niedziela, 27 września 2015

Epilog

*4 miesiące później*
-Susan. Choć już, musimy jechać -krzyczał Tobi. Dzisiejszy dzień jest najważniejszy w moim życiu, dzisiaj biore ślub z chłopakiem którego kocham nad życie.
-Idę. -zeszłam po schodach i stając w holu popatrzyłam na rodziców, brata i przyjaciół. Parę łez spłyneło po moim policzku. Za dwie godziny nie będę Panną Fox tylko Panią Lynch w dodatku moje życie się zmieni.
-Kocham was -powiedziałam do rodziców i się do nich przytuliłam.
-My ciebie też kochanie.
...
Po ślubie ruszyliśmy w strone sali gdzie miało się odbyć wesele.
Było wiele osób które są bardzo ważne dla mnie. To było najważniejsze, że są teraz ze mną.
-Sus, ja na chwile wychodze. Będe niedługo.-powiedziała Angela i wyszła.
Widziałam że Ross na nią zerka, a gdy wyszła on poszedł za nią.

*Oczami Angeli*
Wychodząc z sali poczułam się dziwnie. Było mi smutno. Może to dlatego że wiem iż teraz będzie inaczej. Nasze spotkania się ograniczą. To nie będzie przyjemne. Nagle przede mną stanął Ross.
-Angela, wszystko w porzątku?
-Tak, czemu pytasz?
-Bo wyszłaś.
-Chciałam tylko troche świerzego powietrza.
-Oh..okay. Słuchaj, dziś wieczorem pojedzjesz ze mną do domu? Zapomniałem czegoś zabrać.
-To choć teraz.
-Niee..teraz mi to nie potrzebne. Później.
-No okay.
Ross złapał mnie za ręke i razem weszliśmy na sale.
Po zjedzeniu obiadu zaczeliśmy tańczyć. Było wspaniale, wszyscy dobrze się bawiliśmy.
Pod wieczór Susan z Rikere gdzieś wyszli, wiadomo gdzie.
Za to my nadal doskonale spędzaliśmy czas.

*Oczami Rockyego*
Ciekawi mnie jedna rzecz, a mianowicie..gdzie znajduje się Tessa. To jest nie spotykane bym ja nie wiedział gdzie ona jest.
-Delly gdzie Tessa?
-Poszła z mamą do kuchni zapytać kiedy będzie kolacja.
-Okay, dzięki.
Wyszedłem na zewnątrz, byli tam Ell z kilku innymi chłopakami.
-O Rocky, choć gadamy właśnie o naszym zespole.
...
Mineły kilka miesiące od ślubu Susan i Rikera. Para jest bardzo szczęśliwa że są razem. Właśnie teraz razem z przyjaciółmi siedzą w salonie i wspominają ich pierwsze spotkanie.
-Pamiętacie jak Ross mylił się na próbie bo nie mógł przestać się gapić na Angele?-zaśmiała się Rydel
-Taak, albo gdy Susan upadła na podłoge -powiedziała Angela
-Ej to nie było śmieszne.
-Wcale..
-Było tak dobrze -powiedział Ross
-A teraz nie jest?-zapytał Ell
-Jest. Nawet lepiej -popatrzył na Angele i się uśmiechnął. Dziewczyna odezajemnia uśmiech.
-Wiecie co? Jestem bardzo szczęśliwa że was mam. -powiedziała Tessa.
-Los się do nas uśmiechnął -powiedziała Susan.

*parę minut później*
*oczami Susan *
Siedziałam w pokoju Rikera,  albo i nawet już naszego pokoju,  z laptopem na kolanach. Chłopak siedział kolo mnie bawiąc się moimi włosami.  Ja natomiast przeglądam mieszkania,  w razie jakbyśmy chcieli się wyprowadzić,  w co wątpię.
- Czemu szukasz tak tych mieszkań? - zapytał dość cicho. - nie chcesz tu mieszkać?
- oczywiście,  ze chcę. Nie szukam żadnego mieszkania,  tylko tak ogólnie,  spokojnie. 
- No ja myślę - pocałował mnke w policzek. - długo jeszcze bedziesz?
Spojrzałam się na niego oraz zamknęłam laptopa i odłożyłam go na miejsce.  Po chwili chłopak pocałował mnie. 
- Wtedy kiedy widziałem Cię pierwszy raz w Starbucksie, nie sądziłem,  ze będziesz moją żoną.  - jak to cudownie brzmi "moja żona "
- a wiesz, że ja tak samo?
Uśmiechnął się
- a zabrałaś wszystko z tamtego mieszkania?
- Zdaje mi się że tak ale sprawdzę.  - Riker zaczynał wstawać żebym mogła wstać.  - ale jutro. - położyłam się na łóżko. 
- jak się czujesz z tym,  ze już nie jestes panna Fox?  Tylko panią Lynch?  - przytulil mnie. 
- A może ja nie przejąłam Twojego nazwiska.
- przejęłaś,  Napewno. 
Wtulila się bardziej w jego tors.
- Dobranoc - odezwałam się układając do spania.
- Już? Tak szybko?
- mój drogi, jest prawie 2.
- Oh...  To dobranoc - uroczo się uśmiechnął

Wstałam około 6 rano,  Rikera nie było już w łóżku co mnie bardzo zdziwiło.  Nie spieszac sie poszłam do kuchni.  Ku mojemu zdziwieniu siedzieli tam wszyscy moi przyjaciele.  Uśmiechałam się sama do siebie, bo nikt mnie nie zauważył. Troche szybszym krokiem podeszła do nich i każdego mocno przytuliłam,  a zwłaszcza Angele.  Czy teraz dużo w naszym życiu się zmieni?  Nie będziemy się już spotykać tak często jak kiedyś?  Aż w końcu kompletnie stracimy kontakt? Mam nadzieję,  że nie.
- Dzień dobry wszystkim  - każdy mi odpowiedział.
- Jak tam? 
- Byloby wspaniale gdyby tylko Riker pospieszyl sie ze śniadaniem, bo głodny jestem - mówił oburzony Rocky, na co tylko się zaśmiałam.
- a co dzisiaj tak wcześnie? 
- a tak jakoś wyszło.  Brakowało nam tego. - odezwała się Angela
- Mi też...
Po paru minutach wszystko było na stole. Jedliśmy jajecznice.  Była bardzo dobra,  muszę przyznać.  Kolejnym punktem naszego dnia było posprzątanie,  ogarniecie sie gdyż połowa z nas była jeszcze w piżamie,  następnie nie wiedzieliśmy czy pójść do kina,  na kręgle czy na plażę.  Poszłam na górę szybko się ogarnąć.  Rozpuściłam swoje włosy,  pomalowałam   rzęsy,  zrobiłam kreski,  ubrałam czarne legginsy,  tego samego koloru trampki oraz czerwoną koszule w kratę.  Kiedy wyszłam to każdy był ubrany tak "porządnie". Nie jak kiedyś czyli pierwsze lepsze ciuchy.  Postanowilismy, że wybierzemy się do kina.  Film mieliśmy ustalić na miejscu.  Podczas drogi było bardzo cicho więc postanowiłam zacząć temat.
-  nie sądzicie ze przez niektóre sytuacje,  nasze życie strasznie się zmieni?  - mówiłam dość smutno.
- co masz na myśli?  - odezwała się Delly.
- Na pewno nie będziemy już tak często sie spotykać,  a nawet jeśli to nasze spotkania będą wyglądać inaczej.  Przez to pewnie stracimy ze sobą kontakt...  Nie wiem jak wy,  ale ja nie wyobrażam sobie życia bez niego was.
Nastała niezręczna cisza.
- Susan,  na pewno nie stracimy kontaktu.  Patrząc nawet na logikę,  jestes z moim bratem, Angela jest z moim innym bratem,  ja jestem z Ellem.  Tu nie możliwe jest żeby stracić kontakt - zaśmiała się Rydel
- no ale nigdy nie wiadomo jak wszystko się potoczy. 
- oj nie szukaj dziury w całym, kochana - odezwała sie Angela.
- Nie wiem jak wy,  ale ja nie mam ochoty na film.. - udzielił się Ellington.
- Teraz to mówisz?!  - lekko wkurzył się Riker
- tak.  Ale zawsze zamiast tego możemy iść na plażę, albo... O!  Skoro tak wspominacie możemy pójść do Starbucksa. Każdy spojrzał się po sobie i bez słowa udaliśmy się do kawiarni.  Zajęliśmy stolik, który był najdalej - jak za pierwszym spotkaniem.
- Pamiętacie nasz koncert w Starbucksie? - zapytał Ross
- I jak KTOS  ciągle się mylił patrząc na jedną obecną niewiaste. 
- Haha,  skąd ten pomysł,  Riker - zaśmiał się blondyn
- Albo jak ktoś się przewrócił przed drzwiami - Rydel spojrzała sie na mnie
- Oj już przestań! 
Siedzieliśmy tutaj prawie dwie godziny.  Zaczęło robić się już późno wiec postanowilismy wrócić do swoich domów.  Nasze pożegnanie trwało prawie godzinę.  Nic dziwnego,  często tak było.  Będzie mi tego brakować.  Kiedy byliśmy w domu Riker poszedł do kuchni,  a ja się przebrać. Czy teraz tak bedzie wyglądało nasze życie ? Mimo wszystko będziemy dalej spotykać się tak jak wcześniej?  Zrobiłabym wszystko żeby tak było.  Zmyłam swój makijaż i poszłam pod szybki prysznic,  przy okazji umyłam włosy.  Po tym ubrałam bielizne oraz długa koszule nocna z Kubusiem Puchatkiem.  Stałam przed lustrem i Rozczesywałam włosy.  Nagle naszła mnie jedna myśl.  Kiedy skończyłam zaczęłam zdejmować swoje kolczyki.  Patrzyłam się na siebie przez parę minut w lustrze. 
Tak,  nasze życie pozostanie takie same.

*Angela *
Kolejny nudny dzień. Nie narzekam na nie,  gdyż spędzam je z moimi przyjaciółmi. Poprostu często robimy to samo, jest nudno ale zarazem miło i fajnie.  Dziwne,  prawda? 
Teraz siedziemy wszyscy razem. Każdy ma telefon,  razem ze mną. W domu Rossa panuje grobowa cisza.  Normalne spotkanie osób XXI wieku. Jedna rzecz mnie ciekawi,  a mianowicie to,  że piszą coś na telefonach i raz na jakiś czas zerkają na siebie. Mają jakąś tajemnicę?  To nawet Susan zachowuje się jak oni. W pewnym momencie spojrzałam się na mnie,  w tym momencie zlapalysmy kontakt wzrokowy. Patrząc na nią podniosłam jedną brew do góry,  a dziewczyna szczerze i szeroko uśmiechnęła się do mnie pokazując swoje białe zęby.  Nie wiedziałam o co chodzi,  a musi o coś chodzić.  Nagle odezwał się Riker.
-Wybaczcie,  ale ja idę się przejść.  - każdy spojrzał się na niego jakby oczekiwali dokończenia zdania. - Oczywiście z Susan. 
Po tych słowach oboje wstali,  pożegnali się i wyszli. 
- A my musimy iść do mnie pomóc mojej mamie - powiedział Ellington wstając z kanapy razem z Rydel.
- A my musimy kupić parę produktów do domu.  - Powiedział Ryland wstając z resztą.  Resztą czyli Rocky,  Tobias,  Camila i Tessa.
Coś mi tu nie pasuje...
Kazdy chłopak,  ktory przechodzil koło Rossa przybil mu żółwika,  a dziewczyny przytulały mowiac coś na ucho uśmiechając się.  Pewnie myśleli,  że nie zauważę...
Kiedy wszyscy wyszli Ross usiadł kolo mnie, objął mnie i pocałował delikatnie w czoło. 
- To jak...  Zbieramy się?  - mówił lekko smyrajac mnie nosem po policzku.
- Ale gdzie?  Byłam zdezorientowana.
- Haha,  zobaczysz.
- Mam się bać?  - zapytałam odsuwajac się od niego.
- Nie ma czego.  - powiedział podając mi rękę żebym mogła wstać.  Kiedy wstałam to byłam blisko niego. Wykorzystując okazję od razu szybko pocałowalam go w usta.
Idziemy już parę minut.  Trzymamy się z ręce.  Ross odzywa się do mnie strasznie słodko,  nawet za słodko. Tak samo się też zachowuje.  Coś się stało albo o coś mu chodzi. Irytował mnie tylko fakt, że chmury wyglądały na deszczowe, a ja mam na sobie zwykłe trampki i lekka bluze, podobnie jak Ross. Jak zacznie padać to nieźle zmokniemy. 
Dotarliśmy do parku, w którym często coś się działo.  Bardzo lubiłam ten park. Dobrze mi się kojarzył. 
- Tutaj chciałeś mnie zabrać? - zapytałam.
- Tak,  coś nie tak?
- Nie!  Jest dobrze tylko, że zaraz może się rozpadać.
- To nic,  będzie jeszcze lepiej. - powiedzial po czym mocno się do mnie przytulił.  Kiedy skończył to złapał moją rękę i poszliśmy dalej.
Chodzimy już jakieś dwie godziny.  Deszcz przed chwilą zaczął padać.  Już zrobiło się ciemno,  a według Rossa jest klimatycznie.  W pewnym momencie chłopak zatrzymał się, stanął za mną i zawiazal mi oczy.
- a Ty co? Chcesz mnie porwać?
- Haha,  nie. Zdejmij opaskę Jak Ci powiem,  dobrze?
Pokiwalam głowa na tak. Po minucie słyszałam gleboki wdech i wydech Rossa,  a następnie ze mogę już ją zdjąć. To co zobaczyłam wywołało u mnie łzy w oczach.  Ross kleczal przede mną i trzymał pudełko z pierścionkiem.  Zakrylam sobie usta dłonią z wrażenia i spłynęła mi jedna łza.  Oczywiście ze szczęścia. 
- Angela... Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?  - mówił zestresowanym głosem.
Podeszłam do niego bliżej i zdjęłam rękę z ust.
- Tak ! - powiedziałam z wielkim uśmiechem. Chłopak założył mi pierścionek a nastepnie przytulil mnie kręcąc mną dookoła. Nie przeszkadzal nam deszcz,  ani to że przechodni patrzyli się na nas. Ta chwila była najlepsza chwilą w moim życiu i nikt nie mógł tego zepsuć.

czwartek, 10 września 2015

Rozdział 34

Po powrocie do domu razem z Rossem poszliśmy do niego a reszta została w salonie.
-Więc...-mówiłam
-Więc co?
-Może..a nie ważne -uśmiechnełam się i położyłam na łóżku Rossa. Musze przyznać że jego poduszka jest strasznie miękka. Ja w domu takich nie mam.
Ross podszedł do łóżka i spojrzał na mnie. Później położył się obok. Odwróciłam głowe by spojrzeć na jego twarz. Patrzył na mnie z uśmiechem.
-Coś nie tak?
-Ciii -uśmiechnął się. Po chwili jednak mnie pocałował. Oddałam pocałunek. Ross powoli przesówał się w moją strone tak że leżał na mnie. Ciagle mnie całował a ja nie byłam w stanie zaprzeczyć.
-Angela...kocham cię -piwiedział podnosząc lekko koniec mojej koszulki.
-Ja ciebie też -włożyłam moje ręce na jego szyje, czym przyliżyłam jego twarz do mojej. Pocałowaliśmy się. Ross coraz bardziej próbował pozbyć się ze mnie ubrań. Moja koszulka leżała już na podłodze. Ja nie wiedziałam co robić. Czy chce tego czy nie.
Postanowiłam że zrobie to. Zżuciłam z niego koszulke i czule pocałiwałam.
Ręka Rossa powędrowała na moje plecy gdzie było zapięcie od stanika. Nagle do pokoju wpadli Susan, Rydel, Tessa, Riker i Ellington. Ross ze mnie zszedł i jednym ruchem ręki zakrył mnie kołdrą, a sam ubrał koszulke.
-Dla waszej wiadomości puka się!!-warknął
-Przepraszamy ale chcieliśmy zapytać czy idzieci z nami do ogrodu, będziemy pływać, siedzieć itd. -powiedziała Rydel
-Yy..t-tak zaraz przyjdziemy.-powiedziałam zawstydzona.
Nasi przyjaciele wyszli a ja odkryłam się i chciałam wstać ale poczułam że mam luźno stanik.
-Odpięty -zaśmiał się Ross widząc moja mine. Chwyciłam dwie końcówki zapięć, chciałam zapiąć ale Ross chwycił moje ręce i dał do przodu, znów położył się na mnie całując mnie i tym razem zdiął ze mnie stanik.
-Ej, co robisz?
-Nic nie mów. -zaczął kierować się w dół. Dotknął ustami moich piersi. Poczułam nieziemskie uczucie.
-Ross, to strasznie przyjemne ale nie. Choć idziemy do nich.
Ross choć niezadowolony to podał mi stanik i koszulke.
Po paru minutach byliśmy na dole. Wszyscy dziwnie się na nas patrzyli. To było denerwujace.
-No to co pływamy.-piwiedział Ell. Wszyscy prócz mnie i Delly wskoczyli do basenu.
-A wy czemu nie idziecie?-zapytał Rocky
-Ja nie mam stroju a Delly nie wiem -zaśmiałam się
-Choć tu -powiedział Ross
-Nie, znając życie pociagniesz mnie i wpadne do basenu.
-Yy nie?
-Yy tak.

*Miesiąc później*
*Oczami Susan*
Kto by pomyślał że ja. Dziewczyna z kolczykiem, słuchająca rapu zakocha się w blondynie tworzącego muzyke rodzaju pop. Świat jednak ma wiele niespodzianek. Tak strasznie go kocham i nie wiem jakie by było życie bez niego.
-Susan, ruszaj się. -poganiały mnie dziewczyny. Idziemy właśnie do pizzeri gdzie miałyśmy się spotkać z chłopakami. Mają przygotowany jakiś plan zajęć na dzisiejszy dzień. Boje się co będziemy robić.
Parę minut później siedziałyśmy w pizzeri gdzie byli chłopcy.
-No więc tak. Pierwsza rzecz. -zaczął Ellington -Idziemy do wesołego miasteczka.
-Wesołe miasteczko? Po to ściągaliście nas do pizzeri by powiedzieć że do wesołego miasteczka idziemy? -zapytałam
-Daj dokończyć -powiedział Riker. -Później idziemy na plaże gdzie rozpalimy ognisko
-Okay. Jest godzina 15:00. Na 16:00 będziemy w wesołym miasteczku a o 19:00 idziemy na plaże. -powiedział Ross.

*godzine później*
Od 20 min jesteśmy w wesołym miasteczku. Jak się z tym czuje? Hmm...jest dziwnie. Chłopcy tak to zorganizowali że o mało nie wypadliśmy z karuzeli. Riker dał jakiś taki dziwny sygnał do Pana który zajmuje się karuzelą by zatrzymał ją. Akurat w tym momencie gdy Delly i Ell siedzieli bokiem. To chore. Nawet nie chce myśleć co będzie dalej.
-To ostatni raz gdy organizujecie wypad do wesołego miasteczka -powiedziała Angela.
-Oj nie marudź kochanie-powiedział Ross całując ją w policzek.

*Parę godzin później*
*Oczami Rydel*
W 100% pewności mogę powiedzieć że to najgorszy wypad do wesołego miasteczka. Myślałam że zwymiotuje na tych karuzelach. Kocham karuzele ale jak nie kręcą się jak gdyby nie miały przestać. Zjadłam tyle owadów. Blee..
-Riker czy wy w końcu rozpalicie to ognisko? -zapytała wkurzona Tessa. No tak. Chłopaki nie mogą rozpalić ogniska.
-Wstyd chłopcy, wstyd -zaśmiałam się.
-Sama tego nie rozpalisz -powiedział Rocky
-Przesuń się-powiedziałam. Chwyciłam za pudełko z zapałkami które trzyma Ell, zapaliłam jedną zapałke i podłożyłam do kartki papieru i do drzewa. Powstał ogień a chłopcom szczęki opadły.
-No nie źle. Delly jedna zapałką rozpaliła ogień a wy jednym pudełkiem nie mogliście-zaśmiała się Sus.
-Dells kochanie, jesteś mistrzem -przytulił mnie Ell
-No raczej -zaśmiałam się. -A wy co tak szepczecie?-zapytałam Angele i Rossa którzy się uśmiechają i coś mówią.
-Nie nic -powiedział Ross
-Młody chce mieć wolną chate dziś wieczorem -powiedział Rocky.
-Czyżby nasza kochana para chciała dokończyć to co było bodajże miesiąć może półtorej temu? -powiedziała Tessa
-Przestańcie dobra -powiedziała Angela z uśmiechem od ucha to ucha.
-Trafiony. No wiesz ty co? Przed ślubem? -powiedziałam
-Przepraszam bardzo ale czy wy nie macie o czym rozmawiać tylko o naszych współżyciach?-zapytał Ross.
-Braciszku ale to jest ciekawe-zaśmiał się Riker za co dostał łokciem od Susan.
-Koniec tego tematu. Mam pytanie, kiedy macie koncert?-zapytała Susan
-Nie wiemy jeszcze.
...
-My idziemy na spacer -powiedział Ross ciągnąc za sobą Angele.
-Okay -odpowiedziałam.

*Oczami Angeli*
-Ross nie cjągnij mnie tak -zaśmiałam się. -Nie widać nas już.
-Nie chce by nas widzieli tak?
-To co ty chcesz ze mną zrobić?-zapytałam
-Jak myślisz?-mruknął do mojego ucha i dotknął końca mojej bluzki podnosząc ją lekko.
-Jesteśmy na plaży.
-To nie problem -pocałował mnie i przyciągą do siebie bardzo blisko.
Można powiedzieć że czułam jego przyjaciela.
Oddałam pocałunek, chciałam się oderwać ale mi nie pozwolił.
-Jeszcze nie -powiedział i jeszcze raz mnie pocałował.
-Ross dość. -zaśmiałam się
-No weź. -powiedział dotykając mojego tyłka
-No co?
-Nic -zaczął całować moją szyje.
-Opanuj się, jesteśmy na plaży.
-Ugh..no dobra. Fajnie. -powiedział zły. A niech się pozłości.
...
Gdy doszliśmy do ogniska Delly zaproponowała grę w butelke. Każdy z chęcią przyznał jej racje. Dziewczyna wyjeła butelke.
-Ja zaczynam-powiedział Rocky i zakręcił butelką. Wypadło na Rikera.
-Pytanie.
-Ile razy wpadł ci telefon w wychodek?
-Umm..3-4 razy.
Serio? Co on na tym telefonie w toalecie robi? Teraz wypadło na Tesse.
-Wyzwanie. Kocham wyzwania.
-Dobra...yy..zrób szpagat-zaśmiał się Rik.
-Chcesz żebym nogi połamała?!
-Dobra sorry, uderz Rockyego!
-Przeginasz Lynch!-warknela ale uderzyla swojego chłopaka. Gdy Tessa zakręciła wypadło na Rossa.
-Pytanie.
-Czemu jesteś taki zły?
-Tak po prostu. -ja się zaśmiałam a on prychnął. Ross zakręcił i wypadło na Ella.
-Pytanie.
-Ile razy współżyłeś ż moją siostrą?
-Ross!! -krzykneła Rydel
-Też cię kocham. No mów Ell.
-Wiele razy prawda skarbie -uśmiechnął się Ell i pocałował Dells w policzek.
Gdy Ell zakręcił wypadło na mnie.
-Wyzwanie.
-Podejdź do tamtego bruneta i go pocałuj.-Ell wskazał palcem na przystojnego bruneta.
-Mm..z chęcią -zaśmiałam się zerkając na Rossa. Był zły, bardzo zły.
-Serio zrobisz to?-zapytały dziewczyny. Puściłam im oczko na znak że nie ale powiedziałam co innego.
-Oczywiście. Takie moje wyzwanie. -wstanełam z kocyka i szłam w strone bruneta. Byłam dość daleko od reszty gdy usłyszałam że ktoś krzyczy imię mojego chłopaka.
-Ross!!! Zaczekaj!!
Widziałam że chłopak kieruje się w moją strone i serio nie jest zadowolony.
-Coś się stało?
-Jeszcze pytasz?!! Jeśli go pocałujesz to możesz zapomnieć o mnie. Ze mną całować się nie chcesz a z jakimś gościem tak.
-Uspokój się. -popatrzył na mnie zły i odszedł. Stałam tak chwile patrząc jak chłopak kieruje się w stronę zachodniej plaży gdzie jest mało osób. Biegłam za nim.
-Ross zaczekaj.
-Co? -zapytał ale szedł dalej.
-Zaczekaj mówie!
-Ross się zatrzymał a ja podbiegłam do niego. Chwile stałam próbując złapać powietrzem.
-Czy ty serio myślałeś że ja go pocałuje?
-A nie? Twoje słowa i wyraz twarzy mówiły że ty go chcesz zjeść! -krzyknął. Rozglądnełam się czy ktos nie patrzy bo cicho to on nie mówi. Z oddali widziałam jak patrzą tylko nasi przyjaciele.
-Idiota. -powiedziałam
-Coś ty powiedziała?
-To co słyszałeś.
-Fajnie. -ruszył z miejsca i szedł dalej.
-Zaczekaj no.
-Odczep się. -pobiegłam za nim, pociąnełam go za ręke odwracając tym samym w moją strone. Wbiłam się mocno w jego usta i dość długo go całowałam.
-Jeszcze raz będziesz zły o takie bzdury to zobaczysz -powiedziałam w jego usta.
-Jak mam nie być zły?
-Po prostu.

*Oczami Susan*
-Ell masz szczęście że się teraz całują. Jeśli by się pokłócili to ty byś się całował ale z ziemią -powiedziała Delly
-Oj no błagam.
Para do nas wróciła za to koleja odeszła. Tessa i Rocky poszli do dziewczyny. Ciekawe co ich tak pognało.
-No to co? Pogodzeni?- zapytał Riker obejmują  mnie.
-Nie. Oczekuje przeprosin -powiedział Ross
-Marzysz. -zaśmiała się brunetka.
-Żebyś wiedziała.
-Okaaay?
-Jesteście zabawni. -powiedział Ell
-Ej wracamy już?- zapytałam
-Tak.
Po 20 min byliśmy już w domu. Każdy w swoim domu. Na samą myśl o dzisiejszyn dniu chce mi się śmiać. Było fajnie.

czwartek, 3 września 2015

Rozdział 33

*oczami Angeli *
Wczoraj w końcu od dwóch dni spotkałam się z Rossem.  Tęskniłam już za nim.  Szczerze mówiąc nie robiliśmy nic specjalnego tylko oglądalismy filmy i gadaliśmy ze sobą.  Brakowało mi tego mimo że to tylko  2 dni. Obecnie siedzę u Rossa na łóżku i przyglądam mu się jak śpi.  Tak,  spałam dzisiaj u nich.  Postanowiłam że zejdę na dół,  może ktoś już nie będzie spał.  Po cichu wyszłam z jego pokoju i kierowałam się ku kuchni.  Na szczęście oraz ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam tam Rikera,  który siedział przy blacie bawiąc się jajecznica i przeglądając coś na telefonie, klasyk.
- Hej  - nie otrzymałam odpowiedzi.  Chwile potem zauważyłam że miał on słuchawki na uszach.  Nic dziwnego że mnie nie słyszał.  Postanowiłam że zdejmę mu jedną słuchawkę.  Podeszłam do niego i po prostu ja zdjęłam.  Chłopak spojrzał na mnie ze złą miną ale potem się uśmiechnął.
- Czemu nie śpisz?  Jest  6:32. - odezwał się
- Chciałam zapytać o to samo.
- Byłem pierwszy.
- Po prostu już się wyspałam a on dalej śpi, a Ty czemu nie śpisz?
- A...  Tak jakoś - poprawil swoje włosy. 
- Jak było wczoraj? 
- A dobrze, nawet bardzo - uśmiechnął się do mnie.
- Sugerujesz coś?  - podniosłam jedną brew do góry.
- Nie. Po prostu było bardzo miło i ... Sympatycznie. - czuję że coś ukrywał.
- A co robiliście?
- No...  Byliśmy w tej restauracji,  potem byliśmy na spacerze.
- Coś tam się wydarzyło?
- o co ci chodzi? 
- mi?  O nic.  Po prostu czuję ze nie mówisz mi Wszystkiego. 
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć.
- Zaraz zadzwonię po Susan to razem sobie pogadamy.
- A Rob Ty co chcesz,  pewnie ja o obudzisz.  - powiedział po czym poszedł na górę.  Ja natomiast usiadłam na blacie kuchennym i zadzwoniłam do dziewczyny.

* rozmowa telefoniczna *
- Haalo... - chyba ja obudziłam.
- Śpisz?
- Już nie, co chcesz?
- A nic,  może chcesz przyjsc do Lynchow?
- Ugh...  Daj mi chwilę.

* koniec rozmowy telefonicznej *

Po rozmowie usiadłam na miejscu Rikera i jego telefon który był zablokowany.  Postawilam zanieść mu go na górę. Wzięłam go i szłam do celu.
Zapukałam. Od razu otworzył mi drzwi.
- Dwie sprawy.  Zostawiłeś telefon - podałam mu go - a druga to to,  ze Twoja dziewczyna zaraz przyjdzie.
- A to zawolaj mnie jak bedzie i dzieki.
Następna rzeczą jaką była to udanie się do pokoju Rossa i ubrania moich ciuchów z których niestety nie miałam na zmianę.  Kiedy skonczylam się ubierać dziewczyna nie pukając weszla do mieszkania.  Kiedy chciałam do niej podejść widziałam jsk Riker mnie wyprzedził i od razu z uśmiechem mocno przytulil się na przywitanie. Sus stała na palcach żeby mogła dosięgnąć.  To było urocze. 
- Hej  ! - ze mną tez przywitała się przytulając. - to możemy pójdziemy do kuchni, zrobię kawy. 
- Jasne  - miała jeszcze trochę zachrypniety głos.  Kiedy byliśmy w kuchni od razu wstawiłam wodę na kawę a oni zajęli już miejsca.  Oczywiście obok siebie.  Po paru minutach kawa była gotowa.
- Dzieki - podziekowali.  Na początku była cisza.  Nagle kiedy Susan chwycila swój kubek zauważyłam że na jej palcu widnieje śliczny pierścionek.  Czyżby to się wczoraj stalo? Patrzyłam się na jej rękę a dziewczyna nie wiedziała o co chodzi.
- Podaj mi rękę - mówiłam. Sus chciała dać drugą. - Nie tą.
- Coś nie tak?- chwyciłam jej rękę i starannie oglądałam pierścionek
- śliczny
- dziękuję.
- skąd go masz?  - widziałam jak  kątem oka dziewczyna patrzy na Rikera a on kiwnal głową na tak.
- Od Rikera. - to potwierdziło moje przypuszczenia.
- Z jakieś okazji?
- Zareczylismy się wczoraj.  - mimo ze tego się spodziewałam to i tak byłam zaskoczona.  Oczywiście pozytywnie.
- Serio ? Gratulacje  ! - uscisnelam ich po kolei. Nagle do pokoju weszła reszta.
-A co wy się tak z rana przytulacie? - zapytał Rocky
- a bo..  - sus kopnęła mnie w kostkę - tak po prostu
- Ukrywacie coś.  - odezwała się Rydel- dowiem się o co chodzi. Riker..
- No co? - odezwał się wspomniany
- No mi nie powiesz ?
- Wszyscy dowiecie się w swoim czasie o co chodzi. - w odpowiedzi usłyszałam prychniecie Rydel.
- To co dzisiaj robimy? - zapytał Ross
- Miałem w planach abyśmy jakis film obejrzeli a później poszli na kręgielnie.- odezwal się Rocky
- Jestem za  ! - krzyknęła Susan.
- A co robimy na sniadanie? - zadał pytanie Ell
- Ja jakoś głodny nie jestem,  nie wiem jak wy - odezwał się Riker.  Reszta też przyznała że głodna nie jest.
- To jaki film włączamy?  - zapytała Susan podchodzac do telewizora. Sięgnęła na półkę z filmami. - może Madhouse?
- O tak!  - krzyknęłam. Po chwili Rocky zaczął włączać film, a Sus i Riker poszli zrobić popcorn.  Po paru minutach byli z trzema miskami. Jak zawsze usiedliśmy parami i łatwo się domyślić kto z kim.  Mimo że jest to horror nie jest jakoś aż tak straszny.  Strasznie mi się podobał.  Miał coś w sobie. Końcówka była zaskakująca. 
- Okej.. Jest  14. Co teraz?  - zapytała Sus. - Może pójdziemy już?  - odezwał się Rocky. Każdy bez słowa wstał. Po drodze każdy mówił kto z kim wygra. Jednakże ja i Susan jakoś specjalnie grać nie umiemy to nie odzwyalysmy sie  w tym temacie. Po chwili byliśmy na miejscu.
- Najpierw jemy pizze i gramy czy na odwrót?  - każdy dziwnie spojrzal na Rydel.  - no proszę was, znając was na pewno coś tu zjemy.
- Najpierw gra potem jedzenie. -odezwał się Riker. Rocky poszedł rezerwować dla nas tory, a reszta poszła po specjalnie buty.  Po chwili wszystko było gotowe.
- No to kto pierwszy? - Rydel już wybierała kulę.
- Możesz Ty - powiedziałam.  Dziewczyna bardzo przykładala się do gry.  Oczywiście wszystkie kręgle strącila.  Potem wszystko szło już szybko. Kiedy była moja kolei, a Ross zauważył, ze nie idzie mi najlepiej podszedł do mnie.
- Pozwolisz.  - chwycił moją rękę i pomógł mi "trafić". Przy jego pomocy od razu był strike. 
- dziękuję! - krzyknęłam i pocałowałam go.  Po skończonej grze kiedy wygrał Rocky i Ell poszliśmy na pizze.  Zamówiliśmy dwie hawajskie. Długo nie czekaliśmy na nasze zamówienie. Kiedy mieliśmy jedzenie przed sobą każdy od razu rzucił się na kawałek.  Między czasie śmialiśmy się i gadaliśmy.  Przez cały czas widziałam jak Riker mówił coś do Susan a ona mówiła "za chwilę " albo kiwal głowa. Po chwili oboje wstali.
- Mamy wam coś do powiedzenia.  - Odezwała się Susan
- No w końcu  ! - odezwała się Rydel.
- Susan i ja będziemy brać ślub. - dokończył Riker. Rydel stała z otwartą buzią a potem rzuciła się na gratulacje tak jak reszta oraz przez cały czas oglądała pierścionek.  Po chwili kontynuowalismy jedzenie pizzy.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 32

*Oczami Susan*
Wczorajsza noc była super. Nazbieraliśmy mase słodyczy. Zjedliśmy większą połowe i powiem szczerze.....zaraz zwymiotuje. Jest mi tak cholernie słodko. Obiecuje że do następnej niedzieli nie zjem ani jednego cukierka.
-Susan, wstawaj już.-powiedział Tobi. -Dziś z Camilą na zakupy idziecie.
Faktycznie. Zapomniałam.
-Będę za 20 min.

