Strony

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 18

*Oczami Rydel*
Gdy dziewczyny wyszły, ja zaprowadziłam Tesse do jadalni gdzie byli chłopcy. Rocky ze zdziwioną miną siedział na krześle ale nic się nie odezwał.
-Tessa, powiesz dlaczego jesteś zła na Rockyego?
-To jest sprawa pomiędzy nami.
-Tess, choćbyście to samo między sobą obgadali to i tak wyciągnę od któregoś z was więc śmiał mów.
-Chodzi o to że Rocky nie chciał mnie posłuchać by więcej na tej imprezie u Susan nie pił...
-A to o to chodzi.
-Nie przerywaj. No i wolał iść chlać do chłopaków niż zostać z własną dziewczyną - powiedziała patrząc na Rockyego.
-Serio tylko tyle? - zapytał Ell
-A czego się spodziewałeś? -zapytła
-Wy to jesteście dziwne jednak - powiedział Ell i wyszedł.
Po kilku minutach Rocky wziął Tesse ze sobą i chyba wyszli. Pewnie się pogodzić. Hmm..co by tu dziś zrobić? Nie mam bladego pojęcia.
-Kochanie - powiedział Ell wchodząc do kuchni
-Co?
-Jedziemy dziś do moich rodziców na obiad? -zapytał.
O możemy jechać, dawno ich nie widziałam. Ciekawe co u nich słychać.
-Jasne, możemy jechać - uśmiechnęłam się
-Super to za 20 minut jedziemy
-Co? Ale ja nie zdążę.
-Musisz.

*Oczami Tobiasa*
Kurde, jak im to powiedzieć. Przecież nie wiadomo czy mnie puszczą. W sumie jestem pełnoletni ale znając moich rodziców to wątpię. Ale z drugiej strony chcę tm jechać do pracy, nawet znalazłem. Ale no... nie wiem... Ciężko będzie.
Zszedłem na dół gdzie akurat moi rodzice ubierali się by wyjść do pracy.
-Mamo, tato czekajcie. - powiedziałem - muszę wam coś powiedzieć.
-Słuchamy
-Jadę do Polski. Znalazłem tam dobrze płatną pracę. Związaną z motocyklami. Nigdzie takiej nie ma. - powiedziałem
-Ale jesteś pewien? No bo tu też taka może być. - powiedział tata
-Tak, jestem pewien. Zdaję sobie sprawę z tego że tu też są takie prace ale ja bym chciał tam jechać. - powiedziałem
-Jesteś pełnoletni, więc no..ja się zgadzam pod warunkiem że będziesz na każde święta i będziesz się z nami kontaktował - powiedziała mama
-No, w sumie ja też. - powiedziałtata
-Dobrze, dziś jadę kupić bilet z Alexem - powiedziałem i wbiegłem na górę.

*Oczami Alexa*
Dzisiaj idę do Izzy i ma mi powiedzieć co robiła w tej aptece. Muszę wiedzieć czy ona jest w ciąży czy nie. To jest cholernie ważne a ona nic nie mówi. Albo..idę teraz, nie mogę się doczekać.
Wyszedłem z domu informując Angelę że wychodzę. Wziąłem samochód i ruszyłem do  Izzy.
Po niecałych 15 minutach byłem u niej. Wyszedłem z samochodu i ruszyłem w stronę domu.
Drzwi otworzyła mi jej mama. Przywitałem się z kobietą i poprosiłem cz mogę iść do Izzy. Kobieta mnie wpuściła a ja poszedłem do Izzy. Zapukałem do drzwi a w odpowiedzi usłyszałem proszę. Wszedłem do pokoju i ujrzałem Izzy która siedziała na łóżku ale gdy mnie zobaczyła rozpłakała się.
-Izzy, kochanie co jest? -zapytałem podchodząc
-Jestem...jestem w ciąży - powiedziała
-To świetnie, bardzo się cieszę - powiedziałem przytulając ją.
-Nie jesteś zły?
-Nie, czemu bym miał być?
-Bo jesteś młody i zostaniesz tatą?
-Kochanie, nie jestem zły. Ja się bardzo cieszę - powiedziałem całując ją w usta.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale, chcesz tego dziecka? - zapytałem
-Tak, nie mogę go usunąć - powiedziała głaszcząc brzuch.
-No widzisz. Naszym rodzicom powiemy w niedziele na kolacji. Ślub też można wziąć to nie problem.
-Tak
Czy mi się wydaje czy Izzy się boi. Może boi się że sobie nie poradzi. Ale przecież ja jej pomogę. Ona nie będzie sama.

 *Oczami Rossa*
Skoro wszyscy gdzieś wybywają to i ja. Pójdę sobie do kina, właśnie wyszedł film "Szybcy i wściekli 7" mam okazję obejrzeć. Może z Rikerem pójdę. On chyba nigdzie nie idzie.
-Riker, idziesz ze mną do kina? -zapytałem wchodząc do jego pokoju.
-Nie, nie mam czasu.
-Co robisz z tą gitarą?
-Pisze piosenkę, nowy hit będziemy mieć?
-Nie dla zespołu baranie. Dla Susan
-Uuu... Dobra, nie przeszkadzam.
Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do wyjścia. Szedłem powoli ulicą, akurat kino było blisko więc szedłem na piechotę. Gdy mijałem dom Angeli ujrzałem jak wychodzi z domu.
-Hej-przywitałem się
Ona szybko podbiegła do mnie i także się przywitała.
-Gdzie idziesz? -zapytałem
-Na spacer, a ty?
-Do kina.
-Sam, uuu...co za szczęściara?
-Sam. No chyba że chcesz być tą szczęściarą i pójdziesz ze mną -zaśmiałem się
-Chętnie.
Ruszyliśmy w drogę do kina. Zleciała nam niesamowicie, a to dlatego że dużo rozmawialiśmy na ciekawe tematy. Gdy weszliśmy do kina, kupiliśmy bilety i weszliśmy na salę. Było masę ludzi. Ale film świetny.
Przez cały czas trwania filmu byliśmy wpatrzeni w ekran jak w jakąś drogą błyszczącą rzecz.
Po zakończeniu wyszliśmy z kina, było już grubo po 19:00 słońce już zachodziło idealny moment by iść na plaże. No właśnie, plaża. Zabiorę ją na plaże. Nic nie mówiąc brunetce, skierowałem się w stronę plaży ona nic nie mówiąc szła za mną. Pewnie się domyśliła gdzie chce iść ale kit. Gdy doszliśmy, zdjeliśmy buty i zaczeliśmy stąpać po ciepłym piasku. Na plazy było już pusto. Więc było pięknie.
-Riker pisze dla Susan piosenkę.
-Aww..jak słodko
-Tak-popatrzyłem na nią. W tle zachodzącego słońca była taka piękna.
-Usiądziemy? -zapytała speszona
-Tak, jasne.
-Piękny widok, mogłabym patrzeć wiecznie. -zaśmiała się
-Ja też -powiedziałem nie odrywającod niej wzroku-Nigdzie nie ma tego piękna.
-Zachód słońca jest wszędzie głupku-zaczeła się śmiać. Kocham jej śmiech. Kocham ją całą.
-Ja nie mówię o zachodzie. -nagle przestała i spojrzała na mnie.
-Tylko?
-O Ciebie.
-Ross...-no i wstała, to posiedzieliśmy - ja....muszę iść...-powiedziała i szybkim krokiem ruszyła w stronę wyjścia
-Zaczekaj. -powiedziałem za nią, podbiegłem truchtem ale gdy miałem złapać ją za nadgarstem zwinnie go wzieła i zaczeła biec. O nie! Nikt nie odejdzie bez wyjaśnienia od Rossa Lyncha. Ruszyłem za nią. Ale ona szybko biega. Ale ją złapałem. Chwyciłem ją w pasie i odwróciłem w moją stronę. Ujrzałem na jej policzkach łzy.
-Co się dzieje? Czemu płaczesz? Co ja zrobiłem nie tak? -panująca cisza z jej strony mnie tak dobija ze cholera -odpowiesz?!
-Nic!!
-To czemu uciekasz?
-Nie zrozumiesz!
-Wcale, mów!
-Nie! Weź mnie póść.- oczywiście nie zrobiłem tego, mogę powiedzieć że nawet mocniej ją chwyciłem
-Jak do cholery można póścić ze swych ręcy cały swój świat?
-Co?! Przestań majaczyć i mnie póśc! -krzykneła
-Ja majacze? Ja majacze? Przepraszam bardzo ale co mam ci powiedziec? Na słowa, podobasz mi się. Uciekniesz i się popłaczesz. -powiedziałem luzując uścisk.
-To się nie odzywaj wcale, zapomnij o mnie. -powiedziała
O co jej chodzi, najpierw wszystko ładnie, kino, przyjaźń a teraz się rzuca, płacze i każe mi o niej zapomnieć?
-Jak mam zapomnieć?! No jak?!!-powiedziałem ciupkę głośniej niż powinienem.
-Normalnie.
-Tylko że dla twojej wiadomości nie da się zapomnieć osoby którą się tak cholerni kocha. -no i znowu płacze. Co to jest. Co ja nie tak gadam?
-Co znowu? Co złego zrobiłem lub powiedziałem?
-Ty mnie kochasz!(?)! -to bylo pytanie czy stwierdzienie bo nie czaję
-Tak kocham.
-To mamy problem
-Czemu?
-Bo ja ciebie nie. -powiedziała a mi jak by wbito nóż w serce. Póściłem ją, ona się rozpłakała i odeszła.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz