Strony
wtorek, 30 czerwca 2015
Rozdział 29
Dzisiaj było bardzo gorąco i słonecznie, więc postanowiliśmy pójść wszyscy razem na plaże. Siedziałam teraz u Lynchów razem z Angelą. Pomimo, że Tessa ostatnio słabo dogadywała się z Rockym tym razem też była. Jedynie co to nie było Izzy z Alexem. Źle się czuła, a Alex był przy niej. Chłopcy pakowali swoje rzeczy. Ja na szczęście z Rydel i Angelą miałyśmy już wszystko spakowane. Tylko oni, oczywiście na ostatnią chwilę. Wcześniej musieli grać na konsoli. Typowe...
Po jakiś paru minutach byli spakowani. Kiedy szliśmy do samochodu to Riker objął mnie ramieniem i pocałował w policzek. Uśmiechnęłam się na jego gest. Następnie poszedł otworzyć samochód, bo to on prowadził. Po paru minutach byliśmy na miejscu, Szybko rozłozyliśmy swoje koce, a po chwili już było wszystko gotowe. Chłopacy poszli do wody, a ja z dzoewczynami zostałyśmy na lądzie. Po chwili gdy na nich spojrzałam widziałam Rikera, który gadała z jakąś niską brunetką. Zaczepiła go kiedy kierował się do nas. Jakoś nie było widać żeby jej towarzystwo mu przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, bardzo mu się to podobało, Ciągle uśmiechali się do siebie. Co chwile się śmiali, Widać było, że dziewczyna jest nim zainteresowana. Po chwili po prostu wstałam i poszłam w inną stronę, mówiąc dziewczyną, że idę się przejść. Kiedy odeszłam kawałek to widziałam Rikera, który idzie w moją stronę. Zaczął wręcz odpychać od siebie dziewczynę. Przyspieszyłam kroku. Niestety chłopak mnie dodgonił. Od razu przytulił mnie od tyłu. Od razu poczułam jego mokre i zimne ciało od oceanu, Ciarki momentalnie mnie przeszły. Próbowałam oderwać się od niego. Odwróciłam się do niego przodem, a mu od razu uśmiech zszedł z twarzy,
- Co się dzieje, Susan? - Zapytał zmartwiony,
- Hm... No nie wiem. Jakaś dziewczyna definitywnie cię podrywa a ty jeszcze odpowiadasz jej zalatom, Nie. wszystko jest okej.
Przewrócił oczami.
- Możesz dać sobie spokój? to przecież nic takiego.
- Nic takiego... Riker nie zapominaj ze masz dziewczyne...
- I co? Mam teraz tylko z tobą gadać i nie mogę z nikim innym ?! Bo jak widzisz mnie z inną dziewczyną to od razu źle? Niedługo nie będe mogł gadać nawet ze swoją siostrą !
- Nie rozumiesz o co mi chodzi.... Ki... - przerwał mi
- Jak to nie rozumiem ?! Jesteś najzwyczjaniej w świecie zazdrosna ! Tyle Ci powiem.
- Kiedyś też tak miałam... Niby tylko gadał z dziewczynami.. a tak na prawde zdradzał mnie na prawo i lewo... Jak jeszcze byłam z Alexem widziałam go jak szedł z inną za ręke. Zrozum... zawsze mam jakiegoś cholrnego pecha więc nie dziw się, że jestem wyczulona... - powiedziałam i zaczęłam odchodzić. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą od razu starłam. Ngale czułam, że ktoś bierze mnie pod nogi w tzw. " panna młoda" łatwo było sie domyslić kto To.
- Riker ! Póść mnie !
Nie reagował
Zaczęłam się wyrywać
On przyspieszył,
Bieg w stronę wody.
O nie.
Wiedziałam, wiedziałam, że tak zrobi. Wrzucił mnie do zimnej wody.
- Riker ! - Krzyknęłam chlapiąc go w twarz. - on podszedł do mnie bliżej
- Przepraszam - powiedział i lekko mnie pocałował.
***
- Susan możemy pogadać? - podeszła do mnie Abgela podając mi ręcznik.
- Jasne, to chodź
- Ale.. nie tu.
Powiedziała i prowadziła mnie na miejsce dalej. Czyżby coś się stało?
- Coś się stało ? - zapytałam zmartwiona
- Tak chciałam pogdać. Oststnio nie mamy czasu, tak jak kiedyś. Jak tam ci się układa z Rikerem?
- No... Jest dobrze. Nawet bardzo - uśmiechnęłam się.
- Nie sądzisz ze kiedy poznalyśmy ... no wiesz .. - przerwałam jej
- Lynchów?
- Tak, dokładnie. Zaczęlyśmy się od siebie oddalać? Kiedś bylyśmy najlepszymi przyjaciółkami, gadałyśy zawsze i wszędzie o wszystkim. Teraz... - Znowu jej przerwałam
- Albo ja jestem z Rikerem, albo ty u Rossa. A nawet jeśli juz jesteśmy razem z nimi to nie gadamy. Za dużo zaczęlyśmy spędzać z nimi czasu, nie sądzisz?
- Myślisz ze wcześniej było lepiej?
Pokiwałam głową.
- Dla naszej przyjaźni. Oczywiście nie żałuję, że ich poznałam ale rozumiesz...
*Oczami Rikera*
Poszłem razem z Rossem za dziewczynami, Chcieliśmy wiedzieć o czym gadały, Słyszałem prawie wszystko. Do momentu ze bez nas było jej lepiej. Później już nie chciałem jej słuchać tylko odszedłem. Ross stał tam do końca. Chciał mi wszystko wytłumaczyć ale nie chciałem tego słuchać. Zostawiłem kluczyki Ross, a sam postnowiłem wrócić do domu, Zastanawiałem się po drodze, jkaby wyglądało nasze życie jkabyśmy ich nie poznały. Jakby zmieniło się dla mnie... Dla Rossa. Po chwili zadzwonił mój telefon. Kiedy zobaczyłem, że to Susan zignorwałem go. Załozylem słuchawki na uszy.
Po godzinie słyszałem jak ktoś puka do mojego pokoju, a potem po cichu do niego wchodzi, Była to Sus.
Usiadła na łóżku.
- Czemu poszłeś bez słowa?
- Po co ja tam byłem? Miałaś Angele... - przerwała mi
- Riker o czym ty mówisz?
- Podobno życie bez nas było lepsze ! - Wstałem, a dziewczyna zaraz po mnie
- Riker to nie tak !
- Wyraźnie słyszałem...
- Podsłuchwiałeś mnie ! - Mówiła z wyrzutem
- Nie zmieniaj tematu.
- Nie chodziło ze ogołnie bez was, tylko... - przerwałem jej
- Nie tłumacz się ! Nie obchodzi mnie co miałas na myśli ale w każdej formie to zabolało jak to mówiłaś !
Spłynęła jej łza po policzku.
- Wiesz co... skoro tak mówiłaś, że było lepsze .. to może dajmy sobie spokój ?! - wcale nie chciałem tego mówić..
- Chcesz zerwać ? - mówiła przez łzy
- Jesteś rozumna, tak sądze, Więc to co słyszałaś...
Po moich słowach wybiegła z mojego pokoju. Widziałem ją jak praktycznie biegnie po schodach, Jedną ręką chwyciła torbę, a drugą zasłoniła sobie usta. Wszyscy pytali się co się stało natomiast ona wybiegła z domu trzaskając drzwiami. Wyjażałem przez okno w celu zobaczenia gdzie idzie. Nie poszła do swojego domu tylko biegła przez siebie. Co ja zrobiałem...
*Oczami Angeli*
Każdy był zdziwiony zachowaniem blondynki. Spojrzałam na schody i widziałam w nich Riker, który zacisnął usta na wąską kreskę po czym zszedł do nas.
- Co się stało ? - zapytała Rydel
Nie odpowiedział.
- Riker ...?
Znowu nic, ślepo patrzył się w ściane. Przez parę minut chcieliśmy wiedzieć co się dzieje, ale nic nie mówił. Nagle w pewnym momencie chwycił się za włosy i spóscił głowe.
- Jestem największym, kurwa idiotą i dupkiem .. - mówił cicho, a następnie wyszedł.
Każdy spojrzał się po sobie.
- Może zerwali... - odezwała się Rydel
- Nie... Ona go kocha,a on ją. Nie sądze... - mówił Rocky.
- No chyba, że... chodziło mu o to co dzisiaj słyszał - odezwał się Ross podnosząc wzrok.
- Co słyszał ?
- Miałem pomysł, żeby dla żartów podsłuchać o czym gadała Sus z Angelą. Słyszał kawałek tylko,a reszty nie chciał sonie wytłumaczyć. Możę o to mu chodziło... Wiesz jaki on jest.. - Rydel mu przerwała.
- Kiedy się uprze nie da sobie nic powiedzieć i wytłumaczyć, działa impulsowo,
- Idiota... - szpnęłam do siebie.
- Może zadzwoń do niej - mówiła do mnie Tessa
Po prostu wstałam i odeszłam kawałek i wykręciłam jej numer.
Nie odebrała...
Znowu...
Trzeci raz już nie odbiera.
Wrociłam do nich i powidomiłam ich o tym, Postanowiliśmy przestać o tym gadać, a dziewczyna zapewne lada moment wróci. Jak nie do nas to będzie u siebie w domu. Gadaliśmy o ich nowej płycie,a potem graliśmy w Makao. Głównie wygrywał Rocky, albo Tessa. Ja nie umiałam w to grać, więc praktycznie przez cały czas przegrywałam. Minęło tak 3 godziny, a Susan ani nie dzwoniła, ani nie odpisała...
-Angela, pójdź z Rossem czy jest w domu - mówiła Rydel.
Z chęcią wstaliśmy i udaliśmy się do jej domu. Po drodze Ross objął mnie ramieniem. Po chwili byliśmy pod jej drzwiami. Ross zapukał,
- Jest Susan ? - Otworzyła mama Susan
- Nie, myślałam ze jest z wami. A coś się stało ? - zapytała zmartwiona
- Nie, my teraz dopiero idzemy i myślałam ze zabierzemy ją ze soba. Ale dobrze, dziękuję, Do widzenia - skłamał Ross. Kiedy drzwi się zamknęły ja usiadłam na krawęźnik.
- Wiesz do jakich miejsc często chodziła ? - zapytał chłopak
- Jasne ! Do parku często chodziła, na plażę. O ! Albo tam gdzie jest dużo kawaiarenek. To były jej ulubione miejsca.
- To chodź - powiedział i wycignął do mnie ręke. Złapałam za nią i szliśmy trzymając się za ręce. Najpierw poszliśmy na plaże, była najbliżej. Rozjerzeliśmy się po jej powierzchni. Nigdzie jej nie było. Rozdzieliliśmy się i też jej nie znaleźliśmy. Następnie poszliśmy na "Deptak". Też jej nie było. Pytalismy się przypadkowych osób, czy któs ją widział, Nikt. Ostatnim miejscem był park. Teraz wyglądał on pięknie. Duzo zieleni naaokoło i lampy swięcące. Pięknie. Ale... Susan dalej brak. Bezsilnie usiadłam na ławkę. Miałam oczy we łzach. Zadzowniłam do niej kilka razy ale miała telefon wylączony. Była już godzina prawie 23, martwiłam się,
- Może poszła do jakieś rodziny ,albo koleżanki
- Do rodziny nigdy nie chodziła samowolnie. Z przyjaciółek ma tylko mnie, Rydel, Tesse i Izzy. No... może jeszcze tam jakąs ale poza miastem.
- Kolega? Przyjaciel?
Przez chwilę się zastanowiłam. No przecie ! Przyjaźni się z Jackiem. Może u niego jest. Wybrałam jego numer.
- Hej Jack !
- Angela? Hej, co tam?
- No dobrze. Słuchaj mam pytanie. Była może dzisiaj u ciebie Susan?
- No... Była na chwilę godzinę temu ale wyszła, a co?
- Tak się pytam... A wiesz gdzie poszła?
- Nie. Ale mówiła, że możę potem wróci
- Jakby przyszła to dasz znać?
- Jasne.
- Dobra, dziekuję.
- I jak? - zapytał Ross
- Była u Jacka. Ale wyszła..
- Widzisz, nie ma się czym martwić. Chodź, wracamy do domu.
- Jak to nie ma się czym martwić?! - Zatrzymałam się.
- Przecież prędzej czy później wróci...
- Ross, jest moją przyjaciółką i się o nią martwie !
- No ale co teraz zrobisz? Tak na prawdę jesteś bezradna. Nie udawaj, że coś zdziałasz !
- Gdyby chodziło by o np Rydel to byś biegał po całym mieście.
- Bo to moja siostra !
- Sus też traktuję jak siostre !
- Jakoś ostatnio nie widać. Nie macie dla siebie czasu. Ja bym za taką przyjaźń dawno podziękował...
- My też sie przyjaźnimi. Nawet chodzimy ze sobą.
- Dlatego przeznaczasz więcej czasu dla mnie - mówił dumnie - chodź, napijemy się kawy.
- Czy ty siebie słyszysz?! Raz, kiedy na prawdę potrzebuje pomocy zlewasz to ! Martwisz się tylko o swoje rodzeństwo i nikogo innego. Nie interesuje cię ta cała sprawa?
Nie odezwał się.
- Tak coś czułam.
- A Ty nie lepsza ! Ciągle osttnio płaczesz, nie mówisz co jest. Niby jest okej a jednak coś ! Od kąd jesteśmy razem częsciej się kłócimy. To jest chyba jakiś znak. Po prostu nie pasujemy do siebie, co? Z resztą tak mówiłaś o przyjaźni. Miałaś takie momenty gdzie zlwałaś ją a teraz się dziwisz, że... - nie pozwoliłam mu dokokńczyć. Po prostu z całej siły uderzyłam go w policzek. Zaczęłam biec do domu mając łzy w oczach. Chłopak mnie dogonił.
- Angela..
- Spieprzaj ! Po prostu spieprzaj i nie pokauj mi się na oczy.
Zaczęłam biec do domu. Deszcze zaczął padać i to dość mocno. Przyspieszyłam. Teraz moje łzy zlewały się z padającym deszczem. Kiedy wróciłam do domu to po cichu weszłam do swojego pokoju. Od razu przebrałam się w suche ciuchy. Usiadłam na oknie. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Patrzyłam się na dom Rossa. Po chwili skuliłam się objemujać moje kolana i zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
*Oczami Rossa*
Widziałem jak ucieka. Wiedziałem, ze postąpiłem źle. Nie powinieniem tak robić. Nie zostało mi nic innego jak iśc do domu w tym deszczu, Po chwili byłem na miejscu.
- Gdzie Angela ? - zapytała Rydel
- Poszła do domu. - to było jednye pytanie na jakie odpowiedziałem.Postanowiłem wejśc do Rikera i z nim pogadać.
- Mogę ? - Zapytałem praktycznie będąc w pokoju.
Kiwnął głową odkładając telefon.
- Zerwaliście ? - Zapytałem
- Ta... Jestem idiota...
- O co poszło ?
- Wiesz... to na plaży... - poprawił włosy
- Pokłóciłem się z Angelą.
- O co? - Był zdziwiony
- Chciałem ją pocieszyć w troche dziwny sposób.... powiedziałem pare słów za dużo a ona kazała mi spieprzać, a wcześniej dała z liścia.
- Pogodzicie się jeszcze. O co ją pocieszałeś?
- Susan nie wróciła do nas przecież. Nie odbiera telefonu, nie odpisuje. Nie mam jej u siebie. Podobno była u kogos ale wyszła także wiesz... - Riker podszedł do okna i się oparł. Przeklinał po cichu co mogłem usłyszeć.
- Znajdzie się, na pewno. Idem spać. - powiedziałem i wyszedłem.
Usiadłem na parapet w swoim pokoju. Myślałem o to co się dzisiaj stało. Patrzylem sie na dom Angeli. Alno mi się zdawało, albo tez siedziała w oknie. Przez takie patrzenie powoli zaczęły płynąć mi łzy...
sobota, 20 czerwca 2015
Rozdział 28
#Miesiąc później#
*Oczami Angeli*
Dwa tygodnie temu odbył się ślub mojego braciszka. A za niecałe dwa miesiące zostanę ciocią. Jestem szczęśliwa że tak mu się ułożyło. Co do mnie i Rossa. Jest świetnie. Może to dobrze że jesteśy razem? Boje się co będzie ale go kocham. Za to z Rockym i Tessą jest coś nie tak. Wczoraj przy ognisku się kłucili. Często się im to zdaża. Wiem że będą razem, może przechodzą kryzys? Nie wiem. Dziś idę do Delly. Zostaje sama bo chłopaki jadą na ryby z ich dziadkiem. Susan podobno jedzie z nimi. Od jakiegoś czasu zauważyłam że robi wszystko to co Rik,czy ona aż tak go kocha?
Każdy z nas jest w jakiś sposób szczęśliwy. Czuje jakiś niepokój. Może to jest cisza przed burzą? O czym ja myśle? ...
-Delly, na pewno nie jedziesz z nami?-pytał Ell
-Ell, kochnie. Ile razy mam powtarzać? Nie jadę.
-Oj, dobra już dobra. Pa-pocałował ją i wyszedł. Za nim Rik, Sus, Rocky i Ryland. Ross podszdł do mnie.
-Paa...-powiedział-Kocham..Cię..bardzo..bardzo...bardzo-mówił przez pocałunek.
-Braciszku bo mi przyjaciółke zjesz. Idź już. -zaśmiała się Delly.
-Nie zjem jej. Jeszcze -zaśmiał się
-Ej-powiedziałam z oburzeniem.
-Kochm Cię -pocałował mnie ostatni raz.
Gdy odjechali razem z Delly zadzwoniłyśmy po Izzy i Tesse. Wybierzemy się na zakupy.
Po niecałej godzinie chodziłyśmy po centrum handlowym. Obeszłyśmy już dwa sklepy. Idziemy teraz do trzeciego.
Do dziecinnego. Tam kupimy śpioszki,róźne ciuszki, smoczek itd. Kocham takie małe ubranka dla dzieci. To takie słodkie.
...
Po trzech godzinach chodzenia po centrum wróciłyśmy do domu. Każda do swojego. U mnie w domu była mama. Pewnie wróciła z pracy.
-Cześć mamuś.
-Cześć kochanie. Jesteś głodna?
-Tak, co jest na obiad?
-Kotlety, ziemniaki i sałatka z marchewki
-Mniam.
Mama nałożyła mi obiad, gdy zjadłam wyszłam na góre. Postanowiłam się położyć. Nawet nie wiem, kiedy zasnełam.
*Oczami Susan*
Nad jeziorem było...nudno. Nie miałam co robić. Tylko podawać im przynęte itd itp. Wynudziłam się na śmierć. Na całe szczęście Delly mnie uratowała bo gadałyśmy przez telefon. Angela nie odbierała, Izzy pewnie na badaniach była a Tess to nie wiem. Ciekawe co u Tobiasa. Może zadzwonie do niego wieczorem. A nie...spał będzie. Umm..zadzwonie jutro rano.
..
Była 18:00 jak byłam w domu. Byli tam też moi rodzice. Pyrzygotowalu kolacje. Ja zawsze moja mama zrobiła naleśniki. Kocham je. Zwłaszcza jak robi je mama.
*Oczami Rydel*
O 19:00 wszyscy byli w domu, podałam im obiado-kolacje a sama poszłam do mojego pokoju. O 19:40 wszyscy przyszli do mnie.
-Coś nie tak?
-Nie, nic. Tak tylko przyszlismy-powiedział Rocky
-Ja mam pytanie. O której Angela od nas wyszła?
-Nie wiem, była 14:00
-Nie odbiera ode mnie. Martwie się.
-Ross,ona nie zawsze musi od ciebie odbierac. Może coś jej wypadlo. Może spędza czas z rodzicami. Nie zawsze będzie z toba czy z nami. -odpowiedział Ell
-Wiem.
Gadaliśmy tak z dobrą godzine, później wszyscy się rozeszli. Ja poszłam spać. Długo nie mogłam zasnąć. Przypominałam sobie jak byliśmy mali. Jak nie mieliśmy tylu problemów. Eh..było cudownie.
czwartek, 18 czerwca 2015
Rozdział 27
*oczami Rossa *
Jutro są urodziny Angeli, więc wypadałoby coś przygotować. Chce aby te urodziny zapamiętała jak najdłużej. Muszę coś wykombinować razem z Susan i Rydel aby tak się stało.
- Rydeeeel...? - zatrzymałem przechodząca siostrę
- Jeśli chodzi o urodziny to mamy jutro przyjść do nich o 13, Alex do mnie napisał że coś przygotujemy.
- A Oki. - w tym momencie wszedł Riker
- Jutro mamy koncert.
- O której? - zapytałem
- Jakoś... O 14, znowu w Starbucks.
- Trochę kiepsko... - mówiłem pod nosem.
- Rydel, czekaj !
- Hm?
-Mam do Ciebie pytanie. No bo... Jutro mamy być u nich o 13 i przygotować imprezę, a o 14:30 mamy koncert to jak to ogarniemy?
- Normalnie. Ja im pomogę, a wy pojedziecie na próbę i koncert. Jak wrócisz z Angela, bo mam nadzieję że tam będzie to wtedy pójdziesz do niej i będzie niespodzianka ! - Delly mówiła to z wielkim entuzjazmem
- Em.. Wszystko okej tylko.. Z tego planu wynika, że Cię na koncercie nie będzie z wiesz? - przeczesałem włosy ręką.
- Masz rację... To... Ja pojadę z Susan do Angeli ale najpierw ją zabierzesz. Wy pojedziecie razen z nią na próbę a ja do 14 sie z tym wszystkim ogarnę i do was przyjdę. A reszta planu będzie taka sama.
- Jak coś to Angela już wie, Susan jej powidziała. - wtrącił Riker
- Ale zaraz... O niespodziance czy koncercie
- O koncercie - powiedział i wyszedł z pokoju grzebiac coś w telefonie
- No to praktycznie wszystko jest załatwione oprócz zapewne prezentu, prawda? - zapytała
- Tak. Ale to kupię rano, wiem co jej dam. - powiedziałem i też wyszedłem. Udałem się do swojego pokoju. Nie mogę doczekać się jutra.
Od rana od razu bylo zamieszanie. Mamy bardzo dużo na głowie. Już dawno byłem ubrany oraz zjadłem śniadanie. Teraz jesten w samochodzie i jadę do sklepu jubilerskiego po prezent. Postanowiłem kupić jej naszyjnik z małym serduszkiem. Kiedyś Rydel miała podobny i jej się spodobał. Dlatego ten prezent będzie idealny. Po drodze kupiłem jeszcze dla niej czerowne róże. Kupiłem jeszcze ładne opakowanie prezentowe żeby to jakoś ładnie wyglądało. Po skończonych zakupach udałem się do domu. Prezent dałem do szuflady w swoim biurku. a róże włożyłem do wazonu z wodą i dałem je do pokoju mojej siostry. Jak coś to będzie pretekst że dostała je od Ellingtona. Jest już 12:30 więc postanowiłem podejść już po Angele. Jak pomyślałem to tak zrobiłem, a już po chwili byłem pod jej domem. Od razu zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi. Otworzył mi Alex. Gdy tylko mnie zobaczył to od razu się uśmiechnął i zawołał dziewczynę. Była ona ubrana w różową zwiewna sukienkę i włosy miała spięte w luźnego koka.
- Hej - powidziałem i ją przytuliłem - wygldasz ślicznie
- Dziękuje - uśmiechnęła się.
- Pozwolisz że już pojedziemy - powiedziałem i otworzyłem drzwi samochodowe.
- Jasne - posiedziała i wsiadła. Droga tak naprawdę nie jest długa.
- Gdzie będzie ten koncert? - zapytała
- Znowu w Starbucks.
- Zawsze to miejsce będzie mi się bardzo dobrze kojarzyć - mówiła z uśmiechem
- Mi również - spojrzałem na nią. - możesz już wysiadać, jesteśmy na miejscu. Angela nic nie powiedziała tylko wyszła.
Kiedy już byliśmy w kawiarni to widziałem cały zespół oprócz Rydel. Było już tam parę osób aby być na naszej próbie. Po chwili zaczęła się ona. Angela zajęła miejsce przy najbliższym stoliku i ciągle robiła coś na telefonie. Podczas próby jedna dziewczyna przykuła moją uwagę. Była dość niska blondynka, miała na sobie naszą koszulkę i ciągle się na mnie gapiła. Jednak starałam się ją ignorować. Po godzinie zaczęliśmy się szykować do koncertu, a Rydel była już o 14:15 na miejscu więc praktycznie mogliśmy zaczynać. Zrobiliśmy jeszcze krótką próbę i zaczęliśmy koncert. Widziałem że wszystkie osoby które stały znakomicie się bawiły, a Angela odłożyła telefon ale patrzała się na nas z wielkim uśmiechem. Każdy bawił się znakomicie, mam nadzieję. Zagraliśmy najnowsze piosenki z naszej płyty. Po jakiś 2 godzinach koncert się skończył, a my zeszliśmy ze sceny. Kiedy zeszliśmy to Ell, Rocky i Riker pakowali instrumenty, Rydel zadzwoniła do Susan ze zaraz będziemy a ja robiłem zdjęcia z fankami. Kiedy podeszła do mnie blond dziewczyna, która wcześniej się na mnie patrzała spojrzała mi prosto w oczy i po prostu pocałowała. Byłem strasznie zdziwiony ale od razu ją odepchnąć. Riker patrzyl się na mnie pytajacym spojrzeniem, a Angela stała za mną z łzami w oczach.
- Angela....
- Nie Ross.. - mówiła
- Ale o Co Ci chodzi? Sam ją pocałowałem? Ja jej nawet nie znam !
- Zawsze możesz tylko tak mówić...
- Angela.. Riker może Ci nawet to potwierdzić, widział to !
- Teraz nagle każdy będzie Cię całowal "przypadkowo"?
- Jeny... Widać że jesteś starsznie zazdrosna..
- Ja? Pff.. Ja nie jestem zazdrosna !
-Teraz to będzie taka dziecinna kłótnia? Daj sobie spokój. To co się stało to się nie odstanie. Chodź, mam dla ciebie niespodziankę. - chwyciłem ją za rękę a ona przewróciła oczami. Następnie pojechaliśmy do jej domu. Dziewczyna nie była jakoś zachwycona.
- Em... Serio? Jesteśmy przy moim domu...
- Czekaj... - podszedłem do dziewczyny i zakrylem jej oczy. Powoli kierowalem się do drzwi. Następnie powoli otworzyłem drzwi i odkryłem jej oczy. Nagle wszyscy w jednym momencie krzyknęli "Wszystkiego najlepszego !" a Angela była strasznie zdziwiona
- Dziękuję ! Kocham was ! - krzyknęła i zaczęła wszystkich przytulać. Oczywiście zapomniała o mnie. Cała impreza zaczęła się dość szybko po naszym przyjściu. Muzyka była dość głośna oraz lał się alkohol. Po jakiś dwóch godzinach Rydel przyniosła tort. Był on czekoladowy. Angeli nie schodził uśmiech z twarzy. Wszyscy zaczęliśmy śpiewać jej sto lat.
- Pomyśl życzenie ! - krzyknęła Susan. Dziewczyna po chwili zdmuchnela świeczki. Każdy wziął po kawałku, a nawet niektórzy po dokladce. Po torcie zaczęli tańczyć. Tak naprawdę tylko ja nie tańczyłem. Każdy miał swoją parę. Po paru godzinach każdy był już trochę napity. Stałem teraz koło Angeli opierając o ścianę. Czasem zamieniliśmy parę zdań.
-A Angela ! Zapomniałem Ci to dać - powiedziałem i wziąłem prezent. Podałem jej prezent. Dziewczyna była zdziwiona ale bardzo pozytywnie.
- Ojej... Urocze - uśmiechnęła się. - możesz mi go założyć?
- Oczywiście - dziewczyna odwróciła się a ja jej założyłem. Następnie nieśmiało się do mnie przytuliła a potem wróciła do poprzedniej pozycji. Po chwili podszedł lekko pijany Rocky który się potknął
Los tak chciał ze poprzez potknięcie pocałował dziewczynę. Nie chciał nawet tego kończyć. Postanowiłem od razu wyjść na taras. Za plecami słyszałem wołanie ale nie reagowałem.
- Ross... Teraz Ty jesteś zazdrosny?
- Ja? Nie... Jest wszystko okej !
- Jasne.. Wiesz że jest on napity i nie zrobił tego specjalnie
- Ale...
- Przynajmniej wiesz jak ja się czułam kiedy ta dziewczyna cię pocałowała !
- Więc rozumiesz, ktoś inny całuje osobę którą..
- Kochasz - powiedzieliśmy w tym samym momencie.
- Może jednak możemy spróbować? - dziewczyna spojrzała mi prosto w oczy. - zgadzasz się?
Pokiwala nieśmiało głową. Ja natomiast ją pocałowałem.
- Moje życzenie wlasnie się spełniło. - mówiła z szerokim uśmiechem .
czwartek, 4 czerwca 2015
Rozdział 26
#Następny dzień# *Oczami Rossa*
Wstałem dziś wcześniej niż Angela.
Dziewczyna smacznie obok mnie spała aż trudno jej nie pocałować. Pocałowałem ją ale w policzek. Po cichu wyszedłem z pokoju nawet nie ubierając spodni. Postanowiłem zrobić jej śniadanie a dokładniej to jajecznice. Zacząłem smarzyć jajka. Po niecałych 15 minutach skończyłem przyżądzać posiłek i kladąc na tacy zaniosłem do pokoju. Angela jeszcze spała. Odłożyłem tace na stolik i usiadłem na krawędzi łóżka. Odgarnąłem jej włosy z policzków i pogłaskałem ją po nim. Później zacząłem ją szturchać w bok by się obudziła.
-Wstawaj.
-Jeszcze 5 minut.
-O nie! Wstawaj. Ja nie po to robiłem śniadanie by miało wystygnąć.
-Śniadanie? Jest 7:00 daj jeszcze te 5 minut Ross.
-Nie.
-No dobra. -podniosła się a ja jej podałem talerz z jajecznicą.
...
-Dziękuję za śniadanie. -powiedziała a ja się uśmiechnąłem.
-O której wracamy?
-O 12:00 wyjedziemy. Będziemy w domu na 14:00-15:00
-Okay. Pójdziemy jeszcze na spacer. Tu jest tak pięknie.
-Jasne. Ubieraj się.
*Oczami Susan*
Każdy po wczorajszej imprezie ma kaca. No oprócz Izzy która jest już prawie w 5 miesiącu i Delly która wszystkiego pilnowała.
-Pokażemy wa filmik jak wróci Ross i Angela.
-Jaki filmik?
-Z wczorajszej imprezy.
-Susan my sobie pogadamy tylko niech Angela dojedzie -powiedziała Delly
O co jej chodzi? Hmm..no nic.
Podeszłam do stolika na którym była woda, zabrałam szklanke i cała zawartość wylałam do moich ust.
-Chodzcie na dwór, przewietrzycie się -powiedziała Izzy zchodząc z kolan Alexa. Wyszliśmy na dwór i doznaliśmy szoku. Jeszcze 2 minuty temu było słońce a teraz pada. Ee..co tu się dzieje?!
-Alex, boli mnie brzuch -powiedziala Izzy
-Bardzo?
-Nie bardzo ale boli. Coś jakby mnie uciskało w środku.
-Alex zabierzmy ją do szpitala -powiedziała Rydel
-Okay.
-Ja prowadze, na pewno masz wódke we krwi -powidziała
Po paru minutach Rydel,Alex i Izzy odjechali a my postanowiliśmy zrobic cos do jedzenia.
*Oczami Angeli*
Szliśmy wolno tą samą drogą co wczoraj. Tu jest tak pięknie rano. Co ja gadam jest zawsze pięknie. Chciałabym kiedyś zamieszkać w takim miejscu, bawić się z dziećmi nad jeziorem, chodzić z nimi do lasu. Spojrzałam na Rossa który szedł ze spuszczoną głową.
-Ross, coś się stało?
-Nie.
-Na pewno?
-Tak-czemu on nie podnosi głowy. Przecież jeszcze nie tak dawno był uśmiechnięty i w ogóle. Chwyciłam jego dłoń. Ona spojrzał na nasze splecione palce ale nie zareagował. Zatrzymałam się, on zrobił to samo i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
-Powiedz co się stało.
-Mówie że nic. Co miało się stać?
-Jesteś smutny. Ross tu jest pięknie w takim miejscu nie wypada się smucić.
Pogłaskałam go po policzku lekko się uśmiechając. On się tylko do mnie zbliżył i przytulił.
-Kocham Cię -powiedział
Odwzajemniłam przytulasa i się uśmiechnełam
-Idzidmy dalej? -zapytałam
-Jasne.
Szliśmy dalej ale tym razem ze splecionymi palcami.
-Ross mam pytanie.
-Tak?
-Kiedy macie jakiś koncert?
-Nie wiem.
-A okay.
Jutro są moje urodziny i myślałam że....ee na co ja licze.
-Ale...idziemy jutro do wesołego miasteczka.
-Fajnie macie -zaśmiałam się.
-Idziesz z nami. Wszyscy idą. Nie wiem jak z Izzy i Alexem.
-Czyli tylko 8 osób?
-9 RyRy się wprowadził.
-Serio? Nie wiedzialam.
-Tak. Popływamy? -zapytał
-Tak tylko choć się przebrać.
Nawet nie zauważyłam jak Ross mnie wziął na ręce i zaczął biec w strone jeziora.
-Ross, będe mokra. -krzyczałam na chłopaka. On jednak nie reagował i wskoczył do jeziora.
Gdy wynurzyłam się z wody ujrzałam Rossa śmiejącego się ze mnie.
-Osz ty!-walłam go pięścią, to znaczy próbowałam walnąć go w ramie ale złapał moje ręce i przyciągną do siebie. Byliśmy blisko, zbyt blisko jak dla mnie.
-Przepraszam ale nie mogłem się doczekać aż to zrobie
-Czyli to miałeś w planach?
-Owszem.
-Ej no, dziękuje bardzo. To dla ciebie żarty a ja cierpie -powiedziałam śmiejąc się.
-Eh..tak jakby. Choć idziemy się przebrać. W tej chwili, właśnie teraz gdy patrze mu w oczy poczułam silne uczucie które jest nie do opisania. Mam ochote go pocałować.
...
*Oczami Rossa*
Po 20 min doszliśmy do domku. Szybko weszliśmy do środka i wbiegliśmy na góre. Otworzyłem jej drzwi do sypialni. Weszliśmy ja je zamknąłem, jak się odwróciłem by iść po ciuchy wpadłem na brunetkę. Stała tuż za mną.
-Umm...coś się stało?
Ona nic nie odpowiedziała tylko wbiła się w moje wargi. Nie powiem, byłem zdziwiony tym gestem ale odwzajemniłem pocałunek. Położyła mi ręce na szyje a ja moje umieściłem na jej biodrach. Pchnąłem ją lekko w strone łóżka. Już mieliśmy się położyć ale ona odwróciła się tak że to ja wylądowałem na łóżku a ona na mnie. Znów zaczeła mnie całować. To jest wspaniałe uczucie jak to ona tego chce. Ja też ale to ona zaczeła. Nagle się od siebie oderwaliśmy.
-Ross, przepraszam nie powinnam. Nawet nie jesteśmy parą a ja tak od razu...-mówiła a ja jej przerwałem.
-Możemy nią zostać.
-Wątpie...-powiedziała
-Nie wątp w realne rzeczy. Pogadamy o tym jak wrócimy? Najlepiej pojutrze bo jutro nie mogę.
-Okay, ale ja przepraszam. -Nic nie odpowiedziałem tylko ją pocałowałem. Później poszliśmy się przebrać.
O 12:00 wyjechalismy z nad jeziora. Szkoda bo jest tu pięknie. Ale trzeba wrócić do rzeczywistości.
*Oczami Rikera*
O 14:00 w naszym domu było słychać krzyki. Jak w horrorze. Przerażony zbiegłem na dół gdzie dostrzegłem Rossa, Angele, Susan i Rockyego. Co oni tu robią?
-Co się dzieje?
-witamy się
-Ja krzyki słyszałem.
-Nie ważne. O 15:00 Alex, Izzy i Delly mają wrócić ze szpitala wiec obejrzymy filmik
-Ze szpitala?! -wrzasneła Delly
-Tak, Izzy bolał brzuch więc pojechali -wytłumaczył Ellington.
-Oh..
*Wieczorem*
*oczami Rydel*
Wszyscy zebraliśmy się u Izzy ponieważ lekarz kazał jej odpoczywac. W zasadzie to tylko dziecko się poruszyło ale Izz jest osłabiona i dlatego ból może się powtarzać.
Włączyliśmy film który wczoraj raze z Izzy nagrałyśmy. Zaczeło się spoko, fajnie i w ogóle, ale...najlepszy był koniec. Otórz na nagraniu byli Riker i Susan którzy się całowali. Wszyscy jednym ruchem głowy spojrzeliśmy na pare.
-Możecie nam to wytłumaczyć?-zapytałam
-No bo my...no jesteśmy..-jąkała się Susan
-parą-dokończył Riker
-Czemu nic nie mówiliście?-zapytał Ell
-Chcieliśmy zapobiec pytań
-Tego się nie ominie nigdy -powiedział Rocky
-Eh...
-no nic, gratulacje. A tak przy okazji. Jak Angela..jak było nad jeziorem?-zapytał Ell.
Ross i Angela spojrzeli na sobie z minami "co im powiemy?" No to się musiało dziać. Heh..
-Nic, fajnie było.
-Dobra bo uwierze. -powiedzieliśmy.
-Nie musicie.
...
O 20 każdy rozszedł się do domów. Fajnie spędziliśmy czas ale trzeba było się zbierać. Gdy wchodziłam do pokoju dostałam SMSa od Alexa.
"Jutro urodziny Angeli. Przyjdź o 13:00 do mnie. Urządzamy imprezę. Mam prośbe. Możecie zagrać jakies piosenki?"
Po chwili odpisywałam na SMSa.
"Jasne. Załatwione"
Później odłożyłam telefon i poszłam spac.
**********************************************************************************
Heyaaa...jak tam życie? Jest i 26 rozdział...komentujcie.
5 komentarzy - kolejny rozdział ;)