*Oczami Rockyego*
Szliśmy powoli w stronę domu Alexa i Angeli, nawet się cieszę bo jest odmiana, nie tylko ten motor Tobiasa. Denerwuje mnie już to że ciągle tam muszę chodzić, choć nie...nie muszę ale chodzę bo by strzelił focha a Ell byłby zły. Na szczęście już za tydzień wyścig, nawet nie za cały bo jest on w sobotę a jest..sobota.
-Rocky wchodzisz czy będziesz tak stał? -zapytał Ellington wchodząc do domu brunetki.
Nawet nie zauważyłem gdy tu doszliśmy, daleko nie ma ale blisko też.
- Tak, tak idę - weszliśmy wszyscy do domu i gdy nasze obuwie leżało już przy szafce w przedpokoju weszliśmy do salonu.
-Hej wszystkim - przywitałem się
-Hej Rocky - Angela podeszłą i ucałowała mój policzek, nie powiem zarumieniłem się lekko ale nic nie poczułem, za to Ross.. woho zazdrosny czy jak. Zacząłem się cicho śmiać.
-Gdzie Rydel? - zapytał Ellington
-Nie było jej tu - powiedział zdziwiony Alex
-Ale..UGH! - powiedział wkurzony brunet(Ell)
-A miała być?
-No tak, powiedziała że idzie do Ciebie, wyszła wcześniej z jakieś 5 minut przed nami - powiedział Riker
-Ale widziałeś że z Tobiasem wyszła - powiedziała z uśmiechem blondynka
-Dobra nie ważne - powiedział Ross - Niech robi co chce, to jej życie
-Jaki lekko duszny się zrobiłeś - powiedziała Angela
-Oj zamknij się - zaśmiał się na co ona wystawiła mu język.
Jak dzieci, jak dzieci.
*Oczami Tobiasa*
Szliśmy powoli już w stronę domu Angeli. Pewnie się zastanawiacie gdzie byliśmy, powiem wam..byliśmy w parku, tam mieliśmy się spotkać z gościem od spraw koncertu w parku. Z racji tego że mam w sobotę wyścig postanowiliśmy razem z Rydel że koncert będzie w piątek. Taką niespodziankę im chcemy zrobić. Ciągle ze sobą rozmawialiśmy na różne tematy, raz ciekawe a raz nie. Gdy weszliśmy już do domu Dashnerów. Przywitało nas nie miłe spotkanie.
-Gdzieście byli?!!! - wydarł się Riker wraz z Rockym
-W parku - powiedziała łagodnie Rydel
-Nie mogłaś nam od razu prawdy powiedzieć tylko musiałaś kłamać? -zapytał trochę spokojniej Riker
-Dobra, Riker spokojnie - uspokoiła go Sus
-Ej, nie ważne..chodźcie do stołu już podam wam jedzenie - powiedziała Angela
Wszyscy ruszyliśmy do jadalnie gdzie czekał na nas pięknie urządzony stół. Czy gadam jak baba? Ogar chłopie!
*Oczami Angeli*
Gdy zjedliśmy kolację włożyłam je do zmywarki a sama udałam się do mych gości. Zasiadłam obok nich na kanapie i zaczęliśmy coś oglądać. Nudne to było jak cholera dlatego wyłączyliśmy TV.
-Susan dlaczego wczoraj nie dałaś znaku życia? - zapytałam z wyrzutem ponieważ nie mogłam wytrzymać.
-Nie twoja sprawa - powiedziała, niby miłym głosem ale ja to odebrałam złośliwym
-Jak nie moja sprawa jak znikasz nie wiadomo gdzie a później nie dajesz o sobie znać..martwiłam się jak cholera a ty nic! - krzyknęłam zdenerwowana
-Nie powinnaś, wątpię też w to że się martwiłaś gdy całymi dniami siedzisz z Rossem!
-Obwiniasz mnie za to że spedzam czas z przyjacielem? - zapytałam z kpiną
-A ja nie jestem twoją przyjaciółką?
-Jesteś ale ty spędzasz czas z moim bratem więc teraz mam tylko Rossa!
-Zabronisz?! - krzyknęła - Zazdrościsz bo ty nie masz chłopaka!
-Nie! Wolę go nie mieć by mieć prawdziwych przyjaciół! Ale takich nie mam, przepraszam mam tylko jednego! Rossa który zawsze ze mną jest..ty masz mnie w dupie za przeproszeniem! - powiedziałam i wybiegłam na górę. Jestem na nią wściekła. Obwinia mnie za to że spędzam czas z Rossem choć ona nie lepsza, ona tylko z Alexem. Nienawidzę jej!
-Angela możemy? - zapytał mnie ktoś zza drzwi
-Tak - powiedziałam już milej.
Popatrzyłam w stronę drzwi i zobaczyłam Alexa, Rydel i Rossa. Po kiego tu wszyscy przyleźli?
-Co chcecie - zapytałam
-Porozmawiać..
-Wszyscy?
-Tak..
-No to słucham- powiedziałam zrezygnowana
-Susan i Tobias już wyszli - powiedział Alex
-Nie obchodzi mnie to, a ty co? Czemu nie zatrzymałeś swojej dziewczyny? - powiedziałam z ironią w głosie
-Angela- skarcił mnie Ross
-Nie wtrącaj się!
-Angela do cholery! Nie wszystko będzie działo się wokół ciebie! Nie rozumiesz że ona ma swoje życie! - zapytał zdenerwowany Alex
-No ładnie, nawet własny brat cię obwinia - powiedziałam do siebie - Dobra Alex, rozumiem to ale póki nie byłeś z nią i nie zjawili się Lynchowie i Ell było dobrze, spędzałam zn ią czas.. chodziłyśmy na plaże a teraz nie mam nic.. nie odzywa się do mnie a to wszystko wasza wina! - wydarłam się na mojego brata
-Nie wierze w to! Nie wierze że obwiniasz nas za to co zrobiłaś! To był twój błąd a nas w to nie mieszaj! Jeśli chcesz to znikniemy z twego życia! - powiedziała głośniej Delly i wybiegła z domu.
-Fajnie!
-Przemyśl to wszystko i daj znać jak ci ulży siostrzyczko! - powiedział wrednie Alex i wyszedł
Zostałam tylko z Rossem. Popatrzyłam na niego a on pokiwał głową na znak że nie wierzy. Ale o co mu chodzi.
-Jeśli tak bardzo Ci przeszkadzałem trzeba było mówić.
-Ross ja...
-Nic nie mów - powiedział i wyszedł.
Teraz poczułam jak łzy zbierają się w mych oczach, jedno mrugnięcie, jedno ruszenie się z miejsca spowoduje że z mych oczu wypłynie faja smutku i żalu. Żalu do samej siebie, nie powinnam a jednak to zrobiłam. Jestem kretynką.
*Oczami Rossa*
Miałem ją za przyjaciółkę. A ona twierdzi że to przez nas wszystko się jej wali. Tylko że to nie prawda, jakoś inni cieszą się że się poznaliśmy i ja również bo naprawdę mi na niej zależy tylko jej na mnie nie. dyby to był sen to jak najszybciej chce się z niego wybudzić.
-Ross zejdź na dół - zawołała Dell. Zapomniałem powiedzieć że jesteśmy już w domu.
-Co jest? -zapytałem gdy zobaczyłem wszystkich mieszkańców w salonie
-Przekładamy koncert na czwartek - powiedziała Delly
-A fani? kupili już bilety - powiedziałem
-Tym się nie przejmuj, wszystko jest załatwione
-Po co o przełożyliście?
-Ale to nie my to Delly
-No wiec po co go przełożyłaś?
-Bo w sobotę jest wyścig Tobiasa
-Na który i tak nie idziemy - powiedziałem
-Ja idę
-Rób co chcesz, mam już dość..idę spać!
##Czwartek##
*Oczami Angeli*
Od 4 dni nie miałam z nikim kontaktu, oprócz Alexa który się do mnie nie odzywał. Nawet rodzice się pytają co jest ale im nie powiem. Dziś jak codziennie od tego tygodnia chodzę do przedszkola. Fajnie tam jest, spędzanie czasu z dziećmi dobrze mi zrobiło. Jestem milsza i już nie jestem zła. Gdy dochodziłam do bramy przedszkola zderzyłam się z kimś.
-Bardzo pana przepraszam - powiedziałam spoglądając na wysokiego bruneta
-Nic nie szkodzi - powiedział - i mów mi Luke a nie pan..brzmi to umm..staro
-Wybacz..ja jestem Angela - uścisnęłam jego dłoń - Jesteś tatą Emily? -wskazałam na małą czterolatkę stojącą obok nas
-Nie..fujj.. proszę pani to jest mój wredny brat - wskazała dziewczynka. Jak na czterolatkę mówi ona strasznie wyraźnie.
-Wybacz - powiedziałam do bruneta
-Spoko
-No cóż Emily, jak wredny to choć idziemy już - powiedziałam wchodząc z dziewczynką do przedszkola
-Ej czekaj - zawołał za mną
-Co?
-Dasz mi twój numer? - zapytał
-Nie dawaj - zaśmiała się mała
-Emily, błagam bądź cicho - powiedział Luke do małego szkraba
-Umm.. zastanowię się - powiedziałam z bananem na twarzy i weszłam z małą do środka
-Dobrze zrobiłaś - szepnęła mi mała
-A to dlaczego?
-Bo będzie tu przychodził aż mu dasz, wtedy będzie mnie on odbierał a nie babcia - powiedziała
-A twoi rodzice?
-Oni też, ale teraz to będzie Luke
-No dobrze, idź już do dzieci ja zaraz wrócę
Czyżbym poznała nowego chłopaka który jest uparty jako osiołek? Myślę że tak.
-Panno Dashner - zawołała pani Karina
-Słucham - powiedziałam miło
- Ross dziś także nie przyjdzie - powiedziała - Mają koncert
-Jak to mają koncert - nic nie rozumiałam nic
-Nie wiedziałaś?
-Nie
-Mają koncert o 13:00 w klubie na rogu ulicy
-Aaa.. dobrze
Nie mogę na niego iść! Przecież się nie wyrobię, kończę o 12:30 do domu mam 10 minut, przebrać się kolejne 10 i dojście też. No nic, tak czy siak się do mnie nie odzywają wiec luz.
*Oczami Rossa*
Od samego rana wszyscy chodzą jak opętani to tylko koncert. Wpadłem na pomysł by przeprosić Angelę, nie wytrzymuję bez niej. Kończy o 12:30 więc mam 5 minut by tam dojechać. Jest 12:25. Szybko wybiegłem z domu i podjechałem do przedszkola. Zatrzymałem się na parkingu i obserwowałem drzwi by nie przeoczyć gdy wyjdzie. Nagle w drzwiach pojawił się jakiś brunet a obok niego Angela. Coś tam rozmawiali nagle on ją pocałował w policzek ale i tak dostałem niezłego nerwa. Postanowiłem zatem podsłuchać ich rozmowę. Uchyliłem lekko okno i teraz dokładnie słyszałem o czym rozmawiali.
-To dasz mi ten numer?
-Nie - uśmiechnęła się
-Czemu?
-Ponieważ wtedy nie będziesz odbierał Emily i nie będziemy się spotykać - powiedziała a mnie szlak trafił.
-Aaa.. ale wiesz, jakbyś mi dała numer to byśmy mogli się umówić
-Luke, Luke, Luke nie dam Ci.. teraz idź po Emily - powiedziała
-Choć ze mną - powiedział chwytając ja za rękę - odbierzemy ją i cię odprowadzę
-Nie musisz, poza tym się śpieszę
-Gdzie? - zaśmiał się
-Chciałam pogadać ze znajomą jeszcze
-Szkoda, jutro też cię tu zastanę?
-Tak
-To dobrze...więc pa - powiedział i dał jej całusa w policzek
Ja szybko odjechałem i wparowałem do domu. Z góry zawołał Riker
-Ross choć tu..szybko
Wybiegłem na górę i zobaczyłem Ella i Riker w pokoju Rikera
-Co jest?
-Pomóż mi, Ell jest przygnębiony i nie chce iść na koncert!
-Co jest stary?
-No bo Delly spotyka się z Tobiasem a no wiecie...ona mi się podoba
W tym momencie drzwi się uchyliły a w nich był(a)........
**********************************************************************************
Witam! xd Przychodzę z nudnym 10 rozdziałem! xd Następny zapewne od Zuzy więc no.. xd Ode mnie tyle.. miłego dnia, wieczoru czy czegoś tam.. xddd
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Strony
▼
sobota, 24 stycznia 2015
piątek, 23 stycznia 2015
Rozdział 9
- Sus... A tak właściwie to czemu jesteś taka szczęśliwa jak twierdziłaś ? - zapytała mama
- A... No bo... Tak jakoś..- nie chciałam jej mówić
- Bo ma chłopak ! - wykrzyczał mój "kochany" braciszek
- Czemu nic nam nie mówiłaś ? Z kim chodzisz? - wiedziałam, że będą takie pytanie. Kiedy już otwierałam usta nagle Tobias wtrącił
- Z Alexem !
- Serio? z nim? - Tym razem mówił tata
- Wiecie co... idę się przejść - pospiesznym krokiem zeszłam na dół, chwyciłam bluzę gdyż może być już zimno. Dodam, że była około 21. Następnie po prostu wyszłam z domu. Zaczęłam szukać telefonu w kieszeni od spodni. Byłam już kawałek od domu kiedy zorientowałam się, że go zostawiłam w pokoju. Znowu pospiesznym krokiem poszłam do domu. Następnie gwałtownie weszłam do niego i od razu kierowałam się do swojego pokoju. O dziwo każdy siedział ciągle w tym samym pomieszczeniu.
- O ... już wróciłaś ? Skoro tak to możemy wrócić do tematu A... - mówiła mama a ja jej przerwałam
- Ja tutaj tylko po telefon i słuchawki przyszłam - powiedziałam i wyszłam. Szybko założyłam słuchawki na uszy i włączyłam tą piosenkę. Kiedy sobie tak spacerowałam co chwilę odpisywałam na SMS które dostawałam od Angeli. Nagle w pewnym momencie kiedy byłam zapatrzona w telefon wpadłam na jakąś osobę. Szybko zdjęłam słuchawki. W tym momencie było tylko słyszeć tekst piosenki wypływających z moich słuchawek, Nawet nie podnosząc głowy do góry przeprosiłam ową osobą i chciałam ją szybko wyminąć i pójść dalej. Kiedy odchodziłam usłyszałam znajomy mi głos.
- Susan? - zapytał się mnie chłopak. Tak, to był chłopak. Nawet chyba wiem kto to był.
- Riker? - Nie powiem, byłam trochę zdziwiona.
- Co ty tu robisz?
- Hm.. no jestem na spacerze. a ty? - zapytał równie ciekawa jak on
- No ja też. Gdzie szłaś?
- Znaczy na początku bez celu a teraz już do Angeli. A ty? - mamy bardzo ciekawą rozmowę...
- Też bez celu. Do Angeli czyli do Alexa idziesz ? - zapytał takim... zawiedzionym głosem, który wypełniła zazdrość.
- No nie... Będę nocować u Angeli - powiedziałam i skrzyżowałam ręce na piersi - A jeśli nawet to czemu ?
- Nie no... Tak się pytam - powiedział i się uśmiechnął. - podprowadzić cię?
- Jeśli chcesz to chodź - powiedziałam i ruszyłam do przodu, a chłopak poszedł za mną
- I tak nie mam gdzie iść
- No to chodź - powiedziałam z małym uśmiechem
- Macie jakieś plany z nowym koncertem? - zapytałam miło
-Tak, to znaczy Rocky coś planuje
-Szczegółowo można? - zaśmiałam się
-Jasne - zawtórował mi - Rocky zadzwonił do gościa który ma lokal na Flower Street i zapytał czy możemy zagrać ale ten gościu powiedział że odpowie nam jutro
-Dlaczego jutro?
-Ponieważ..sam nie wiem - powiedział z dziwnym wyrazem twarzy
-Hahaha - zaczęłam się z niego śmiać. No bo jak można nie śmiać się z tej jego mordki.
-Co? - zapytał - Co cię tak bawi?
-Ty - wybuchłam jeszcze większym śmiechem - To znaczy twoja mina
-No wiesz ty co! Jak śmiesz śmiać się ze mnie! - powiedział niby poważnie ale mina mówi za siebie
-Wybacz
-Więc..masz plany na jutrzejszy dzień? - zapytał zmieniając temat
-Nie, ale może gdzieś z dziewczynami się wybiorę lub z Alexem
-No tak, Alex - szepnął do siebie choć i tak to usłyszałam ale nie chciałam robić zamieszania dlatego udałam że nie było tego komentarza.
- A ty?
- Co ja?
-Masz jakieś plany?
-Nie, choć miałem ale już nie
-Co takiego? No powiedz - prosiłam
-No miałem że cię zaproszę do moich dziadków bo miałem pomóc dziadkowi w sadzeniu drzewek przy oczku wodnym
-Aaa.. a reszta nie jedzie?
-Nie
-Dlaczego?
-Nie wiem, w zasadzie to dziadek do mnie dzwonił czy bym nie przyjechał..o reszcie nić nie mówił - powiedział
-Wiesz co? Z chęcią pojadę..poznam twoich dziadków - powiedziałam pewnie. Pewnie i tak nie miałabym co robić bo Angela by do Rossa poszła, Alex na pewno pójdzie na trening a po treningu do warsztatu ojca. Delly musiała w domu siedzieć i coś tam robić, Tobi by do Rockyego lub Ella poszedł, więc co mi szkodzi. Nawet nie zauważyłam gdy doszliśmy do domu Dashnerów. Pożegnałam się z Rikerem i umówiłam jutro na 12:00 pod moim domem. Kiedy stałam przy domu Angeli od razu do niego weszłam nawet nie pukając.
- Angela? - krzyknęłam będąc na środku ich salonu. Nikt się nie odzywał, więc zaczęłam jej szukać. Właściwie to w ich domu było cicho. Nagle kiedy wchodziłam do kuchni zgasły wszystkie światła. Nie powiem, przestraszyłam się tego trochę ale wyciągnęłam telefon i zaczęłam oświecać sobie drogę. W pewnym momencie ktoś zasłonił mi oczy. Automatycznie poczułam zimne ręce na swojej twarzy. Następnie usłyszałam męski głos, który mówił szeptem
- Angela jest na górze. A tak właściwie to co ty tu robisz?- Tak, to był Alex. Automatycznie odwróciłam się i niechcący poświeciłam chłopakowi prosto na oczy.
- Ej! - powiedział i szybko zakrył oczy
- Przepraszam. Angela mówiła, żebym przyszła na noc do was.
- Ale... gdzie masz swoje rzeczy ? - zapytał zdziwiony
- No bo to było tak, że Angela do mnie napisała żebym przyszła jak była na spacerze - chciałam coś jeszcze powiedzieć ale chłopak mi przerwał
- Z Rikerem ? - Zapytał zakładając ręce na piersi
- O co ci chodzi? Spotkałam go po drodze
- Nie no o nic... - powiedział patrząc w inną stronę
- Co, zazdrosny jesteś? Że spotkałam go po drodze i najzwyklej w świecie mnie podprowadził ?
- Myślisz, że nie widzę jak on się na Ciebie patrzy? Jaki ma smutny i głos pełen zazdrości kiedy mówię o tobie albo ty o mnie? Susan... po prostu boję się, że on mi ciebie zabierze.... - mówił mi parząc głęboko w oczy a mnie zamurowało ... Zastanawiałam się, czy powinnam iśc teraz z Rikerem do jego dziadków
- Przecież wiesz, że cię kocham - powiedziałam i złapałam go za ręce
- Ja ciebie też - powiedział i ujął moją twarz. Gdy prawie się pocałowaliśmy nagle światło się zapaliło i do kuchni weszła Angela a my od razu od siebie odskoczyliśmy.
- Tak coś sądziłam... - odezwała się - choć już, zostaw mojego brata.
Powiedziała i pociągnęła mnie za rękę do swojego pokoju.
*Oczami Angeli*
Wiedziałam, wiedziałam, że tam będzie. Czyli co? Teraz jak będzie przychodziła do mnie to będzie pretekst żeby spotkać się z Alexem? Mam nadzieję, że nie.
- Co tam u ciebie ?- zapytałam przerywając ciszę,
- Nawet dobrze. A tam?
- Doskonale...
- Coś się stało?- zapytała
- Nie nic...
- Mów.
- Nie no bo... teraz jak przychodzisz do mnie to ciągle jesteś z Alexem...
- Jezusie... - westchnęła ciężko
- Co? -byłam zdziwiona
- Nie no nic... Alex się mnie czepia, że kawałek przeszłam się z Rikerem. Ty się mnie czepiasz, że pogadam z Alexem będąc u ciebie. Każdy ma jakiś problem... - powiedziała w wstała
- Chyba mam prawo powiedzieć co myślę... - również wstałam
- Tak.. ale to są pretensje o taką bezsensowną rzecz - powiedziała i kierowała się ku moich drzwi
- Gdzie idziesz?
- Nie wiem, ale wychodzę- powiedziała i wyszła. Ciągle stałam w jednym miejscu. Byłam zaskoczona, nie powiem. W sumie była już 22:30 więc się trochę o nią martwiłam... Nagle dostałam SMS z nadzieją, że to ona. Jednak nie.. Dostałam od Rossa. Też w sumie dobrze. "Spotkamy się jutro? Mam do ciebie jedną propozycję na temat pracy ;)" Odpisałam mu na to "Tak jasne, do jutra."
Nie chciałam już o niczym myśleć i po prostu poszłam spać...
*Rano*
Obudziłam się koło godziny 9. W sumie to idealnie się obudziłam. Od razu zerwałam się z łóżka. Następnie podeszłam do szafki i wzięłam nowe ciuchy. Mianowicie czarne legginsy i jasną przewiewną koszulę w kwiaty, a następnie udałam się do łazienki. Gdy się ubrałam uczesałam włosy. Tak naprawdę zostawiłam je rozpuszczone. Dzisiaj wyjątkowo postawiłam zrobić sobie kreski. Kiedy byłam już gotowa wyszłam z łazienki i spojrzałam na zegarek. Byłam 10... Ogarniałam się godzinę.. no nic. Na szybko ubrałam jeszcze czarne niskie Converse i zeszłam na dół. Od razy poczułam zapach naleśników. Następnie ujrzałam moją mamę stojącą za kuchenką. Przywitałam się z nią i usiadłam do stołu. Od razu dostałam talerz ciepłych naleśników.
- Uważaj, są gorące - Nic nie odpowiedziałam tylko uśmiechnęłam.
- A tak właściwie, to gdzie jest Sus? Mówiłaś, że u ciebie nocuje
- No tak, miała. Wyszło tak, że no.. jakbyśmy się lekko pokłóciły i po prostu wyszła - powiedziałam i zaczęłam jeść dalej. Katem oka widziałam, że moja mama tylko pokręciła głową na boki i wyszła z pomieszczenia. Gdy skończyłam jeść dostałam SMS Od Rossa "Pasuje Ci o 12?" Spojrzałam na zegarek, była 11:30. Od razu odpisałam mu "Jasne, przyjdź po mnie". Odpowiedzi już nie dostałam. Odłożyłam talerz do zlewu i zaczęłam grzebać coś na telefonie. Napisałam 2 SMS do mojej przyjaciółki, lecz ta nie odpisała. W pewnym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Od razu wstałam aby je otworzyć
*Oczami Rossa*
-Hej Ross - powiedziała Angela gdy zapukałem do jej drzwi
-Hey Angela, to co idziemy?
-Gdzie?
-Do parku - powiedziałem jakby to było jasne
-A nie mieliśmy porozmawiać o pracy?
-No o tym chce rozmawiać
-Nie chce mi się iść do parku - zamarudziła wpuszczając mnie do środka
-Leń! Ale okay - powiedziałem - jest Alex?
-Nie, wyszedł gdzieś, chyba do sklepu..choć na górę
Weszliśmy powoli po schodach prowadzących do pomieszczenia które zwie się pokojem Angeli. Zwinnym ruchem weszliśmy do jego wnętrza.
-No więc co za praca?
-Opieka nad dziećmi, 4-6 lat, przedszkole - powiedziałem
-Gdzieś ty taką prace wytrzasnął? - zaśmiała się
-Moja mam przyjaźni się z panią Kariną, a to jest dyrektorka przedszkola
-Hmm..ile płacą za godzinę?
- $5 za godzinę, godzina luchu, godzina obiadu lecz to też się liczy - powiedziałem
-Okay, co tam muszę robić?
-pilnować dzieci, pomagać im w czymś w czym sobie nie radzą..karmić ich gdy to potrzebne - powiedziałem z uśmiechem
-ile godzin pracy?
- 8 godzin od 9:00-16:00
-soboty też?
-nie, weekend wolny
-Umm.. ile nas tam będzie?
- Ty i 5 kobiet w wieku od 30-40 lat wiesz taki starsze
-to dlaczego ja taka młoda?
-czy taka młoda to wątpię byś była ale to dlatego że masz miało roboty, nie musisz sprzątać tylko ich pilnować
-No dobra to kiedy mam iść zanieść papiery do pracy?
-już to zrobione, wszystkie się zająłem..zaczynasz od poniedziałku - uśmiechnąłem się od ucha do ucha
-ale to pojutrze
- a jak sobie nie poradzę?
- nie przejmuj się, będę tam co drugi dzień
- po co?
- pani Karina prosiła mnie bym Ci pomógł w wolnym czasie
-to dlaczego co drugi dzień?
-próby, parę spraw do załatwienia..
-np.? - zapytała podejrzanie
-umm..
-Ross jesteśmy przyjaciółmi?
-Oczywiście, co za pytanie
-to mi powiedz
-no ja pomagam załatwić koncert Rockyemu, Tobiasowi z wyścigiem, np. z motorem, naprawiamy go w warsztacie twojego taty wraz z panem Thomasem
-Aaa.. okay
-czyli idziesz do pracy?
-tak, warto spróbować, może być fajnie..Ross dużo jest dzieci?
-ty zajmujesz się 4 latkami czyli z 20 ich jest - zaśmiałem się
-no dobra..co robimy?
-ja muszę już lecieć - powiedziałem. Miałem jeszcze do warsztatu wpaść i z Delly kolacje zrobić bo ciągle sama jest
-spotkamy się wieczorem? - zapytała z nadzieją
-Może wpadniesz do nas na kolacje? Oczywiści Alex też - powiedział
-Nie wiem, rodzice dziś wracają wcześniej z pracy i wieczorem się raczej nie wyrwę ale wy możecie do nas wpaść - powiedziała z pełnym zachwytem w oczach
- Umm.. no dobra, możemy.. będziemy o 18:00
-Dobrze, pa Ross - powiedziała i pocałowała mnie w policzek na co się lekko zarumieniłem
-Paa - odpowiedziałem z uśmiechem
*Oczami Rydel*
Niedawno Ross gdzieś wyszedł. Nawet nie chciał powiedzieć gdzie. Jak na razie siedzę sama w domu o ile się nie mylę. Nie mam co robić. Tak wiem, normalna dziewczyna kiedy by nie miała co robić od razu umówiła by się z jaką koleżanką ale szczerze mówiąc nie mam ochoty się widzieć Ani a Angelą ani Susan, Nie, że ich nie lubię ale po prostu chcę być troszkę w ciszy. Poszłam na chwilkę do pokoju Rikera do góry i chciałam wziąć jakąś książkę, której jeszcze nie czytałam. Tak do Rikera, on ma dużo książek których nie czyta. Z impetem wparowałam do jego pokoju i dopiero po chwili zauważyłam, że chłopak jeszcze śpi. W jego pokoju wyglądało jak w piwnicy. Wszystkie okna były zasłonięte. Spojrzałam na zegarek i była 13. I on jeszcze śpi? Nie, nie ma tak dobrze. Odsłoniłam wszystkie okna, a promienie słoneczne od razu wpadły do owego pokoju. Niektóre promienie od razu "skierowały" się na jego oczy co skutkowało to obudzeniem się blondyna,
- Co ty robisz ? - zapytał się z wyrzutami zasłaniając oczy
- Budzę cię. Riker, jest już 13!
- No i co?! Daj mi spokój - powiedział i rzucił mnie poduszką. Ja natomiast chwyciłam książkę i wyszłam strasznie głośno trzaskając drzwiami.
- Trzeba było mocniej ! - słyszałam jak mój brat krzyczy z pokoju. Postanowiłam to zignorować i weszłam na dół. Usiadłam na kanapie i zaczęłam czytać. Minęło może 30 minut gdy nagle zobaczyłam Rikera jak schodzi na dół. Oczywiście był nie ubrany (nie tak dosłownie), a jego włosy były w strasznym nieładzie. Obserwowałam chłopaka wzrokiem. Byłam ciekawa co robi.
- Nie zamierzasz się ubrać? - zapytałam miłym głosem
- Nie. - odpowiedział strasznie szorstko wchodząc do kuchni. Postanowiłam wejść za nim
- Co się stało? Czemu taki jesteś?
- Jaki? - zapytał podnosząc jedną brew
- Jakiś niezadowolony i chamski.... - mówiłam patrząc mu w oczy. Widziałam, że jest jakiś przybity - zakochałeś się czy co ? - kontynuowałam z uśmiechem. Basista miał uśmiech na twarzy do czasu kiedy nie dodałam drugiej części swojej wypowiedzi,
- Nie Rydel nic się nie stało - mówił z wymuszonym uśmiechem
- Przecież widzę, mów co się stało.. - powiedziałam, a chłopak przewrócił oczami
- Eh... Nie chodzi, że się zakochałem. Po prostu mam 23 lata... od dłuższego czasu nie miałem dziewczyny... Ross znalazł sobie Angelę z którą pewnie sobie wszystko ułoży. Ty zapewne ułożysz sobie z Ratliffem. Myślisz, że nie widzę jak na ciebie patrzy? ( tutaj lekko się zaśmiał). Ryland ma Savannah. Rocky na 100% sobie lada moment kogoś znajdzie. A ...
- Susan ma Alexa - powiedziałam podnosząc na niego wzrok.
- No właśnie.. A ja? Jak na razie jestem sam... - powiedział o dziwo lekko się uśmiechać. Nic nie powiedziałam tylko po prostu przytuliłam się do brata.
- Idź się ubierz... Pogadamy co będziemy dzisiaj robić.- nagle do domu wparował Ross.
- Nie umawiajcie się z nikim! O 18 idziemy do Angeli! Krzyknął Ross
- Yhym, może zapytasz się mnie o zdanie, co? - zapytałam
- Ale po co.. i tak pójdziemy. Może zabierzemy przy okazji Tobiasa i Sus.
- Wiesz... skoro ona zaprosiła nas to można to uznać jako wpraszanie..
- Zadzwonię do niej - powiedział i pobiegł na górę. Parę minut później zszedł Riker. Teraz wyglądał o niebo lepiej. Miał ubraną niebieską koszule, czarne spodnie i tego samego koloru trampki. Jego włosy były już ładnie ułożone. Po chwili zszedł też Ross.
- Załatwione.
- Idę na spacer - odezwałam się po chwili i po prostu wyszłam
-Hey Delly - krzyknąłem gdy zobaczyłem dziewczynę idącą tuż przede mną. Blondynka odwróciła się i stanęła tak bym mógł ją dogonić
-Hey Tobias
-Gdzie idziesz? - zapytałem brązowooką
-Tak bezczynnie chodzę, nudzę się w domu a ty?
-Idę do warsztatu pana Dashnera
-po co?
-naprawiają mi motor
-naprawiają? kto taki oprócz taty Angeli
- Ell, Rocky i mój tata - powiedziałem
-Rocky i Ell? Oni mieli być u Ciebie - powiedziała z dziwnym wyrazem twarzy
-Bo byli ale poszli do warsztatu jakieś pół godziny temu
-Aaa..po co ci ten motor?
-za tydzień w sobotę mam wyścig
-No tak, Sus mi mówiła..wiesz że nawet płakała gdy to mówiła? Nie wiem dlaczego bo mi nie chciała powiedzieć ale była smutna. - W tym momencie poczułem głupie uczucie w sercu. Tobias chłopie ogar. Nie jesteś mięczakiem z uczuciami. Jesteś chamem.
-Co konkretnie mówiła? - zapytałem choć sam nie wiedziałem dlaczego
-Że się boi o ciebie, nie chce byś zrobił to co ostatnio itd - wymieniała ze smutkiem w oczach - powiesz mi co się stało? ja powoli też się martwię
- Usiądziemy? -wskazałem na ławkę obok której przechodziliśmy. Ona potwierdziła kiwnięciem głową i zasiedliśmy na brązowej ławce.
-Na ostatnim wyścigu połamałem kości i byłem miesiąc w śpiączce - powiedziałem
-O mój Boże, teraz wiem dlaczego Sus tak to przeżywa..nie pomyślałeś by dla niej samej z tego zrezygnować
-Nie, to jest moje hobby i z tego nie zrezygnuję - powiedziałem stanowczo
-No dobra już dobra - wtedy zadzwonił mój telefon..na wyświetlaczu widniał numer Angeli
-Przepraszam - powiedziałem i odebrałem
T(Tobias) : Hallo?
A(Angela) : Hey Tobi tu Angela, nie wiesz co się dzieje z Susan? Nie odbiera
T: Susan w domu, ogląda film
A : Okay dzięki, Umm.. zapytaj jej czy przyjdziecie dziś do mnie na kolacje
T : ja chętnie, Lynchowie i Ell będą?
A: Tak
T : to super, do później
- Co my? -zapytałą Delly
-Idziecie na kolację do Angeli i Alexa
-Tak, wiem
- to może przyjdę po ciebie? - zapytałem
-wiesz, ja idę z chłopakami - powiedziała - ale okay
-super, będę o 18:00
-okay, wiesz ja już lecę..do zobaczenia wieczorem
-Pa Delly
*Oczami Rikera*
Jest już około 16. Wszyscy wrócili do domu i nikt nie ma co robić. Tak jest zawsze. Całkiem zapomniałem o tym aby powiedzieć Susan, że dzisiaj nie jedziemy do mojego dziadka bo Angela zaprosiła nas wszystkich do siebie. Kiedy chciałem już do niej dzwonić nagle ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi, Rydel poszła otworzyć, Było słychać jak się cieszy i zaprasza osobnika do środka. Dopiero później zobaczyłem uśmiechniętą Sus.
- Susan jest sprawa - podszedłem do dziewczyny i szybko jej to powiedziałem.
- Tak wiem, nie jedziemy do twojego dziadka tylko do Angeli bo nas wszystkich zaprosiła. - poszło o wiele szybciej niż myślałem.
- Och... To już nic - powiedziałem i szeroko się do niej uśmiechnąłem.
- Dobra, ja idę się szykować a wy sobie pogadajcie, - powiedziała moja siostra
- Ale.. jest dopiero 17... - odezwałem się
- No tak .. ale ja ... wychodzę wcześniej - powiedziała i poszła. Ja natomiast razem z dziewczyną usiedliśmy do chłopaków i zaczęliśmy rozmowę. Po ok 45 minutach widziałem Rydel, która była już gotowa.
- Widzimy się u Angeli ! - powiedziała i wyszła
- Ja natomiast razem z Susan podeszliśmy do okna i zauważyliśmy jak szła z Tobiasem
- No nie źle. - odezwała się Susan.
- Może też już pójdziemy ? - zaproponowałem
- Jasne - odeszła od okna i oświadczyła każdemu, że już idziemy. Wszyscy się ubraliśmy i kierowaliśmy w stronę domu Dashnerów.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobry wieczór XD Dzisiaj to ja pisałam rozdział Hyhyhy xd Następny będzie autorstwa Angeliki xd Mam nadzieję, że spodobał się wam on i życzę miłego weekendu :333
- A... No bo... Tak jakoś..- nie chciałam jej mówić
- Bo ma chłopak ! - wykrzyczał mój "kochany" braciszek
- Czemu nic nam nie mówiłaś ? Z kim chodzisz? - wiedziałam, że będą takie pytanie. Kiedy już otwierałam usta nagle Tobias wtrącił
- Z Alexem !
- Serio? z nim? - Tym razem mówił tata
- Wiecie co... idę się przejść - pospiesznym krokiem zeszłam na dół, chwyciłam bluzę gdyż może być już zimno. Dodam, że była około 21. Następnie po prostu wyszłam z domu. Zaczęłam szukać telefonu w kieszeni od spodni. Byłam już kawałek od domu kiedy zorientowałam się, że go zostawiłam w pokoju. Znowu pospiesznym krokiem poszłam do domu. Następnie gwałtownie weszłam do niego i od razu kierowałam się do swojego pokoju. O dziwo każdy siedział ciągle w tym samym pomieszczeniu.
- O ... już wróciłaś ? Skoro tak to możemy wrócić do tematu A... - mówiła mama a ja jej przerwałam
- Ja tutaj tylko po telefon i słuchawki przyszłam - powiedziałam i wyszłam. Szybko założyłam słuchawki na uszy i włączyłam tą piosenkę. Kiedy sobie tak spacerowałam co chwilę odpisywałam na SMS które dostawałam od Angeli. Nagle w pewnym momencie kiedy byłam zapatrzona w telefon wpadłam na jakąś osobę. Szybko zdjęłam słuchawki. W tym momencie było tylko słyszeć tekst piosenki wypływających z moich słuchawek, Nawet nie podnosząc głowy do góry przeprosiłam ową osobą i chciałam ją szybko wyminąć i pójść dalej. Kiedy odchodziłam usłyszałam znajomy mi głos.
- Susan? - zapytał się mnie chłopak. Tak, to był chłopak. Nawet chyba wiem kto to był.
- Riker? - Nie powiem, byłam trochę zdziwiona.
- Co ty tu robisz?
- Hm.. no jestem na spacerze. a ty? - zapytał równie ciekawa jak on
- No ja też. Gdzie szłaś?
- Znaczy na początku bez celu a teraz już do Angeli. A ty? - mamy bardzo ciekawą rozmowę...
- Też bez celu. Do Angeli czyli do Alexa idziesz ? - zapytał takim... zawiedzionym głosem, który wypełniła zazdrość.
- No nie... Będę nocować u Angeli - powiedziałam i skrzyżowałam ręce na piersi - A jeśli nawet to czemu ?
- Nie no... Tak się pytam - powiedział i się uśmiechnął. - podprowadzić cię?
- Jeśli chcesz to chodź - powiedziałam i ruszyłam do przodu, a chłopak poszedł za mną
- I tak nie mam gdzie iść
- No to chodź - powiedziałam z małym uśmiechem
- Macie jakieś plany z nowym koncertem? - zapytałam miło
-Tak, to znaczy Rocky coś planuje
-Szczegółowo można? - zaśmiałam się
-Jasne - zawtórował mi - Rocky zadzwonił do gościa który ma lokal na Flower Street i zapytał czy możemy zagrać ale ten gościu powiedział że odpowie nam jutro
-Dlaczego jutro?
-Ponieważ..sam nie wiem - powiedział z dziwnym wyrazem twarzy
-Hahaha - zaczęłam się z niego śmiać. No bo jak można nie śmiać się z tej jego mordki.
-Co? - zapytał - Co cię tak bawi?
-Ty - wybuchłam jeszcze większym śmiechem - To znaczy twoja mina
-No wiesz ty co! Jak śmiesz śmiać się ze mnie! - powiedział niby poważnie ale mina mówi za siebie
-Wybacz
-Więc..masz plany na jutrzejszy dzień? - zapytał zmieniając temat
-Nie, ale może gdzieś z dziewczynami się wybiorę lub z Alexem
-No tak, Alex - szepnął do siebie choć i tak to usłyszałam ale nie chciałam robić zamieszania dlatego udałam że nie było tego komentarza.
- A ty?
- Co ja?
-Masz jakieś plany?
-Nie, choć miałem ale już nie
-Co takiego? No powiedz - prosiłam
-No miałem że cię zaproszę do moich dziadków bo miałem pomóc dziadkowi w sadzeniu drzewek przy oczku wodnym
-Aaa.. a reszta nie jedzie?
-Nie
-Dlaczego?
-Nie wiem, w zasadzie to dziadek do mnie dzwonił czy bym nie przyjechał..o reszcie nić nie mówił - powiedział
-Wiesz co? Z chęcią pojadę..poznam twoich dziadków - powiedziałam pewnie. Pewnie i tak nie miałabym co robić bo Angela by do Rossa poszła, Alex na pewno pójdzie na trening a po treningu do warsztatu ojca. Delly musiała w domu siedzieć i coś tam robić, Tobi by do Rockyego lub Ella poszedł, więc co mi szkodzi. Nawet nie zauważyłam gdy doszliśmy do domu Dashnerów. Pożegnałam się z Rikerem i umówiłam jutro na 12:00 pod moim domem. Kiedy stałam przy domu Angeli od razu do niego weszłam nawet nie pukając.
- Angela? - krzyknęłam będąc na środku ich salonu. Nikt się nie odzywał, więc zaczęłam jej szukać. Właściwie to w ich domu było cicho. Nagle kiedy wchodziłam do kuchni zgasły wszystkie światła. Nie powiem, przestraszyłam się tego trochę ale wyciągnęłam telefon i zaczęłam oświecać sobie drogę. W pewnym momencie ktoś zasłonił mi oczy. Automatycznie poczułam zimne ręce na swojej twarzy. Następnie usłyszałam męski głos, który mówił szeptem
- Angela jest na górze. A tak właściwie to co ty tu robisz?- Tak, to był Alex. Automatycznie odwróciłam się i niechcący poświeciłam chłopakowi prosto na oczy.
- Ej! - powiedział i szybko zakrył oczy
- Przepraszam. Angela mówiła, żebym przyszła na noc do was.
- Ale... gdzie masz swoje rzeczy ? - zapytał zdziwiony
- No bo to było tak, że Angela do mnie napisała żebym przyszła jak była na spacerze - chciałam coś jeszcze powiedzieć ale chłopak mi przerwał
- Z Rikerem ? - Zapytał zakładając ręce na piersi
- O co ci chodzi? Spotkałam go po drodze
- Nie no o nic... - powiedział patrząc w inną stronę
- Co, zazdrosny jesteś? Że spotkałam go po drodze i najzwyklej w świecie mnie podprowadził ?
- Myślisz, że nie widzę jak on się na Ciebie patrzy? Jaki ma smutny i głos pełen zazdrości kiedy mówię o tobie albo ty o mnie? Susan... po prostu boję się, że on mi ciebie zabierze.... - mówił mi parząc głęboko w oczy a mnie zamurowało ... Zastanawiałam się, czy powinnam iśc teraz z Rikerem do jego dziadków
- Przecież wiesz, że cię kocham - powiedziałam i złapałam go za ręce
- Ja ciebie też - powiedział i ujął moją twarz. Gdy prawie się pocałowaliśmy nagle światło się zapaliło i do kuchni weszła Angela a my od razu od siebie odskoczyliśmy.
- Tak coś sądziłam... - odezwała się - choć już, zostaw mojego brata.
Powiedziała i pociągnęła mnie za rękę do swojego pokoju.
*Oczami Angeli*
Wiedziałam, wiedziałam, że tam będzie. Czyli co? Teraz jak będzie przychodziła do mnie to będzie pretekst żeby spotkać się z Alexem? Mam nadzieję, że nie.
- Co tam u ciebie ?- zapytałam przerywając ciszę,
- Nawet dobrze. A tam?
- Doskonale...
- Coś się stało?- zapytała
- Nie nic...
- Mów.
- Nie no bo... teraz jak przychodzisz do mnie to ciągle jesteś z Alexem...
- Jezusie... - westchnęła ciężko
- Co? -byłam zdziwiona
- Nie no nic... Alex się mnie czepia, że kawałek przeszłam się z Rikerem. Ty się mnie czepiasz, że pogadam z Alexem będąc u ciebie. Każdy ma jakiś problem... - powiedziała w wstała
- Chyba mam prawo powiedzieć co myślę... - również wstałam
- Tak.. ale to są pretensje o taką bezsensowną rzecz - powiedziała i kierowała się ku moich drzwi
- Gdzie idziesz?
- Nie wiem, ale wychodzę- powiedziała i wyszła. Ciągle stałam w jednym miejscu. Byłam zaskoczona, nie powiem. W sumie była już 22:30 więc się trochę o nią martwiłam... Nagle dostałam SMS z nadzieją, że to ona. Jednak nie.. Dostałam od Rossa. Też w sumie dobrze. "Spotkamy się jutro? Mam do ciebie jedną propozycję na temat pracy ;)" Odpisałam mu na to "Tak jasne, do jutra."
Nie chciałam już o niczym myśleć i po prostu poszłam spać...
*Rano*
Obudziłam się koło godziny 9. W sumie to idealnie się obudziłam. Od razu zerwałam się z łóżka. Następnie podeszłam do szafki i wzięłam nowe ciuchy. Mianowicie czarne legginsy i jasną przewiewną koszulę w kwiaty, a następnie udałam się do łazienki. Gdy się ubrałam uczesałam włosy. Tak naprawdę zostawiłam je rozpuszczone. Dzisiaj wyjątkowo postawiłam zrobić sobie kreski. Kiedy byłam już gotowa wyszłam z łazienki i spojrzałam na zegarek. Byłam 10... Ogarniałam się godzinę.. no nic. Na szybko ubrałam jeszcze czarne niskie Converse i zeszłam na dół. Od razy poczułam zapach naleśników. Następnie ujrzałam moją mamę stojącą za kuchenką. Przywitałam się z nią i usiadłam do stołu. Od razu dostałam talerz ciepłych naleśników.
- Uważaj, są gorące - Nic nie odpowiedziałam tylko uśmiechnęłam.
- A tak właściwie, to gdzie jest Sus? Mówiłaś, że u ciebie nocuje
- No tak, miała. Wyszło tak, że no.. jakbyśmy się lekko pokłóciły i po prostu wyszła - powiedziałam i zaczęłam jeść dalej. Katem oka widziałam, że moja mama tylko pokręciła głową na boki i wyszła z pomieszczenia. Gdy skończyłam jeść dostałam SMS Od Rossa "Pasuje Ci o 12?" Spojrzałam na zegarek, była 11:30. Od razu odpisałam mu "Jasne, przyjdź po mnie". Odpowiedzi już nie dostałam. Odłożyłam talerz do zlewu i zaczęłam grzebać coś na telefonie. Napisałam 2 SMS do mojej przyjaciółki, lecz ta nie odpisała. W pewnym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Od razu wstałam aby je otworzyć
*Oczami Rossa*
-Hej Ross - powiedziała Angela gdy zapukałem do jej drzwi
-Hey Angela, to co idziemy?
-Gdzie?
-Do parku - powiedziałem jakby to było jasne
-A nie mieliśmy porozmawiać o pracy?
-No o tym chce rozmawiać
-Nie chce mi się iść do parku - zamarudziła wpuszczając mnie do środka
-Leń! Ale okay - powiedziałem - jest Alex?
-Nie, wyszedł gdzieś, chyba do sklepu..choć na górę
Weszliśmy powoli po schodach prowadzących do pomieszczenia które zwie się pokojem Angeli. Zwinnym ruchem weszliśmy do jego wnętrza.
-No więc co za praca?
-Opieka nad dziećmi, 4-6 lat, przedszkole - powiedziałem
-Gdzieś ty taką prace wytrzasnął? - zaśmiała się
-Moja mam przyjaźni się z panią Kariną, a to jest dyrektorka przedszkola
-Hmm..ile płacą za godzinę?
- $5 za godzinę, godzina luchu, godzina obiadu lecz to też się liczy - powiedziałem
-Okay, co tam muszę robić?
-pilnować dzieci, pomagać im w czymś w czym sobie nie radzą..karmić ich gdy to potrzebne - powiedziałem z uśmiechem
-ile godzin pracy?
- 8 godzin od 9:00-16:00
-soboty też?
-nie, weekend wolny
-Umm.. ile nas tam będzie?
- Ty i 5 kobiet w wieku od 30-40 lat wiesz taki starsze
-to dlaczego ja taka młoda?
-czy taka młoda to wątpię byś była ale to dlatego że masz miało roboty, nie musisz sprzątać tylko ich pilnować
-No dobra to kiedy mam iść zanieść papiery do pracy?
-już to zrobione, wszystkie się zająłem..zaczynasz od poniedziałku - uśmiechnąłem się od ucha do ucha
-ale to pojutrze
- a jak sobie nie poradzę?
- nie przejmuj się, będę tam co drugi dzień
- po co?
- pani Karina prosiła mnie bym Ci pomógł w wolnym czasie
-to dlaczego co drugi dzień?
-próby, parę spraw do załatwienia..
-np.? - zapytała podejrzanie
-umm..
-Ross jesteśmy przyjaciółmi?
-Oczywiście, co za pytanie
-to mi powiedz
-no ja pomagam załatwić koncert Rockyemu, Tobiasowi z wyścigiem, np. z motorem, naprawiamy go w warsztacie twojego taty wraz z panem Thomasem
-Aaa.. okay
-czyli idziesz do pracy?
-tak, warto spróbować, może być fajnie..Ross dużo jest dzieci?
-ty zajmujesz się 4 latkami czyli z 20 ich jest - zaśmiałem się
-no dobra..co robimy?
-ja muszę już lecieć - powiedziałem. Miałem jeszcze do warsztatu wpaść i z Delly kolacje zrobić bo ciągle sama jest
-spotkamy się wieczorem? - zapytała z nadzieją
-Może wpadniesz do nas na kolacje? Oczywiści Alex też - powiedział
-Nie wiem, rodzice dziś wracają wcześniej z pracy i wieczorem się raczej nie wyrwę ale wy możecie do nas wpaść - powiedziała z pełnym zachwytem w oczach
- Umm.. no dobra, możemy.. będziemy o 18:00
-Dobrze, pa Ross - powiedziała i pocałowała mnie w policzek na co się lekko zarumieniłem
-Paa - odpowiedziałem z uśmiechem
*Oczami Rydel*
Niedawno Ross gdzieś wyszedł. Nawet nie chciał powiedzieć gdzie. Jak na razie siedzę sama w domu o ile się nie mylę. Nie mam co robić. Tak wiem, normalna dziewczyna kiedy by nie miała co robić od razu umówiła by się z jaką koleżanką ale szczerze mówiąc nie mam ochoty się widzieć Ani a Angelą ani Susan, Nie, że ich nie lubię ale po prostu chcę być troszkę w ciszy. Poszłam na chwilkę do pokoju Rikera do góry i chciałam wziąć jakąś książkę, której jeszcze nie czytałam. Tak do Rikera, on ma dużo książek których nie czyta. Z impetem wparowałam do jego pokoju i dopiero po chwili zauważyłam, że chłopak jeszcze śpi. W jego pokoju wyglądało jak w piwnicy. Wszystkie okna były zasłonięte. Spojrzałam na zegarek i była 13. I on jeszcze śpi? Nie, nie ma tak dobrze. Odsłoniłam wszystkie okna, a promienie słoneczne od razu wpadły do owego pokoju. Niektóre promienie od razu "skierowały" się na jego oczy co skutkowało to obudzeniem się blondyna,
- Co ty robisz ? - zapytał się z wyrzutami zasłaniając oczy
- Budzę cię. Riker, jest już 13!
- No i co?! Daj mi spokój - powiedział i rzucił mnie poduszką. Ja natomiast chwyciłam książkę i wyszłam strasznie głośno trzaskając drzwiami.
- Trzeba było mocniej ! - słyszałam jak mój brat krzyczy z pokoju. Postanowiłam to zignorować i weszłam na dół. Usiadłam na kanapie i zaczęłam czytać. Minęło może 30 minut gdy nagle zobaczyłam Rikera jak schodzi na dół. Oczywiście był nie ubrany (nie tak dosłownie), a jego włosy były w strasznym nieładzie. Obserwowałam chłopaka wzrokiem. Byłam ciekawa co robi.
- Nie zamierzasz się ubrać? - zapytałam miłym głosem
- Nie. - odpowiedział strasznie szorstko wchodząc do kuchni. Postanowiłam wejść za nim
- Co się stało? Czemu taki jesteś?
- Jaki? - zapytał podnosząc jedną brew
- Jakiś niezadowolony i chamski.... - mówiłam patrząc mu w oczy. Widziałam, że jest jakiś przybity - zakochałeś się czy co ? - kontynuowałam z uśmiechem. Basista miał uśmiech na twarzy do czasu kiedy nie dodałam drugiej części swojej wypowiedzi,
- Nie Rydel nic się nie stało - mówił z wymuszonym uśmiechem
- Przecież widzę, mów co się stało.. - powiedziałam, a chłopak przewrócił oczami
- Eh... Nie chodzi, że się zakochałem. Po prostu mam 23 lata... od dłuższego czasu nie miałem dziewczyny... Ross znalazł sobie Angelę z którą pewnie sobie wszystko ułoży. Ty zapewne ułożysz sobie z Ratliffem. Myślisz, że nie widzę jak na ciebie patrzy? ( tutaj lekko się zaśmiał). Ryland ma Savannah. Rocky na 100% sobie lada moment kogoś znajdzie. A ...
- Susan ma Alexa - powiedziałam podnosząc na niego wzrok.
- No właśnie.. A ja? Jak na razie jestem sam... - powiedział o dziwo lekko się uśmiechać. Nic nie powiedziałam tylko po prostu przytuliłam się do brata.
- Idź się ubierz... Pogadamy co będziemy dzisiaj robić.- nagle do domu wparował Ross.
- Nie umawiajcie się z nikim! O 18 idziemy do Angeli! Krzyknął Ross
- Yhym, może zapytasz się mnie o zdanie, co? - zapytałam
- Ale po co.. i tak pójdziemy. Może zabierzemy przy okazji Tobiasa i Sus.
- Wiesz... skoro ona zaprosiła nas to można to uznać jako wpraszanie..
- Zadzwonię do niej - powiedział i pobiegł na górę. Parę minut później zszedł Riker. Teraz wyglądał o niebo lepiej. Miał ubraną niebieską koszule, czarne spodnie i tego samego koloru trampki. Jego włosy były już ładnie ułożone. Po chwili zszedł też Ross.
- Załatwione.
- Idę na spacer - odezwałam się po chwili i po prostu wyszłam
*Oczami Tobiasa*
-Hey Delly - krzyknąłem gdy zobaczyłem dziewczynę idącą tuż przede mną. Blondynka odwróciła się i stanęła tak bym mógł ją dogonić
-Hey Tobias
-Gdzie idziesz? - zapytałem brązowooką
-Tak bezczynnie chodzę, nudzę się w domu a ty?
-Idę do warsztatu pana Dashnera
-po co?
-naprawiają mi motor
-naprawiają? kto taki oprócz taty Angeli
- Ell, Rocky i mój tata - powiedziałem
-Rocky i Ell? Oni mieli być u Ciebie - powiedziała z dziwnym wyrazem twarzy
-Bo byli ale poszli do warsztatu jakieś pół godziny temu
-Aaa..po co ci ten motor?
-za tydzień w sobotę mam wyścig
-No tak, Sus mi mówiła..wiesz że nawet płakała gdy to mówiła? Nie wiem dlaczego bo mi nie chciała powiedzieć ale była smutna. - W tym momencie poczułem głupie uczucie w sercu. Tobias chłopie ogar. Nie jesteś mięczakiem z uczuciami. Jesteś chamem.
-Co konkretnie mówiła? - zapytałem choć sam nie wiedziałem dlaczego
-Że się boi o ciebie, nie chce byś zrobił to co ostatnio itd - wymieniała ze smutkiem w oczach - powiesz mi co się stało? ja powoli też się martwię
- Usiądziemy? -wskazałem na ławkę obok której przechodziliśmy. Ona potwierdziła kiwnięciem głową i zasiedliśmy na brązowej ławce.
-Na ostatnim wyścigu połamałem kości i byłem miesiąc w śpiączce - powiedziałem
-O mój Boże, teraz wiem dlaczego Sus tak to przeżywa..nie pomyślałeś by dla niej samej z tego zrezygnować
-Nie, to jest moje hobby i z tego nie zrezygnuję - powiedziałem stanowczo
-No dobra już dobra - wtedy zadzwonił mój telefon..na wyświetlaczu widniał numer Angeli
-Przepraszam - powiedziałem i odebrałem
T(Tobias) : Hallo?
A(Angela) : Hey Tobi tu Angela, nie wiesz co się dzieje z Susan? Nie odbiera
T: Susan w domu, ogląda film
A : Okay dzięki, Umm.. zapytaj jej czy przyjdziecie dziś do mnie na kolacje
T : ja chętnie, Lynchowie i Ell będą?
A: Tak
T : to super, do później
- Co my? -zapytałą Delly
-Idziecie na kolację do Angeli i Alexa
-Tak, wiem
- to może przyjdę po ciebie? - zapytałem
-wiesz, ja idę z chłopakami - powiedziała - ale okay
-super, będę o 18:00
-okay, wiesz ja już lecę..do zobaczenia wieczorem
-Pa Delly
*Oczami Rikera*
Jest już około 16. Wszyscy wrócili do domu i nikt nie ma co robić. Tak jest zawsze. Całkiem zapomniałem o tym aby powiedzieć Susan, że dzisiaj nie jedziemy do mojego dziadka bo Angela zaprosiła nas wszystkich do siebie. Kiedy chciałem już do niej dzwonić nagle ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi, Rydel poszła otworzyć, Było słychać jak się cieszy i zaprasza osobnika do środka. Dopiero później zobaczyłem uśmiechniętą Sus.
- Susan jest sprawa - podszedłem do dziewczyny i szybko jej to powiedziałem.
- Tak wiem, nie jedziemy do twojego dziadka tylko do Angeli bo nas wszystkich zaprosiła. - poszło o wiele szybciej niż myślałem.
- Och... To już nic - powiedziałem i szeroko się do niej uśmiechnąłem.
- Dobra, ja idę się szykować a wy sobie pogadajcie, - powiedziała moja siostra
- Ale.. jest dopiero 17... - odezwałem się
- No tak .. ale ja ... wychodzę wcześniej - powiedziała i poszła. Ja natomiast razem z dziewczyną usiedliśmy do chłopaków i zaczęliśmy rozmowę. Po ok 45 minutach widziałem Rydel, która była już gotowa.
- Widzimy się u Angeli ! - powiedziała i wyszła
- Ja natomiast razem z Susan podeszliśmy do okna i zauważyliśmy jak szła z Tobiasem
- No nie źle. - odezwała się Susan.
- Może też już pójdziemy ? - zaproponowałem
- Jasne - odeszła od okna i oświadczyła każdemu, że już idziemy. Wszyscy się ubraliśmy i kierowaliśmy w stronę domu Dashnerów.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobry wieczór XD Dzisiaj to ja pisałam rozdział Hyhyhy xd Następny będzie autorstwa Angeliki xd Mam nadzieję, że spodobał się wam on i życzę miłego weekendu :333
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Rozdział 8
Na drugie dzień, tuż po przyjeździe z nad jeziora wszyscy spotkali się u Susan i Tobiasa. Od godziny 12:00 wszyscy siedzą w ich salonie, no prawie wszyscy.. dziewczyny były w kuchni i robiły obiadek. Obiadek miałam na myśli spaghetti. Wszyscy to lubią wiec się nie sprzeciwiali. Długo im to nie zajęło bo już po chwili wszyscy rozkoszowali się w pysznej potrawie. Gdy już skończyli pałaszować makaron z sosem poszli do salonu i wymyślili grę w butelkę. Jak zawsze wszyscy chętni usiedli w kole, oprócz Alexa on siedział na kanapie. Tobi pobiegł po butelkę i jako pierwszy zakręcił. Wypadło na naszego kochanego Rockyego.
-Wyzwanie - krzyknął zanim Tobi cokolwiek powiedział.
-Zjedz łyżeczkę cynamonu - zaśmiał i poszedł po przyprawę. Rocky nie protestował bowiem lubił przeróżne wymysły i smaki. Rocky po zjedzeniu cynamonu zakręcił butelką i wypadło na Rydel.
-Pytanie braciszku - powiedziała z uśmiechem od ucha do ucha.
- Czy jesteś od czegoś uzależniona?
-Od maskotki Hello Kitty
- Hahaha.. serio? -zaśmiał się Tobi
-Tak, nie śmiej się - powiedziała
Tak gra mijała to na pytaniu, to na wyzwaniu praktycznie każdy miał po 2 pytania lub wyzwania. Nie ominęło się bez śmiechu, kłótni a nawet płaczu ze względu Ellingtona który płakał gdy dowiedział się że Rocky zjadł jego żelki. Gdy szła już ostatnia rundka wypadło na Susan.
-Pytanie czy wyzwanie? - zapytał Ross
-Pytanie
-No więc tak.. od kiedy jesteś z Alexem i dlaczego nie przyznaliście się wcześniej?
-Czemu dwa pytania? -zapytała
-Co? - zapytały dziewczyny wraz z Rikerem, reszta zaś siedziała z otwartymi buziami.
-No dobra, z Alexem jestem od dwóch dni
-Czemu nic nie mówiłaś? -zapytała Angela
-Nie było kiedy
-No wiesz - oburzyły się dziewczyny
-Chyba się nie gniewacie?
-Ja się na Ciebie nie gniewam - powiedziała Angela - gniewam się na Alexa!
-Ej, czemu na mnie?
-Boś mi kretynie nie powiedział że podoba Ci się Susan! - nawrzeszczała
-Oj siostruniu, wiesz że cię kocham - powiedział delikatnie a inni zaczęli się śmiać
-Alex! - powiedziała nieźle wkurzona
-Tak siostruniu
-Jeszcze raz powiesz do mnie siostruniu to złamie ci drugą nogę
-Dobra, dobra...sorry że nie powiedziałem ale byś jej zaraz wygadała
-No w sumie racja
Tak zeszło im z gadaniem do późna. Można powiedzieć że mieli wiele tematów ale głównym tematem było "Susan i Alex są parą?! "
##4 miesiące później##
Od 4 miesięcy nic nie uległo zmianie, jak było tak jest. No może oprócz tego że Alexowi ściągnęli gips. Teraz, właśnie w tym momencie Angela wraz z Rossem idą w stronę nowego Starbucksa. Angela miała zacząć pracę tydzień temu ale nikt do niej nie zadzwonił.
*Oczami Angeli*
Gdy przekroczyliśmy próg Starbucksa zobaczyłam mojego szefa i nowych pracowników. Coś tak jakby strzeliło na zapleczu a zza drzwi wyszedł jakiś chłopak, nie wiem wyglądał na 25 lat.
-Dzień dobry - powiedziałam
-O witaj Angela - powiedział szef
-Dlaczego pan nie zadzwonił bym przyszła do pracy?
-Bo tu już nie pracujesz
-Jak to?
- Dzielę Starbucksa z nowym drugim szefem panem Jasonem i zatrudniliśmy nowych pracowników. Wybacz Angela.
Byłam tak złą że nawet nie odpowiedziałam. Wyszłam ze Starbucksa trzaskając drzwiami. Za mną wybiegł Ross trzymając kawę.
-Coś ty taka zła? -zapytał podając mi kawę i siadając obok mnie na ławeczce
-Jak mam być nie zła gdy straciłam pracę
-Znajdziesz inną, lepszą..pomogę Ci
-Dzięki - powiedziałam i go przytuliłam - Idziemy do USA Shop, Sus ma zmianę
-Tak choć - podeszliśmy kawałek do przodu i znaleźliśmy się w sklepie
-Cześć Susan - przywitaliśmy się
-O hej, co tam?
-Nic
-Właściwie to czemu nie jesteś w pracy? -zapytała
-Zwolnił mnie kretyn - powiedziałam
-Nie przejmuj się.. - powiedziała - Znajdziesz jeszcze coś
- Oby - powiedziałam - Do której... - nie dokończyłam bo usłyszałam wielki grzmot, wyjrzałam zza okno a tam czarne chmury, serio źle to wyglądało.
-Co?
-Do której masz?
-Do 17:00
-Angela może lepiej chodźmy do domu - powiedział Ross patrząc przez okno
-Dobra idziemy.. do zobaczenia Sus - ucałowałam dziewczynę w policzek i wyszliśmy.
*Oczami Rydel*
Gdzie ten Ross? Burza jak nie wiem a on gdzieś się włóczy. Niech tylko do domu wróci. On mnie popamięta. Już nawet rodzice do nas przyjechali bo na podjazd wjechali a jego jeszcze nie ma. O cholera.. rodzice! Co ja im powiem? Bałagan w salonie, naczynia nie umyte, Rossa nie ma. Kurde. Wleciałam do salonu i za jednym zamachem wszystko wepchnęłam pod kanapę. Poleciałam do kuchni i zaczęłam myć talerze. Gdy zadzwonił dzwonek szybko włożyłam mokre naczynia na suszarkę i pobiegłam do drzwi.
-Cześć - powiedziałam gdy otworzyłam drzwi
-Witaj córcia, gdzie chłopaki?
-Na górze, grają na komputerze - powiedziałam
-W taką burze ? Ryland skarbie na górę i powiedz im by w tej chwili wyłączali te sprzęty - powiedziała mama
Weszliśmy do salonu i czekaliśmy na chłopaków. W miedzy czasie przyniosłam napój, szklanki i ciasteczka. Gdy chłopaki schodzili ze schodów bałam się reakcji rodziców co powiedzą na to że Rossa nie ma.
-Cześć- rzucili na powitanie chłopaki i przytulili rodziców.
-Gdzie Ross?
-U Angeli - rzuciłam szybko
-Przecież Ross poszedł do Starbucksa - powiedział Rocky
-Dzwonił że idzie do Angeli - powiedziałam tak by domyślili się o co chodzi
-Aaa..
*Oczami Rossa*
Już dochodzimy do domu Angeli, w całym domu się świeci. Ogromna burza a on w całym domu poświeci, mądry. Doszliśmy do furtki i się zatrzymałem.
-To cześć - powiedziałem
-Co? - powiedziała - Ty chcesz do domu iść? Hahaha ale palnąłeś głupotę - powiedziała i wciągneła mnie do ogrodu - Idziesz do mnie
No co sprzeciwiał się nie będę. Lubię z nią przebywać wolny czas więc jest dobrze. Weszliśmy do ciepłego domu i poszliśmy do kuchni.Gdy przekroczyliśmy próg pomieszczenia zobaczyłem państwa Dashner.
-Mama? Tata? a co wy tu robicie? - zapytała Angela
-Zbliża się tornado, nikt już nie pracuje - powiedział tata
-Angela ja naprawdę pójdę do domu - powiedziałem
-Nie, nie słyszałeś że tornado się zbliża? - powiedziała
-Ross nie martw się zostań u nas, ja zadzwonię do twojej mamy - powiedziała przyjemnie pani Marie
-Dobrze, dziękuję - powiedziałem z uśmiechem. Cieszyłem się że mogę zostać z Angelą ale bałem się co powiedzą rodzice zwłaszcza że Delly pisała że są u nas.
-Jest Alex? -zapytała Angela
-Tak siedzi u siebie - powiedział tata
-Kochanie, co się z nim dzieje? Cały czas patrzy w telefon i się śmieje - zapytała mama Angeli
-Może niech sam ci to powie - powiedziała i pociągnęła mnie na górę. Weszliśmy do pokoju Alexa.
-Alex, bracie będziesz się spowiadał - zaśmiała się Angela a ja zaraz za nią
-Czemu?
-Rodzice coś podejrzewają, mianowicie że masz dziewczynę
-O nie! - zamarudził
-Bywa - zaśmiałem się
Po tej jakże krótkiej rozmowie poszliśmy po pokoju Angeli. Tak usiedliśmy na łóżku. Zauważyłem w kącie gitarę. Ona gra? Nie wiedziałem, oczywiście wiedziałem że interesuje się muzyką i ogólnie ale nie wiedziałem że gra.
-Grasz na gitarze? - zapytałem
-Czasem - uśmiechnęła się - Chcesz to sobie pograj
-Nie, nie teraz - powiedziałem i położyłem się na łóżku
*Oczami Susan*
Jak dobrze że mogę iść do domu. W radiu gadali że zbliża się tornado wiec wszystkim kazali iść do domu. Dobrze że tata po mnie przyjechał bo bym chyba nie doszła i by mnie dopadła ulewa. Na szczęście w porę się zjawił i wszystko jest cacy. Czuję że ta noc będzie kiepska. Po pierwsze tornado, nie wiadomo co wyrobi, po drugie nie będzie ze mną Alexa. Już za nim tęsknie. Co z tego że komórka nie wychodzi mi z rąk bo z nim pisze ale to nie to samo. Idę coś zjeść, głodna jestem. Zeszłam na dół i weszłam do pomieszczenia zwanego kuchnią.
-Co robisz? -zapytałam Tobiasa gdy zobaczyłam go przy blacie
-Nic - powiedział i szybko coś zakrył
-Co tam masz? -zapytałam podejrzliwie
-Sus nie wtrącaj się, nie twój interes - powiedział. Podbiegłam do niego szybko i odsunęłam mu rękę tak że widziałam co tam jest. Tam była ulotka o jakieś wyścigi. Powiedzcie że on tam nie jedzie.
-Tobi powiedz że nie jedziesz na te wyścigi
-Nie wiem
-Tobias, oszalałeś? Ostatnie wyścigi były tai że przez 3 miesiąc w szpitalu leżałeś w dodatku nieprzytomny - wrzasnęłam - Nigdzie nie jedziesz i koniec
-Bo co?
-Bo się o ciebie boję! Jesteś moim jedynym bratem! - powiedziałam
-Przepraszam Susan ale wiesz że wyścigi to jest to co kocham
-Wiem to, możesz jeździć sobie na tych motorach ale nie po takich torach jak tam - wskazałam na obrazek na ulotce
-Susan...
-Nie Tobias, nie chcę by Ci się coś stało. Jeśli zobaczę cię na wyścigach możesz zapomnieć że masz siostrę - wrzasnęłam zdenerwowana, wyszłam z kuchni i poszłam do salonu gdzie byli rodzice
-Wiecie że Tobi chce jechać na wyścig? - zapytałam
-Wiemy
-No i nic z tym nie robicie?
-Nie
-Boże, czy wy pamiętacie co było ostatnio? A no tak, nie pamiętacie bo jesteście tak zajęci pracą że nawet nie zwracacie uwagi co się z nami dzieje. Nawet nie zauważyliście jaka jestem szczęśliwa, nawet nie wiecie z jakiego powodu i się nie dowiecie dopóki się nie ockniecie i zajmiecie trochę nami, domem. Za dużo pracujecie wiem, na nasze utrzymanie ale wiedzcie że ja pracuję, Tobias zarabia na warsztacie dzięki naprawie motocyklów. Tato on niekiedy jeździ do twojego warsztatu samochodowego by się zapytać co i jak a ty nic. Wy nazywacie się rodzicami? Dobrymi rodzicami? - także wrzasnęłam nie miałam siły by normalnie mówić.Wybiegłam na górę i zatrzasnęłam z hukiem me drzwi do pokoju. W tym samym momencie zgasły wszystkie światła chyba w całym LA. Zaczął wiać wiatr i deszcz kapał aż na okna. Przez błyskawicę zrobiło się jasno w mym pokoju więc z łatwością dostałam zapałki i świeczki leżące na mojej półce. Zapaliłam jedną świeczkę i położyłam ją na stoliku, rozświetliła ona prawie cały mój pokój. Wtem w drzwiach pojawił się Tobias.
-Słyszałem twoją rozmowę z rodzicami - powiedział
-No i co z tego?
-Susan, dobrze wiesz że wyścigi są całym moim życiem ale jeśli sprawi że będziesz czuć się lepiej to nie pojadę na nie - powiedział
-Nie Tobi, rób co chcesz, także zdałam sobie sprawę że nie mogę ci tego zabronić po pierwsze to twoje hobby a po drugie jestem młodsza - zaśmiałam się
-To dobrze bo i tak bym pojechał - powiedział
-Myślisz że tego nie wiem, na daremno nie myślę że jesteś wredny i chamski - zaśmiałam się
-Że co proszę? - powiedział i zaczął mnie łaskotać
-Dobrze, przepraszam.. żartowałam - powiedziałam gdy nie mogłam złapać oddechu
-Mam nadzieję - zasmiał się
Gdy już się uspokoiliśmy usłyszałam pukanie do drzwi. Z grzeczności cz w moim przypadku jest rzadkie powiedziałam "proszę" zamiast odwarknąć coś w stylu "czego?". Do pokoju weszli rodzice z świeczką.
-Dzieci chcieliśmy porozmawiać - powiedział tata
- O czym? -zapytał Tobi
- Chcieliśmy wam powiedzieć ze razem z tatą zdaliśmy sobie sprawę z tego że mało czas spędzamy w domu z wami. Więc postanowiliśmy że ja się zwolnię z pracy. - powiedziała mama
-Co nie możesz? Co z pieniędzmi?
-Zarabiam dwa razy mniej niż tata, więc utrzymamy się.. jeśli zaś nie poszukam czegoś nowego
-Nie mamo, nie zwolnisz się.. oczywiście chcemy z wami się częściej widywać ale do pracy musisz chodzić.. raz na jakiś czas możesz sobie wziąć urlop i możemy spędzić czas razem - powiedziałam
-Też tak sądzę - poparł mnie Tobi
-Dobrze ale za tydzień biorę sobie wolnę - powiedziała
-Dobrze
***********************************************************************************
To znowu ja! xd Myślę że ten też jest w miarę do przeczytania. Oby. Wiem, wiem Zuza miała napisać 8 ale tak wyszło że ja piszę więc, do następnego razu.
-Wyzwanie - krzyknął zanim Tobi cokolwiek powiedział.
-Zjedz łyżeczkę cynamonu - zaśmiał i poszedł po przyprawę. Rocky nie protestował bowiem lubił przeróżne wymysły i smaki. Rocky po zjedzeniu cynamonu zakręcił butelką i wypadło na Rydel.
-Pytanie braciszku - powiedziała z uśmiechem od ucha do ucha.
- Czy jesteś od czegoś uzależniona?
-Od maskotki Hello Kitty
- Hahaha.. serio? -zaśmiał się Tobi
-Tak, nie śmiej się - powiedziała
Tak gra mijała to na pytaniu, to na wyzwaniu praktycznie każdy miał po 2 pytania lub wyzwania. Nie ominęło się bez śmiechu, kłótni a nawet płaczu ze względu Ellingtona który płakał gdy dowiedział się że Rocky zjadł jego żelki. Gdy szła już ostatnia rundka wypadło na Susan.
-Pytanie czy wyzwanie? - zapytał Ross
-Pytanie
-No więc tak.. od kiedy jesteś z Alexem i dlaczego nie przyznaliście się wcześniej?
-Czemu dwa pytania? -zapytała
-Co? - zapytały dziewczyny wraz z Rikerem, reszta zaś siedziała z otwartymi buziami.
-No dobra, z Alexem jestem od dwóch dni
-Czemu nic nie mówiłaś? -zapytała Angela
-Nie było kiedy
-No wiesz - oburzyły się dziewczyny
-Chyba się nie gniewacie?
-Ja się na Ciebie nie gniewam - powiedziała Angela - gniewam się na Alexa!
-Ej, czemu na mnie?
-Boś mi kretynie nie powiedział że podoba Ci się Susan! - nawrzeszczała
-Oj siostruniu, wiesz że cię kocham - powiedział delikatnie a inni zaczęli się śmiać
-Alex! - powiedziała nieźle wkurzona
-Tak siostruniu
-Jeszcze raz powiesz do mnie siostruniu to złamie ci drugą nogę
-Dobra, dobra...sorry że nie powiedziałem ale byś jej zaraz wygadała
-No w sumie racja
Tak zeszło im z gadaniem do późna. Można powiedzieć że mieli wiele tematów ale głównym tematem było "Susan i Alex są parą?! "
##4 miesiące później##
Od 4 miesięcy nic nie uległo zmianie, jak było tak jest. No może oprócz tego że Alexowi ściągnęli gips. Teraz, właśnie w tym momencie Angela wraz z Rossem idą w stronę nowego Starbucksa. Angela miała zacząć pracę tydzień temu ale nikt do niej nie zadzwonił.
*Oczami Angeli*
Gdy przekroczyliśmy próg Starbucksa zobaczyłam mojego szefa i nowych pracowników. Coś tak jakby strzeliło na zapleczu a zza drzwi wyszedł jakiś chłopak, nie wiem wyglądał na 25 lat.
-Dzień dobry - powiedziałam
-O witaj Angela - powiedział szef
-Dlaczego pan nie zadzwonił bym przyszła do pracy?
-Bo tu już nie pracujesz
-Jak to?
- Dzielę Starbucksa z nowym drugim szefem panem Jasonem i zatrudniliśmy nowych pracowników. Wybacz Angela.
Byłam tak złą że nawet nie odpowiedziałam. Wyszłam ze Starbucksa trzaskając drzwiami. Za mną wybiegł Ross trzymając kawę.
-Coś ty taka zła? -zapytał podając mi kawę i siadając obok mnie na ławeczce
-Jak mam być nie zła gdy straciłam pracę
-Znajdziesz inną, lepszą..pomogę Ci
-Dzięki - powiedziałam i go przytuliłam - Idziemy do USA Shop, Sus ma zmianę
-Tak choć - podeszliśmy kawałek do przodu i znaleźliśmy się w sklepie
-Cześć Susan - przywitaliśmy się
-O hej, co tam?
-Nic
-Właściwie to czemu nie jesteś w pracy? -zapytała
-Zwolnił mnie kretyn - powiedziałam
-Nie przejmuj się.. - powiedziała - Znajdziesz jeszcze coś
- Oby - powiedziałam - Do której... - nie dokończyłam bo usłyszałam wielki grzmot, wyjrzałam zza okno a tam czarne chmury, serio źle to wyglądało.
-Co?
-Do której masz?
-Do 17:00
-Angela może lepiej chodźmy do domu - powiedział Ross patrząc przez okno
-Dobra idziemy.. do zobaczenia Sus - ucałowałam dziewczynę w policzek i wyszliśmy.
*Oczami Rydel*
Gdzie ten Ross? Burza jak nie wiem a on gdzieś się włóczy. Niech tylko do domu wróci. On mnie popamięta. Już nawet rodzice do nas przyjechali bo na podjazd wjechali a jego jeszcze nie ma. O cholera.. rodzice! Co ja im powiem? Bałagan w salonie, naczynia nie umyte, Rossa nie ma. Kurde. Wleciałam do salonu i za jednym zamachem wszystko wepchnęłam pod kanapę. Poleciałam do kuchni i zaczęłam myć talerze. Gdy zadzwonił dzwonek szybko włożyłam mokre naczynia na suszarkę i pobiegłam do drzwi.
-Cześć - powiedziałam gdy otworzyłam drzwi
-Witaj córcia, gdzie chłopaki?
-Na górze, grają na komputerze - powiedziałam
-W taką burze ? Ryland skarbie na górę i powiedz im by w tej chwili wyłączali te sprzęty - powiedziała mama
Weszliśmy do salonu i czekaliśmy na chłopaków. W miedzy czasie przyniosłam napój, szklanki i ciasteczka. Gdy chłopaki schodzili ze schodów bałam się reakcji rodziców co powiedzą na to że Rossa nie ma.
-Cześć- rzucili na powitanie chłopaki i przytulili rodziców.
-Gdzie Ross?
-U Angeli - rzuciłam szybko
-Przecież Ross poszedł do Starbucksa - powiedział Rocky
-Dzwonił że idzie do Angeli - powiedziałam tak by domyślili się o co chodzi
-Aaa..
*Oczami Rossa*
Już dochodzimy do domu Angeli, w całym domu się świeci. Ogromna burza a on w całym domu poświeci, mądry. Doszliśmy do furtki i się zatrzymałem.
-To cześć - powiedziałem
-Co? - powiedziała - Ty chcesz do domu iść? Hahaha ale palnąłeś głupotę - powiedziała i wciągneła mnie do ogrodu - Idziesz do mnie
No co sprzeciwiał się nie będę. Lubię z nią przebywać wolny czas więc jest dobrze. Weszliśmy do ciepłego domu i poszliśmy do kuchni.Gdy przekroczyliśmy próg pomieszczenia zobaczyłem państwa Dashner.
-Mama? Tata? a co wy tu robicie? - zapytała Angela
-Zbliża się tornado, nikt już nie pracuje - powiedział tata
-Angela ja naprawdę pójdę do domu - powiedziałem
-Nie, nie słyszałeś że tornado się zbliża? - powiedziała
-Ross nie martw się zostań u nas, ja zadzwonię do twojej mamy - powiedziała przyjemnie pani Marie
-Dobrze, dziękuję - powiedziałem z uśmiechem. Cieszyłem się że mogę zostać z Angelą ale bałem się co powiedzą rodzice zwłaszcza że Delly pisała że są u nas.
-Jest Alex? -zapytała Angela
-Tak siedzi u siebie - powiedział tata
-Kochanie, co się z nim dzieje? Cały czas patrzy w telefon i się śmieje - zapytała mama Angeli
-Może niech sam ci to powie - powiedziała i pociągnęła mnie na górę. Weszliśmy do pokoju Alexa.
-Alex, bracie będziesz się spowiadał - zaśmiała się Angela a ja zaraz za nią
-Czemu?
-Rodzice coś podejrzewają, mianowicie że masz dziewczynę
-O nie! - zamarudził
-Bywa - zaśmiałem się
Po tej jakże krótkiej rozmowie poszliśmy po pokoju Angeli. Tak usiedliśmy na łóżku. Zauważyłem w kącie gitarę. Ona gra? Nie wiedziałem, oczywiście wiedziałem że interesuje się muzyką i ogólnie ale nie wiedziałem że gra.
-Grasz na gitarze? - zapytałem
-Czasem - uśmiechnęła się - Chcesz to sobie pograj
-Nie, nie teraz - powiedziałem i położyłem się na łóżku
*Oczami Susan*
Jak dobrze że mogę iść do domu. W radiu gadali że zbliża się tornado wiec wszystkim kazali iść do domu. Dobrze że tata po mnie przyjechał bo bym chyba nie doszła i by mnie dopadła ulewa. Na szczęście w porę się zjawił i wszystko jest cacy. Czuję że ta noc będzie kiepska. Po pierwsze tornado, nie wiadomo co wyrobi, po drugie nie będzie ze mną Alexa. Już za nim tęsknie. Co z tego że komórka nie wychodzi mi z rąk bo z nim pisze ale to nie to samo. Idę coś zjeść, głodna jestem. Zeszłam na dół i weszłam do pomieszczenia zwanego kuchnią.
-Co robisz? -zapytałam Tobiasa gdy zobaczyłam go przy blacie
-Nic - powiedział i szybko coś zakrył
-Co tam masz? -zapytałam podejrzliwie
-Sus nie wtrącaj się, nie twój interes - powiedział. Podbiegłam do niego szybko i odsunęłam mu rękę tak że widziałam co tam jest. Tam była ulotka o jakieś wyścigi. Powiedzcie że on tam nie jedzie.
-Tobi powiedz że nie jedziesz na te wyścigi
-Nie wiem
-Tobias, oszalałeś? Ostatnie wyścigi były tai że przez 3 miesiąc w szpitalu leżałeś w dodatku nieprzytomny - wrzasnęłam - Nigdzie nie jedziesz i koniec
-Bo co?
-Bo się o ciebie boję! Jesteś moim jedynym bratem! - powiedziałam
-Przepraszam Susan ale wiesz że wyścigi to jest to co kocham
-Wiem to, możesz jeździć sobie na tych motorach ale nie po takich torach jak tam - wskazałam na obrazek na ulotce
-Susan...
-Nie Tobias, nie chcę by Ci się coś stało. Jeśli zobaczę cię na wyścigach możesz zapomnieć że masz siostrę - wrzasnęłam zdenerwowana, wyszłam z kuchni i poszłam do salonu gdzie byli rodzice
-Wiecie że Tobi chce jechać na wyścig? - zapytałam
-Wiemy
-No i nic z tym nie robicie?
-Nie
-Boże, czy wy pamiętacie co było ostatnio? A no tak, nie pamiętacie bo jesteście tak zajęci pracą że nawet nie zwracacie uwagi co się z nami dzieje. Nawet nie zauważyliście jaka jestem szczęśliwa, nawet nie wiecie z jakiego powodu i się nie dowiecie dopóki się nie ockniecie i zajmiecie trochę nami, domem. Za dużo pracujecie wiem, na nasze utrzymanie ale wiedzcie że ja pracuję, Tobias zarabia na warsztacie dzięki naprawie motocyklów. Tato on niekiedy jeździ do twojego warsztatu samochodowego by się zapytać co i jak a ty nic. Wy nazywacie się rodzicami? Dobrymi rodzicami? - także wrzasnęłam nie miałam siły by normalnie mówić.Wybiegłam na górę i zatrzasnęłam z hukiem me drzwi do pokoju. W tym samym momencie zgasły wszystkie światła chyba w całym LA. Zaczął wiać wiatr i deszcz kapał aż na okna. Przez błyskawicę zrobiło się jasno w mym pokoju więc z łatwością dostałam zapałki i świeczki leżące na mojej półce. Zapaliłam jedną świeczkę i położyłam ją na stoliku, rozświetliła ona prawie cały mój pokój. Wtem w drzwiach pojawił się Tobias.
-Słyszałem twoją rozmowę z rodzicami - powiedział
-No i co z tego?
-Susan, dobrze wiesz że wyścigi są całym moim życiem ale jeśli sprawi że będziesz czuć się lepiej to nie pojadę na nie - powiedział
-Nie Tobi, rób co chcesz, także zdałam sobie sprawę że nie mogę ci tego zabronić po pierwsze to twoje hobby a po drugie jestem młodsza - zaśmiałam się
-To dobrze bo i tak bym pojechał - powiedział
-Myślisz że tego nie wiem, na daremno nie myślę że jesteś wredny i chamski - zaśmiałam się
-Że co proszę? - powiedział i zaczął mnie łaskotać
-Dobrze, przepraszam.. żartowałam - powiedziałam gdy nie mogłam złapać oddechu
-Mam nadzieję - zasmiał się
Gdy już się uspokoiliśmy usłyszałam pukanie do drzwi. Z grzeczności cz w moim przypadku jest rzadkie powiedziałam "proszę" zamiast odwarknąć coś w stylu "czego?". Do pokoju weszli rodzice z świeczką.
-Dzieci chcieliśmy porozmawiać - powiedział tata
- O czym? -zapytał Tobi
- Chcieliśmy wam powiedzieć ze razem z tatą zdaliśmy sobie sprawę z tego że mało czas spędzamy w domu z wami. Więc postanowiliśmy że ja się zwolnię z pracy. - powiedziała mama
-Co nie możesz? Co z pieniędzmi?
-Zarabiam dwa razy mniej niż tata, więc utrzymamy się.. jeśli zaś nie poszukam czegoś nowego
-Nie mamo, nie zwolnisz się.. oczywiście chcemy z wami się częściej widywać ale do pracy musisz chodzić.. raz na jakiś czas możesz sobie wziąć urlop i możemy spędzić czas razem - powiedziałam
-Też tak sądzę - poparł mnie Tobi
-Dobrze ale za tydzień biorę sobie wolnę - powiedziała
-Dobrze
***********************************************************************************
To znowu ja! xd Myślę że ten też jest w miarę do przeczytania. Oby. Wiem, wiem Zuza miała napisać 8 ale tak wyszło że ja piszę więc, do następnego razu.
sobota, 3 stycznia 2015
Rozdział 7
Przez dłuższy czas mieliśmy normalną rozmowę. Jednak Sus dziwnie się
jakoś zachowywała. Po drodze śmialiśmy się i gadaliśmy praktycznie o
niczym.
- No to .. miałeś jakiś powód żeby iść na spacer ze mną ? - zapytała zatrzymując się w miejscu
- Nie .. no w sumie tak. Tak, miałem - dziewczyna podniosła jedną brew
- No to o co chodzi ? - była ciekawa
- Susan bo chodzi o to, że...że ty mi się...no.. podobasz - powiedziałem lecz po chwili zdałem sobie sprawę że może nie powinienem tego robić.
- Alex... - nie pozwoliłem jej dokończyć, szczerze bałem się tego co teraz powie. Tobias mówił że poznała 4 chłopaków na koncercie a co jeśli się zakochała?
-Wiesz co, zapomnij, nie było tu niczego dobrze? - zapytałem
-Alex jak mam zapomnieć tego co mi powiedziałeś zwłaszcza że ja odwzajemniam to uczucie! - krzyknęła. Ja stanąłem jak wryty. Ja jej się podobam?! O matulu. Nie wierze.
-Serio?
-Serio Alex - powiedziała z niepewnym uśmiechem. Co ja mam teraz zrobić? Nagle dostałem SMSa od Tobiasa? Czego on chce, zwłaszcza w tym momencie. "Pocałuj ją głąbie xd". Uśmiechnąłem się do komórki i rozglądnąłem za drzewem zobaczyłem Tobiasa z wielkim uśmiechem. Zdziwiłem się nie powiem, inny koleś to by mi przywalił za pocałowanie jego siostry a on mi pomaga. Hmm.. no co mi tam. Przybliżyłem się do Susan, ująłem jej twarz w me dłonie i musnąłem lekko jej usta. Po chwili odsunąłem się od nie.
- Ja przepraszam - powiedziałem, nie mogłem odczytać z jej oczu co teraz myśli dlatego się bałem.
Ona nic nie odpowiedziała tylko wbiła się w moje usta. Dziwne uczucie przeleciało przez moje ciało, ale przyjemne. Oczywiście odwzajemniłem jej gest bo jak że inaczej. Gdy się od siebie oderwaliśmy popatrzyliśmy sobie w oczy, uśmiechnąłem się do niej.
-Susan, zostaniesz moją dziewczyną? - zapytałem po chwili
-Tak - powiedziała spokojnie i miło. Przytuliłem ją, nawet za mocno.
-Alex, dusisz - powiedziała ze śmiechem
-Wybacz
*Narrator*
W czasie gdy Alex i Susan szli przez park z splecionymi palcami Angela siedziała w pokoju i rozmawiała z Rydel na skype (dobrze napisałam? - Angela xoxo ). Zaś chłopaki grali na konsoli w salonie. Niektórzy wiele razy przegrali, mówiąc niektórzy na myśli mam Rossa. Nie mógł się skupić dlatego postanowił iść pogadać z Rydel, mimo iż Rydel jest na niego zła to rozumie ją i myśli że ma rację. Wyszedł powoli po schodach i skierował się do pokoju siostry. Otworzył drzwi i zobaczył że Delly siedzi przy biurku.
-Możemy pogadać? - zapytał nie zwracając uwagi na włączony laptop
-O czym? - zapytała Delly patrząc to na Rossa to monitor na którym widniała Angela.
-O tej wczorajszej sprawie z Angelą - powiedział gdy dalej nie wiedział z Angela to wszystko słyszy
-Okay, mów - Delly zrobiła to specjalnie, chciała bowiem by Angela to słyszała, słyszała co Ross mówi. Mrugnęła do niej a Angela tak jakby załapała o co chodzi i przekazała tym samym ze będzie siedziała cicho.
- No bo ja zdałem sobie sprawę że źle zrobiłem, napisałem do niej że źle zrobiłem ale ona nie odpisała. Martwię się czy mi wybaczy. - powiedział trochę załamany
-Ross zależy Ci na niej?
-Tak, bardzo... nie chcę jej stracić, nie chce by nasza przyjaźń się już zakończyła zwłaszcza iż znamy się tak krótko.
-Rozumiem, ja też przepraszam że tak wczoraj na Ciebie nawrzeszczałam
-Nie masz za co, może to dobrze bo zrozumiałem to wszystko
-Mam taki pomysł, może pójdziesz do niej i wszystko jej wyjaśnisz?
-A co jeśli mnie nie będzie chciała widzieć?
-Uwierz mi że będzie - zaśmiała się
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Angela powiedz mu - powiedziała dziewczyna odwracając monitor w stronę Rossa. Gdy Ross zobaczył Angelę myślał że spali isę ze wstydu, on tu właśnie żali się przed siostrą a słyszy to jego przyjaciółka.
-Ross, przyjdziesz? - zapytała Angela
-Umm..nie wiem - powiedział i wyszedł
- Nie przejmuj się, przyjdzie - zaśmiała się Rydel
*Oczami Rikera*
Ta gra staje się już nudna, naprawdę. Już 10 raz Ellington wygrywa a ja i Rocky nic. Bez przesady, rozumiem wygrać raz czy dwa ale nie dziesięć. Może bym poszedł na spacer, oderwał się od tej całej gry. Może zaproszę Susan na spacer. Skoro pomogła mi się spakować to może pójdzie też ze mną na spacer. Zadzwoniłem do niej ale nie odebrała, spróbuję jeszcze raz. Znowu nic. No nic trudno. Choć nie, też nie idę na spacer, idę popływać w basenie. Gdy wchodziłem po schodach na górę zobaczyłem Delly zbiegającą na dół.
-Chłopaki, ubierać się..idziemy do Tobiasa i Susan - powiedziała
-Okay - nie musiała mi drugi raz powtarzać. Wybiegłem się przebrać i po chwili znów byłem gotowy.
##10 min. później##
Staliśmy przed drzwiami Foxów i czekaliśmy aż ktoś nam otworzy. Długo czekać nie musieliśmy bo w drzwiach pojawił się Tobias.
-Hej - przywitał się z nami a my mu odpowiedzieliśmy. Wpuścił nas do środka i zaprowadził do salonu gdzie siedział Alex.
-Siema stary - przywitał się Rocky
-Cześć
- Gdzie Susan? - zapytał Ellington
- Na górze z Angelą, zaraz przyjdą - powiedział Tobias
- Okay, to co będziemy robić? - zapytał radośnie Ellington
- Nie wiem, dziewczyny coś wymyśliły ale nie chcą powiedzieć - zamarudził Alex
- Już się boję - zaśmiałem się
*Oczami Angeli*
Słyszałam że Lynchowie i Ell już przyszli. Zaczęłyśmy szybciej pakować aparat, apteczkę, prowiant który wyniosłyśmy przed przyjściem reszty. Ubrań nie bierzemy bo jedziemy na jeden dzień. No właśnie nie wiecie gdzie jedziemy, to nic... przekonacie się później. Spakowałyśmy niewielką walizkę i zbiegłyśmy na dół. Odstawiłam walizkę przy drzwiach i wbiegłam do salonu. Byli wszyscy to dobrze.
-No wiec o co chodzi? - zapytał Tobias
- Ale z czym? -zapytała Susan
-Miałyście coś przyszykować - powiedział
-A no tak, no wiec ubierajcie się, jedziemy nad jezioro - powiedziała
-Ale w pobliżu nie ma jeziora, no takiego prawdziwego fajnego- powiedział Ellington
- Jedziemy w góry, tam jest małe jezioro... Alex wie gdzie bo byliśmy tam z rodzicami - powiedziała Angela
- Jak ja tam pojadę z tą nogą? - zapytał Alex
-Normalnie skarbie - powiedziała Susan
- Ominęło mnie coś? - zapytałam patrząc na mojego brata
-Nie.. - powiedział ale widziałam że kłamie
-Nie wnikam, prędzej czy później się dowiem
##3h później##
Dojechaliśmy na miejsce jakieś 20 minut temu, teraz musimy iść 20 minut.. nawet 30 bo Alex nie da rady tak szybko. Niestety nie ma tu dojazdu. Ellington i Rocky niosą walizkę. W nagrodę zabrałam dla nich dużo żelków. Na pewno się ucieszą.
-Dale jeszcze? - jęczał Ross. Nie odpowiedziałam mu, nie wiem czy chce tego z moich ust. Reszta też nie dlatego podniosłam głowę do góry. Ona patrzył na mnie. Czyli chce bym mu odpowiedziała? Chyba tak.
-Mnie się pytasz? - zapytałam
-Tak
-Jeszcze z 15 minut
- Ugh! nogi mnie bolą.
-Nie marudź, patrz na Alexa - powiedział Rocky
*Oczami Rossa*
Do jeziora doszliśmy po niecałych 30 min. nogi mnie bolą jak nie wiem. Dobrze że sobie odpocznę. Rozłożyliśmy koc i położyliśmy się na nim, oczywiście nie wszyscy Ell i Rocky zaczęli jeść żelki i chodzić wokół drzewa, palanty.
-Głodny jestem, co macie dobrego? - zapytał Tobi
- Wzięłyśmy słodycze i kanapki - powiedziała Angela
- Z czym są kanapki?
- Z serem, szynką i ogórkiem świeżym
- To daj - zaśmiał się
Każdy wziął kanapki i zaczął jeść tylko ja nie miałem ochoty, marzyłem teraz o chwili odpoczynku z zamkniętymi oczami i podmuchem wiatru. Tak właśnie było.
-Ross nie jesz? -zapytał Ellington
-Nie, dzięki
Leżałem dość długo gdy oni jedli i rozmawiali. Tak sobie myślę czy nie przeprosić Angeli za tą agresję, przecież ona tego specjalnie nie zrobiła. A co jeśli mi nie wybaczy, jest moją przyjaciółką i trochę mi się podoba ale nie tak żebym z nią był.
-Kto idzie ze mną na spacer? - usłyszałem dziewczęcy głos a gdy otworzyłem oczy ujrzałem Sus.
-Ja idę - powiedział Alex, jak on z tą nogą da rady chodzić? Nie rozumiem go.
Poza tym co oni tak razem? Cały dzisiejszy dzień tylko razem. Ej a co jeśli są parą? O nie.. nie wierzę. Mogę się mylić ale wiecie to podejrzane.
-Idziemy na mostek? - zapytała Angela
-Jaki mostek? -zadała pytanie Rydel
-Tak jest taki mostek - wskazała palcem w miejsce gdzie się ona znajdował
-A Susan i Alex? -zapytał Rocky
-Hmm..
-Pójdę po nich - powiedział Riker
-Wiesz gdzie? -zapytałem
-Tak
*Oczami Alexa*
Szedłem z Sus już jakiś czas, daleko nie poszliśmy ale ze względu iż moja noga nie jest w dobrym stanie szliśmy powoli.Ale narzekać nie będę w końcu idę z dziewczyną mojego życia.
-Fajnie tu - powiedziała chwytając mnie za rękę
-Prawda? Gdy byłem mały jeździłem tu z Angelą i rodzicami, bawiłem się z nią w tym lasku gdy rodzice pływali w jeziorze- na samo wspomnienie się zaśmiałem. Brakuje mi ich, ciągle są w pracy do domu wracają o 01:00 w nocy a wyjeżdżają o 05:00. Nie widzimy ich praktycznie wcale.
-Właśnie Angela, powiemy jej? -zapytała Sus
-Musimy?
-Alex, to moja przyjaciółka a twoja siostra - powiedziała
- No dobrze, powiemy jej ale jutro dobrze?
-A reszcie? Przecież i tak się dowiedzą
-Susan, jutro..
-Wszystko jutro? -powiedziała trochę zła
-A kiedy?
-Dziś
-Na pewno? To nie zbyt dobry pomysł
-Czemu?
-Bo nie, dobra nie ważne..
-Alex..okay, powiemy jutro ale z samego rana
-Dobrze
-Pocałujesz mnie? - zapytała stając w miejscu. Bez chwili namysłu ująłem jej twarz i ją pocałowałem. Można powiedzieć że całowaliśmy się bardzo długo lecz nie za długo bo brakowało nam tlenu.
-Alex? Susan? - powiedział ktoś za mną. Odwróciłem się i ujrzałem Rikera. Co on tu robi?
-Riker? - zapytałem - Co tu robisz?
-Przyszedłem po was - powiedział. Widziałem w jego oczach, smutek, zazdrość, gniew? Tak gniew.. ale czemu?
*Oczami Angeli*
Gdy Riker, Alex i Susan doszli do nas ruszyliśmy na mostek. Było on dosyć długi wydawał się być remontowany bo nie ma już tych szpar w deseczkach. Ale nic nie zmieni tego jak tu wspaniale nawet nowoczesny mostek.
-Długo tu będziemy? -zapytał Ellington
-Nie wiem, jak chcecie możemy już iść - powiedziała Susan
-Ja chcę tu jeszcze zostać - powiedział Ross
-Ale jest już 18:00 zimno się robi - powiedział Tobi
-To wy możecie iść - powiedział - Mamy i tak 2 samochody więc jeden mi zostawcie - powiedział patrząc w wodę
-Jak chcesz, zostawimy ci jeszcze bagaże bo inaczej się nie pomieścimy w jednym samochodzie mimo iż jest to bus ale bus 7 osobowy to bagażnik ma mały - powiedział Rocky
-Dobrze
-Ja zostanę z Rossem - powiedziałam. Nie chciałam by został sam nie wiadomo kto tu jeszcze jest.
-Okay, zadzwońcie jak będziecie się zbierać
-Dobra
Pozbierali się i poszli a ja zostałam z Rossem, przysiadłam się do niego na mostku i patrzyłam na niego. Był zamyślony, smutny. Chyba wiem co jest powodem ale nie chcę by był tak ja naprawdę nie mam mu tego za złe.
-Ross co się stało? -zapytałam ale odpowiedzi nie uzyskałam. Spytałam drugi raz ale też nic. Wstałam i odeszłam od niego kawałek bowiem nie chciałam na niego nawrzeszczeć za to że się nie odzywa. Odwróciłam się i za sobą ujrzałam Rossa był blisko, strasznie blisko.
-Umm.. Ross? - zapytałam gdy przybliżał się coraz bardziej
-Przepraszam, przepraszam że się uniosłem - powiedział przytulając mnie
-Ross, ja nie mam ci tego za złe, miałeś prawo się zdenerwować bo obiecałam że przyjdę a przyszłam na sam koniec
- Byłaś na samym końcu? -zapytał zdziwiony
-Tak stałam za drzewem bo tylko tam było miejsce
-Tak cię przepraszam - powiedział jeszcze raz
-Ross.. spokojnie - uśmiechnęłam się
*********************************************************************************
Heya misie, jak nowy rok? Przychodzę z kolejnym rozdziałem mojego autorstwa czyli wypocinami. Rozdział taki sobie bo pomysłu nie mam choć nic nowego. Następny rozdział prawdopodobnie od Zuzy xD więc będzie dobrze xdd Pozdrawiam ;**
- No to .. miałeś jakiś powód żeby iść na spacer ze mną ? - zapytała zatrzymując się w miejscu
- Nie .. no w sumie tak. Tak, miałem - dziewczyna podniosła jedną brew
- No to o co chodzi ? - była ciekawa
- Susan bo chodzi o to, że...że ty mi się...no.. podobasz - powiedziałem lecz po chwili zdałem sobie sprawę że może nie powinienem tego robić.
- Alex... - nie pozwoliłem jej dokończyć, szczerze bałem się tego co teraz powie. Tobias mówił że poznała 4 chłopaków na koncercie a co jeśli się zakochała?
-Wiesz co, zapomnij, nie było tu niczego dobrze? - zapytałem
-Alex jak mam zapomnieć tego co mi powiedziałeś zwłaszcza że ja odwzajemniam to uczucie! - krzyknęła. Ja stanąłem jak wryty. Ja jej się podobam?! O matulu. Nie wierze.
-Serio?
-Serio Alex - powiedziała z niepewnym uśmiechem. Co ja mam teraz zrobić? Nagle dostałem SMSa od Tobiasa? Czego on chce, zwłaszcza w tym momencie. "Pocałuj ją głąbie xd". Uśmiechnąłem się do komórki i rozglądnąłem za drzewem zobaczyłem Tobiasa z wielkim uśmiechem. Zdziwiłem się nie powiem, inny koleś to by mi przywalił za pocałowanie jego siostry a on mi pomaga. Hmm.. no co mi tam. Przybliżyłem się do Susan, ująłem jej twarz w me dłonie i musnąłem lekko jej usta. Po chwili odsunąłem się od nie.
- Ja przepraszam - powiedziałem, nie mogłem odczytać z jej oczu co teraz myśli dlatego się bałem.
Ona nic nie odpowiedziała tylko wbiła się w moje usta. Dziwne uczucie przeleciało przez moje ciało, ale przyjemne. Oczywiście odwzajemniłem jej gest bo jak że inaczej. Gdy się od siebie oderwaliśmy popatrzyliśmy sobie w oczy, uśmiechnąłem się do niej.
-Susan, zostaniesz moją dziewczyną? - zapytałem po chwili
-Tak - powiedziała spokojnie i miło. Przytuliłem ją, nawet za mocno.
-Alex, dusisz - powiedziała ze śmiechem
-Wybacz
*Narrator*
W czasie gdy Alex i Susan szli przez park z splecionymi palcami Angela siedziała w pokoju i rozmawiała z Rydel na skype (dobrze napisałam? - Angela xoxo ). Zaś chłopaki grali na konsoli w salonie. Niektórzy wiele razy przegrali, mówiąc niektórzy na myśli mam Rossa. Nie mógł się skupić dlatego postanowił iść pogadać z Rydel, mimo iż Rydel jest na niego zła to rozumie ją i myśli że ma rację. Wyszedł powoli po schodach i skierował się do pokoju siostry. Otworzył drzwi i zobaczył że Delly siedzi przy biurku.
-Możemy pogadać? - zapytał nie zwracając uwagi na włączony laptop
-O czym? - zapytała Delly patrząc to na Rossa to monitor na którym widniała Angela.
-O tej wczorajszej sprawie z Angelą - powiedział gdy dalej nie wiedział z Angela to wszystko słyszy
-Okay, mów - Delly zrobiła to specjalnie, chciała bowiem by Angela to słyszała, słyszała co Ross mówi. Mrugnęła do niej a Angela tak jakby załapała o co chodzi i przekazała tym samym ze będzie siedziała cicho.
- No bo ja zdałem sobie sprawę że źle zrobiłem, napisałem do niej że źle zrobiłem ale ona nie odpisała. Martwię się czy mi wybaczy. - powiedział trochę załamany
-Ross zależy Ci na niej?
-Tak, bardzo... nie chcę jej stracić, nie chce by nasza przyjaźń się już zakończyła zwłaszcza iż znamy się tak krótko.
-Rozumiem, ja też przepraszam że tak wczoraj na Ciebie nawrzeszczałam
-Nie masz za co, może to dobrze bo zrozumiałem to wszystko
-Mam taki pomysł, może pójdziesz do niej i wszystko jej wyjaśnisz?
-A co jeśli mnie nie będzie chciała widzieć?
-Uwierz mi że będzie - zaśmiała się
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Angela powiedz mu - powiedziała dziewczyna odwracając monitor w stronę Rossa. Gdy Ross zobaczył Angelę myślał że spali isę ze wstydu, on tu właśnie żali się przed siostrą a słyszy to jego przyjaciółka.
-Ross, przyjdziesz? - zapytała Angela
-Umm..nie wiem - powiedział i wyszedł
- Nie przejmuj się, przyjdzie - zaśmiała się Rydel
*Oczami Rikera*
Ta gra staje się już nudna, naprawdę. Już 10 raz Ellington wygrywa a ja i Rocky nic. Bez przesady, rozumiem wygrać raz czy dwa ale nie dziesięć. Może bym poszedł na spacer, oderwał się od tej całej gry. Może zaproszę Susan na spacer. Skoro pomogła mi się spakować to może pójdzie też ze mną na spacer. Zadzwoniłem do niej ale nie odebrała, spróbuję jeszcze raz. Znowu nic. No nic trudno. Choć nie, też nie idę na spacer, idę popływać w basenie. Gdy wchodziłem po schodach na górę zobaczyłem Delly zbiegającą na dół.
-Chłopaki, ubierać się..idziemy do Tobiasa i Susan - powiedziała
-Okay - nie musiała mi drugi raz powtarzać. Wybiegłem się przebrać i po chwili znów byłem gotowy.
##10 min. później##
Staliśmy przed drzwiami Foxów i czekaliśmy aż ktoś nam otworzy. Długo czekać nie musieliśmy bo w drzwiach pojawił się Tobias.
-Hej - przywitał się z nami a my mu odpowiedzieliśmy. Wpuścił nas do środka i zaprowadził do salonu gdzie siedział Alex.
-Siema stary - przywitał się Rocky
-Cześć
- Gdzie Susan? - zapytał Ellington
- Na górze z Angelą, zaraz przyjdą - powiedział Tobias
- Okay, to co będziemy robić? - zapytał radośnie Ellington
- Nie wiem, dziewczyny coś wymyśliły ale nie chcą powiedzieć - zamarudził Alex
- Już się boję - zaśmiałem się
*Oczami Angeli*
Słyszałam że Lynchowie i Ell już przyszli. Zaczęłyśmy szybciej pakować aparat, apteczkę, prowiant który wyniosłyśmy przed przyjściem reszty. Ubrań nie bierzemy bo jedziemy na jeden dzień. No właśnie nie wiecie gdzie jedziemy, to nic... przekonacie się później. Spakowałyśmy niewielką walizkę i zbiegłyśmy na dół. Odstawiłam walizkę przy drzwiach i wbiegłam do salonu. Byli wszyscy to dobrze.
-No wiec o co chodzi? - zapytał Tobias
- Ale z czym? -zapytała Susan
-Miałyście coś przyszykować - powiedział
-A no tak, no wiec ubierajcie się, jedziemy nad jezioro - powiedziała
-Ale w pobliżu nie ma jeziora, no takiego prawdziwego fajnego- powiedział Ellington
- Jedziemy w góry, tam jest małe jezioro... Alex wie gdzie bo byliśmy tam z rodzicami - powiedziała Angela
- Jak ja tam pojadę z tą nogą? - zapytał Alex
-Normalnie skarbie - powiedziała Susan
- Ominęło mnie coś? - zapytałam patrząc na mojego brata
-Nie.. - powiedział ale widziałam że kłamie
-Nie wnikam, prędzej czy później się dowiem
##3h później##
Dojechaliśmy na miejsce jakieś 20 minut temu, teraz musimy iść 20 minut.. nawet 30 bo Alex nie da rady tak szybko. Niestety nie ma tu dojazdu. Ellington i Rocky niosą walizkę. W nagrodę zabrałam dla nich dużo żelków. Na pewno się ucieszą.
-Dale jeszcze? - jęczał Ross. Nie odpowiedziałam mu, nie wiem czy chce tego z moich ust. Reszta też nie dlatego podniosłam głowę do góry. Ona patrzył na mnie. Czyli chce bym mu odpowiedziała? Chyba tak.
-Mnie się pytasz? - zapytałam
-Tak
-Jeszcze z 15 minut
- Ugh! nogi mnie bolą.
-Nie marudź, patrz na Alexa - powiedział Rocky
*Oczami Rossa*
Do jeziora doszliśmy po niecałych 30 min. nogi mnie bolą jak nie wiem. Dobrze że sobie odpocznę. Rozłożyliśmy koc i położyliśmy się na nim, oczywiście nie wszyscy Ell i Rocky zaczęli jeść żelki i chodzić wokół drzewa, palanty.
-Głodny jestem, co macie dobrego? - zapytał Tobi
- Wzięłyśmy słodycze i kanapki - powiedziała Angela
- Z czym są kanapki?
- Z serem, szynką i ogórkiem świeżym
- To daj - zaśmiał się
Każdy wziął kanapki i zaczął jeść tylko ja nie miałem ochoty, marzyłem teraz o chwili odpoczynku z zamkniętymi oczami i podmuchem wiatru. Tak właśnie było.
-Ross nie jesz? -zapytał Ellington
-Nie, dzięki
Leżałem dość długo gdy oni jedli i rozmawiali. Tak sobie myślę czy nie przeprosić Angeli za tą agresję, przecież ona tego specjalnie nie zrobiła. A co jeśli mi nie wybaczy, jest moją przyjaciółką i trochę mi się podoba ale nie tak żebym z nią był.
-Kto idzie ze mną na spacer? - usłyszałem dziewczęcy głos a gdy otworzyłem oczy ujrzałem Sus.
-Ja idę - powiedział Alex, jak on z tą nogą da rady chodzić? Nie rozumiem go.
Poza tym co oni tak razem? Cały dzisiejszy dzień tylko razem. Ej a co jeśli są parą? O nie.. nie wierzę. Mogę się mylić ale wiecie to podejrzane.
-Idziemy na mostek? - zapytała Angela
-Jaki mostek? -zadała pytanie Rydel
-Tak jest taki mostek - wskazała palcem w miejsce gdzie się ona znajdował
-A Susan i Alex? -zapytał Rocky
-Hmm..
-Pójdę po nich - powiedział Riker
-Wiesz gdzie? -zapytałem
-Tak
*Oczami Alexa*
Szedłem z Sus już jakiś czas, daleko nie poszliśmy ale ze względu iż moja noga nie jest w dobrym stanie szliśmy powoli.Ale narzekać nie będę w końcu idę z dziewczyną mojego życia.
-Fajnie tu - powiedziała chwytając mnie za rękę
-Prawda? Gdy byłem mały jeździłem tu z Angelą i rodzicami, bawiłem się z nią w tym lasku gdy rodzice pływali w jeziorze- na samo wspomnienie się zaśmiałem. Brakuje mi ich, ciągle są w pracy do domu wracają o 01:00 w nocy a wyjeżdżają o 05:00. Nie widzimy ich praktycznie wcale.
-Właśnie Angela, powiemy jej? -zapytała Sus
-Musimy?
-Alex, to moja przyjaciółka a twoja siostra - powiedziała
- No dobrze, powiemy jej ale jutro dobrze?
-A reszcie? Przecież i tak się dowiedzą
-Susan, jutro..
-Wszystko jutro? -powiedziała trochę zła
-A kiedy?
-Dziś
-Na pewno? To nie zbyt dobry pomysł
-Czemu?
-Bo nie, dobra nie ważne..
-Alex..okay, powiemy jutro ale z samego rana
-Dobrze
-Pocałujesz mnie? - zapytała stając w miejscu. Bez chwili namysłu ująłem jej twarz i ją pocałowałem. Można powiedzieć że całowaliśmy się bardzo długo lecz nie za długo bo brakowało nam tlenu.
-Alex? Susan? - powiedział ktoś za mną. Odwróciłem się i ujrzałem Rikera. Co on tu robi?
-Riker? - zapytałem - Co tu robisz?
-Przyszedłem po was - powiedział. Widziałem w jego oczach, smutek, zazdrość, gniew? Tak gniew.. ale czemu?
*Oczami Angeli*
Gdy Riker, Alex i Susan doszli do nas ruszyliśmy na mostek. Było on dosyć długi wydawał się być remontowany bo nie ma już tych szpar w deseczkach. Ale nic nie zmieni tego jak tu wspaniale nawet nowoczesny mostek.
-Długo tu będziemy? -zapytał Ellington
-Nie wiem, jak chcecie możemy już iść - powiedziała Susan
-Ja chcę tu jeszcze zostać - powiedział Ross
-Ale jest już 18:00 zimno się robi - powiedział Tobi
-To wy możecie iść - powiedział - Mamy i tak 2 samochody więc jeden mi zostawcie - powiedział patrząc w wodę
-Jak chcesz, zostawimy ci jeszcze bagaże bo inaczej się nie pomieścimy w jednym samochodzie mimo iż jest to bus ale bus 7 osobowy to bagażnik ma mały - powiedział Rocky
-Dobrze
-Ja zostanę z Rossem - powiedziałam. Nie chciałam by został sam nie wiadomo kto tu jeszcze jest.
-Okay, zadzwońcie jak będziecie się zbierać
-Dobra
Pozbierali się i poszli a ja zostałam z Rossem, przysiadłam się do niego na mostku i patrzyłam na niego. Był zamyślony, smutny. Chyba wiem co jest powodem ale nie chcę by był tak ja naprawdę nie mam mu tego za złe.
-Ross co się stało? -zapytałam ale odpowiedzi nie uzyskałam. Spytałam drugi raz ale też nic. Wstałam i odeszłam od niego kawałek bowiem nie chciałam na niego nawrzeszczeć za to że się nie odzywa. Odwróciłam się i za sobą ujrzałam Rossa był blisko, strasznie blisko.
-Umm.. Ross? - zapytałam gdy przybliżał się coraz bardziej
-Przepraszam, przepraszam że się uniosłem - powiedział przytulając mnie
-Ross, ja nie mam ci tego za złe, miałeś prawo się zdenerwować bo obiecałam że przyjdę a przyszłam na sam koniec
- Byłaś na samym końcu? -zapytał zdziwiony
-Tak stałam za drzewem bo tylko tam było miejsce
-Tak cię przepraszam - powiedział jeszcze raz
-Ross.. spokojnie - uśmiechnęłam się
*********************************************************************************
Heya misie, jak nowy rok? Przychodzę z kolejnym rozdziałem mojego autorstwa czyli wypocinami. Rozdział taki sobie bo pomysłu nie mam choć nic nowego. Następny rozdział prawdopodobnie od Zuzy xD więc będzie dobrze xdd Pozdrawiam ;**
piątek, 2 stycznia 2015
Rozdział 6
Rozłączyłam się i poszłam do nich zobaczyłam że Ross już wrócił i chodzi w kółko trzymając telefon przy uchu
-Nie odbiera - powiedział
-Do kogo dzwonisz? - zapytała Susan
-Do Angeli - powiedział. Hmm.. po co do mnie dzwoni?
- Ross.. - powiedziałam cicho
- Angela?
- No tak to ja - powiedziałam z uśmiechem. Ross nagle schował telefon do kieszeni. Jego mina definitywnie nie była zadowolona.
- O... jesteś - mówił bardzo poważnie
- Coś się stało ?- zapytałam zakłopotana
- Hm.. Czekałem na ciebie przez koncert. Nic się nie stało...
- Ross, bardzo cie przepraszam, po prostu przysnęłam no i.. się nie obudziłam na godzinę koncertu. - mówiłam smutna
- Ale mogłaś chociaż telefon odebrać albo coś - widziałam, że jest wkurzony
- Ross, daj jej spokój - wtrąciła się Sus
- Yhym, jasne. Wszystko jest dobrze - powiedział i odszedł.
- Co mu się stało ? - zapytałam wszystkich
- No.. po prostu cały koncert na ciebie czekał, wszędzie się rozglądał za tobą - powiedział tym razem Riker
*Oczami Susan*
Dobra, co jak co ale Ross przesadził. Każdemu może się zdarzyć takie coś. Za bardzo "panikuje". Przez niego teraz Angela jest smutna.
- Angela, uśmiechnij się to nie twoja wina - próbowałam pocieszyć przyjaciółkę
- No właśnie, przejdzie mu - poparła mnie Rydel
- To jest moja wina, przepraszam was ale idę się przejść - powiedziała i poszła. Było mi jej szkoda.
- No to co.. pakujemy się już ? - zapytał Rocky
- Przydało by się - powiedział znudzony Ellington
- Pomogę wam - powiedziałam i zaczęliśmy się pakować. Akurat kiedy chciałam pomóc Rydel to podszedł do niej Ell. Zaczęłam się rozglądać. Riker pakował gitarę Rossa, więc postanowiłam spakować Rikerowi jego sprzęt. Kiedy miałam ową gitarę w rękach blondyn również ją chwycił.
- Daj, poradzę sobie - powiedział i uśmiechnął się
- Nie. - powiedziałam i wymusiłam uśmiech
- No daj, nie bądź uparta - widziałam, że kątem oka każdy się na nas patrzy
- Nie. Ty skończ pakować gitarę Rossa, a ja spakuje twoją. Będzie szybciej
- Em.. tylko wiesz, ja już jego gitarę spakowałem i chciałbym swoją - spojrzałam się do tyłu
- Pff... - powiedziałam i puściłam gitarę - Człowiek chce pomóc to nie - powiedziałam z uśmiechem
- No daj spokój - odwróciłam się i na żarty wytknęłam mu język.
- Jak dzieci... - odezwała się Delly
Kiedy wszyscy się spakowali weszli do samochodu. Tym razem Riker prowadził
- Zawieść cie do domu czy idziesz do nas ? - zapytał blondyn patrząc się w lusterku prosto na mnie
- W sumie to możesz mnie za..... - chciałam dokończyć ale przerwała mi Rydel
- Do nas ! - krzyknęła
- I kto tu się zachowuje jak dziecko ? - zapytałam patrząc na nią
- Dalej wy ! - znowu krzyknęła. Przewróciłam oczami i odwróciłam swój wzrok na szybę
- Jakby ktoś chciał wiedzieć to tu jestem - powiedział Ross machając rękami
-No przecież widzimy - mówił Rocky
Droga powrotna była długa. Dłuższa niż wcześniej. Każdy gdy chciał coś powiedzieć to praktycznie krzyczał. Nie wiem czemu oraz nie wiem czym byłam tak zmęczona, że pomimo hałasu zaczęłam zasypiać.
*Oczami Rydel*
- Nie! To nie jej wina ! To Ty na nią tak naskoczyłeś ! - krzyczałam do Rossa. Każdy nagle stanął przeciw mnie.
- Nie Rydel ! To tez jej ! Ross miał prawo się zdenerwować ! - Tym razem udzielił się Ellington
- Zamknijcie się ! Zaraz gwałtownie zahamuje i widzę, że nikt nie zapiął pasów - przemówił dotąd liczący Riker. Momentalnie spojrzałam na Sus, która zasnęła
- Nie ! - krzyknęłam piskliwie
- Susan zasnęła i ona też nie jest zapięta - powiedziałam i Riker się odwrócił - A.. w sumie rób jak chcesz - specjalnie tak dokończyłam
- Nie no, żartowałem
- Yhym, jasne.... - odezwał się Ross
- Dobra wysiadać, jesteśmy na miejscu !! - tym razem krzyknęłam tak głośno, że obudziłam Sus
- Co Ty się tak drzesz ? - zapytała niczego świadoma
- Jesteśmy na miejscu - dziewczyna wzięła głęboki oddech i wyszła z samochodu.
Wszyscy wzięli swoje instrumenty i udali się w stronę domu. W związku z tym, iż ja miałam klucze wszyscy musieli na mnie czekać. W ogóle się ie spieszyłam. Byłam troszkę na nich zła, lecz mam zamiar pociągnąć tą rozmowę dalej w domu. Kiedy doszłam (Zboczuchy - Zuz Kaa xd) do drzwi na spokojnie otworzyłam drzwi i jako pierwsza weszłam. Każdy oprócz mnie i Sus poszedł do góry odłożyć swoje rzeczy.
- Mam do ciebie pytanie. - Mówiłam z wielkim entuzjazmem
- Tak?
- Czy twoim zdaniem Ross nie potrzebnie naskoczył na Angelę ?- dziewczyna przewróciła oczyma
- Tak ale męczycie już tą sprawę. Było minęło - wzruszyła ramionami i poszła usiąść na kanapę
- Jeżeli będzie kłótnia to.. - Ross mi przerwał - Ja wszystko słyszę !
- Tak - dziewczyna wiedziała o co mi chodzi
Kiedy wszyscy zeszli na dół i usiedli na kanapie Ross i ja chcieliśmy zacząć w tym samym momencie temat. Byłam ciekawa o co chodzi więc ucichłam.
- Słyszałem, że Rydel chcę zacząć kłótnie więc w takim razie nie stawiam oporów - powiedział i wstał
- Kto jest za mną niech powstanie - powiedział dumny. Chwilę później wstali wszyscy chłopacy.
- W takim razie Susan jest ze mną! - krzyknęłam !
- No naprawdę... Duże masz poparcie - Powiedział lekceważąco Rocky
- No bo to jest chore, że czepiacie się takiego czegoś! Zaspała i tyle ! Ross się wkurzyła ale bez przesady ! Nie jest jakąś księżniczką ! Zachował się pewnie gorzej niż kiedykolwiek .... np Susan ! - Tak, wybuchłam
- Ale co ja? - Była zdezorientowana. - Dobra, macie swój problem ja się nie chce do niego mieszać więc idę - powiedziałam wstając
- No Susan - Wstałam za nią
- No co? Kłócicie się, ja ci powiedziałam co o tym sądzę i jestem tam teraz zbędna. Paa - powiedziała i wyszła. Jak ona mogła...
*Oczami Angeli*
Szłam sobie spokojnie w stronę mojego domu. Dobra, to była trochę moja wina no ale bez przesady żeby się tak drzeć. Nie muszę być ustawiona pod niego. Dobra, przyjaźnimy się ale jednak bez przesady. Po chwili dostałam SMS jego autorem był Ross.. "Przepraszam, za bardzo się uniosłem". Zignorowałam to i szłam dalej przyspieszając tempa. Chciałam być jak najszybciej w domu. Miałam ochotę z kimś porozmawiać. Susan pewnie jest u Lynchów więc pogadam trochę z Alexem. Kiedy wchodziłam już do domu to zauważyłam jak Alex gdzieś szykuje się do wyjścia.
- Gdzie ty idziesz ?
- Do Tobiasa. To, że mam nogę w gipsie nie oznacza, że mam kisić się w domu
- A bo wiesz... chciałam z tobą pogadać.
- No trudno, masz innych znajomych - powiedział i wyszedł. Czasem jest taki wkurzający... No nic poszłam do salonu i włączyłam telewizję. Właśnie leciał jakiś film więc postanowiłam go obejrzeć.
*Oczami Alexa*
Czyli tak, mam do Tobiasa sprawę. Tak, powoli zdaje mi się, że może podobać mi się Susan. Idę z tym do mojego przyjaciela bo nie chcę mówić tego mojej siostrze. Na pewno by od razu powiedziała to Susan a tego na razie bym nie chciał. Nie miałem długiej drogi i pomimo gipsu szybko doszedłem do miejsca. Od razu przywitał mnie Tobi.
- Jesteś sam ? - od razu tak na wejściu
- No znaczy Sus tylko jeszcze nie ma... - mówił podnosząc jedną brew do góry.
- Chodź na górę... jeśli dasz radę - kontynuował
- Spoko, dam - powiedział i zacząłem spokojnie iść po schodach. Po chwili byliśmy już w jego pokoju.
- No to.. o czym chciałeś pogadać ?
- No bo tego no... Chodzi o twoją siostrę... - mówiłem niepewnie
- O Susan? Co podoba Ci się ? - zapytał i zaczął się śmiać.
Przytaknąłem
- Niee... Serio? - Był zdziwiony
- No tak ! - niemal krzyknąłem
- No dobra, spokojnie... Ale czemu ona? Przecież to .. to.. Susan. Ten jej kolczyk - tu pokazywał na swoje usta - i w ogóle ten jej charakter... Żartujesz sobie - mówił z dziwną miną
- Kolczyka zawsze można wyjąć ... - przerwał mi
- Yhym.. jej to powiedz...
- Tobias ja nie żartuje - mówiłem bardzo poważnie
- No dobra.. Ale czemu mi to mówisz? Po prostu do niej zadzwoń i gdzieś się z nią umów
- Bo jesteś moim przyjacielem i.. nie...
- Czemu nie? - irytowałem już go
- No bo podoba ci się. Nie chcesz jej tego powiedzieć. Na koncercie poznała 4 chłopaków. Zawsze któryś z nim może być szybszy.
- Wiesz co ... masz rację.. Dzięki - powiedziałem i wyszedłem z jego pokoju. Powoli zszedłem ze schodów i kierowałem się do wyjścia. Będąc już na werandzie minąłem się z Susan. Nic mi nie powiedziała
- Hej Susan - powiedziałem gwałtownie się obracając
- O hej - powiedziała ciepłym głosem
- No bo tego słuchaj... masz ochotę przejść się do parku? - zapytałem niepewnie
- Chcesz iść z tym gipsem ?
- Oj nie jest tak źle
- Spoko - powiedziała i się uśmiechnęła. Po chwili kierowaliśmy się w stronę lasu.
Przez dłuższy czas mieliśmy normalną rozmowę. Jednak Sus dziwnie się jakoś zachowywała. Po drodze śmialiśmy się i gadaliśmy praktycznie o niczym.
- No to .. miałeś jakiś powód żeby iśc na spacer ze mną ? - zapytała zatrzymując się w miejscu
- Nie .. no w sumie tak. Tak, miałem - dziewczyna podniosła jedną brew
- No to o co chodzi ? - była ciekawa
- Susan bo chodzi o to, że...
Ciąg dalszy nastąpi
Witam witam ;3 tym razem ja pisze rozdział XD mam nadzieję, że wam się podoba ^^ następny rozdział napisze Angelika albo ja.. zobaczy się jeszcze xdd
Także tego miłego dnia albo dobranoc xdd
-Nie odbiera - powiedział
-Do kogo dzwonisz? - zapytała Susan
-Do Angeli - powiedział. Hmm.. po co do mnie dzwoni?
- Ross.. - powiedziałam cicho
- Angela?
- No tak to ja - powiedziałam z uśmiechem. Ross nagle schował telefon do kieszeni. Jego mina definitywnie nie była zadowolona.
- O... jesteś - mówił bardzo poważnie
- Coś się stało ?- zapytałam zakłopotana
- Hm.. Czekałem na ciebie przez koncert. Nic się nie stało...
- Ross, bardzo cie przepraszam, po prostu przysnęłam no i.. się nie obudziłam na godzinę koncertu. - mówiłam smutna
- Ale mogłaś chociaż telefon odebrać albo coś - widziałam, że jest wkurzony
- Ross, daj jej spokój - wtrąciła się Sus
- Yhym, jasne. Wszystko jest dobrze - powiedział i odszedł.
- Co mu się stało ? - zapytałam wszystkich
- No.. po prostu cały koncert na ciebie czekał, wszędzie się rozglądał za tobą - powiedział tym razem Riker
*Oczami Susan*
Dobra, co jak co ale Ross przesadził. Każdemu może się zdarzyć takie coś. Za bardzo "panikuje". Przez niego teraz Angela jest smutna.
- Angela, uśmiechnij się to nie twoja wina - próbowałam pocieszyć przyjaciółkę
- No właśnie, przejdzie mu - poparła mnie Rydel
- To jest moja wina, przepraszam was ale idę się przejść - powiedziała i poszła. Było mi jej szkoda.
- No to co.. pakujemy się już ? - zapytał Rocky
- Przydało by się - powiedział znudzony Ellington
- Pomogę wam - powiedziałam i zaczęliśmy się pakować. Akurat kiedy chciałam pomóc Rydel to podszedł do niej Ell. Zaczęłam się rozglądać. Riker pakował gitarę Rossa, więc postanowiłam spakować Rikerowi jego sprzęt. Kiedy miałam ową gitarę w rękach blondyn również ją chwycił.
- Daj, poradzę sobie - powiedział i uśmiechnął się
- Nie. - powiedziałam i wymusiłam uśmiech
- No daj, nie bądź uparta - widziałam, że kątem oka każdy się na nas patrzy
- Nie. Ty skończ pakować gitarę Rossa, a ja spakuje twoją. Będzie szybciej
- Em.. tylko wiesz, ja już jego gitarę spakowałem i chciałbym swoją - spojrzałam się do tyłu
- Pff... - powiedziałam i puściłam gitarę - Człowiek chce pomóc to nie - powiedziałam z uśmiechem
- No daj spokój - odwróciłam się i na żarty wytknęłam mu język.
- Jak dzieci... - odezwała się Delly
Kiedy wszyscy się spakowali weszli do samochodu. Tym razem Riker prowadził
- Zawieść cie do domu czy idziesz do nas ? - zapytał blondyn patrząc się w lusterku prosto na mnie
- W sumie to możesz mnie za..... - chciałam dokończyć ale przerwała mi Rydel
- Do nas ! - krzyknęła
- I kto tu się zachowuje jak dziecko ? - zapytałam patrząc na nią
- Dalej wy ! - znowu krzyknęła. Przewróciłam oczami i odwróciłam swój wzrok na szybę
- Jakby ktoś chciał wiedzieć to tu jestem - powiedział Ross machając rękami
-No przecież widzimy - mówił Rocky
Droga powrotna była długa. Dłuższa niż wcześniej. Każdy gdy chciał coś powiedzieć to praktycznie krzyczał. Nie wiem czemu oraz nie wiem czym byłam tak zmęczona, że pomimo hałasu zaczęłam zasypiać.
*Oczami Rydel*
- Nie! To nie jej wina ! To Ty na nią tak naskoczyłeś ! - krzyczałam do Rossa. Każdy nagle stanął przeciw mnie.
- Nie Rydel ! To tez jej ! Ross miał prawo się zdenerwować ! - Tym razem udzielił się Ellington
- Zamknijcie się ! Zaraz gwałtownie zahamuje i widzę, że nikt nie zapiął pasów - przemówił dotąd liczący Riker. Momentalnie spojrzałam na Sus, która zasnęła
- Nie ! - krzyknęłam piskliwie
- Susan zasnęła i ona też nie jest zapięta - powiedziałam i Riker się odwrócił - A.. w sumie rób jak chcesz - specjalnie tak dokończyłam
- Nie no, żartowałem
- Yhym, jasne.... - odezwał się Ross
- Dobra wysiadać, jesteśmy na miejscu !! - tym razem krzyknęłam tak głośno, że obudziłam Sus
- Co Ty się tak drzesz ? - zapytała niczego świadoma
- Jesteśmy na miejscu - dziewczyna wzięła głęboki oddech i wyszła z samochodu.
Wszyscy wzięli swoje instrumenty i udali się w stronę domu. W związku z tym, iż ja miałam klucze wszyscy musieli na mnie czekać. W ogóle się ie spieszyłam. Byłam troszkę na nich zła, lecz mam zamiar pociągnąć tą rozmowę dalej w domu. Kiedy doszłam (Zboczuchy - Zuz Kaa xd) do drzwi na spokojnie otworzyłam drzwi i jako pierwsza weszłam. Każdy oprócz mnie i Sus poszedł do góry odłożyć swoje rzeczy.
- Mam do ciebie pytanie. - Mówiłam z wielkim entuzjazmem
- Tak?
- Czy twoim zdaniem Ross nie potrzebnie naskoczył na Angelę ?- dziewczyna przewróciła oczyma
- Tak ale męczycie już tą sprawę. Było minęło - wzruszyła ramionami i poszła usiąść na kanapę
- Jeżeli będzie kłótnia to.. - Ross mi przerwał - Ja wszystko słyszę !
- Tak - dziewczyna wiedziała o co mi chodzi
Kiedy wszyscy zeszli na dół i usiedli na kanapie Ross i ja chcieliśmy zacząć w tym samym momencie temat. Byłam ciekawa o co chodzi więc ucichłam.
- Słyszałem, że Rydel chcę zacząć kłótnie więc w takim razie nie stawiam oporów - powiedział i wstał
- Kto jest za mną niech powstanie - powiedział dumny. Chwilę później wstali wszyscy chłopacy.
- W takim razie Susan jest ze mną! - krzyknęłam !
- No naprawdę... Duże masz poparcie - Powiedział lekceważąco Rocky
- No bo to jest chore, że czepiacie się takiego czegoś! Zaspała i tyle ! Ross się wkurzyła ale bez przesady ! Nie jest jakąś księżniczką ! Zachował się pewnie gorzej niż kiedykolwiek .... np Susan ! - Tak, wybuchłam
- Ale co ja? - Była zdezorientowana. - Dobra, macie swój problem ja się nie chce do niego mieszać więc idę - powiedziałam wstając
- No Susan - Wstałam za nią
- No co? Kłócicie się, ja ci powiedziałam co o tym sądzę i jestem tam teraz zbędna. Paa - powiedziała i wyszła. Jak ona mogła...
*Oczami Angeli*
Szłam sobie spokojnie w stronę mojego domu. Dobra, to była trochę moja wina no ale bez przesady żeby się tak drzeć. Nie muszę być ustawiona pod niego. Dobra, przyjaźnimy się ale jednak bez przesady. Po chwili dostałam SMS jego autorem był Ross.. "Przepraszam, za bardzo się uniosłem". Zignorowałam to i szłam dalej przyspieszając tempa. Chciałam być jak najszybciej w domu. Miałam ochotę z kimś porozmawiać. Susan pewnie jest u Lynchów więc pogadam trochę z Alexem. Kiedy wchodziłam już do domu to zauważyłam jak Alex gdzieś szykuje się do wyjścia.
- Gdzie ty idziesz ?
- Do Tobiasa. To, że mam nogę w gipsie nie oznacza, że mam kisić się w domu
- A bo wiesz... chciałam z tobą pogadać.
- No trudno, masz innych znajomych - powiedział i wyszedł. Czasem jest taki wkurzający... No nic poszłam do salonu i włączyłam telewizję. Właśnie leciał jakiś film więc postanowiłam go obejrzeć.
*Oczami Alexa*
Czyli tak, mam do Tobiasa sprawę. Tak, powoli zdaje mi się, że może podobać mi się Susan. Idę z tym do mojego przyjaciela bo nie chcę mówić tego mojej siostrze. Na pewno by od razu powiedziała to Susan a tego na razie bym nie chciał. Nie miałem długiej drogi i pomimo gipsu szybko doszedłem do miejsca. Od razu przywitał mnie Tobi.
- Jesteś sam ? - od razu tak na wejściu
- No znaczy Sus tylko jeszcze nie ma... - mówił podnosząc jedną brew do góry.
- Chodź na górę... jeśli dasz radę - kontynuował
- Spoko, dam - powiedział i zacząłem spokojnie iść po schodach. Po chwili byliśmy już w jego pokoju.
- No to.. o czym chciałeś pogadać ?
- No bo tego no... Chodzi o twoją siostrę... - mówiłem niepewnie
- O Susan? Co podoba Ci się ? - zapytał i zaczął się śmiać.
Przytaknąłem
- Niee... Serio? - Był zdziwiony
- No tak ! - niemal krzyknąłem
- No dobra, spokojnie... Ale czemu ona? Przecież to .. to.. Susan. Ten jej kolczyk - tu pokazywał na swoje usta - i w ogóle ten jej charakter... Żartujesz sobie - mówił z dziwną miną
- Kolczyka zawsze można wyjąć ... - przerwał mi
- Yhym.. jej to powiedz...
- Tobias ja nie żartuje - mówiłem bardzo poważnie
- No dobra.. Ale czemu mi to mówisz? Po prostu do niej zadzwoń i gdzieś się z nią umów
- Bo jesteś moim przyjacielem i.. nie...
- Czemu nie? - irytowałem już go
- No bo podoba ci się. Nie chcesz jej tego powiedzieć. Na koncercie poznała 4 chłopaków. Zawsze któryś z nim może być szybszy.
- Wiesz co ... masz rację.. Dzięki - powiedziałem i wyszedłem z jego pokoju. Powoli zszedłem ze schodów i kierowałem się do wyjścia. Będąc już na werandzie minąłem się z Susan. Nic mi nie powiedziała
- Hej Susan - powiedziałem gwałtownie się obracając
- O hej - powiedziała ciepłym głosem
- No bo tego słuchaj... masz ochotę przejść się do parku? - zapytałem niepewnie
- Chcesz iść z tym gipsem ?
- Oj nie jest tak źle
- Spoko - powiedziała i się uśmiechnęła. Po chwili kierowaliśmy się w stronę lasu.
Przez dłuższy czas mieliśmy normalną rozmowę. Jednak Sus dziwnie się jakoś zachowywała. Po drodze śmialiśmy się i gadaliśmy praktycznie o niczym.
- No to .. miałeś jakiś powód żeby iśc na spacer ze mną ? - zapytała zatrzymując się w miejscu
- Nie .. no w sumie tak. Tak, miałem - dziewczyna podniosła jedną brew
- No to o co chodzi ? - była ciekawa
- Susan bo chodzi o to, że...
Ciąg dalszy nastąpi
Witam witam ;3 tym razem ja pisze rozdział XD mam nadzieję, że wam się podoba ^^ następny rozdział napisze Angelika albo ja.. zobaczy się jeszcze xdd
Także tego miłego dnia albo dobranoc xdd