Strony

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 28

#Miesiąc później#
*Oczami Angeli*
Dwa tygodnie temu odbył się ślub mojego braciszka. A za niecałe dwa miesiące zostanę ciocią. Jestem szczęśliwa że tak mu się ułożyło. Co do mnie i Rossa. Jest świetnie. Może to dobrze że jesteśy razem? Boje się co będzie ale go kocham. Za to z Rockym i Tessą jest coś nie tak. Wczoraj przy ognisku się kłucili. Często się im to zdaża. Wiem że będą razem, może przechodzą kryzys? Nie wiem. Dziś idę do Delly. Zostaje sama bo chłopaki jadą  na ryby z ich dziadkiem. Susan podobno jedzie z nimi. Od jakiegoś czasu zauważyłam że robi wszystko to co Rik,czy ona aż tak go kocha?
Każdy z nas jest w jakiś sposób szczęśliwy. Czuje jakiś niepokój. Może to jest cisza przed burzą? O czym ja myśle? ...
-Delly, na pewno nie jedziesz z nami?-pytał Ell
-Ell, kochnie. Ile razy mam powtarzać? Nie jadę.
-Oj, dobra już dobra. Pa-pocałował ją i wyszedł. Za nim Rik, Sus, Rocky i Ryland. Ross podszdł do mnie.
-Paa...-powiedział-Kocham..Cię..bardzo..bardzo...bardzo-mówił przez pocałunek.
-Braciszku bo mi przyjaciółke zjesz. Idź już. -zaśmiała się Delly.
-Nie zjem jej. Jeszcze -zaśmiał się
-Ej-powiedziałam z oburzeniem.
-Kochm Cię -pocałował mnie ostatni raz.
Gdy odjechali razem z Delly zadzwoniłyśmy po Izzy i Tesse. Wybierzemy się na zakupy.
Po niecałej godzinie chodziłyśmy po centrum handlowym. Obeszłyśmy już dwa sklepy. Idziemy teraz do trzeciego.
Do dziecinnego. Tam kupimy śpioszki,róźne ciuszki, smoczek itd. Kocham takie małe ubranka dla dzieci. To takie słodkie.
...
Po trzech godzinach chodzenia po centrum wróciłyśmy do domu. Każda do swojego. U mnie w domu była mama. Pewnie wróciła z pracy.
-Cześć mamuś.
-Cześć kochanie. Jesteś głodna?
-Tak, co jest na obiad?
-Kotlety, ziemniaki i sałatka z marchewki
-Mniam.
Mama nałożyła mi obiad, gdy zjadłam wyszłam na góre. Postanowiłam się położyć. Nawet nie wiem, kiedy zasnełam.

*Oczami Susan*
Nad jeziorem było...nudno. Nie miałam co robić. Tylko podawać im przynęte itd itp. Wynudziłam się na śmierć. Na całe szczęście Delly mnie uratowała bo gadałyśmy przez telefon. Angela nie odbierała, Izzy pewnie na badaniach była a Tess to nie wiem. Ciekawe co u Tobiasa. Może zadzwonie do niego wieczorem. A nie...spał będzie. Umm..zadzwonie jutro rano.
..
Była 18:00 jak byłam w domu. Byli tam też moi rodzice. Pyrzygotowalu kolacje. Ja zawsze moja mama zrobiła naleśniki. Kocham je. Zwłaszcza jak robi je mama.

*Oczami Rydel*
O 19:00 wszyscy byli w domu, podałam im obiado-kolacje a sama poszłam do mojego pokoju. O 19:40 wszyscy przyszli do mnie.
-Coś nie tak?
-Nie, nic. Tak tylko przyszlismy-powiedział Rocky
-Ja mam pytanie. O której Angela od nas wyszła?
-Nie wiem, była 14:00
-Nie odbiera ode mnie. Martwie się.
-Ross,ona nie zawsze musi od ciebie odbierac. Może coś jej wypadlo. Może spędza czas z rodzicami. Nie zawsze będzie z toba czy z nami. -odpowiedział Ell
-Wiem.
Gadaliśmy tak z dobrą godzine, później wszyscy się rozeszli. Ja poszłam spać. Długo nie mogłam zasnąć. Przypominałam sobie jak byliśmy mali. Jak nie mieliśmy tylu problemów. Eh..było cudownie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz