Strony

środa, 1 lipca 2015

Rozdział 30

..
Łzy ciekły mi z policzków jak ten deszcz za oknem. Nie mogłem się powstrzymać. A niby chłopaki nie płaczą. Gówno prawda. My też możemy. Co jeśli teraz my zerwiemy? Dopiero co się nam udało. Ja naprawdę ją kocham. Jeśli chce bym odszedł, nie ma sprawy. Chce jej szczęścia a z tego co słyszałem na plaży było jej lepiej przed. Po cholere wybrliśmy koncert w Starbucksie.

#Następny dzień#
*Oczami Susan*
Całą noc miałam wyłączony telefon. Gdy przyszłam do domu nawet nie widziałam rodziców. Szłam prosto do pokoju.
Dziś z samego rana, nie wiem 5:00 była. Do mojego pokoju weszła mama z newsami. Mianowicie. Tobias dziś o 15:00 przylatuje. Niby do mnie dzwonił ale ja nie odebrałam. Tak się cieszę że mój braciszek przyjedzie. Muszę powiedzieć Angeli. O 8:00 byłam gotowa i poszłam do brunetki. Drzwi otworzył mi Pan Dashner. Wpóścił mnie i pozwolił iść do Angeli. Dziewczyna już nie spała, układała książki na szafce.
-Hej -uśmiechnełam się
-Susan!! Boże, jak dobrze że Ci nic nie jest. -przytuliła mnie
-Przepraszam że się nie odzywałam.
-Nic nie szkodzi. Jak tam?
-Źle, ale i dobrze.
-Czemu źle?
-Zerwaliśmy. -powiedziałam spuszczając głowe.
-Tak mi przykro. Riker wczoraj przeklinał i mówił że wszystko spieprzył. Tak coś czułam.
-Taa...
-To teraz czemu dobrze?
-Tobi waca!
-Żartujesz? Kiedy?
-Dziś o 15:00
-Ale się cieszę.
-To może poprosisz Rossa byśmy po niego pojechali? Rodzice szykują niespodzianke,czyli obiad i mi kazali na lotnisko jechać.
-Pokłóciłam się z nim.
-O co?
-Nie warzne. Ale możemy Delly zapytać. Lub Rockyego, Ella.
-Delly.
-Okay. Teraz idziemy na spacer a później do niej zadzwonie.

*Oczami Angeli*
Wyszłyśmy z domu i skierowałyśmy się do parku. Fajnie tak samym iść. Tylko my dwie jak za dawnych czasów. Brakuje jeszcze Alexa i Tobiego. Z Alexem już tak nie będzie. Zostanie ojcem za półtora miesiąca. Chciałyśmy skręcić w prawo jak zza zakrętu wyszła Delly z chłopakami.
-Hej Delly, Rocky, Ell, Ryland i Riker -przywitałam się pomijając Rossa, Sus zrobiła to samo ale pomineła Rikera.
-Cześć dziewczyny. Gdzie idziecie?
-Na spacer. Trzeba się przewietrzyć i przestać się smucić, prawda Angela?
-Tak. A wy gdzie dziecie?
-Do rodziców Ella-odpowiedział Rocky
-Oo..
-Delly jest sprawa.
-Jaka?
-Pojedziesz z nami na lotnisko?-zapytałam. Widziałam jak w oczach blondynów pojawił się strach.
-Na lotnisko?!-krzykneli. Zignorowałyśmy to.
-Jasne, mogę jechać ale po co?
-Tobias wraca
-Serio? Ale fajnie.
-To jak?
-Pewnie, o której?
-Bądz u mnie o 14:30
-Okay
-To my idziemy. Do później. -pożegnałyśmy się i ruszyły na przód. Nagle ktoś złapał Sus za rękę. Był to Riker.
-Susan to ja powoli idę.
-Okay.
Nie czekając na przyjaciółke szłam wolnym krokiem do parku.  Gdy usłyszałam że ktoś biegnie odwróciłam się i zobaczyłam Rossa.
-Angela zaczekaj.
-Czego?
-Przepraszam.
-Miałeś mi się na oczy nie pokazywac. Nie zmieniłam zdania.
-Angela...
-Nie Ross. Jeżeli takie ma być twoje podejście to wybacz. Ja tak żyje i choćbyś co zrobił to nie zmienie nic.
Dla mnie przyjaciele są tak ważni jak rodzeństwo czy Ty. Najbardziej na świecie. Nie olewam ich bo wiem że kiedyś też tej pomocy będę potrzebować. -bez dalszego słowa próbowałam odejść ale on mnie zatrzymał. Odwrócił w swoją strone i pocałował. Nie oddałam pocałunku. Odepchnełam go lekko.
-Zostaw. Jeśli będę chciała pogadać, zadzwonie. Jeśli ty nie będziesz wtedy chciał to trudno. Może taki nasz los.
-Czemu jesteś taka obojętna?? Nie kochasz mnie?
-Kocham, nad całe moje życie. Ale to co wczoraj powiedziałeś zabolało.
-To daj mi szanse.
-Pa Ross, tak jak mówiłam, zadzwnie.

*Oczami Susan*
Gdy Angela odeszła zaraz później przed oczami mignął mi Ross. Urocze.
-Susan. Przepraszam za wczoraj.
-Spoko, jest okay.
-Wiem że nie jest, schrzaniłem wszystko.
-Prawda. Zjebałeś całe nasze starania.
-Pozwól mi odbudować nasz związek.
- I co? Następny raz zdaży się taka sytuacja i znów zerwiemy? Riker, okay. Możesz robić co chcesz ale nie mam zamiaru cierpieć.
-Nie będziesz.
-Mam nadzieje. Pa.
Poszłam do Angeli która się najwidoczniej nad czymś zastanawiała
-I jak? Pogodzeni?
-Pół na pół. A wy?
-Nie dokońca.

*Oczami Rydel*
No to się chłopcy załatwili. Muszą się teraz bardzo starać by się pogodzili. Oczywiście pomoge im co nie co. Nie byłabym sobą.
...
#Wieczór#
Zasiadłam na kanapie i włączyłam TV. Nic ciekawego nie leciało.
Tobias w końcu z nami. Przywiózł ze sobą jakąs dziewczyne. Camila. Ładna dziewczyna, miła. Polubiłam ją. Z resztą jak każdą.
-Delly, widziałaś gdzieś moją białą koszule?-zapytał Rocky
-W szafie, gdzie ma być? Ej..! Na co Ci biała koszula o tej godzinie?
-Idę z Tessą na randke.
-Powodzenia.
-Dzięki.

*Oczami Susan*
Razem z Tobiasem przyjechała Camila. Urocza osóbka. Zostaje u nas. To jego girlfriend. Polska dziewczyna, ładna. Nieźle braciszek trafił.
-Tobi zjecie coś?-krzykneła mama z dołu. Od 2 godzin drze się czy coś zjemy. Nie do wytrzymania.
-Nie!
-Susan ty masz chłopaka?-zapytała Camila
-Miałam, zerwaliśmy.
-Przepraszam.
-Spoko, co powiesz na zakupy? Jutro? Poznasz moje przyjaciółki.
-Chętnie.
-Super.
-To ja pójde do chłopaków. Może Alex będzie.
-Nie wiem, ale Izzy już z domu nie wychodzi, za miesiąc rodzi.
-Oo będą mieć dziecko?
-Tak, chłopczyka.
-Aww.
...
#Następny dzień#
Każdy od rana jakiś przymulony. Nic nikomu się nie chce. Nawet mi. Najchętniej to bym została w łóżku.
-Susan-powiedziała moja mama-Jedziemy do dziadków. Idź się ubierz.
Czyli musimy przełożć zakupy. No nic trudno.

*Oczami Angeli*
Dziś wstałam o 8:00. Od rana zaczełam sprzątać. Mam taką wene. Hehe. Rodzice w pracy, Alexa nie ma więc tylko sprzątać bo co z nudów.
Nagle mój telefon zadzwonił..okazało się że to Ross. Nie wiem odebrać czy nie? Może odbiore. Trochę tak głupio. 3 dzień a ja dalej fochnięta.
-Halo?
-Hej, dzięki że odebrałas.
-Do rzeczy, nie mam całego dnia-powiedziałam a w myślach się skarciłam.
-Chciałem tylko cię usłyszeć. Nie rozmawamy od trzech dni.
-...
-Angela prosze cię.
-Co Ross? Nie mam nic do powiedzenia.
-Bądz gotowa na 13:00
-Po co?
-Po prostu bądz....

1 komentarz:

  1. BOSKIE!!! Jestem ciekawa co Ross na dla Angeli <3
    czekam nexta <33

    OdpowiedzUsuń