśmy. Powiem nawet że jak na nas, a jesteśmy dziewczynami to bardo mało kupiłyśmy. Co to jest te trzy torby? Nic.
-Ej dziewczyny patrzcie - powiedziała Tessa wskazując na telefon. Wzięłam komórkę i zaczełam czytać.
-"Dziś rano w Polsce był widziany Ross Lynch i jego brat Riker. Z tych zdjęć wnioskujemy że spotkali się ze swoimi bliskimi koleżankami. Może nawet dziewczynami." - Przewinęłam na dół i zobaczyłam zdjęcia Rossa z jakąś dziewczyną którą całuje w policzek a drugie zdjęcie było z Rikerem i jakąś dziewczyną którą obejmował. Pokazałam to Angeli a ona ze zdziwieniem w oczach powiedziała tylko "aha".
-Słuchajcie, przecież to kpina. Jak oni sami w Polsce kogoś znajdą. - powiedziałam
-Rocky wspominał coś o znajomych - powiedziała Tessa
-Dobra nie ważne, może oni coś tam...ale nie ważne - powiedziała brunetka. Widać że to ją troszkę zasmuciło.

#Miesiąc później# *Oczami Rydel*
Jaka szkoda że do reszty krajów nie pojechaliśmy. Byliśmy w 16 krajach z 20. Eh.. może innym razem. Z jednej strony się cieszę bo w końcu zobaczę dziewczyny. Nie mogę się doczekać jak będę już w domu. Już za 20 minut będę w moim królestwie. Najlepsze w tym wszystkim jest to że one nic o tym nie wiedzą. Będą miały niespodziankę. Tylko Izzy i Alex wiedzą którzy mieli zebrać je u Angeli.
...
-Rydel!! Idziemy? -zapytał Ross. Minęły dwie godziny od naszego powrotu. Przez cały czas któryś z chłopaków jęczy czy idziemy. Nawet rozpakować się było ciężko.
-Ross, do cholery. Idziemy za 20 minut. Dopiero co rodzice odjechali, za 20 minut. - powiedziałąm.
-Okay - powiedział i odszedł. Ehh...co za dzieci.
-Rydel..- powiedział Ratliff wchodząc do kuchni.
-Co?
-Nic, tak tylko.
-Okay, kochanie błagam cię. Jak tylko wrócimy nie proś mnie o kolację. Jestem zmęczona. - powiedziałam
-Okay
15 minut później w kuchni zjawiła się reszta. Byli gotowi na spotkanie z dziewczynami. Co zrobisz? Nic nie zrobisz, trzeba iść.

*Oczami Angeli*
Ciekawe po co Alex kazał przyjść dziewczyną do nas.Nic ważnego dziś nie ma, tak sądzę. Tak czy siak idę się przebrać. Dziewczyny już przyszły bo słyszę ich śmiech a ja nadal w starych dresach i koszulce. Postanowiłam ubrać zwykłe jeansy i kremową koszulkę z granatowym nadrukiem "Kiss me or kill me" ubrałam jeszcze kremowe baletki i zeszłam na dół. Wiecie co się okazało dwa tygodnie po tych zdjęciach? Że to ich znajome. Dokładnie siostry jedna z nich chodziła z Rikerm do szkoły. Zeszłam na dół i przywitałam się z dziewczynami po pewnym czasie znów ktoś zadzwonił do drzwi.
-Otworzę powiedziałam.
-Nie! Ja otworze - powiedziała Izzy. Dziewczyna ma już nie duży brzuch.
-Okay? - powiedziałam zdziwiona
-Chodźcie do ogrodu - powiedział
-Okay, ja idę jeszcze spiąć włosy - powiedziałam i wleciałam po schodach na górę. Weszłam do mojego pokoju i zabrałam gumkę ze stolika. Zaczęłam spinać włosy w lekkiego koka gdy ktoś mnie objął od tyłu. Tak strasznie się przestraszyłam że o mało nie dostałam zawału. Odwróciłam głowę i ujrzałam Rossa? O Boże mam już omamy.
-Alex, skąd wziąłeś taką maskę? Wiesz że nigdy nie będziesz tak przystojny jak Ross i puszczaj mnie bo oberwiesz. - powiedziałam, nawet nie wiem czemu.
-Dziękuję - powiedział. Nawet głos ma jak Ross. Chyba za bardzo tęsknie. Przecież on wraca z 3 tygodnie. Ej chwila, to Ross!
-Ross? - zapytałam, a może bardziej stwierdziłam? A nie wiem.
-Tak - powiedział. Bez zastanowienia rzuciłam się na niego mocno go ściskając.
-Co ty tu robisz?
-Stoję
-Mam na myśli czemu tak wcześnie? Miałeś wrócić dopiero za trzy tygodnie - poiwedziałam
-Odwołali koncerty bo mało osób było.
-Oh.. jak się cieszę że jesteś - powiedziałam z uśmiechem.
-Fajna koszulka - powiedział patrząc na kremowy materiał.
-Wiem - zaśmiałam się
-Pamiętasz naszą rozmowę przez telefon?
-Dzwoniłeś wiele razy.
-Ale tą pierwszą. W Polsce co byłem.
-Aa.. tak a co?
-Powiedziałem że jestem słodszy i spróbujesz po powrocie. Teraz masz koszulkę "Kiss me or kill me" a ze względu że cię nie zabiję bo to jest karane i za bardzo bym to przeżył to pozostaje mi tylko jedno. - powiedział - Kiss you. - Nie wiedziałam co powiedzieć. Dlatego się nie odezwałam i chwytając go za rękę pociągnęłam do ogrodu. Tam przywitałam się z resztą. Wszyscy ciągle ze sobą gadali i się śmiali.  Wspominaliśmy jak to się o nich martwilysmy,  a oni bawili się w najlepsze.  Po może godzinie utworzyły się tzw.  grupki.  Mianowicie Rydel z Ellem (co było dla mnie dziwne bo widzieli się cały czas)  Rocky z Tessa,  Susan i Riker.  Tak tylko szybko wspomnę ze oni to najbardziej ze sobą rozmawiali,  najbardziej się śmiali i co jakiś czas się przytulali.  Ostatnia grupką byłam ja z Rossem i całą resztą.  Po minie blondyna można było zauważyć że nie jest zbytnio zadowolony,  że nie siedziemy razem.  Kiedy patrzał się na mnie niezadowolonym spojrzeniem to wzruszyłam tylko ramionami i gadała dalej.

*Oczami Rikera *
-Dalej!  Zbieramy się już! - krzyknęła Rydel.  Zawsze jak jest już zmęczona to jest wkurzona na wszystkich i wszystko więc lepiej z nią nie igrac z tym stanie. 
- Szkoda,  że już idziecie  - powiedziała Susan
- Spokojnie,  jutro też przecież można się spotkać  - powiedziałem z uśmiechem
- Czyli...  Spotykamy się jutro?  - patrzała mi w oczy.
- Na to wychodzi - poprawiłem grzywkę.
- Riker chodź już  ! - Rydel się wkurzyła...
- Dobra,  leć już  - powiedziała dziewczyna nieśmiało się do mnie przytuliła. Ja przytuliłem ją mocniej. - To do jutra
- Do jutra 
Jeszcze przed wyjściem się z każdym pożegnaliśmy i w ciszy powolnym krokiem szliśmy do domu.  Kiedy byliśmy pod domem Ross pchnął mnie na bok i krzyknął ze zaraz wracamy.
- Kiedy zamierzasz jej to powiedzieć? 
- Co?  Komu?  - Chłopak w odpowiedzi zrobił facepalma.
- Susan, ze Ci się podoba.  Nie mogę patrzeć jak się przytulacie a ona nic nie wie. 
- A jeśli ja jej to powiem, a ona nic do mnie nie czuję? I nic nie będzie tak jak wcześniej...
- Wolisz jej tego nie mówić? Zobaczysz...  Za parę miesięcy stracisz tą okazję bo może kogoś sobie znajdzie, a Ty znowu będziesz żałował.  Pamiętasz sytuację z  Mią?  Zwlekales tak długo aż straciliście ze sobą kontakt,  a później widziałeś z nią z jakimś innym chłopakiem. Chcesz żeby znowu tak było?
Przez chwilę nic nie mówiłem,  myślałem o tej sytuacji.  Nagle zatrzymałem się i ruszylem w zupełnie innym kierunku.
- A Ty gdzie idziesz?  - krzyczał Ross
- Powiedz że późno wrócę!

*Oczami Susan *
Siedziałam na parapecie w swoim pokoju patrząc się w niebo.  Miałam otwarte okno. Wiatr stawał się coraz silniejszy co powodowało że moje włosy były rozwiane do tyłu oraz troszkę na mojej twarzy.  Pomimo chłodnego wiatru nie poszłam po koc.  Na uszach miałam słuchawki, a z nich wypływająca ostatnio moja ulubiona piosenka  "standing in the dark". Lubie jej słuchać wyobrażając sobie idealne sytuacje.  Teraz akurat myślałam o Rikerze jakby był przy mnie.  Tak,  jestem w nim zakochana.  Najsmutniejsze jest to,  że mam wrażenie,  iż on nie jest we mnie.  Dlatego wyobrażam sobie takie sytuacje.  Nagle usłyszałam jak drzwi od mojego pokoju się otwierają,  a za nich wychyla się Riker.  Od razu zdjęłam słuchawki i położyłam je w kąt.  Nie odłączyłam ich od telefonu i przez to ciągle było słychać ową piosnkę. Podeszła do blondyna i otworzyłam drzwi tak żeby mógł wejść.
- Co Ty tutaj robisz?  - zapytałam zaskoczona
-Ja?  - przeczesał ręka włosy. - Chciałam Cię zobaczyć i...
- i...  ?
- I coś ważnego Ci powiedzieć.
- No to mów  - byłam ciekawa o co chodzi
- A To później  - zaśmiał się.
Ja w odpowiedzi uśmiechnęłam się i wróciłam na swoje miejsce.  Chłopak szybko podszedł do mnie i usiadł kolo mnie.  Wymieniliśmy się spojrzeniami i oboje patrzyliśmy na gwiazdy. W pewnym momencie chłopak nieśmiało objął mnie swoim ramieniem, a ja przysunęłam się do niego i oparłam o niego głowę.  Było mi bardzo ciepło na sercu.  Siedzieliśmy tak w ciszy dość długi okres czasu.  Nie potrzebowalismy się odzywać,  wystarczyła nasza obecność.  W pewnym momencie podniosłam głowę i wpatrywałam się w niego.  Po pewnym czasie chłopak też zaczął.  W tym momencie tak bardzo chciałam go pocałować. Nagle niezauważalnie zaczęłam się przysuwac,  a Riker to zauważył.  Zaczął naśladować moją czynność. Teraz bez zawachania się pocałowalismy. Od razu zeszłam z parapetu i założyłem swoje ręce na jego szyję. Chłopak też z niego zszedł i położył swoje ręce na moje biodra.  Całowaliśmy się .... No dłużej o wiele dłużej niż za pierwszym razem.  Chciałam aby ta chwila trwała długo.  Nagle chłopak oderwał się ode mnie i odszedł na drugi koniec pokoju.  Bacznie go obserwowałam. Założył ręce za głowę. Nagle podszedł do mnie. Bardzo blisko o patrzyliśmy sobie w oczy.
- Chciałem Ci coś powiedzieć - mówił patrząc się w podłoge.
- Słucham 
- Od momentu kiedy zaczęłaś chodzić z Alexem brew pozorom byłem smutny.  Byłem smutny jak widziałem was szczęśliwych.  Tak byłem o Ciebie zazdrosny.  Kiedy dowiedziałem się, ze z nim zerwałaś poczułem ze mam jakąś szanse.  Chciałem Ci powiedzieć to już dawno ale ciągle zwklekalem.  Czemu?  Bałem się twojej reakcji.  Bałem się,  że po tym nasze relacje się zmienia.  Dzisiaj Ross uświadomił mi, że później jak będę chciał Ci to powiedzieć to może być już za późno.  Teraz z mojej wypowiedzi można wywnioskować,  że Cię kocham.
Skończył swój monolog a ja stałam jak wryta. Nie potrafiłam się nic odezwać.
- C...  Co?  - tylko to umiałam powiedzieć.  Chłopak promiennie się uśmiechnął.
- Susan, ja cię kocham. - powiedział i chwycił moje ręce.
- Wiesz czemu zerwaliśmy z Alexem?  - patrzałam sie na niego.  Chłopak pokręcił przeczaco głową.
- Bo uświadomiłam sobie, że kocham tylko ciebie. - powiedziałam i spuściłam głowę.
- Serio?  Kochasz mnie?  - zapytał zdziwiony.
- T-tak - nadal nie podniosłam głowy.  Nagle Riker podniósł moją głowę i znowu mnie pocałował.  Tym razem pocałunek był krótki bo do mojego pokoju weszła moja mama.
- Nie chciałam wam przeszkadzać,  ale...  Riker, Twoja siostra dzwoniła do mnie i mówiła że nasz wrócić do domu.   - w tym momencie sprawdził telefon  - podobno nie odbierasz 
- Wyciszylem go.  Dobrze,  dziękuję.
Moja mama wyszła z pokoju z uśmiechem.
- To..  Widzimy się jutro?  - zapytał
- Oczywiście
- To ja będę już lecieć - powiedział, a ja od razu się do niego mocno przytuliłam.  Chłopak odzywzajemnil uścisk.  Po chwili odprowadziłam ich do drzwi wyjściowych z mojego domu.  Przed samym wyjściem spojrzał na mnie i pocałował mnie w policzek.
- Dobranoc  - powiedział z uśmiechem.
- Dobranoc 
Kiedy wyszedł oparłam się plecami o drzwi i zamknęłam oczy.
- No no...  - odezwała się mama
- No co?
- Nie no nic. Idź spać. 
Posłusznie poszłam, a raczej pobiegłam do pokoju.  Od razu położyłam się na łóżko. Odwróciłam się na plecy i patrzyłam się w sufit.
-"on mnie kocha " - pomyślałam i zakrylam sobie twarz rękami ze szczęścia.  Nakrylam się kołdrą i z tą myślą poszłam spać.

*Oczami Rydel*
-no gdzie on jest?!  - byłam wkurzona,  chodziłam w kółko po jego pokoju.
- Rydel,  daj spokój w końcu,  zaraz przyjdzie.
- A jak coś mu sir stało?
- Na Pewno nie  !
Nagle było słychać czyjeś kroki. Na 100% to byl on.  Owa osoba zaczęła biec po schodach, a następnie wpadła do swojego pokoju.
- Powiedziałem jej  ! - krzyczał zdyszany
Co?  O Co chodzi?
- Zartujesz?  - Ross był zaskoczony
- Nie!  Powiedzualaw,  że też mnie kocha,  rozumiesz to?  - ciągle krzyczał
- Czekaj czekaj czekaj!  O kogo Ci chodzi? -nie byłam w temacie.
-To Ty nie wiesz?  - zapytał najstarszy
- No nie...
- To ja powiem  - mówił Ross.  - od pewnego momentu Riker jest zakochany w Susan i dzisiaj jej to powiedział. 
- I Co ? Jesteście razem?
- No..  Wlasnie..  Nie  - mówił już spokojny
- Czemu?  - zapytał się Ross.
- No...  Tak wyszło.  Dobra,  wypad chce iść spać  !
Nic nie powiedzieliśmy tylko poszliśmy do swoich pokoji.  Położyłam się do łóżka. Byłam zaskoczona tym co powiedział Ross.  Po chwili zasnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że podoba wam się ten rozdział  :3 także... Dobrej nocy albo miłego dnia xD