*Oczami Angeli*
Dziś idę z rodzicami do szpitala. Odwiedzimy Izzy i Dominica. Chłopiec jest bardzo podobny do Alexa, mała kruszynka. Taki kochany. W przyszłości też chce takie kochane dziecko mieć.
Za dwa dni Susan ma urodziny.
Pasowałoby coś zrobić. Muszę pogadać o tym z Rikerem. Moim zdaniem impreza jest oklepana. Pasowało by coś innego.
...
#Dwa dni później#
Od dwóch dni nie widziałam się z Rossem, jestem ciągle u Izzy i Alexa. Praktycznie widziałam się tylko z Rikerem. My tylko złożymy jej życzenia i prezenty damy a Riker zabiera ją na kolacje.
Właśnie idę do Susan z prezentem. Chcę jej złożyć zyczenia z samego rana. Kupiłam jej, jej ulubione perfumy i śliczną pudrową niebieską torebkę. Sama bym taką chciała.
Drzwi otworzyłam mi jej mama. Wpóściła mnie do środka i przekazała że Susan jest w salonie.
-Hej -przywitałam się z dziewczyną
-O hej Angela.
-Sus, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, spełnienia wszystkich marzeń i przede wszystkim zdrowia, żebyś tam z Rikerem wytrzymała.
-Aww..dziękuję.
-Masz to dla ciebie. -dziewczyna wyjeła torebkę i perfumy
-O matulo. Moje ulubione.
-Wiem.
-Dziękuję bardzo.
-Napijesz się czegoś?
-Nie, przepraszam ale muszę lecieć. Nie widziałam się z Rossem od dwóch dni.
-No właśnie coś Rydel mówiła że Ross troszku zły że nie masz czasu.
-Serio?
-Mhm..
-Kurde, no nic.
-Pa..miłego dnia.
-Do zobaczenia. -przytuliłam dziewczyne i wyszłam z domu.

*Oczami Susan*
Od wyjścia Angeli na okrągło otrzymuje SMSy z życzeniami. Od Tobiego i Camili dostałam super prezent. Prześliczną sukienkę. Od Rikera dostałam SMSa bym za 20 min była gotowa. No więc ubrałam się w tą sukienkę i sandałki na płaskiej podeszfie.
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi, jak się okazało był to Riker.
-Tobi wychdzę,  nie wiem kiedy wróce.
-Okay, pa.
Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w strone samochodu Rikera.
-Gdzie jedziemy?
-Zobaczysz.
-Powiedz.
-Nie.
-Ugh..no dobra.
*30 min później*
Jak się okazało Riker zabrał mnie do restauracji. Byliśmy w niej sami. Stół udekorowany był na czerwono a na srodku stały dwie duże świece, nastrój ogółem romantyczny. Kelnerka podała nam nasze ulubione i słynne spaghetti. Smakowało mi.
Gdy skończyliśmy jeść, Riker do mnie podszedł. Uklęknął przede mną i zapytał.
-Susan Fox czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?- zamurowało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć.
-Riker...ja..tak. -pierscionek który wyjął Riker znalazł się na moim palcu po czym pocałowaliśmy się.
-Wszystkiego najlepszego kochanie -powiedział i mocno mnie przytulił.
-Dziękuję.

wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział 31

Ciągle byłam ciekawa o co chodzilo Rossowi.  Dopiero było ledwo po  8... Żeby zabić czas postanowiłam zacząc się ogarniać.  Na dzisiaj wybrałam trochę za dużą koszule w czerwoną kratę.  Czarne rurki a do tego botki na obcasie. Mamy już wrzesień także jest trochę chłodniej.  Postanowiłam ubrać parę swoich bransoletek, które kiedyś dostałam a do tego długi naszynij ze srebrnym kluczem.  Włosy związałam w koka. Był on w artystycznym nieładzie. Ostatnią rzeczą jaką zrobiłam był makijaz. Zrobiłam sobie dość mocne kreski.  Do tego jasny fluid oraz czerwona szminka.  Miałam ochote żeby dzisiaj się tak ubrać.  Gotowa wyszłam z łazienki. Wzięłam swój telefon w celu sprawdzenia godziny.  Była  8:42. Chowałam go to kieszeni i poszłam na dół do kuchni.  Bylam sama w domu.  Rodzice pojechali do pracy,  a Alex siedział ciągle u Izzy.  Nic dziwnego.  Podeszłam do lodówki.  Było tam pusto. Wypadałoby zrobic zakupy...  No nic.  Na blacie w misce były jabłka.  Postanowiłam wziąć jedno z nich i usiąść na blacie.  Kiedy się nim zajadałam dostałam SMS od Delly. 
"podobno Ross gdzieś Cię wyciąga o 13. Chodź do nas.  Nie ma go,  a co będziesz sama siedzieć."
Nic na niego nie odpisałam tylko wyrzuciłam ogryzek i udałam się do Lynchow. Drogą nie zajęła mi dużo czasu.  Kiedy byłam pod ich drzwiami otworzyła mi Rydel.  Wchodząc w głąb pokoju zauważyłam Tesse i Rylanda. Rozglądając się dalej ujrzałam Rikera który głaskał włosy Susan,  a dziewczyna spała na jego kolanach.  Miała na sobie czarne rurki i tego samego koloru trampki.  Biała bluzę przekładana przez głowę.  Kaptur miała założony na głowie. Dłonie jej były schowane głęboko w bluzę. Przez chwilę ich analizowalam.
- Pogodzili się?  - zapytałam szeptem do blondynki.
- Z tego co wiem to nie.  Po prostu Susan przyszła wcześniej i mówiła że się nie wyspała.  To Rocky razem z  Rossem wymyślili że to taki "zakład " że Riker ma tak przekonać Sus żeby się położyła na jego kolanach - mówiła również szeptem.
- Ile to trwało?
- Prawie godzinę. 
- Już miałam nadzieję 
- A jak tam z Tobą i Rossem? Pogodzeni?
- Nie do końca...  Ciekawi mnie co on kombinuje...
- Ja wiem.  Mam nadzieję że Ci się spodoba.  Postaral się.  - mówiła z wielkim uśmiechem.
- Zobaczy się.
Była godzina  10:30 nie mieliśmy co robić więc włączyłysmy film. Na samym początku było za głośno i obudziłysmy Susan.  Kiedy nas ujrzała przywitała się z nami i dołączyła do oglądania dalej nie ściągając białego kaptura.  Chciała usiąść koło nas ale nie było miejsca także zostało jej tylko koło Rikera.  Chłopakowi to się podobało ale dziewczynie nie.  Wybrałyśmy Lśnienie.  Wszystkim bardzo się podobało ale dla mnie ten film był po prostu słaby.  Niby horror, a wcale nie straszny.  Po obejrzeniu filmu spojrzałam na mojego kapturzyste. Nie zauważyła albo nie poczuła,  że Riker położył rękę na jej ramieniu i próbował ją do siebie przytulić. Teraz już wiem czemu miała kaptur. Chciała uniknąć z nim kontaktu wzrokowego.
- Niedługo Halloween  ! Co będziemy wtedy robić?  - zapytał Riker.  W tym momencie Susan dostrzegła jego rekę i się odsunęła. 
- Za ponad miesiąc.  A tak w ogóle to są dwie opcje.  Siedzimy w domu oglądając film albo chodzimy po domach.  - odezwała się Rydel
- Chodzimy po domach  ! Będziemy przebrani  ! Otak,  uwielbiam halloween  ! - krzyknął podekscytowana Sus.
- Okej. Jeszcze pogadamy z resztą. 
Nagle Ross wszedł do mieszkania razem z Rockym.
- O, już jestes.  Idziemy ? - zapytał Drapiac się po karku.
- No.. Okej..  - mówiłam niechętnie, a następnie wstałam z miejsca.  W tym samym momencie Riker poszedł do góry.  Już mnie ciekawi co Ross zaplanował...

*oczami Rydel*
Po chwili kiedy Angela wyszła, Riker zaraz po nim tylko do swojego pokoju.  Przeprosiłam Susan i poszłam za bratem. - Co Ty robisz?  - zapytałam
- To coś złego że poszedłem do swojego pokoju ?
- Chodzi o Sus?  - usiadłam na łóżku, a chłopak na parapecie.
- Aż tak to widać?
-Ehe..
- Staram się jakoś ją odzyskać...  Ciągle mnie odpycha jakby się zraziła. Nie traktuje mnie jak wcześniej...  Lepiej chyba będzie jak odpuszczę sobie i znajdę sobie kogoś innego.
- Oj nie.  Daj jej czasu.  Może obawia się że znowu tak będzie.  Tak naprawdę wasza kłótnia nie była jakimś wielkim powodem. A na pewno sobie jej nie odpuszczaj.  Potem będziesz żałował.
Chłopak nic nie mówił.
- Musisz znaleźć idealny moment i sytuacje.. 
- Jaką na przykład? 
- widziałeś jak się tym halloween cieszyla? Wtedy może. Mozezz coś przygotować i będzie dobrze,  zaufaj mi. 
Chłopak się uśmiechnął i podziękowal. Chwile jeszcze z nim gadałam. No dobra,  dłuższą chwilę.  Postanowiłam zejść na dół.  Nikogo nie było.  Zapomniałam o niej  ! Na stole była karteczka
"jak już przestaniesz z nim gadać to daj mi znać. Spotkamy się;) "
Szybko wyjrzalam przez okno. Zauważyłam Susan,  aczkolwiek już tyłem.  Szła spokojnym krokiem ze swoim kapturem na głowie. Jednak po chwili podszedł do niej jakis chłopak.  Przytulili się a chłopak zaczął nią kręcić, tak,  że spadl jej kaptur z głowy.

*oczami Susan*
Kiedy wyszłam od Lynchow kierowałam się do parku,  chciałam tam się przejść,  pomyśleć. Nagle zauważylam Lucasa, mojego byłego chłopaka.  Chodziliśmy jeszcze przed tym nim poznałam R5. Zerwaliśmy bo wyjechał, a on nie uznaje związków na odległość.
- Lucas?  - zapytałam zdziwiona
- Hej Sus - lekko się uśmiechnął,  a następnie sie do mnie przytulił.  W pewnym momencie zaczął mną "kręcić " a mi spadł kaptur. 
- tęskniłem - szepnął dalej mnie obejmując
- ja też.
Nastała niezręczna cisza 
- no...  To jak tam u ciebie?  - zapytał
- Dobrze,  nawet dobrze. A u Ciebie? 
- też dobrze. Znowu przeprowadzam się do LA.
- serio ? To fajnie  ! - mówiłam z uśmiechem.
- a co dzisiaj robisz?
- spotkam się z przyjaciółką,  a co?
- A myślałam że się spotkac.
- Przecież możesz z nami..
- Nie.  Chciałem z Tobą,  wiesz tak sam na sam - uśmiechnął sie.
- to chodź,  przejdziemy się teraz do parku Nie czekałam na odpowiedź tylko ruszyliśmy. Spojrzałam jeszcze do za siebie na dom Lynchow. Nagle dostrzegłam Rikera który patrzy centralnie na nas.  Teraz ja patrzyłam na niego.  Po chwili chłopak odwrócił się w przeciwną stronę,  założył kaptur i szedł ze spuszczona głowa. Zrobiłam tak samo z kapturem. Po tym Lucas dziwnie się na mnie spojrzał.
- Po ci ten kaptur?
- lubię go nosić. 
Przez całą drogę śmialiśmy się i rozmawialismy. Kiedy byliśmy już w parku usiedliśmy na jedną z ławek, a chłopak zdjął mi kaptur.
- chce mieć z tobą kontakt wzrokowy.
- okej.
- mam Ci coś do powiedzenia. - mówił poważnie
- Słucham.
- Od kąd wyjechałem ciągle o tobie myślałem.  Czasami na parę dni przejeżdżalem tu i widziałem Cię nie raz z jednym blondynem. No nie ważne. Byłem zazdrosny...  Susan ja cię dalej kocham. - na ostatnie zdanie chwycił moją dłoń i patrzył ni się głęboko w oczy. Spojrzałam e jego duże i mocno niebieskie oczy.  Nie czułam tego co kiedyś.  To uczucie najzwyczajniej odeszło. Nagle chłopak zaczął się do mnie przybliżac a mnie sparaliżowalo. Nie chciałam tego.  W ostatniej chwili odsunelam głowę.
- Lucas...  Ja...  Ja już nie czuję do ciebie tego co przed twoim wyjazdem.  Przykro mi.
- Ale daj mi szansę  !
- Nie Lucas. 
- Masz kogoś, tak?
Posłałam mu pytając spojrzenie
- Tak?
- To skomplikowane...
- Jestes z kim albo nie. Krótka piłka. 
Przez chwilę biłam się z myślami.  Gdybym powiedziała że nie,  chłopak nie dał by mi spokoju,  a jak powiem że tak to...  Tez go nie da ale będzie odpuszczał.
- mamy jakby "przerwe"...
- Czyli zerwaliście - chłopak wstał a ja zaraz po nim.  Chciałam odejść ale on chwycił mnie za nadgarstek i przywarl do najbliższego drzewa. Zaczął się do mnie przybliżać a ja kręciłam głową na wszystkie strony.  Nagle jedna ręka ujął moją twarz, a nastepnie mnie pocałował.  Nie odwzajemniłam jego gestu.  Probowalam mu się wyrwać. Kątem oka zauważyłam Rydel,  która zaczęła do mnie podchodzić.  Nagle chłopak oderwal się ode mnie,  a ja z całej siły uderzyłam go w policzek.  Chciałam uciec od niego niestety od razu chwycił mój nadgarstek
- Puść mnie ! - krzyknęłam łamliwym głosem. 
- jeszcze będzie moja.  - po tych słowach mnie puścił. Od razu podbiegam zapłakana do przyjaciółki i się do niej przytuliłam. Następnie z dziewczyną szlysmy do jej domu.  Po drodze spotkaliśmy Rikera który byl zdziwiony co się stało.  Rydel opowiedziała mu co się stało, a chłopak przytulil się do mnie i powidziała że wszystko będzie dobrze...

*oczami Angeli *
Chodzimy już z Rossem od paru minut. Międzyczasie dał mi dużą piękną róże.  Dowiedziałam się,  że idziemy do kina na komedie romantyczna. Nie pamiętam dokładnego tytułu ale było miło.  Nie raz Ross próbował chwycić mnie za rękę.  Po którymś razie uległam mu i trzymaliśmy się za ręce.  Po 2 godzinach wyszliśmy z kina.  Idąc w nieznanym mi kierunku Ross chwycił mnie za rękę.  Tym razem w ogóle nie protestowalam gdyż bylo ciemno, a wtedy czułam się bezpieczniej.
- Ross,  zostawiłam róże w kinie.  - mówiłam cicho.
- To nic.  Kupię Ci nową.  - w pewnym momencie zauważylismy kobietę która szła z koszem dużych róż.  Podeszła do Rossa i za darmo oddała mu jedną i się do niego uśmiechnęła. Ross od razu mi ją wręczył i pocałowal mnie w policzek. Lekko się zarumieniła i chciałam schować je we wlosach.
- nie chowaj rumiency.  - uśmiechnął się i odgarnal mi włosy.  - ślicznie w nich wyglądasz.
Nastała cisza.
- idziemy dalej?
- jasne - chłopak wyciągnął rękę a ja ją chwyciłam.  Co chwilę zerkalam na nasze splecione ręce. To chwila była cudowna.  Już zapomniałam że byłam na niego zła.  Teraz liczyła się tylko ta chwila.  Liczył się dla mnie tylko on. Nagle chłopak wyrwał mnie z moich zamyślen i zasłonił mi oczy.
- Jestes gotowa?
- tak - w tym momencie chłopaka odsłonił mi oczy. Byliśmy nad jeziorem.  Wszędzie było pełno świec.  Na trawie,  przy drozce i na mostku. 
- podoba Ci się? 
- Ross...  Tu jest pięknie - od razu się do niego przytuliłam.  Chłopak odzywajemnil uścisk.
- A teraz idziemy na kolację przy świecach.  - powiedział i chwycił mnie za rękę. Dostrzegłam małą altanke w której były świeczki,  stolik,  krzesła i oczywiście jedzenie.  Od razu usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.  Na talerzach było spaghetti.
- Ross to jsst pyszne !
- Przyznam,  że teraz pomogła mi Rydel.
- i Tak pyszne. 
Po 20 minutach skończyłyśmy jeść. Siedzieliśmy jeszcze przy stole i gadaliśmy.  W pewnym momencie Ross podszedł do mnie i wyciągnął do mnie rękę
- mogę prosić do tańca?
- Tak bez muzyki?  - byłam zdziwiona
- To bez znaczenia.
Promiennie się do niego uśmiechnęłam i podałam mu rękę. Zaczęłam tańczyć wolnego z Rossem.  Chciałam by ta chwila trwała wiecznie.  Czułam się cudownie w jego ramionach.  Wcale nie przeszkadzalo mi to że nie było muzyki.
- idziemy na mostek?
- pewnie - znowu chłopak prowadził mnie za rękę.  Po chwili byliśmy na mostku.  świeczki dodawały uroku tego miejsca.  To jest cudownie.  Nagle Ross zaczął przytulać mnie od tyłu. Wtulilam się w niego.
- Już nie jestes na mnie zła?  - odwrócił mnie do siebie żebym byla przodem.
Nastepnie oparł swoje czoło o moje. 
- nie - wpatrywałam się w jego piwne oczy.  W pewnym momencie zaczęliśmy się do siebie przybliżać.  Chłopak pocałował mnie. Nie stawiałam przy tym oporu.  Położyłan ręce na jego karku,  a on na moich biodrach. Nasz pocałunek zaczął być coraz bardziej odważny.  Byłam na 100% pewna,  że go kocham. 

*miesiąc później,  narrator *
Wszyscy razem siedzieli u Lynchow w domu.  Dodam, że Tobias też tam był razem z Camilą.  Rydellington przytulali się na kanapie tak samo Jak Ross i Angela.  Rocky i Tessa grali w łapki.  Tobias i Camila rozmawiali z Rydel i Ellingtonem. Alex i Izzy rozmawiali o dziecku.  Wybrali już imię dla chłopca. Będzie mial na imię Dominic.  Riker i Susan siedzieli na jednej kanapie tylko,  że oboje siedzieli w telefonach.  Jak to Riker uznaje tkwią w "Friendzone". Co nie podoba się blondynowi. Zatrzymali się w jednym miejscu,  mianowicie na bardzo dobrej przyjaźni. Dziewczyna narazie nie chce nic więcej przeciwnie do chłopaka.  On czeka tylko na jutrzejszy dzień.  Wtedy jsst halloween.  Chce coś wymyślić żeby Susan znowu bardziej się do niego przekonała.  Nie miał nic w planach,  wolał żeby to wyszło spontanicznie. Natomiast dziewczyna ciągle byłam zdenerwowana gdyż Lucas dzwonił do niej oraz pisał SMS.  Nie ma pojęcia skąd on ma jej numer.  Nikt o tym nie wie bo nie chciała nikomu mówić. Nagle do mieszkania ktoś pukał. Susan wiedziała kto to więc od razu poszła je otworzyć.  Nie wpuściła go do domu tylko rozmawiali na zewnątrz.  Każdy się zainspirował o co chodzi. Zwłaszcza Riker.  On wstał i podszedł do drzwi gdy tylko usłyszał krzyki dziewczyny.  Riker podszedł do wizjera i patrzył co się dzieje. Kiedy Lucas krzyczał na nią a następnie uderzył ją w twarz,  blondyn nie wytrzymal. Wciągnął dziewczynę do mieszkania potem mocno ją przytulił.  Gdy wrócił wygarnąć Lucasowi już go nie było.  Riker wytłumaczyl każdemu co się przed chwilą stalo. Najbardziej wkurzył się Tobias. W końcu ktoś krzywdzi jego siostre.

*oczami Susan *
- Riker, możemy pogadać?  - zapytam nieśmiało.
- Tak, jasne.  Chodź do mojego pokoju. 
Udaliśmy się do jego pokoju.  Od razu usiedliśmy naprzeciwko siebie na łóżku. Zaczęłam przewijać od początku SMS od Lucasa i podałam telefon Rikerowi.  Ten ze zdziwieniem zaczął czytać SMS. 
- czemu nic nie mówiłaś?  - oddał mi telefon
- Nie wiem,  bałam się..
- Czego? Pomogłbym ci - usiadł bliżej mnie
- Ale...
- Susan,  jego zachowanie nie jest normalne.  Narzuca Ci że będziecie razem,  jeszcze w takim dziwny sposób.
Nie odezwałam się.
- Sus...  Przyjaźnimy się.  Mi zawsze mozesz powiedzieć takie rzeczy.  Masz pewność ze Ci pomogę.  No...  Chyba że mi nie ufasz...
- Ufam Ci !
- No właśnie.  Nie przejmuj się tym dupkiem,  chociaż jutro.  Jutro jest halloween więc będziemy świetnie się bawić
- dziękuję  - powiedziałam i mocno go przytuliłam.  Chłopak odwzajemnil gest. 
- Susan,  Riker  ! - zawołała Rydel
Od razu zeszliśmy na dół. 
- jedziemy do szpitala, Izzy zaczyna rodzić  !
Od razu zbieglismy po schodach i udaliśmy się do samochodu.  Alex ciągle uspokajal Izzy.  Po chwili byliśmy w szpitalu.  Dziewczynę od razu wzięli na sale a my czekaliśmy przed.  Wszyscy zaczęliśmy rozmawiać i śmiać się.  Po jakiś dwóch godzinach wyszedł lekarz.  Alex od razu wstał.
- Gratulacje,  ma pan syna - powidzial i się uśmiechnął.  - może pan do niej wejść. 
- A może ktoś ze mną? 
- Tylko  3 osoby na raz
Po tych słowach Alex wybrał mnie i Angele. 
Po wejściu pierwsze co zobaczyłam to zmęczona Izzy i małego uroczego chłopczyka,  który od czasu do czasu popłakiwal. Po chwili Alex miał go ma swoich rękach i patrzył się na niego jak w obrazek.
- Cześć Dominic - mówił z uśmiechem i przeslodzonym głosem.  Chłopczyk się rozpłakał a Alex oddał go z wielkimi oczami do dziewczyny. 
Razem z Angela po jakimś czasie musieliśmy wyjść żeby weszły inne osoby.  Każdy był zachwycony małym.  Po paru godzinach wróciliśmy do domu oczywiscie bez Alexa.

* oczami Rydel *
- Jutro jak wiecie,  zwłaszcza Susan wie jest halloween.  Więc będziemy robić coś specjalnego? - zapytałam
- będziemy chodzić po domach  ! - krzyknęła Susan
- My nie będziemy chodzić - odezwał się Ross obejmując Angele
- A Ty Rocky?  - wspomniany chłopak spojrzał sie na Tesse.
- My będziemy 
- Ellington?
- Jak Ty Idziesz to i ja tez.
- Tak ogólnie,  skoro wy nie idziecie - Riker pokazał na Rossa i Angele.  - to co będziecie robić.
- Będziemy tutaj siedzieć. - odezwał się.
- a będziemy robić jakąś imprezę?  - zapytałam.
- Skoro oni będą w domu to po chodzeniu będziemy oglądać horrory jedząc to co ubieramy?  - zaproponowal najstarszy 
Każdy po kolei się zgodził.
- Na którą mamy się "zebrać" - zapytała Susan 
- na 18.

*Następnego dnia *
Dzisiaj o dziwo obudziłam się o 12. Późno jak na mnie. Zapewne spałabym dłużej ale obudził mnie hałas składającego garnka.  Od razu się zerwałam z łóżka i zeszłam na dół.  Pierwsze co zobaczyłam to mojego najstarszego brata który podnosil garnek.
- Nie chciałem cię obudzić.  Każdy jeszcze śpi i chciałem zrobic sniadanie.
- Chodź,  siadaj - usiadłam przy stole. - masz jakiś plan co do dzisiaj? 
- Szczerze mówiąc to.
- Pomogę Ci. Najpierw dowiedz się w co się przebiera a potem przebierz. Następnie miałam pomysł abyśmy jak już wyjdziemy to po pewnym czasie się rozejdziemy i ty z nią Pójdziesz,  a potem co bedzie dalej to Ty zadecydujesz. A i nie zmarnuj tego.
- Nie zmarnuje - mówił z uśmiechem.
- albo wiesz co?  Ja do niej zadzwonię.

* rozmowa telefoniczna *
- halo?
- Hej !
- No hej
- Mam pytanie. Za co się przebierasz?
- Jeffa
- Jeffa?
- Tak,  Jeff the killer.  A co?
- Nic tak pytam.
- okej.  A Rydel!  Pomożesz mi zrobić makijaż?
- Jasne
- ok.  Będę niedługo.

* koniec rozmowy *
- Lec przebrać się za Jeffa  !
- Ale jak śniadanie zjem No i je zrobię
- Lec na górę na je zrobię. - chłopak poszedł na górę bez słowa. Ja zaczęłam się za robienie tostów.  Kiedy skończyłam wszyscy przyszli na dół o dziwo już ubrani.  Każdy miał typowo halloweenowy ubiór.
- Ja jeszcze będę miał makijaż  ! - krzyknął Ell. Po śniadaniu każdy poszedł do swojego pokoju a ja musiałam sprzątać. Nagle do naszego domu ktoś wbił.
- Rydel mam nadzieję że Ci się to uda ! - krzyknęła Susan.
- Ja tez. A teraz mi pomóż  ! - dziewczyna podeszła do mnie i obie zaczęliśmy myć naczynia.
- Sus, to Twoje przebranie?
- Tak - mówiła dumna.  Miała na sobie czarne rurki, czarne trampki i białą bluze z kapturem.
- Tylko ja nie mam pojęcia w co ja się przebiorę.
- To chodź idziemy do twojego pokoju  ! - dziewczyna wyszła z kuchni. Po drodze spotkała Rikera, który byl ubrany tak samo jak ona.  Dokładnie zmierzyła go wzrokiem i on tak samo.
- Jeszcze uśmiech i będziesz jak Jeff - odezwała się
- Ty też
- a tak w ogóle to Hej - mówiła z uśmiechem i przytuliła się z nim na przywitanie. Pptem pobiegła na górę. 
- Szukaj czarnych kosmetyków.  A ja poszukam czarnych ciuchów.  - otworzyła moją szafę i wyciągnęła z niej czarne rurki i czarne trampki.
- Em..  A masz jakiej koszulki ? Czarne?
- Nie,  znaczy są w brudzie.
- będzie Ci przeszkadzac męska koszulka?
- Jak to nie Rockyego to nie.  A i Ell ma czarne z kotami Jak coś.

* oczami Rikera *
Siedziałem sobie spokojnie w kuchni robiąc coś w telefonie.  Nagle do kuchni wpadła Susan.
- mam pytanie i prośbę.  - mówiła siadając naprzeciwko mnie
- Hm? - odłożyłem telefon.
- Masz jakąś czarną bluzę z kosciotrupem lub coś tego typu?
- mam czarną z rękami szkieletów które pokazują środkowy palec. 
- I prośba czy byś mógł pozyczyc ją Rydel?
- jasne.  -Wstałem i kierowalem się do mojego pokoju. Kiedy byliśmy na miejscu dziewczyna usiadła przy biurku i przeglądała jakiś zeszyt.  Ja natomiast podszedłem do szafy i wyciągnąłem koszulkę. 
- Twoje piosenki?  - zapytała patrząc na mnie.
- Tak.
- Fajne,  nawet bardzo.  - podałem jej koszulkę a dziewczyna podziekowala a potem wyszła.

*oczami Susan *
- mam dla Ciebie koszulkę.  - mówiłam z uśmiechem  - a Tsraz idź się przebrac. Po chwili dziewczyna była w czarnych rurkach i koszulce swojego brata.  Na nogach miała czarne trampki.
- siadaj,  pomaluje Cię.  - pierwsze co zrobiłam nałożyłam fluid żeby jej cera wydawała się jaśniejsza.  Następnie pomalowałam jej oczy kredka do oczu i zrobiłam kreski. Pomalowalam jej mocno rzęsy i nałożyłam prawie że fioletową szminkę.  Dziewczyna spojrzała w lusterko i była pod wrażeniem.
- wiesz...  Miałam taki okres że się tak malowałam więc wiesz.  - zamknęłam szminke. - ubierz jeszcze dużo czarnych bransoletek i chokera. Tylko mi nie mów że nie masz czarnych bransoletek. 
- W tyn rzecz.
- Pożyczę wam  - odezwał się Riker który stał na progu.  Po chwili trzymał w ręku pek czarnych bransoletek.
- Teraz ja Ci zrobię, siadaj.  - pokazałam dziewczynie zdjęcie na co się lekko zdziwiła.  Po chwili mój makijaż był gotowy.  Riker też poprosił żeby mu zrobić bo też przebrał się za Jeffa.  Nie zajęło to dużo czasu. Po chwili zeszliśmy na dół.  Kazdy był już na dole.  Godzina była  18. Nagle spojrzałam szybko na Tesse i do niej podeszłam.  Szybko zmierzyłam ja wzrokiem.
- Ticci toby  ...- mówiłam cicho.
- Jeff the killer...  - ten moment był piękny. Po chwili zaczęliśmy się śmiać.  Pożegnaliśmy się z Rossem i Angela i ruszyliśmy w końcu po cukierki !
- mam pomsyl  ! Żeby uzbierać więcej podzielimy się na grupy. - odezwała się Rydel. Chciałam zaproponować żebym byla z Tessa bo to by świetnie wyglądalo ale Ryd mnie wyprzedziła 
- Rocky i Tessa,  Ell i ja,  no i Sus i Riker.  - mówiła z uśmiechem.  - widzimy się tutaj za dwie godziny.
Każdy poszedł w swoją stronę.
- To..  Gdzie idziemy?  - zapytał.
- No.. Przed siebie.  - chłopak się nic nie odezwał.  Co chwilę kolo nas przechodziły jakieś dzieci. Ich miny były przerażone.  Razen z chłopakiem założyłam kaptur dla lepszego efektu. Nagle podbiegam do jednego z domów i zapukalam.
- Cukierek albo psikus  ! - starałam się mówić dość psychicznym tonem.
- Jestes  Jeffem  ! - zaśmiał się.  A po chwili dał mi garść cukierków i wyszedł.
- widzisz tak to się robi.  - następnym razem podeszlismy razen do większego domku.  Zadzwoniłam dzwonkiem a kiedy drzwi się otworzyły to zdaliśmy standardowe pytanie. W odpowiedzi dzieciak zatrzasnal nam drzwi.  Chłopak chciał odejść ale ja Narysowlam kredą znak slendera na jego drzwiach i poszłam.  Następnie podeszlismy do domu gdzie była impreza.  Zrobiliśmy to za trzeba i drzwi otworzyła nam 3 ludzi z uśmiechami.
Zdaliśmy pytanie. Tylko zamiast "psikus " chłopak wyciągnął niby zakrwawiony nóż z kieszeni i miał psychiczne spojrzenie.
- patrzcie  ! Dwa Jeffy nas odwiedzily. Większość ludzi podeszła do drzwi a następnie dali nas dość sporo cukierków.  Następny celem był oddalony dom.
- R.. Riker...  Ja tam nie chce iść - mówiłam chwytając go za ramię.
- spokojnie z nic Ci się nie stanie.  - spojrzałam na niego i podniosłam jedną brew.  Podeszlismy do drzwi.  Chłopak zapukał.  Nawet nie zdążyłam zadać pytania gdyż osoba będąca w domu krzyknęła
- znowu wy?! Ja wan dam  ! Tylko zebracie nic więcej nie robicie ! - Riker złapał moją rękę i zaczęliśmy uciekać.  mężczyzna biegł za nami tylko miał jeszcze mały nóż. 
- dopadnę was i zrobię ten uśmiech na stałe  ! - w tym momencie Riker pociągnął mnie w jeden z zakrętów i kazał przeskoczyć przez płot.  Na szczęście starszej osobie się nie udało i zaczął odchodzić krzycząc.  Zaczęłam głośno oddychać tak samo jak i chłopak.  Po chwili zauważyłam że nasze ręce dalej są złączone.  Spojrzałam na nie i kiedy chciałam ją puścić blondyn odwrócił się do mnie przodem i złapał drugą rękę. 
- Susan...  Musze Ci coś powiedzieć. 
Zapadła chwilowa cisza. 
- Od czasu kiedy zerwaliśmy ciągle myślałem jak do Ciebie wrócić.  Żebyś znowu się do mnie przekonała,  żebyś przestała mnie odtrącac. W pewnym momencie kiedy widziałem cię z Lucasem ro chciałem się poddać  - w tym momencie zdjął kaptur z mojej głowy i poprawił mi z uśmiechem kosmyk włosów który spadł mi na oko. - brakuje mi naszej bliskości.  Kiedy mogłem cię pocałować kiedy chce, kiedy mogłem cię objąć Albo dać ci komplement bez żadnych zbędnych komentarzy. Sus,  kocham cię jak nikogo innego.  Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie 
Nie wiedziałam co na to  odpowiedzieć.  Bez zastanowienia wbiłam sie w usta chłopaka.  Był zdziwiony ale oddał mój pocałunek.  Położył swoje rece na moich biodrach a ja jedna rękę na jego szyi a druga wplotlam w jego włosy.  Teraz do mnie doszło Jak za nin tęskniłam.  Kocham go ponad zycie. Nagle chłopak oderwał się ode mnie.
- Susan,  czy zostaniesz moją dziewczyną?  Znowu?  - dodał z uśmiechem.
- Tak - znowu go pocałowałam. Teraz już krócej.  Po chwili spojrzałam na zegarek.  Była  20 więc poszlisny w stronę domu.  Chłopak po drodze mnie objął i pocałował w czoło.  Z daleka widziałam szczery uśmiech Rydel. 

środa, 1 lipca 2015

Rozdział 30

..
Łzy ciekły mi z policzków jak ten deszcz za oknem. Nie mogłem się powstrzymać. A niby chłopaki nie płaczą. Gówno prawda. My też możemy. Co jeśli teraz my zerwiemy? Dopiero co się nam udało. Ja naprawdę ją kocham. Jeśli chce bym odszedł, nie ma sprawy. Chce jej szczęścia a z tego co słyszałem na plaży było jej lepiej przed. Po cholere wybrliśmy koncert w Starbucksie.

#Następny dzień#
*Oczami Susan*
Całą noc miałam wyłączony telefon. Gdy przyszłam do domu nawet nie widziałam rodziców. Szłam prosto do pokoju.
Dziś z samego rana, nie wiem 5:00 była. Do mojego pokoju weszła mama z newsami. Mianowicie. Tobias dziś o 15:00 przylatuje. Niby do mnie dzwonił ale ja nie odebrałam. Tak się cieszę że mój braciszek przyjedzie. Muszę powiedzieć Angeli. O 8:00 byłam gotowa i poszłam do brunetki. Drzwi otworzył mi Pan Dashner. Wpóścił mnie i pozwolił iść do Angeli. Dziewczyna już nie spała, układała książki na szafce.
-Hej -uśmiechnełam się
-Susan!! Boże, jak dobrze że Ci nic nie jest. -przytuliła mnie
-Przepraszam że się nie odzywałam.
-Nic nie szkodzi. Jak tam?
-Źle, ale i dobrze.
-Czemu źle?
-Zerwaliśmy. -powiedziałam spuszczając głowe.
-Tak mi przykro. Riker wczoraj przeklinał i mówił że wszystko spieprzył. Tak coś czułam.
-Taa...
-To teraz czemu dobrze?
-Tobi waca!
-Żartujesz? Kiedy?
-Dziś o 15:00
-Ale się cieszę.
-To może poprosisz Rossa byśmy po niego pojechali? Rodzice szykują niespodzianke,czyli obiad i mi kazali na lotnisko jechać.
-Pokłóciłam się z nim.
-O co?
-Nie warzne. Ale możemy Delly zapytać. Lub Rockyego, Ella.
-Delly.
-Okay. Teraz idziemy na spacer a później do niej zadzwonie.

*Oczami Angeli*
Wyszłyśmy z domu i skierowałyśmy się do parku. Fajnie tak samym iść. Tylko my dwie jak za dawnych czasów. Brakuje jeszcze Alexa i Tobiego. Z Alexem już tak nie będzie. Zostanie ojcem za półtora miesiąca. Chciałyśmy skręcić w prawo jak zza zakrętu wyszła Delly z chłopakami.
-Hej Delly, Rocky, Ell, Ryland i Riker -przywitałam się pomijając Rossa, Sus zrobiła to samo ale pomineła Rikera.
-Cześć dziewczyny. Gdzie idziecie?
-Na spacer. Trzeba się przewietrzyć i przestać się smucić, prawda Angela?
-Tak. A wy gdzie dziecie?
-Do rodziców Ella-odpowiedział Rocky
-Oo..
-Delly jest sprawa.
-Jaka?
-Pojedziesz z nami na lotnisko?-zapytałam. Widziałam jak w oczach blondynów pojawił się strach.
-Na lotnisko?!-krzykneli. Zignorowałyśmy to.
-Jasne, mogę jechać ale po co?
-Tobias wraca
-Serio? Ale fajnie.
-To jak?
-Pewnie, o której?
-Bądz u mnie o 14:30
-Okay
-To my idziemy. Do później. -pożegnałyśmy się i ruszyły na przód. Nagle ktoś złapał Sus za rękę. Był to Riker.
-Susan to ja powoli idę.
-Okay.
Nie czekając na przyjaciółke szłam wolnym krokiem do parku.  Gdy usłyszałam że ktoś biegnie odwróciłam się i zobaczyłam Rossa.
-Angela zaczekaj.
-Czego?
-Przepraszam.
-Miałeś mi się na oczy nie pokazywac. Nie zmieniłam zdania.
-Angela...
-Nie Ross. Jeżeli takie ma być twoje podejście to wybacz. Ja tak żyje i choćbyś co zrobił to nie zmienie nic.
Dla mnie przyjaciele są tak ważni jak rodzeństwo czy Ty. Najbardziej na świecie. Nie olewam ich bo wiem że kiedyś też tej pomocy będę potrzebować. -bez dalszego słowa próbowałam odejść ale on mnie zatrzymał. Odwrócił w swoją strone i pocałował. Nie oddałam pocałunku. Odepchnełam go lekko.
-Zostaw. Jeśli będę chciała pogadać, zadzwonie. Jeśli ty nie będziesz wtedy chciał to trudno. Może taki nasz los.
-Czemu jesteś taka obojętna?? Nie kochasz mnie?
-Kocham, nad całe moje życie. Ale to co wczoraj powiedziałeś zabolało.
-To daj mi szanse.
-Pa Ross, tak jak mówiłam, zadzwnie.

*Oczami Susan*
Gdy Angela odeszła zaraz później przed oczami mignął mi Ross. Urocze.
-Susan. Przepraszam za wczoraj.
-Spoko, jest okay.
-Wiem że nie jest, schrzaniłem wszystko.
-Prawda. Zjebałeś całe nasze starania.
-Pozwól mi odbudować nasz związek.
- I co? Następny raz zdaży się taka sytuacja i znów zerwiemy? Riker, okay. Możesz robić co chcesz ale nie mam zamiaru cierpieć.
-Nie będziesz.
-Mam nadzieje. Pa.
Poszłam do Angeli która się najwidoczniej nad czymś zastanawiała
-I jak? Pogodzeni?
-Pół na pół. A wy?
-Nie dokońca.

*Oczami Rydel*
No to się chłopcy załatwili. Muszą się teraz bardzo starać by się pogodzili. Oczywiście pomoge im co nie co. Nie byłabym sobą.
...
#Wieczór#
Zasiadłam na kanapie i włączyłam TV. Nic ciekawego nie leciało.
Tobias w końcu z nami. Przywiózł ze sobą jakąs dziewczyne. Camila. Ładna dziewczyna, miła. Polubiłam ją. Z resztą jak każdą.
-Delly, widziałaś gdzieś moją białą koszule?-zapytał Rocky
-W szafie, gdzie ma być? Ej..! Na co Ci biała koszula o tej godzinie?
-Idę z Tessą na randke.
-Powodzenia.
-Dzięki.

*Oczami Susan*
Razem z Tobiasem przyjechała Camila. Urocza osóbka. Zostaje u nas. To jego girlfriend. Polska dziewczyna, ładna. Nieźle braciszek trafił.
-Tobi zjecie coś?-krzykneła mama z dołu. Od 2 godzin drze się czy coś zjemy. Nie do wytrzymania.
-Nie!
-Susan ty masz chłopaka?-zapytała Camila
-Miałam, zerwaliśmy.
-Przepraszam.
-Spoko, co powiesz na zakupy? Jutro? Poznasz moje przyjaciółki.
-Chętnie.
-Super.
-To ja pójde do chłopaków. Może Alex będzie.
-Nie wiem, ale Izzy już z domu nie wychodzi, za miesiąc rodzi.
-Oo będą mieć dziecko?
-Tak, chłopczyka.
-Aww.
...
#Następny dzień#
Każdy od rana jakiś przymulony. Nic nikomu się nie chce. Nawet mi. Najchętniej to bym została w łóżku.
-Susan-powiedziała moja mama-Jedziemy do dziadków. Idź się ubierz.
Czyli musimy przełożć zakupy. No nic trudno.

*Oczami Angeli*
Dziś wstałam o 8:00. Od rana zaczełam sprzątać. Mam taką wene. Hehe. Rodzice w pracy, Alexa nie ma więc tylko sprzątać bo co z nudów.
Nagle mój telefon zadzwonił..okazało się że to Ross. Nie wiem odebrać czy nie? Może odbiore. Trochę tak głupio. 3 dzień a ja dalej fochnięta.
-Halo?
-Hej, dzięki że odebrałas.
-Do rzeczy, nie mam całego dnia-powiedziałam a w myślach się skarciłam.
-Chciałem tylko cię usłyszeć. Nie rozmawamy od trzech dni.
-...
-Angela prosze cię.
-Co Ross? Nie mam nic do powiedzenia.
-Bądz gotowa na 13:00
-Po co?
-Po prostu bądz....

wtorek, 30 czerwca 2015

Rozdział 29

*Oczami Susan*
Dzisiaj było bardzo gorąco i słonecznie, więc postanowiliśmy pójść wszyscy razem na plaże. Siedziałam teraz u Lynchów razem z Angelą. Pomimo, że Tessa ostatnio słabo dogadywała się z Rockym tym razem też była. Jedynie co to nie było Izzy z Alexem. Źle się czuła, a Alex był przy niej. Chłopcy pakowali swoje rzeczy. Ja na szczęście z Rydel i Angelą miałyśmy już wszystko spakowane. Tylko oni, oczywiście na ostatnią chwilę. Wcześniej musieli grać na konsoli. Typowe...
Po jakiś paru minutach byli spakowani. Kiedy szliśmy do samochodu to Riker objął mnie ramieniem i pocałował w policzek. Uśmiechnęłam się na jego gest. Następnie poszedł otworzyć samochód, bo to on prowadził. Po paru minutach byliśmy na miejscu, Szybko rozłozyliśmy swoje koce, a po chwili już było wszystko gotowe. Chłopacy poszli do wody, a ja z dzoewczynami zostałyśmy na lądzie. Po chwili gdy na nich spojrzałam widziałam Rikera, który gadała z jakąś niską brunetką. Zaczepiła go kiedy kierował się do nas. Jakoś nie było widać żeby jej towarzystwo mu przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, bardzo mu się to podobało, Ciągle uśmiechali się do siebie. Co chwile się śmiali, Widać było, że dziewczyna jest nim zainteresowana. Po chwili po prostu wstałam i poszłam w inną stronę,  mówiąc dziewczyną, że idę się przejść. Kiedy odeszłam kawałek to widziałam Rikera, który idzie w moją stronę. Zaczął wręcz odpychać od siebie dziewczynę. Przyspieszyłam kroku. Niestety chłopak mnie dodgonił. Od razu przytulił mnie od tyłu. Od razu poczułam jego mokre i zimne ciało od oceanu, Ciarki momentalnie mnie przeszły. Próbowałam oderwać się od niego. Odwróciłam się do niego przodem, a mu od razu uśmiech zszedł z twarzy,
- Co się dzieje, Susan? - Zapytał zmartwiony,
- Hm... No nie wiem. Jakaś dziewczyna definitywnie cię podrywa a ty jeszcze odpowiadasz jej zalatom, Nie. wszystko jest okej.
Przewrócił oczami.
- Możesz dać sobie spokój? to przecież nic takiego.
- Nic takiego... Riker nie zapominaj ze masz dziewczyne...
- I co? Mam teraz tylko z tobą gadać i nie mogę z nikim innym ?! Bo jak widzisz mnie z inną dziewczyną to od razu źle? Niedługo nie będe mogł gadać nawet ze swoją siostrą !
- Nie rozumiesz o co mi chodzi.... Ki... - przerwał mi
- Jak to nie rozumiem ?! Jesteś najzwyczjaniej w świecie zazdrosna ! Tyle Ci powiem.
- Kiedyś też tak miałam... Niby tylko gadał z dziewczynami.. a tak na prawde zdradzał mnie na prawo i lewo... Jak jeszcze byłam z Alexem widziałam go jak szedł z inną za ręke. Zrozum... zawsze mam jakiegoś cholrnego pecha więc nie dziw się, że jestem wyczulona... - powiedziałam i zaczęłam odchodzić. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą od razu starłam. Ngale czułam, że ktoś bierze mnie pod nogi w tzw. " panna młoda" łatwo było sie domyslić kto To.
- Riker ! Póść mnie !
Nie reagował
Zaczęłam się wyrywać
On przyspieszył,
Bieg w stronę wody.
O nie.
Wiedziałam, wiedziałam, że tak zrobi. Wrzucił mnie do zimnej wody.
- Riker ! - Krzyknęłam chlapiąc go w twarz. - on podszedł do mnie bliżej
- Przepraszam - powiedział i lekko mnie pocałował.

***
- Susan możemy pogadać? - podeszła do mnie Abgela podając mi ręcznik.
- Jasne, to chodź
- Ale.. nie tu.
Powiedziała i prowadziła mnie na miejsce dalej. Czyżby coś się stało?
- Coś się stało ? - zapytałam zmartwiona
- Tak chciałam pogdać. Oststnio nie mamy czasu, tak jak kiedyś. Jak tam ci się układa z Rikerem?
- No... Jest dobrze. Nawet bardzo - uśmiechnęłam się.
- Nie sądzisz ze kiedy poznalyśmy ... no wiesz .. - przerwałam jej
- Lynchów?
- Tak, dokładnie. Zaczęlyśmy się od siebie oddalać? Kiedś bylyśmy najlepszymi przyjaciółkami, gadałyśy zawsze i wszędzie o wszystkim. Teraz... - Znowu jej przerwałam
- Albo ja jestem z Rikerem, albo ty u Rossa. A nawet jeśli juz jesteśmy razem z nimi to nie gadamy. Za dużo zaczęlyśmy spędzać z nimi czasu, nie sądzisz?
- Myślisz ze wcześniej było lepiej?
Pokiwałam głową.
- Dla naszej przyjaźni. Oczywiście nie żałuję, że ich poznałam ale rozumiesz...

*Oczami Rikera*
Poszłem razem z Rossem za dziewczynami, Chcieliśmy wiedzieć o czym gadały, Słyszałem prawie wszystko. Do momentu ze bez nas było jej lepiej. Później już nie chciałem jej słuchać tylko odszedłem. Ross stał tam do końca. Chciał mi wszystko wytłumaczyć ale nie chciałem tego słuchać. Zostawiłem kluczyki Ross, a sam postnowiłem wrócić do domu, Zastanawiałem się po drodze, jkaby wyglądało nasze życie jkabyśmy ich nie poznały. Jakby zmieniło się dla mnie... Dla Rossa. Po chwili zadzwonił mój telefon. Kiedy zobaczyłem, że to Susan zignorwałem go. Załozylem słuchawki na uszy.
Po godzinie słyszałem jak ktoś puka do mojego pokoju, a potem po cichu do niego wchodzi, Była to Sus.
Usiadła na łóżku.
- Czemu poszłeś bez słowa?
- Po co ja tam byłem? Miałaś Angele... - przerwała mi
- Riker o czym ty mówisz?
- Podobno życie bez nas było lepsze ! - Wstałem, a dziewczyna zaraz po mnie
- Riker to nie tak !
 - Wyraźnie słyszałem...
- Podsłuchwiałeś mnie ! - Mówiła z wyrzutem
- Nie zmieniaj tematu.
- Nie chodziło ze ogołnie bez was, tylko... - przerwałem jej
- Nie tłumacz się ! Nie obchodzi mnie co miałas na myśli ale w każdej formie to zabolało jak to mówiłaś !
Spłynęła jej łza po policzku.
- Wiesz co... skoro tak mówiłaś, że było lepsze .. to może dajmy sobie spokój ?! - wcale nie chciałem tego mówić..
- Chcesz zerwać ? - mówiła przez łzy
- Jesteś rozumna, tak sądze, Więc to co słyszałaś...
Po moich słowach wybiegła z mojego pokoju. Widziałem ją jak praktycznie biegnie po schodach, Jedną ręką chwyciła torbę, a drugą zasłoniła sobie usta. Wszyscy pytali się co się stało natomiast ona wybiegła z domu trzaskając drzwiami. Wyjażałem przez okno w celu zobaczenia gdzie idzie. Nie poszła do swojego domu tylko biegła przez siebie. Co ja zrobiałem...

*Oczami Angeli*
Każdy był zdziwiony zachowaniem blondynki. Spojrzałam na schody i widziałam w nich Riker, który zacisnął usta na wąską kreskę po czym zszedł do nas.
- Co się stało ? - zapytała Rydel
Nie odpowiedział.
- Riker ...?
Znowu nic, ślepo patrzył się w ściane. Przez parę minut chcieliśmy wiedzieć co się dzieje, ale nic nie mówił. Nagle w pewnym momencie chwycił się za włosy i spóscił głowe.
- Jestem największym, kurwa idiotą i dupkiem .. - mówił cicho, a następnie wyszedł.
Każdy spojrzał się po sobie.
- Może zerwali... - odezwała się Rydel
- Nie... Ona go kocha,a on ją. Nie sądze... - mówił Rocky.
- No chyba, że... chodziło mu o to co dzisiaj słyszał - odezwał się Ross podnosząc wzrok.
- Co słyszał ?
- Miałem pomysł, żeby dla żartów podsłuchać o czym gadała Sus z Angelą. Słyszał kawałek tylko,a  reszty nie chciał sonie wytłumaczyć. Możę o to mu chodziło... Wiesz jaki on jest.. - Rydel mu przerwała.
- Kiedy się uprze nie da sobie nic powiedzieć i wytłumaczyć, działa impulsowo,
- Idiota... - szpnęłam do siebie.
- Może zadzwoń do niej - mówiła do mnie Tessa
Po prostu wstałam i odeszłam kawałek i wykręciłam jej numer.
Nie odebrała...
Znowu...
Trzeci raz już nie odbiera.
Wrociłam do nich i powidomiłam ich o tym, Postanowiliśmy przestać o tym gadać, a dziewczyna zapewne lada moment wróci. Jak nie do nas to będzie u siebie w domu. Gadaliśmy o ich nowej płycie,a potem graliśmy w Makao. Głównie wygrywał Rocky, albo Tessa. Ja nie umiałam w to grać, więc praktycznie przez cały czas przegrywałam. Minęło tak 3 godziny, a Susan ani nie dzwoniła, ani nie odpisała...
-Angela, pójdź z Rossem czy jest w domu  - mówiła Rydel.
Z chęcią wstaliśmy i udaliśmy się do jej domu. Po drodze Ross objął mnie ramieniem. Po chwili byliśmy pod jej drzwiami. Ross zapukał,
- Jest Susan ? - Otworzyła mama Susan
- Nie, myślałam ze jest z wami. A coś się stało ? - zapytała zmartwiona
- Nie, my teraz dopiero idzemy i myślałam ze zabierzemy ją ze soba. Ale dobrze, dziękuję, Do widzenia - skłamał Ross. Kiedy drzwi się zamknęły ja usiadłam na krawęźnik.
- Wiesz do jakich miejsc często chodziła ? - zapytał chłopak
- Jasne ! Do parku często chodziła, na plażę. O ! Albo tam gdzie jest dużo kawaiarenek. To były jej ulubione miejsca.
- To chodź - powiedział i wycignął do mnie ręke. Złapałam za nią i szliśmy trzymając się za ręce. Najpierw poszliśmy na plaże, była najbliżej. Rozjerzeliśmy się po jej powierzchni. Nigdzie jej nie było. Rozdzieliliśmy się i też jej nie znaleźliśmy. Następnie poszliśmy na "Deptak". Też jej nie było. Pytalismy się przypadkowych osób, czy któs ją widział, Nikt. Ostatnim miejscem był park. Teraz wyglądał on pięknie. Duzo zieleni naaokoło i lampy swięcące. Pięknie. Ale... Susan dalej brak. Bezsilnie usiadłam na ławkę. Miałam oczy we łzach. Zadzowniłam do niej kilka razy ale miała telefon wylączony. Była już godzina prawie 23, martwiłam się,
- Może poszła do jakieś rodziny ,albo koleżanki
- Do rodziny nigdy nie chodziła samowolnie. Z przyjaciółek ma tylko mnie, Rydel, Tesse i Izzy. No... może jeszcze tam jakąs ale poza miastem.
- Kolega? Przyjaciel?
Przez chwilę się zastanowiłam. No przecie ! Przyjaźni się z Jackiem. Może u niego jest. Wybrałam jego numer.

- Hej Jack !
- Angela? Hej, co tam?
- No dobrze. Słuchaj mam pytanie. Była może dzisiaj u ciebie Susan?
- No... Była na chwilę godzinę temu ale wyszła, a co?
-  Tak się pytam... A  wiesz gdzie poszła?
- Nie. Ale mówiła, że możę potem wróci
- Jakby przyszła to dasz znać?
- Jasne.
- Dobra, dziekuję.

- I jak? - zapytał Ross
- Była u Jacka. Ale wyszła..
 - Widzisz, nie ma się czym martwić. Chodź, wracamy do domu.
- Jak to nie ma się czym martwić?!  - Zatrzymałam się.
- Przecież prędzej czy później wróci...
- Ross, jest moją przyjaciółką i się o nią martwie !
- No ale co teraz zrobisz? Tak na prawdę jesteś bezradna. Nie udawaj, że coś zdziałasz !
- Gdyby chodziło by o np Rydel to byś biegał po całym mieście.
- Bo to moja siostra !
- Sus też traktuję jak siostre !
- Jakoś ostatnio nie widać. Nie macie dla siebie czasu. Ja bym za taką przyjaźń dawno podziękował...
- My też sie przyjaźnimi. Nawet chodzimy ze sobą.
- Dlatego przeznaczasz więcej czasu dla mnie - mówił dumnie - chodź, napijemy się kawy.
- Czy ty siebie słyszysz?! Raz, kiedy na prawdę potrzebuje pomocy zlewasz to ! Martwisz się tylko o swoje rodzeństwo i nikogo innego. Nie interesuje cię ta cała sprawa?
Nie odezwał się.
- Tak coś czułam.
- A Ty nie lepsza ! Ciągle osttnio płaczesz, nie mówisz co jest. Niby jest okej a jednak coś ! Od kąd jesteśmy razem częsciej się kłócimy. To jest chyba jakiś znak. Po prostu nie pasujemy do siebie, co? Z resztą tak mówiłaś  o przyjaźni. Miałaś takie momenty gdzie zlwałaś ją a teraz się dziwisz, że... - nie pozwoliłam mu dokokńczyć. Po prostu  z całej siły uderzyłam go w policzek. Zaczęłam biec do domu mając łzy w oczach. Chłopak mnie dogonił.
- Angela..
- Spieprzaj ! Po prostu spieprzaj i nie pokauj mi się na oczy.
Zaczęłam biec do domu. Deszcze zaczął padać i to dość mocno. Przyspieszyłam. Teraz moje łzy zlewały się z padającym deszczem. Kiedy wróciłam do domu to po cichu weszłam do swojego pokoju. Od razu przebrałam się w suche ciuchy. Usiadłam na oknie. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Patrzyłam się na dom Rossa. Po chwili skuliłam się objemujać moje kolana i zaczęłam jeszcze bardziej płakać.

*Oczami Rossa*
Widziałem jak ucieka. Wiedziałem, ze postąpiłem źle. Nie powinieniem tak robić. Nie zostało mi nic innego jak iśc do domu w tym deszczu, Po chwili byłem na miejscu.
- Gdzie Angela ? - zapytała Rydel
- Poszła do domu. - to było jednye pytanie na jakie odpowiedziałem.Postanowiłem wejśc do Rikera i z nim pogadać.
- Mogę ? - Zapytałem praktycznie będąc w pokoju.
Kiwnął głową odkładając telefon.
- Zerwaliście ? - Zapytałem
- Ta... Jestem idiota...
- O co poszło ?
- Wiesz... to na plaży... - poprawił włosy
- Pokłóciłem się z Angelą.
- O co? - Był zdziwiony
- Chciałem ją pocieszyć w troche dziwny sposób.... powiedziałem pare słów za dużo a ona kazała mi spieprzać,  a wcześniej dała z liścia.
- Pogodzicie się jeszcze. O co ją pocieszałeś?
- Susan nie wróciła do nas przecież. Nie odbiera telefonu, nie odpisuje. Nie mam jej u siebie. Podobno była u kogos ale wyszła także wiesz... - Riker podszedł do okna i się oparł. Przeklinał po cichu co mogłem usłyszeć.
- Znajdzie się,  na pewno. Idem spać. - powiedziałem i wyszedłem.
Usiadłem na parapet w swoim pokoju. Myślałem o to co się dzisiaj stało. Patrzylem sie na dom Angeli. Alno mi się zdawało, albo tez siedziała w oknie. Przez takie patrzenie powoli zaczęły płynąć mi łzy...