Strony

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 8

Na drugie dzień, tuż po przyjeździe z nad jeziora wszyscy spotkali się u Susan i Tobiasa. Od godziny 12:00 wszyscy siedzą w ich salonie, no prawie wszyscy.. dziewczyny były w kuchni i robiły obiadek. Obiadek miałam na myśli spaghetti. Wszyscy to lubią wiec się nie sprzeciwiali. Długo im to nie zajęło  bo już po chwili wszyscy rozkoszowali się w pysznej potrawie. Gdy już skończyli pałaszować makaron z sosem poszli do salonu i wymyślili grę w butelkę. Jak zawsze wszyscy chętni usiedli w kole, oprócz Alexa on siedział na kanapie. Tobi pobiegł po butelkę i jako pierwszy zakręcił. Wypadło na naszego kochanego Rockyego.
-Wyzwanie - krzyknął zanim Tobi cokolwiek powiedział.
-Zjedz łyżeczkę cynamonu - zaśmiał i poszedł po przyprawę. Rocky nie protestował bowiem lubił przeróżne wymysły i smaki. Rocky po zjedzeniu cynamonu zakręcił butelką i wypadło na Rydel.
-Pytanie braciszku - powiedziała z uśmiechem od ucha do ucha.
- Czy jesteś od czegoś uzależniona?
-Od maskotki Hello Kitty
- Hahaha.. serio? -zaśmiał się Tobi
-Tak, nie śmiej się - powiedziała
Tak gra mijała to na pytaniu, to na wyzwaniu praktycznie każdy miał po 2 pytania lub wyzwania. Nie ominęło się bez śmiechu, kłótni a nawet płaczu ze względu Ellingtona który płakał gdy dowiedział się że Rocky zjadł jego żelki. Gdy szła już ostatnia rundka wypadło na Susan.
-Pytanie czy wyzwanie? - zapytał Ross
-Pytanie
-No więc tak.. od kiedy jesteś z Alexem i dlaczego nie przyznaliście się wcześniej?
-Czemu dwa pytania? -zapytała
-Co? - zapytały dziewczyny wraz z Rikerem, reszta zaś siedziała z otwartymi buziami.
-No dobra, z Alexem jestem od dwóch dni
-Czemu nic nie mówiłaś? -zapytała Angela
-Nie było kiedy
-No wiesz - oburzyły się dziewczyny
-Chyba się nie gniewacie?
-Ja się na Ciebie nie gniewam - powiedziała Angela - gniewam się na Alexa!
-Ej, czemu na mnie?
-Boś mi kretynie nie powiedział że podoba Ci się Susan! - nawrzeszczała
-Oj siostruniu, wiesz że cię kocham - powiedział delikatnie a inni zaczęli się śmiać
-Alex! - powiedziała nieźle wkurzona
-Tak siostruniu
-Jeszcze raz powiesz do mnie siostruniu to złamie ci drugą nogę
-Dobra, dobra...sorry że nie powiedziałem ale byś jej zaraz wygadała
-No w sumie racja
Tak zeszło im z gadaniem do późna. Można powiedzieć że mieli wiele tematów ale głównym tematem było "Susan i Alex są parą?! "

##4 miesiące później##
Od  4 miesięcy nic nie uległo zmianie, jak było tak jest. No może oprócz tego że Alexowi ściągnęli gips. Teraz, właśnie w tym momencie Angela wraz z Rossem idą w stronę nowego Starbucksa. Angela miała zacząć pracę tydzień temu ale nikt do niej nie zadzwonił.

*Oczami Angeli*
Gdy przekroczyliśmy próg Starbucksa zobaczyłam mojego szefa i nowych pracowników. Coś tak jakby strzeliło na zapleczu a zza drzwi wyszedł jakiś chłopak, nie wiem wyglądał na 25 lat.
-Dzień dobry - powiedziałam
-O witaj Angela - powiedział szef
-Dlaczego pan nie zadzwonił bym przyszła do pracy?
-Bo tu już nie pracujesz
-Jak to?
- Dzielę Starbucksa z nowym drugim szefem panem Jasonem i zatrudniliśmy nowych pracowników. Wybacz Angela.
Byłam tak złą że nawet nie odpowiedziałam. Wyszłam ze Starbucksa trzaskając drzwiami. Za mną wybiegł Ross trzymając kawę.
-Coś ty taka zła? -zapytał podając mi kawę i siadając obok mnie na ławeczce
-Jak mam być nie zła gdy straciłam pracę
-Znajdziesz inną, lepszą..pomogę Ci
-Dzięki - powiedziałam i go przytuliłam - Idziemy do USA Shop, Sus ma zmianę
-Tak choć - podeszliśmy kawałek do przodu i znaleźliśmy się w sklepie
-Cześć Susan - przywitaliśmy się
-O hej, co tam?
-Nic
-Właściwie to czemu nie jesteś w pracy?  -zapytała
-Zwolnił mnie kretyn - powiedziałam
-Nie przejmuj się.. - powiedziała - Znajdziesz jeszcze coś
- Oby - powiedziałam - Do której... - nie dokończyłam bo usłyszałam wielki grzmot, wyjrzałam zza okno a tam czarne chmury, serio źle to wyglądało.
-Co?
-Do której masz?
-Do 17:00
-Angela może lepiej chodźmy do domu - powiedział Ross patrząc przez okno
-Dobra idziemy.. do zobaczenia Sus - ucałowałam dziewczynę w policzek i wyszliśmy.


*Oczami Rydel*
Gdzie ten Ross? Burza jak nie wiem a on gdzieś się włóczy. Niech tylko do domu wróci. On mnie popamięta. Już nawet rodzice do nas przyjechali bo na podjazd wjechali a jego jeszcze nie ma. O cholera.. rodzice! Co ja im powiem? Bałagan w salonie, naczynia nie umyte, Rossa nie ma. Kurde. Wleciałam do salonu i za jednym zamachem wszystko wepchnęłam pod kanapę. Poleciałam do kuchni i zaczęłam myć talerze. Gdy zadzwonił dzwonek szybko włożyłam mokre naczynia na suszarkę i pobiegłam do drzwi.
-Cześć - powiedziałam gdy otworzyłam drzwi
-Witaj córcia, gdzie chłopaki?
-Na górze, grają na komputerze - powiedziałam
-W taką burze ? Ryland skarbie na górę i powiedz im by w tej chwili wyłączali te sprzęty - powiedziała mama
Weszliśmy do salonu i czekaliśmy na chłopaków. W miedzy czasie przyniosłam napój, szklanki i ciasteczka. Gdy chłopaki schodzili ze schodów bałam się reakcji rodziców co powiedzą na to że Rossa nie ma.
-Cześć-  rzucili na powitanie chłopaki i przytulili rodziców.
-Gdzie Ross?
-U Angeli - rzuciłam szybko
-Przecież Ross poszedł do Starbucksa - powiedział Rocky
-Dzwonił że idzie do Angeli - powiedziałam tak by domyślili się o co chodzi
-Aaa..

*Oczami Rossa*
Już dochodzimy do domu Angeli, w całym domu się świeci. Ogromna burza a on w całym domu poświeci, mądry. Doszliśmy do furtki i się zatrzymałem.
-To cześć - powiedziałem
-Co? - powiedziała - Ty chcesz do domu iść? Hahaha ale palnąłeś głupotę - powiedziała i wciągneła mnie do ogrodu - Idziesz do mnie
No co sprzeciwiał się nie będę. Lubię z nią przebywać wolny czas więc jest dobrze. Weszliśmy do ciepłego domu i poszliśmy do kuchni.Gdy przekroczyliśmy próg pomieszczenia zobaczyłem państwa Dashner.
-Mama? Tata? a co wy tu robicie? - zapytała Angela
-Zbliża się tornado, nikt już nie pracuje - powiedział tata
-Angela ja naprawdę pójdę do domu - powiedziałem
-Nie, nie słyszałeś że tornado się zbliża? - powiedziała
-Ross nie martw się zostań u nas, ja zadzwonię do twojej mamy - powiedziała przyjemnie pani Marie
-Dobrze, dziękuję - powiedziałem z uśmiechem. Cieszyłem się że mogę zostać z Angelą ale bałem się co powiedzą rodzice zwłaszcza że Delly pisała że są u nas.
-Jest Alex? -zapytała Angela
-Tak siedzi u siebie - powiedział tata
-Kochanie, co się z nim dzieje? Cały czas patrzy w telefon i się śmieje - zapytała mama Angeli
-Może niech sam ci to powie - powiedziała i pociągnęła mnie na górę. Weszliśmy do pokoju Alexa.
-Alex, bracie będziesz się spowiadał - zaśmiała się Angela a ja zaraz za nią
-Czemu?
-Rodzice coś podejrzewają, mianowicie że masz dziewczynę
-O nie! - zamarudził
-Bywa - zaśmiałem się
Po tej jakże krótkiej rozmowie poszliśmy po pokoju Angeli. Tak usiedliśmy na łóżku. Zauważyłem w kącie gitarę. Ona gra? Nie wiedziałem, oczywiście wiedziałem że interesuje się muzyką i ogólnie ale nie wiedziałem że gra.
-Grasz na gitarze? - zapytałem
-Czasem - uśmiechnęła się - Chcesz to sobie pograj
-Nie, nie teraz - powiedziałem i położyłem się na łóżku


*Oczami Susan*
Jak dobrze że mogę iść do domu. W radiu gadali że zbliża się tornado wiec wszystkim kazali iść do domu. Dobrze że tata po mnie przyjechał bo bym chyba nie doszła i by mnie dopadła ulewa. Na szczęście w porę się zjawił i wszystko jest cacy. Czuję że ta noc będzie kiepska. Po pierwsze tornado, nie wiadomo co wyrobi, po drugie nie będzie ze mną Alexa. Już za nim tęsknie. Co z tego że komórka nie wychodzi mi z rąk bo z nim pisze ale to nie to samo. Idę coś zjeść, głodna jestem. Zeszłam na dół i weszłam do pomieszczenia zwanego kuchnią.
-Co robisz? -zapytałam Tobiasa gdy zobaczyłam go przy blacie
-Nic - powiedział i szybko coś zakrył
-Co tam masz? -zapytałam podejrzliwie
-Sus nie wtrącaj się, nie twój interes - powiedział. Podbiegłam do niego szybko i odsunęłam mu rękę tak że widziałam co tam jest. Tam była ulotka o jakieś wyścigi. Powiedzcie że on tam nie jedzie.
-Tobi powiedz że nie jedziesz na te wyścigi
-Nie wiem
-Tobias, oszalałeś? Ostatnie wyścigi były tai że przez 3 miesiąc w szpitalu leżałeś w dodatku nieprzytomny - wrzasnęłam - Nigdzie nie jedziesz i koniec
-Bo co?
-Bo się o ciebie boję! Jesteś moim jedynym bratem! - powiedziałam
-Przepraszam Susan ale wiesz że wyścigi to jest to co kocham
-Wiem to, możesz jeździć sobie na tych motorach ale nie po takich torach jak tam - wskazałam na obrazek na ulotce
-Susan...
-Nie Tobias, nie chcę by Ci się coś stało. Jeśli zobaczę cię na wyścigach możesz zapomnieć że masz siostrę - wrzasnęłam zdenerwowana, wyszłam z kuchni i poszłam do salonu gdzie byli rodzice
-Wiecie że Tobi chce jechać na wyścig? - zapytałam
-Wiemy
-No i nic z tym nie robicie?
-Nie
-Boże, czy wy pamiętacie co było ostatnio? A no tak, nie pamiętacie bo jesteście tak zajęci pracą że nawet nie zwracacie uwagi co się z nami dzieje. Nawet nie zauważyliście jaka jestem szczęśliwa, nawet nie wiecie z jakiego powodu i się nie dowiecie dopóki się nie ockniecie i zajmiecie trochę nami, domem. Za dużo pracujecie wiem, na nasze utrzymanie ale wiedzcie że ja pracuję, Tobias zarabia na warsztacie dzięki naprawie motocyklów. Tato on niekiedy jeździ do twojego warsztatu samochodowego by się zapytać co i jak a ty nic. Wy nazywacie się rodzicami? Dobrymi rodzicami? - także wrzasnęłam nie miałam siły by normalnie mówić.Wybiegłam na górę i zatrzasnęłam z hukiem me drzwi do pokoju. W tym samym momencie zgasły wszystkie światła chyba w całym LA. Zaczął wiać wiatr i deszcz kapał aż na okna. Przez błyskawicę zrobiło się jasno w mym pokoju więc z łatwością dostałam zapałki i świeczki leżące na mojej półce. Zapaliłam jedną świeczkę i położyłam ją na stoliku, rozświetliła ona prawie cały mój pokój. Wtem w drzwiach pojawił się Tobias.
-Słyszałem twoją rozmowę z rodzicami - powiedział
-No i co z tego?
-Susan, dobrze wiesz że wyścigi są całym moim życiem ale jeśli sprawi że będziesz czuć się lepiej to nie pojadę na nie - powiedział
-Nie Tobi, rób co chcesz, także zdałam sobie sprawę że nie mogę ci tego zabronić po pierwsze to twoje hobby a po drugie jestem młodsza - zaśmiałam się
-To dobrze bo i tak bym pojechał - powiedział
-Myślisz że tego nie wiem, na daremno nie myślę że jesteś wredny i chamski - zaśmiałam się
-Że co proszę? - powiedział i zaczął mnie łaskotać
-Dobrze, przepraszam.. żartowałam - powiedziałam gdy nie mogłam złapać oddechu
-Mam nadzieję - zasmiał się
Gdy już się uspokoiliśmy usłyszałam pukanie do drzwi. Z grzeczności cz w moim przypadku jest rzadkie powiedziałam "proszę" zamiast odwarknąć coś w stylu "czego?". Do pokoju weszli rodzice z świeczką.
-Dzieci chcieliśmy porozmawiać - powiedział tata
- O czym? -zapytał Tobi
- Chcieliśmy wam powiedzieć ze razem z tatą zdaliśmy sobie sprawę z tego że mało czas spędzamy w domu z wami. Więc postanowiliśmy że ja się zwolnię z pracy. - powiedziała mama
-Co nie możesz? Co z pieniędzmi?
-Zarabiam dwa razy mniej niż tata, więc utrzymamy się.. jeśli zaś nie poszukam czegoś nowego
-Nie mamo, nie zwolnisz się.. oczywiście chcemy z wami się częściej widywać ale do pracy musisz chodzić.. raz na jakiś czas możesz sobie wziąć urlop i możemy spędzić czas razem - powiedziałam
-Też tak sądzę - poparł mnie Tobi
-Dobrze ale za tydzień biorę sobie wolnę - powiedziała
-Dobrze

***********************************************************************************
To znowu ja! xd Myślę że ten też jest w miarę do przeczytania. Oby. Wiem, wiem Zuza miała napisać 8 ale tak wyszło że ja piszę więc, do następnego razu.




2 komentarze:

  1. Wspanialy rozdzial <3
    Hej hej hej kochana !" ;D
    Zapraszam cie na mojego nowego bloga "Now is good" .Jest troche inny od poprzednich , Zac Efron w roli glownej :D
    www.niech-bedzie-teraz.blogspot.com

    Licze na twoj komentarz i opinie (::

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobają mi się takie długie rozdziały :) Super!
    Zapraszam do mnie, będzie mi miło, jeśli wpadniesz:
    http://nigdy-nie-wiesz-na-co-trafisz-raura.blogspot.com/
    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń