środa, 18 lutego 2015

Rozdział 13

*Oczami Angeli*
Wiem że się pogodziliśmy z Rossem ale boję się tego spaceru. Boje się co będzie mówił, o co będzie pytał. Wszystkiego.
-Jak w pracy?
-Kiepsko, jakiś typ przychodzi z siostrą i nie daje mi spokoju.
-Musisz szukać nowej pracy - stwierdził
-Dlaczego?
-Nie chcę cię martwić ale słyszałem jak moja mama rozmawia z dyrektorką czyli jej przyjaciółką i mówi że będzie nowy dyrektor przedszkola i że zatrudnią nowych pracowników.
-Oh..ale ja mam pecha co do pracy. Masakra.
-Poradzisz sobie. - uśmiechnął się - Jak tam z Alexem? Podobno dziś ma mecz
-Tak, jakoś nie za bardzo mnie to interesuje. Nie lubię jak on gra.
-Oh..mogę o coś zapytać?
-Zawsze - zaśmiałam się
-Pojedziesz ze mną w poniedziałek  do dziadków?
-Po co?
-Dziadek prosił bym mu pomógł w pracy domowej, chyba w ogrodzie coś, ostatnio jak Riker był to źle posadzili drzewo
-No dobra, ale po co ja tam potrzebna?
-Babcia chce cię poznać, mama dużo o tobie jej mówiła
-Co proszę?
-To samo skarbie - uśmiechną się. Co on powiedział? Skarbie? 

~~Następny dzień~~
*Oczami Rikera*
Co jest do cholery? Co ja tak mokro mam?
-Chłopaki!!! - krzyknąłem gdy zauważyłem ich stojących nad moim łóżkiem. -Pokopało was? Jeszcze zimna woda.
-Sorry Riker, ale kto śpi do 12:00 z nami ten długo nie wytrzyma - zaśmiał się Ell - prawda chłopaki?
-Tak jest - zasalutowali - Ubierz kąpielówki, idziemy pływać
Zabiję ich, no zabiję. Mnie budzić w tym momencie? Tak się mi dobrze spało.  Dziś w dodatku sobota.
...
Zszedłem na dół, zjadłem śniadanko i ruszyłem do moich przyjaciół.Pomyśleć że już jutro wieczorem jedziemy już do domu.
-Riker, idź po Susan, powiedziała że nie chce tu przyjść -zawołała Rydel
-Już się robi - I znów do domku.
Przekroczyłem próg domku i wszedłem do pokoju dziewczyn. Na jednym z łóżek leżała blondynka.
-Hej, co jest? - zapytałem
-Nic co ma być?
-Dlaczego nie idziesz do nas?
-Nie mam ochoty..
-Susan mów co jest? Widzę przecież że coś nie gra. - powiedziałem stanowczo
-Alex, on nie odpisuję na wiadomości, nie odbiera. Ja się martwię. - powiedziała
-Poczekaj zadzwonię do niego.
-Wybrałem numer do Alexa i po chwili odebrał.
-Hej stary, co jest? - zapytał odbierając
-Hej, dlaczego nie odbierasz od Susan?
-Umm..dzwoniła? -zapytał, brzmiało to jak kłamstwo. On wiedział że dzwoniła
-Tak, dzwoniła
-Jest przy tobie?
-Tak, chcesz pogadać?
-Tak, daj mi ją.
Dałem telefon Susan a sam wyszedłem z pomieszczenia.

~~Poniedziałek po południu~~
*Oczami Rossa*
Dojeżdżamy do domu moich dziadków. Przez całą godzinę drogi Angela ciągle gadała. Ja nie wiem jak oni z nią wytrzymują. Głównym tematem jej "rozmowy" było to czy Susan serio kocha Alexa, czy może Rikera.
-Angela, nie wiem co jest między nimi. Okay? Teraz bądź cicho - zaśmiałem się
-Ale Ross.. - popatrzyłem na nią "groźnie" - ostatnie pytanie.
-Okay
-Daleko jeszcze?
-Nie
-Ile?
-Miało być ostatnie. -zaśmiałem się a ona przewróciła oczami -Jeszcze raz przewrócisz oczami a pożałujesz
-Boje się - zakpiła
-Poczekaj aż będziemy u dziadków. Jeszcze tylko...........już -powiedziałem gdy wjechaliśmy na podjazd
-Nareszcie..
-Angela tylko błagam, uważaj na babcię. Ona zadaje masę pytać wiec się nie przeraź
-Spokojnie Ross.
Wysiadłem z auta i skierowałem się by otworzyć drzwi Angeli. Tak też zrobiłem. Chwyciłem ją w tył plecy i zaprowadziłem do drzwi. Zadzwoniłem na dzwonku a po chwili w drzwiach zjawiał się babcia.
-Wnusiu, kochanie witaj - przywitała się ze mną babcia
-Cześć babciu - przytuliłem staruszkę.
-A co to za piękna dama? Nie mówiłeś że masz dziewczynę. - zaśmiała się
-To Angela, to nie moja dziewczyna to przyjaciółka.
-Dzień dobry Angela
-Dzień dobry, miło panią poznać.
-Ciebie również kochanie
-Babciu gdzie jest dziadek? -zapytałem wchodząc do kuchni
-W ogrodzie, zaraz go zawołam
-Nie, my pójdziemy do niego
Wyszliśmy z domu do ogrodu, jak ja lubię tu przebywać jest tu tak cicho i spokojnie. Kiedyś zamieszkam w takim spokojnym miejscu.

*Oczami Rydel*
-Cześć mamuś - przywitałam się z moją rodzicielką gdy weszłam do kuchni.
-Witaj kochanie
-Gdzie chłopcy?
-Riker poszedł z tatą do garażu, samochód się popsuł, Rocky i Ellington poszli do skateparku a Ross pojechał do dziadków.
-Ooo..no tak Ross mówił. Wiesz z kim tam pojechał? -spytałam choć sama dobrze wiedziałam z kim
-Sam, z kim miał jechać? -zaśmiała się
-Z Angelą pojechał.
-Co? Serio? Nic nie mówił.
-Wiem, ja idę dziś z Susan na małe zakupy, dobrze?
-Jasne tylko na obiad wróć.
-Wrócę.
Wyszłam na górę gdzie przebrałam się w ciuchy by mogła długo chodzić po sklepach. Zadzwoniłam po Susan i umówiłam się  nią przed centrum handlowym .

*Oczami Angeli*
Strasznie mili Ci dziadkowie Rossa. Polubiłam ich, są tacy spokojni, tak się kochają. Pani Lynch jest cudowna. Pozwoliła mi do siebie mówić babciu a do Pana Lyncha dziadku. Oczywiście dziwnie się tak czuję ale jak tak sobie życzą.
-Babciu idę do dziadka - powiedział Ross
-Dobrze, ja zrobię wam obiad
-Pomogę Ci babciu - powiedziałam
-Babciu? -zapytał Ross
-Tak, kazałam jej tak mówić - powiedziała Pani Lynch
-Oh..brzmi to jakbyśmy byli..nie ważne.
-Marzysz Lynch - zakpiłam a babcia się zaśmiała
-Zobaczysz jeszcze - mruknął Ross i wyszedł
-Kocha cię - powiedziała staruszka
-Przepraszam co?
-No samo od siebie cię tu przywiózł, ciągle na ciebie patrzy
-Jak sam od siebie, powiedział mi że chciałaś się ze mną zobaczyć babciu
-Widocznie kłamał byś z nim przyjechała.
-Już ja się z nim policzę. Ale fajnie że się zgodziłam, podoba mi się tu.
-Miło mi. Robimy dziś zupę ogórkową i naleśniki z nutellą. Ross je kocha.

*Oczami Rockyego*
Dawno nie byłem w skateparku, dobrze tak sobie przyjść i pojeździć. Przypominają się stare czasy, jak jeszcze nie byliśmy sławni. Było super, nie że teraz nie jest ale dawniej mieliśmy więcej czasu dla siebie.
-Rocky, idziesz na tą rampę? - wskazał na najwyższą rampę w skateparku
-No mogę, jak co to już wybieraj powoli numer na pogotowie - zaśmiałem się
Wyszedłem na rampę i patrząc w dół zrobiło mi się słabo. Ale tylko przez chwilę bo jakiś dzieciak mnie zepchnął tak że jechałem równiutko na desce. Kocham tego dzieciaka. Udało mi się zjechać. Uff.. bomba.
-Ellington ale czad! Teraz ty - powiedziałem gdy jechałem w stronę kumpla. Już dojeżdżałem do Ellingtona gdy ktoś we mnie wjechał. Upadłem ale nie mocno bo Ell mnie chwycił za ramie.
-Tak cię przepraszam. Gapa ze mnie - powiedziała nieznajoma dziewczyna
-Nic nie szkodzi.
-Nie przejmuj się, ona często tak sobie upadnie, nie czuje już tego - zaśmiał się Ellington.
-Ha ha!
-Jestem Tessa, a wy?
-Jestem Rocky a ten dowcipniś to Ellington
-Miło was poznać, no prawie.. przepraszam za potrącenie
-Nic nie szkodzi..
-Może w przeprosiny dacie się namówić na lody lub lemoniadę?
-Chętnie.

*Oczami Rossa*
Dziadek powiedział że musimy obciąć żywopłot. Nie jest tego dużo ale i też nie mało. Dlatego zajęło nam to aż do 15:00. Oczywiście przerwa na obiad była. Po skończeniu przycinaniu żywopłotu dziadek powiedział że na dziś kończymy. Pewnie za tydzień znów coś będzie chciał zrobić.
-Babciu, mogę wziąć Angelę? -zapytałem wchodząc do salonu i widząc Angelę z babcią które oglądały album.
-Pierwsze idź się umyć, my idziemy do ogrodu - powiedziała babcia
-Okay - wyszedłem na górę i skierowałem się do pokoju mojego taty, dawnego pokoju. Tam zawsze są jakieś ciuchy na przebranie. Wyjąłem jeansy i żółto-białą koszulkę w paski. Wziąłem szybki prysznic i wyszedłem do ogrodu ku Angeli i dziadkom.
-Ross jak był mały to ciągle przytulał do siebie lalkę Rydel i mówił "To moja dziewczyna, to moja dziewczyna" - zaśmiała się babcia.
Ha..pamiętam to. Lalka miała brązowe włosy i zielonkawe oczy. O cholera, tak samo jak Angela. Hehe..
-Albo mówił że w przyszłości zostanie rycerzem by móc ocalić panienki - powiedział tym razem dziadek
-Dziadku - spiorunowałem go wzrokiem
-Wiesz skarbie że to prawda, ciągle mówiłeś takie rzeczy - powiedziała babcia a Angela zaczęła się śmiać.
-Rossy chce być bohaterem? O jeny..niedoczekanie nasze - śmiała się brunetka siedząc na krześle.
-Bawi cie to?
-Trochę
-Tak? -zbliżyłem się do niej. Podszedłem jeszcze bliżej i jeszcze aż zacząłem ją łaskotać.
-Ross, przestań....proszę
-Co będę z tego miał?
-Przestane się z ciebie śmiać.
-To za mało, chcę całusa w policzek
-Stoi
Przestałem ją łaskotać i usiadłem obok na krześle. Wskazałem palcem mój policzek.
-Mówiłam ci że cię kocha - powiedziała babcia do brunetki
-Co proszę?! - krzyknąłem
-Wnusiu, wnusiu to widać - zaśmiali się dziadkowie a Angela im zawtórowała.- Widzisz, rumienisz się.
-Oh, dajcie spokój - powiedziałem lekko zirytowany.
*Oczami Susan*
Razem z Rydel chodziłyśmy po całej galerii. Obkupiłyśmy się że woaho. Mama znów będzie mega zła. No ale proszę, to nic takiego a biedni nie jesteśmy.
-Rydel, widziałaś tego chłopaka? Ale się potknął
-Widziałam, widziałam...tamten nas obczaja.
-Mamy chłopaków Dells
-Oj tam oj tam.
Wyszłyśmy z knajpki na rogu i skierowałyśmy się w stronę parku gdzie są najlepsze lody w życiu.
-Rydel idę po lody a ty poczekaj na tamtej ławce -wskazałam na małą brązową ławeczkę.
Podeszłam do budki z lodami i kupiłam po dwie gałki lodów waniliowych. Miły sprzedawca dał mi nawet gratis dwa wafelka w kształcie serduszka. Podziękowałam i ruszyłam w stronę Rydel. Oddałam jej jednego z lodów  i ruszyłyśmy w stronę naszych domów.
Gdy byłam już przy moim domu na podjazd wjechał samochód mamy. Pewnie na zakupach była bo dziś ma wolne.
-Hey mamuś, gdzie byłaś?
-Na zakupach, zabrakło mi parę składników do obiadu. A ty gdzie?
-Z Delly na zakupach, parę ciuszków sobie kupiła. Dla ciebie mam dwie bluzeczki są śliczne.
-Susan mówiłam ci byś tyle nie wydawała.
-Oj tam, choć bo ciężko nam się robi
-Faktycznie.
Weszłyśmy do domu i rozłożyłyśmy zakupy. Nagle zadzwonił telefon. Mama odebrała. Strasznie się ucieszyła po jego odebraniu.
-Kto to był?
-Tata, powiedział że załatwił pracę Tobiasowi jako mechanik motorowy. Obok pracy taty.
-Super, pamiętasz pracę taty Angeli? Zwolnił się  bo oszukali go, teraz pracuje na budowie. Gdzieś na odludziu LA
-Wiedziałam, Marie mi mówiła.
-Oh...może pójdę dziś do Angeli
-Nie ma jej, Marie mówiła że z Rossem gdzieś pojechała, uprzedzam że Alexa też, jeszcze z meczu nie wrócił.
-O jeny...to zrobimy sobie babski dzień? Spędzimy ze sobą trochę czasu.
-Dobrze ale po obiedzie.

*Oczami Ellingtona*
Podobno Rocky umówił się z Tessą, jak fajnie. Nie będzie tyle marudził. Fajna dziewczyna, ciekawe czy się im uda.
-Ell idziesz na dół? Nudzi mi się -zawołała Delly. Może zabiorę ją na randkę. Jesteśmy razem ale na randce nie byliśmy. Zabiorę ją do tej restauracji. Oh tak.
-Delly ubieraj się, sukienke najlepiej
-Po co?
-Ubieraj się, za 10 minut widzę cię gotową.
Mineło 10 minut, Delly zeszła na dół. Jak ona pięknie wygląda, ona cała jest piękna.
-To gdzie idziemy?
-Na randkę
-Gdzie? Ell na prawdę nie mam siły długo iść.
-Spokojnie,  nie pójdziemy tak długo.
-No dobrze.
Po obiedzie zabiorę ją na plaże w miejsce wspaniałe dla par. Skołuję jeszcze wino. Będzie świetnie.
Weszliśmy do restauracji. Usiedliśmy przy jednym z stolików i zaczęliśmy zastanawiać się co zjeść.
-Co sobie państwo życzą?-zapytała wysoka brunetka
-Ja poproszę spaghetti -powiedziała Delly
-Poproszę to samo i wino dla nas.
-Coś jeszcze?
-Dziękujemy
Najpierw rozmowa się nam w żaden sposób nie kleiła, dopiero później zaczęliśmy rozmawiać jak ludzie.
Po obiedzie wyszliśmy z restauracji i skierowaliśmy się w stronę plaży.
-Ell coś się stało?
-Nie, dlaczego?
-Zabrałeś mnie na obiad, na plaże, wino. Pomyślałam że może coś się stało.
-Nie, wszystko jest okay

*Oczami Angeli*
Czy Ross się obraził? No błagam to tylko żarty. Boże. Dobrze że wraz z babcią i dziadkiem mamy co robić bo inaczej bym go zadusiła za to nieodzywanie się zwłaszcza że mojej winy w tym nie ma. Wróciłam do kuchni po sok i z powrotem udałam się do ogrodu. Na zewnątrz zrobiło się ciemno, na niebie pojawiły się ciemne chmury, chyba padać będzie. No i proszę. Jak walło parę metrów dalej. Czyli burza.
-Ross jedziemy? Chyba będzie nieźle padać.
-Nigdzie was nie puszczam dzieciaki, zostajecie na noc. -powiedziała babcia
-Ross choć schowamy auto do garażu, babcia schowa krzesła pod dach.
Ross z dziadkiem poszli a ja pomogłam babci.
-Ja zadzwonię do mamy by się nie martwiła o mnie
-Dobrze ja idę do domu...
Wybrałam numer do mamy, już po chwili odebrała.
-Córciu gdzie jesteś? Widzisz jaka pogoda?
-Mamo zostajemy na noc u dziadków Rossa straszna pogoda się robi i nie chcemy jechać.
-Dobrze
-Kocham cię, pa mamuś.
-Pa skarbie.
Rozłączyłam się i gdy chciałam zrobić krok w tył zderzyłam się z czymś. Odwróciłam się i zobaczyłam Rossa
-Debilu aleś mi strachu narobił.
-Taki brzydki jestem?
-Nie ale...czekaj, pan dumny raczył się odezwać
-Jaki pan?
-Słyszałeś
-Wiesz że jest tylko jeden wolny pokój i w każdej chwili mogę cię dopaść i zagilgotać na śmierć?
-Nie przemyślałeś jednego, jest kanapa
-Na której babcia nie pozwala spać by plecy nie bolały
-Kurcze
-Dokładnie -no i pięknie zaczyna padać
-Choć, będziemy chorzy -powiedziałam ciągnąc go za rękę w stronę drzwi.
Weszliśmy di domu a od progu kuchni przywitała nas babcia z kubkami gorącej czekolady.
-W pokoju masz ubrania do spania i na jutro, jeszcze Rydel gdy tu spała to zostawiła
-dziękuję bardzo, jest pani kochana
-Ty równierz, bez powodu Ross tak za tobą nie szaleje -powiedziała kobieta a Ross zchłysną się czekoladą. Hahahaha...biedaczek. 

*Oczami Alexa*
To już drugi wygrany mecz. Jeszcze jeden a wejdziemy do głównej kwatery klubu sportowego. Wtedy będzie super. Muszę się pochwalić Susan. Właśnie, długo się nie widzieliśmy i nie rozmawialiśmy. Pewnie Riker z nią jest. Nie przeszkadza mi to  bo mam chwilę dla siebie.
-Cześć Alex-powiedziała jedna z dziewczyn które kibicowały nam na meczu
-Cześć
-Co tam? 
-Dobrze
-Masz dziewczynę? 
-Mam a co? - zapytałem 
-No wiesz może byśmy się umówili na pizze?
-Chętnie 
-Super, to za pół godziny przy wejściu do klubu
-Okay
No i pięknie, co ja narobiłem .Przecież mam dziewczynę. Prawda taka że nie spędzamy ze sobą dużo czasu ale Susan jest naprawdę bardzo, bardzo fajna. Jedno wiem na pewno, pójdę na tą pizze ale nic więcej.
Nie mógłbym tego znieść. A z resztą. Wyszedłem na dwór i zobaczyłem że nie za ładna pogoda się robi, będzie padać. E tam, szybko zjemy i pójdziemy. 

*Oczami Angeli*
Gdy porozmawiałam chwilę z dziadkami Rossa poszłam się przebrać. Wzięłam ciuchy do łazienki i po odkręceniu kurka umyłam się. Po wykonaniu tej czynności postanowiłam zejść jeszcze na dół by powiedzieć choć krótkie dobranoc. Schodziłam powoli po schodach. Dochodziłam już do salonu gdy usłyszałam krótką rozmowę dziadków Rossa z nim samym. 
-Ross kochanie, czy ty coś czujesz do Angeli? - zapytała miło babcia
-Co to za pytanie babciu? 
-Normalne Ross, odpowiedz nam. To widać jak na nią patrzysz i co robisz gdy jest blisko. 
-Babciu... tak, podoba mi się, ale to moja przyjaciółka. 
-Skarbie, przeważnie jest tak że osoby które się przyjaźnią, po jakimś czasie są razem. Uwierz mi, pogadaj z nią o tym a przekonasz się że ona też czuje to samo. 
-Nie wiem, nie chcę niczego psuć. Ja idę, przemyślę to. Dobrano - ucałował dziadków i poszedł do kuchni.
Wyszłam za ściany i podeszłam do staruszków siedzących na kanapie.
-Ja tylko przyszłam powiedzieć dobranoc - powiedziałam lekko zmieszana
-Dobranoc skarbie, jeśli coś chcesz jeszcze zjeść to idź do kuchni Ross tam jest. My już pójdziemy spać - odpowiedziała miło babcia. Jak mówiła tak też zrobiła, poszli spać a ja postanowiłam iść do kuchni.
-Idziesz już spać? -zapytałam Rossa który opierał się o blad
-Nie, jeszcze nie.... - powiedział gdy na mnie spojrzał. 
Coś ukuło mnie w sercu, w brzuchu zaczęło mnie łaskotać. Jego spojrzenie, mogę patrzeć godzinami na jego oczy jak z czekolady. Angela..zakochałaś się. Zakochałaś się w Rossie.
-Ja już pójdę, dobranoc. - podeszłam do niego i dałam mu całusa w policzek. Stanęłam chwilkę tak że moja twarz była obok jego policzka. Gdy chciałam odejść, ona mnie przytulił. Nie zaprzeczając odwzajemniłam gest. 
-Musimy porozmawiać - szepnął mi do ucha. 
-Jutro, zmęczona już jestem.
-No dobrze.

*Oczami Susan* /Chwilę po obiedzie/
Wyszłam po obiedzie się przewietrzyć. Mimo iż pogoda nie za ładna się robi to i tak poszłam się przejść. Może pójdę po Alexa? Ona ma dziś trening. Ruszyłam powoli w stronę klubu sportowego, zaraz zacznie padać a ja nie mam parasola. No nic. 
Doszłam do dużego białego budynku i stanęłam za ścianą tam gdzie zawsze czekałam na Alexa. Po chwili z budynku wychodzi mój chłopak z jakąś laską. Trzymali się za ręce. Mi łzy napłynęły do oczu a ni się śmiali. Już ja mu pokarzę, al jutro dziś nie mam siły. Pobiegłam szybko do swojego domu, moje łzy skapywały wraz z ciepłym deszczem. Dlaczego on to zrobił? Przecież mówił że mu na mnie zależy a teraz co? Chodzi z inną lasą? Ciekawe ile ich już miał. Boże. Muszę zadzwonić do Angeli. Tylko ona mi pomoże. Jak wróci to muszę się spotkać z nią i z Delly. Wpadłam do domu jak torpeda, nie zważając na słowa rodziców i Tobiasa wpadłam do mojego pokoju i zamknęłam na klucz. To najgorszy dzień w całym moim życiu.

*********************************************************************************
Nareszcie, skończyłam. Pisałam go prawie trzy dni. Uważam że jest ona najdłuższy rozdział. Prawie sensu nie ma moim zdaniem ale mi się jednak  podoba. Bardzo proszę o komentarze. Zależy mi na nich tak jak każdemu kto pisze/prowadzi bloga. Dziękuję i miłego dnia/wieczoru w zależności kiedy czytasz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz