sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 17

K*oczami Angeli *
Ugh...  Akurat muszę spac w jego pokoju.  Nie no..  Lubię go.  Ale...  No po prostu nie chce aby powtórzyła mi się ta sytuacja.  Tak,  chodzi o pocałunek.  Swoją drogą,  zastanawia mnie o której wrócą.  Zastanawia mnie też jak tak będzie u Susan.  Bo mam wrażenie,  że podoba jej się Riker, no ale nie ważne. 
Teraz czekajac na chłopaka chodzę po jego pokoju i analizuje jego pokój.  W pewnym momencie zauważyłam,  że na jednej z półek leży ramka ze zdjęciem.  Bodajże jest to zdjęcie ich całej rodziny.  Podeszłam bliżej i wzięłam zdjęcie do rąk.  Jak byli mali to byli tacy słodcy!  Za zdjęciem leżał album ze zdjęciami.  Postanowiłam po chamsku sobie go wziąć i obejrzeć owe fotografie. Wszystkie były z dzieciństwa.  Widać,  że na każdy ich występie,  nawet w domu musieli mieć pamiątkę.  Uwielbiam taką sentymentalnosc.  Najbardziej przyglądałam się zdjęciom Rossa.  Na każdym zdjęciu był uśmiechnięty... z resztą jak każdy.  Gdy skończyłam przeglądać album odłożyłam go na miejsce i usiadłam na parapecie patrząc się w niebo. Czasem lubię tak patrzeć na gwiazdy.  Szkoda tylko,  że nie mam słuchawek.  Wtedy było by już idealnie. Po jak sądzę 10 minutach słyszałam jak ktoś wchodzi do mieszkania.  Za każdym razem gdy jedna osoba powiedziała coś głośno to druga go uciszala.  Smieszmie to trochę brzmiało. 
- Stary patrz!  Jak ona słodko śpi!  - slyszalam podekscytowany głos Rikera.
- Yhym.  To idź spać na kanapie żeby jej nie obudzić  - mówił zaspany  Ross.
- Pójdę tylko po słuchawki!
- Em..  Okej.  A ja idę spać,  dobranoc.  - powiedział i po chwili nacisnal na klamkę. Czy nie będzie to wyglądać dziwnie,  że czekam na niego w pokoju?  Że to tak specjalnie żeby jak wrócić zasnąć razem z nim?  Chyba tak.  Myśląc o tym zaczęłam biec na łóżko chłopaka.  Szybko się na nim położyłam i udawałam,  że śpię.  Po chwili chłopak wszedł do pokoju.  Czulam jak delikatnie siada na łóżko i powoli zdejmuje buty,  a następnie kurtkę.  Tak mi się zdaje.  Był chyba tak zmęczony,  że nie chciało mu sie przebierać tylko położył się w ciuchach kolo mnie.  Zaczął ręką jeździć po moim odsłoniętym ramieniu.  Momentalnie przeszły mnie ciarki.  Blondyn pomyslal pewnie,  że jest mi zimno bo po chwili poczułam na sobie ciepły koc.  Miło z jego strony.  Następnie chłopak położył się kolo mnie.  Zaczął bawić się moimi końcówkami włosów. Po paru minutach zaczęłam odpływac i serio zasnęłam.

* oczami Susan * (przed przyjściem chłopaków)
Powolnym krokiem kierowałam się do pokoju Rikera. Najchętniej poszłabym teraz do mojego domu.  Nie jest aż tak daleko więc...  Nie no. 
Gdy byłam już na górze zatrzymałam się przed paroma drzwiami i analizowalam który to jego pokój.  Byłam prawie pewna,  że jego drzwi są po prawej stronie ale jednak wolałabym pomyśleć.
- Pierwsze drzwi na lewo - odezwała się uśmiana Rydel.
- Dzięki
- wiesz jak śmiesznie wyglądałaś?  Takie małe zagubione dziecko !
- Oj daj spokój - powiedziałam i weszłam do pokoju.  Pierwsze co poczułam to fala zimna.  Chłopak przez cały czas miał otwarte okno.  Szybko do niego podeszłam i zamknęłam.  Gdy odwróciłam głowę w prawo dostrzegłam 2 gitary basowe. Nie wiem czemu ale przejechałam po czarnej gitarze palcem zostawiając przy tym odciski palców na instrumencie. Jakoś się tym nie przejęłam tylko usiadłam na łóżko blondyna. Po chwili wyciągnęłam telefon i zaczęłam przeglądać instagrama.  Zobaczyłam jedno nowe zdjęcie Rikera.  Zaczęłam się jemu przyglądać,  następnie je polubiłam.  Patrzałam sie jeszcze chwilę i mimowolnie sie uśmiechnęłam. Schowalam telefon. Pomimo zamkniętego okna dalej było zimno.  Uznałam,  że skoro nie ma jeszcze Rikera to położyłam się na jego łóżko i mocno przykryłam kołdrą.  Od razu było lepiej.  Po paru minutach zasnęłam...
Obudził mnie dźwięk spadające jak sądzę książki i ciche przekleństwo. Szybko wstałam, a gdy zobaczyłam Rikera który patrzy na mnie przepraszajacym spojrzeniem od razu wstałam na równe nogi.
- Ja...  Ja przepraszam, nie chciałem cię obudzić.  To ta książka tak nag...  - przerwałam mu.
- Riker... Jest okej,  nie ma za co przepraszać.  - mówiłam z uśmiechem.
- i tak przepraszam - mówił poprawiając grzywkę. W odpowiedzi przewróciłam oczami.
Zaczęłam kierować się w stronę wyjścia z pokoju.  Wyminęłam chłopaka i kiedy już trzymałam klamkę, odezwał się.
- Ej..  Gdzie idziesz?  - zapytał niepewnym głosem.
- No...  Na kanape do salonu.
- Czemu?  Przecież możesz zostać - znowu poprawił wlosy.  Czy on to robi jak się denerwuje? 
- Nie no. Nie będę przeszkadzać idź spać,  dobranoc - mówiłam z uśmiechem naciskając na  klamkę.  Nagle poczułam dłoń blondyna na swoim nadgarstku.  Chyba chciał mnie lekko przysunac do siebie ale za mocno mnie pociągnął i byliśmy bardzo blisko siebie patrząc sobie w oczy.
- zostań - powiedział ze szczerym uśmiechem.
- zostanę - odwzajemnilam uśmiech. Chłopak zaczął delikatnie przybliżać swoją twraz do mojej.  Nie wiem czemu ale ja też zaczelan to robić. Kiedy dzieliło nas dosłownie parę milimetrów przestaliśmy się do siebie przybliżać.  Nie wiedziałam co robić więc powoli się odsuwac.  Riker momentalnie ujął moją twarz i delikatnie oraz czule mnie pocałował.  Bez wątpienia odwzajemnilam jego pocałunek. Był on dość krótki ale pełne uczucia.  Kiedy się od siebie oderwalismy spojrzelismy sobie w oczy,  a następnie  nie wiadomo czemu się przytulilismy.
- Nie...  Nie powinienem.  - powiedział jakajac się.  Nie odpowiedziałam mu.
Powolnym krokiem podeszłam do okna a chłopak ze mną.  Zaczął padać deszcz.
- wiesz co ? - odezwałam się
- Hm?  - bawił się końcówkami moich włosów.
- idę spać .
- Eh...  Ja też...
Położyłam się na łóżku tak samo jak wcześniej ale mniej się nakrywajac.
-Dobranoc - odezwał się
- Dobranoc.
Przez dłuższy okres czasu nie mogłam zasnąć.  Jednak gdy już zasypiałam poczułam rękę chłopaka,  który próbuje mnie objąć.  Nie stawiałam przy tym oporów.  Wręcz przysnęłam się,  żeby było mi ciepło.

*oczami Rydel * Rano
Rano obudził mnie zapach gofrów.  Czyżby Ross wziął się za gotowanie?  Bo jednak wątpię żeby Ellington wysilił się żeby gotować z rana.
Usiadłam na łóżko - nie było go. Czyżby to on ? No nie wierzę. Szybko wyszłam z pokoju z zeszłam po schodach.  Doznałam tam podwojego szoku. Ellington gotował razem z Rocky'm.  Coś się musiało wydarzyć.
-  A wy co tam z rana wstajecie i gotujecie?  - zapytam zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Z racji tego,  że jesteś moją dziewczyną to wypada by coś zrobić.  Rocky pomaga mi tylko dlatego, że Tessa jest o coś ma niego zła, a nie chce powiedzieć o co chodzi.  Uznaliśmy też że skoro robimy sniadanie to już dla wszystkich.  - mówił na jednym tchu.
W tej całej odpowiedzi po prostu go pocałowałam. 
- Skoro już tu jesteś to może obudź resztę. - powiedział Rocky
- Okej.
Szybko wybiegłam na górę.  Pierwszy pokój jaki odwiedziłam  był pokojem Rossa. O dziwo chłopak już nie spał tylko słuchal muzyki patrząc na Angele.
- Obudź ją i chodźcie na śniadanie - powiedziałam cicho żeby jej nie obudzić
Chłopka kiwal głową.
Następnym pokojem jest tam gdzie była Tessa.  Ona też już nie spała tylko czesala swoje włosy.
- chodź na śniadanie,  laska - powiedziałam się śmiejąc
- Tak,  już.
Ostatnim miejscem był pokój Rikera.  Weszłam tam najciszej. To co zobaczyłam było przeurocze.  Spali obejmując się.  Na pewno coś musiało się w nocy wydarzyć.  Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam im zdjęcia.  Nie miałam pojęcia jak ich obudzić,  więc zadzwoniłam do brata. Gdy usłyszał dźwięk swojego dzwonka od razu wstał i szukał telefou. Ja wtedy się rozłączyłam.
- Nie miałam serca was budzić no ale... Obudź Susan i chodźcie na śniadanie
- tak, zaraz - powiedzil ziewajac.
-  A później wszystko mi opowiesz - Puscilam mu oczko.  Chłopak zdobił tzw brewki a ja wyszłam z pokoju.
Gdy zeszłam na dół wszyscy już byli.  Oczywiście nie licząc Rikera i Susan.
- Gdzie jest Riker?  - zapytał Ross
- Zaraz powinien zejść
Wszyscy śmiali się jedząc śniadanie. Mieliśmy tysiące tematów. Po 15 minutach zeszła zaspana Susan a za nią Riker.
- wystyglo wam - powiedział Ratliff
- to nic   - powiedziała moja przyjaciółka
Nasze sniadnie zleciało nam prawie godzinę. Tak naprawdę wcześniej zjedliśmy śniadanie ale się zagadalismy.
- to co?  Będziemy się zbierać?  -  zapytała brunetka 
- no już powoli tak.  - odpowiedziała Susan. Dziewczyny wstały,  a Tessa zaraz po nich.  W tym momencie zo a zobaczyłam smutną minę Rocky'ego. 
Dziewczyny zaczęły ubierać buty a następnie z każdym się pożegnaly.  Bez problemy przepuscilam Angele I Susan,  a Tessy nie wypuściłam.
- Co Ty robisz?  - zapytała
- nie wyjdziesz stąd dopóki nie powiesz o co chodzi.

*oczami Angeli *
-No dalej! Opowiadaj! Czuję, że coś się wydarzyło! - męczyłam Susan jak małe dziecko.
- daj spokój. Nic się nie wydarzyło!  - widziałam,  ze kłamie.  Ona nie umie kłamać.
- widzę,  że kłamiesz.  Mów. Dalej.
- Eh...  No było normalnie...  Wrócił pogadałam z nim..  No i..  Jeszcz...  No o to tyle  - mówiła z uśmiechem
- no i jeszcze co?!
- nic  - kłamała.
- Mów.
- pocałował mnie.  - powiedziała poważnie.
- Serio?  To świetnie!  Czyli jesteś z nim?  - byłam podekscytowana
- Serio.  Nie,  nie zapytał się.
- Och.. 
- dobra ja lecę ! - byłyśmy już koło naszych domów.
- okej Paa. 
No proszę..  Ja i tak coś jeszcze się dowiem.  Jak nie od niej to chociaż od Rydel.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam!  Mam nadzieję,  że ten rozdział nie jest za krótki,  pisałam go na telefonie XD za wszelkie błędy przepraszam!  Mam nadzieję,  że spodobał się wam  :33
To miłego dnia czy tam wieczoru XD

niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 16


#Miesiąc później#
To właśnie dziś jest impreza u Susan i Tobiasa. Od 19:00 są już wszyscy ci którzy mieli przyjść. Nie zapraszali dużo osób. Może z 50-70 ale nie więcej. Od dobrej godziny już większa część imprezowiczuw zdołała się nieźle napić. Alex i Izzy od paru minut mają totalny odlot. Ale co z tego? Dalej idą się bawić. Tessa i Rocky właśnie sprzeczają się o to czy Rocky może dalej pić czy nie. Wyszło na Rockyego, dalej pije. Tessa złapała takiego nerwa że przywaliła Rockyemu w łeb na co on się fochną i poszedł do Tobiego, Rikera, Ellingtona i Rossa. Tessa z agresją w oczach poszła poszukać dziewczyn. Okazało się że siedziały przy stole lekko podpite. Lecz nie za dużo bo normalnie kontaktowały.
-Dziewczyny, na przyszłość. Jedna wódka dla 5 chłopaków to maks. Widziałyście Rockyego? Upił się jak cholera. Jak ja z nim do domu dojdę?
-Tessa spokojnie, wy zostajecie u mnie. Przygotowałam pokoje dla was.
Gdy wszyscy tak świetnie się bwaili Alex i Izzy wyszli na górę kierując się do pokoju rodziców Susan i Tobiasa. Nic nie wiedząc, zaczeli  robić swoje aż doszło do wiecie czego.
...
//Następny dzień//
Przyjaciele rodzeństwa Fox po wczorajszej imprezie zostali u nich na noc. O 01:00 zaczeli się rozchodzić, z racji tego iż Susan nie piła to powoli zaczeła sprzątać bałagan. Tak nabrała energi że o 03:00 skończyła zostawiając dom w pięknym stopniu czystości.
Jest godzina 12:00 a na dół zaczynają się schodzić imprezowicze. Nieźle wczoraj zabalowali to fakt ale są młodzi.
Najlepsza reakcja była Izzy i Alexa po przebjdzeniu. Izzy zebrało na wymioty, bo przecież alkohol i no to tam..to nie za dobre połączenie. Za to Alex był w szoku, nie docierało do niego że on jej to zrobił. Nie był za wrażliwym chłopakiem ale szkoda mu się zrobiło Izzy.
-Izzy, ja przepraszam. Byłem pijany i...-nie dane mu było dokończyć bo rudowłosa dziewczyna mu przerwała
-Alex spokojnie, nie mam ci tego za złe. Też byłam pijana i to nie był pierwszy raz.
Alex nic nie odpowiedzial tylko przytulił dziewczynę. Później ubrali się j zeszli na dół. Będąc już na dole wszyscy zaczeli jeść przygotowane przez Susan tosty.
-Ale mnie boli głowa. -zanarzekał Rocky
-Żeby tylko ciebie-powiedzieli chłopcy
-Słabe głowy macie. Nam prawie że nic nie ma -zaśmiała się Angela
-Ta? Ile wypiłaś? - zapytał Ellington
-3 drinki
-Nie odzywaj się, my po 5 + czystą.
Tak o to przebiegła ich rozmowa w czasie śniadania. Po śniadaniu wszyscy rozeszli się do swoich domów.
*Oczami Rockyego*
Czemu Tessa się do mnie nie odzywa? Co się wczoraj stało? Ckekawe co zrobiłem. Musze się dowkedzieć. Umm.. Zadzwonie do niej.
-Halo?
-Hey Tessa
-Czego?!
-Co się stało? Czemu jesteś taka nie miła?
-Nie pamiętasz? Oh szkoda.
-Masz zamiar być taka dzisiaj?
-...
-Tessa!
-Czego?!
-Odpowiesz?
-Nie. Pa
-Te..- nie dokończyłem bo dziewczyna się rozłączyła.
Cholera jasna. Z dziewczynami nie można się dogadać. Mam to w nosie, jak będzie chciała to mi powie co jest nie tak.
...
*Oczami Alexa*
Dalej to do mnie nie dociera. Noc. Muszę przestać o tym myśleć. Musze się czymś zająć.
-Alex!!-zawołała mama z kuchni
-Co? - powiedziałem wchodząc do pomieszczenia
-Pójdziesz do sklepu?
-Angela nie może?
-Nie, ona obiera ziemniaki
-No dobra, co kupić?
-Tam masz karteczkę, a tu pieniądze-mama wręczyła mi pieniądze. Ja ubrałem buty i wyszedłem z domu. Gdy stąpałem powoli po ziemi zauważyłem że z apteki niedaleko wychodzi Izzy. Miałem już do niej podbiec ale mój telefon zaczął dzwonoć. Wyjąłem go z kieszeni i odebrałem okazało się że to Ellington.
-Siema stary
-No cześć, co tam?
-Idziesz z nami dziś na mecz hokeja?
-Z nami czyli?
-Ja, Riker, Ross, Rocky, Tobias
-Chętnie, o której?
-19:00
-Okay, wpadnę do was.
-To do później
-Cześć Ell
Rozłączyłem się i ruszyłem w dalszą drogę do sklepu.

*Oczami Rydel*
Skoro chłopaki idą na mecz to ja będę sama w domu? Albo....już wiem, zaproszę dziewczyny na noc. Chłopaki i tak pewnie około 24:00 wrócą więc czemu nie. Cbwyciłam za telefon i każdej dziewczynie napisałam by przyszła na noc. Tylko Izzy nie przyjdzie bo się rozchorowała biedna. No nic trudno.
...
Wybiła godzina 19:30 i na reszcie nie ma chłopaków. Oni już wyszli teraz tylko czekać na Tesse, Susan i Angele. Najlepsze w tym wszystkim jest to że chłopaki nic o nocowaniu nie wiedzą i  będą zaskoczeni jak zobaczą dziewczyny w swoich łóżkach.
Gdy dziewczyny już przyszły zaczełyśmy oglądać film, jeść przekąski itd. ogółem skończyłyśmy o 23:00 więc postanowiłyśmy trochę poplotkować i iść spać.
-To co gdzie idziemy spać? -zapytała Tessa
-Gdzie chcecie. Wszystkie pokoje wolne oprócz mojego -powiedziałam
-To ja wezme Rockyego -powiedziała Tessa
-A właśnie, dalej sie z nim nie pogodziłaś?
-Nie, on nawet nie wie o co jestem zła-zaśmiała się
-I dobrze, niech wie że ma się pilnować.
-Tak.
-Delly, mogę spać u Rikera? -zapytała Susan lekko zmieszana
-Jasne
-Uuu...-zaśmiały się Angela z Tessą
-No co?
-Nic, nic
-Angela ty się nie śmiej, został ci pokój Rossa -powiedziała Tessa
-Ale jest jeszcze Ell
-Ty myślisz że wpuszczę cię do pokoju mojego chłopaka?-zaśmiałam się
-Hahaha, w sumie mozesz
-W życiu. Idziesz do Rossa
-Mogę na kanapie? Błagam was. Ja nie chce być sama w jego pokoju zwłaszcza jak przyjdzie.
-Czemu? Nigdy nie narzekałaś
-Nie narzekałam póki mnie nie pocałował.-powiedziała, ale chyba zdała sobie sprawdęmz tego że za dużo.
-Że co zrobił?
-Pocałował mnie....dwa razy.
-Nareszcie!-wrzasnełyśmy w tym samym momencie. -Hahaha
-Czemu nareszcie?
-Podobasz mu się, ej a chciał z tobą pogadać po pocałunku?
-No tak.
-Chce ci coś waznego w takim razie powoedzieć. Coś związanego z tobą, na pewno-powiedziałam.
-No widzisz, boje się tej rozmowy. -powiedziała
-Dziewczyno, ty to masz problemy -zaśmiała się Susan
-Taaak.
-Nie, idziesz spać do niego. Nie będę później słuchała jak cię plecy bolą.
-No dobra...raz się żyje.
-Hahah, okay, okay teraz...idziemy spać. -powoedziałam.
Wszystkie ruszyłyśmy do pokoi gdzie od razu klapnełyśmy do łóżek.
***************************************************************************************************************
Skończony rozdział 16 xD Eh.. :D no to tyle...miłego czytania :))

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 15

*Oczami Susan*
Czekałam na brunetkę od 10 minut. Rozumiem że ma daleko ale ludzie to jest pilne! Nagle ją zobaczyłam idącą w moją stronę, wyjęła słuchawki i podbiegła do mnie. W tym samym czasie była też Delly.
-Hej, Sus co jest? - zapytał na wstępie
-Hej, chodzi o Alexa
-Zamieniam się w słuch. - powiedziała Delly a Angela jej przytaknęła
-No bo wczoraj jak poszłam po Alexa na trening....to...to gdy wychodził zobaczyłam go obejmującego jakąś dziewczynę. - powiedziałam gdy parę słonych kropelek łez wypłynęło z moich oczu.
-Wiedziałam że coś kretyn narobi. Susan nie przejmuj się nim to debil. Ty o tym wiesz i wiesz też to że ty do niego nic nie czujesz. U ciebie w sercu jest miejsce tylko dla Rikera. Widać to ale ty sobie wmawiasz że tak nie jest...mam rację?
-Tak, ale myślałam że jeśli będę z Alexem po poznaniu Rikera to się odkocham ale tak nie jest.
-Słuchaj..zrób tak. Powiedz Alexowi co czujesz a następnie spróbuj zaprzyjaźnić się jeszcze bardziej z Rikerem. Ja spróbuje się dowiedzieć co on do ciebie czuje.
-No dobrze, dziękuję - powiedziała Delly a ja ją przytuliłam
-Teraz..idź do mnie a ja idę do sklepu, muszę coś zrobić na obiad bo rodzice dziś wracają później. Pa - powiedziała Angela i odeszła. Delly poszła z nią a ja ruszyłam w stronę domu Dashnerów z nadzieją że zastane Alexa. Moje myśli się powiodły, na prawdę tam był. Gdy się z nim przywitałam weszliśmy do salonu, postanowiłam zrobić to szybko.
-Alex.........musimy zerwać.
-Jak to?
-Widziałam cię wczoraj jak obejmowałeś jakąś dziewczynę, ale to nie o to chodzi. Zdałam sobie sprawę że tak naprawdę nic do ciebie wielkiego nie czuję. Owszem podobasz mi się ale nie tak bardzo. - powiedziałam patrząc mu prosto w oczy
-Susan...przepraszam, nie powinienem jej obejmować ani nic w tym rodzaju ale jestem zmęczony. Riker..on ciągle coś od ciebie chce.
-Okay, rozumiem masz prawo bo byłam twoją dziewczyną a czas spędzałam z Rikerem.
-To co? Zgoda?
-Jasne że tak, przyjaciele. Zostańmy tylko nimi - powiedziałam przytulając go.
-Dobrze
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę a później ruszyłam do mojego domu. Jutro spotkam się z Rikerem. Bardzo chcę mu powiedzieć o tym ale gdy tylko mam zamiar to wszystko co może być nie tak przychodzi mi na myśl i wtedy po prostu siedzę cicho. Czemu ja jestem taka nieśmiałą w tych sprawach? Jestem beznadziejna.

*Narrator*
Gdy Angela wróciła do domu, zauważyła że Alex jest w kuchni. Nic się do niego nie odzywając wyminęła go i trącąc go w ramie otworzyła lodówkę.
-Co ci jest? -zapytał chwytając ją za rękę.
-Co ma mi być? - odwarknęła
-Nie odzywasz się, zwykle to od drzwi się wydzierasz.
-Po co mam się do ciebie odzywać? Huh? Leć do tej swojej nowej dziewczyny głąbie a nie zawracaj mi głowy!
-Czekaj, Susan ci powiedziała że zerwaliśmy?
-A jak myślisz?! - warknęła
-Może tak grzeczniej małolato
-Zamknij się! Wiesz co? To chyba lepiej że zerwaliście, będziemy mieć święty spokój  Susan.
-Ja i Susan to przyjaciele więc będziemy się spotykać czy tego chcesz czy nie!
...

#Miesiąc później#
Minął miesiąc a nasi bohaterzy dalej przeżywają każdy wspaniały dzień lata. Ale zmieniło się dość dużo w ich życiu. A mianowicie. Rocky i Tessa są razem. Rocky pod wpływem Delly zdołał zaprosić Tesse na randkę po której okazało się że oboje coś do siebie czują. Ale to nie tylko to zmieniło się w życiu bohaterów, nasza grupka przyjaciół poznała nową dziewczynę Alexa. Izzy..okazało się że nie jest taka zła. Z biegiem czasu nawet Angela zmieniła zdanie i pogodziła się z Alexem i zaakceptowała jego wybór. Może przejdźmy do teraźniejszości.
Nadszedł kolejny dzień w ciepłym Los Angeles. Dziś tak jak codziennie wszyscy zebrali się w domu Angeli i Alexa by później udać się na plażę. Dziewczyny jako pierwsze znalazły się na plaży by od razu zacząć się opalać. Chłopaki, jak to chłopaki od razu weszli w wodę. Dziewczyny w między czasie dużo rozmawiały. Można bowiem powiedzieć iż lepiej się poznawały z Tessą i Izzy. Susan, każdy z przyjaciół myślał że wydrapie Izzy oczy po tym jak odebrała jej chłopaka którego prawdę mówiąc nie kochała ale...chyba można powiedzieć że to te dwie dziewczyny się najlepiej dogadują.
-Dziewczyny a może o 15:00 pójdziemy na zakupy jakieś?
-Jasne, czemu nie. - wszystkie się zgodziły. Gdy chłopaki dowiedzieli się o ich intencjach nie byli zadowoleni. Dlatego postanowili że zrobią sobie męski wieczór i pograją w gry na konsoli.


*Oczami Rydel*
Razem z dziewczynami zaraz po przyjściu z plaży ruszyłyśmy na zakupy. Nie powiem obkupiłyśmy się. Ja na przykład kupiłam dwie sukienki i bluzeczkę. Są śliczne. Za to gdy nas chłopaki zobaczyli o mało im gały nie wyszły. A oni myślą że bycie pięknym jest od tak. Mylą się oj mylą. Wszystkie postanowiłyśmy ubrać się w sukienki w kształcie są takie same tylko każda wybrała inny kolor. Ja mam różową, Susan niebieską, Izzy czerwoną, Tessa fioletową i Angela żółtą. Gdy zeszłyśmy na dół chłopaki ustawili się w jednym rządku i wskazali dłońmi byśmy siadały. Zrobiłyśmy to a później w nasze ślady weszli chłopaki.
-Coś nie tak? -zapytałam
-Nie, czemu?
-Jesteście dziwni - powiedziałyśmy wszystkie razem.
-Wydaje się wam-zaśmiali się
-Jasne, trudno wam wierzyć ale okay.
Zapadła niezręczna cisza którą przerwał mój kochany Ell.
-A może pójdziemy do klubu?
-Jasne, czemu nie.
-To co idziemy?
-Tak, tylko zadzwonię do Tobiasa że wrócę później - powiedziała Susan.
Po niecałych 20 minutach byliśmy już w drodze do klubu. Przed samym klubem Susan ruszyła w bieg a my za nią. Ciekawe co się stało. W końcu dobiegliśmy do miejsca w którym okazało się że został pobity Tobias. Na szczęście nic się mu poważnego nie stało. Tobias po tym zdarzeniu poszedł z nami do klubu. Na dobry początek zamówiliśmy sobie po drinku. Usiedliśmy przy stoliku który znajdował się w rogu sali. Po trzech mocnych drinkach ruszyliśmy na parkiet gdzie zaczęliśmy tańczyć. Po niecałych 30 minutach znów usiedliśmy przy stoliku. Siedzieliśmy kończąc nasze drinki gdy do mnie podszedł jakiś nawalony typ. Zaczął się do mnie dobierać ale nim się obejrzałam ktoś walnął mu w nos. Tym kimś był mój chłopak. Żyła na czole Ella była tak widoczna że chłopak od razu zwiał, no trudno. Ellowi widocznie puściły nerwy.
Jest dokładnie godzina 02:00. Powoli wyszliśmy z klubu który był pełny po brzegi. Najbardziej nawalona była Susan, Tessa i Izzy. Mają słabe głowy, mi też już nie dobrze się robiło ale gdy wyszłam na świeże powietrze przeszło mi.
-Bierzemy je do nas? -zapytał Rocky
-Tak, Tobias zostajesz? -zapytałam chłopaka
-Nie, ja wracam do domu, rodzice pewnie wrócili na noc.
-Szkoda - powiedziałam
-Dajcie Susan, zabiorę ją - powiedział
-Nie. Zostaw ją, będzie mieć przegwizdane gdy w takim stanie ją twoi rodzice zobaczą
-Racja.
-Tak
-To do jutra - powiedział i odszedł
-A ty Alex?
-Ja wracam do domu, biorę ze sobą Izzy - powiedział i jak na zawołanie się ulotnił. No nic, zabieramy je.
Po 20 minutach dotarliśmy do domu. Otworzyłam drzwi i wpuściłam ich do środka. Ja zabrałam do siebie Ellingtona, Rocky nawaloną Tesse, Riker śpiącą Susan, a Ross Angele. Wyszliśmy na górę po czym zaraz klapnęliśmy na łóżko.

*Oczami Angeli*
Jak było fajnie. Szkoda że już wyszliśmy. Ja się dziwię tylko jednego, że ja po dwóch mocnych drinkach mam jeszcze świadomość tego co robię. Dziewczyny nawaliły się gorzej niż chłopaki a ja, mi nic nie ma. Ross też trzeźwy ale co ja się dziwię skoro on prowadził. Wszyscy się porozchodzili do pokoi, ja też weszłam do pokoju który mi został przydzielony, co ja gadam zostałam zmuszona do niego. Niestety lub stety muszę spać z Rossem. Ściągnęłam kurtkę i powiesiłam ją na krześle.
-Dać ci moją koszulkę czy iść do Delly? -zapytał Ross
-Daj koszulkę, nie będziesz ich budził.
Ross wyjął z szuflady dużą czarną koszulkę która sięgała mi dużo nad kolano. Ale i tak była w miarę. Weszłam do łazienki by się odświeżyć.Gdy to zrobiłam wyszłam z wanny i lekko zakręciło mi się w głowie. Szybko się ubrałam i wyszłam z łazienki. Zobaczyłam Rossa że był obok łóżka, gdy usłyszał otwierające drzwi odwrócił się w moją stronę. Podeszłam bliżej by odstawić sukienkę gdy potknęłam się na moich szpilkach. Dobrze że Ross stał blisko co mnie złapał a raczej wylądowaliśmy na łóżku. Tak że ja leżałam na nim.
-Przepraszam, głupie buty - powiedziałam wstając.
-Spoko, nic się nie stało.
Wstałam i odniosłam sukienkę później znów położyłam się na łóżku. Ross poszedł się myć a ja leżałam patrząc w sufit. Serio szkoda że nie zostaliśmy dłużej.
Minęło 20 minut a dopiero teraz Ross wrócił z łazienki.
-Siedziałeś dłużej nisz ja. Baba - zaśmiałam się
-Śmiej się ale takie włosy nie układają się same.
-No tak, takiego fryza z lat 60 to trzeba wieczności układać - śmiałam się
-Jakiego fryza? -zaczął mnie łaskotać. Gdy na chwilę przestał wyrwałam się z jego ramion i biegałam po pokoju. Niestety on i tak mnie złapał. Chwycił mnie jedną ręką w pasie a drugą chwycił moje obie ręce w nadgarstku.
-Przeprosisz i powiesz że moje włosy są piękne?
-Nigdy
-To czeka cię kara. - powiedział całkiem poważnie.
-Boje się - zakpiłam
-To nie będzie bolesne - powiedział nadal z powagą w oczach.
-Nie rozumiem. - zdziwiłam się jego słowami.
Dziwnie to brzmiało. Ale co zrobisz, żarty se stroi tylko, tak sądzę. On puścił moje łonie i chwycił mój policzek. Zaczął się do mnie zbliżać, z każdą sekundą był bliżej. Nagle nasze usta się złączyły w jedną całość. Jego malinowe usta pasowały do moich jak brakująca część w puzzlach. To już drugi pocałunek a za każdym razem czuję to samo, motyle w brzuchu to wspaniałe uczucie. Tego nie da się opisać. Gdy skończyliśmy, popatrzyliśmy sobie w  oczy, głęboko w oczy. Po chwili jak by nas coś odciągało oderwaliśmy się od siebie.
-Umm...Emm...ja idę spać. Dobranoc - powiedziałam i się położyłam.
-Angela, muszę ci coś powiedzieć - powiedział Ross siadając na skraju łóżka gdzie leżałam.
-Jutro, teraz idź spać.
Ross bez dalszych słów położył się za mną i w takiej pozycji z dala od siebie zasnęliśmy.
#Następny dzień#
*Oczami Ellingtona*
OMG! Jak mnie boli głowa, chyba mi zaraz pęknie. Pić...błagam..wody, ja chce wody! Nigdy więcej tyle nie wypije przysięgam. Zszedłem na dół gdzie znajdowali się wszyscy, no prawie. Nie było tylko Angeli. Przywitałem się z nimi i zasiadłem do stołu. Rydel podała mi naleśniki.
-Ryd kochanie najpierw daj tabletkę, zaraz mi głowa pęknie.
-Zjedz to ci dam.
-Dzień dobry - przywitała się Angela która weszła do jadalni.
-Dzień dobry
-To kto ma wielkiego kaca? -zaśmiała się
-Ja- powiedzieli wszyscy oprócz Rossa który siedział jakoś tak cicho.
-Ja też, ale małego - powiedziała i usiadła obok mnie.
Także zaczęła jeść naleśniki podane przez Rydel. Ross co jakiś czas zerkał na nią. Chyba wszyscy to zauważyli bo dziwnie się na nich patrzeli. Może  coś się wydarzyło nie tak. Nie mam bladego pojęcia.


*********************************************************************************
Finally!! Męczę się z nim od soboty jak nie piątku. Krótki ale napisany z trudem. Następny podobno już niedługo. Pisany przez....Zuzie. Więc czekajcie. Życzę miłego dnia/nocy *.~

piątek, 20 marca 2015

Rozdział 14

*Oczami Angeli*
Ross i Angela weszli na górę. Gdy doszli do niewielkiego pokoju otworzyli brązowe drzwi za którymi krył się ich dzisiejszy pokój. Pierwsze co zrobili to oboje popatrzeli  na łóżku. Tak, było tam tylko jedno łóżko.
- Czyli ... śpimy na jednym łóżku? - zapytałam poprawiając włosy
- Na to wygląda
- Eh... zajmuje lewą połowę ! - krzyknęłam i pobiegłam do łóżka, a następnie usiadłam.
- Niech ci będzie- powiedział i usiadł koło mnie. Następnie się przeciągnął i położył się kładąc ręce pod głowę. Spojrzałam na niego i widziałam, że ma zamknięte oczy.
- idziesz spać ? - zapytałam trochę załamanym głosem bo miałam ochotę z nim trochę pogadać.
-Co? Nie, jeszcze nie - powiedział gwałtownie otwierając oczy.
- To dobrze...
- A czemu ? - zapytał siadając naprzeciwko mnie.
- Tak po prostu, chciałam pogadać - chłopak przytaknął jakby chciał abym mówiła. - Twoja babcia zawsze taka jest?
- Nawet tak. Zawsze jak do niej przychodziłem z dziewczyną to przeważnie mówiła to samo. Kiedyś nawet przyjechałem z Lori, naszą kuzynką to i tak mówiła, że to moja kuzynka - mówił z uśmiechem.
- Serio ? - próbowałam powstrzymać śmiech.
- Przecież bym cie nie kłamał
- No nie wiem - powiedziałam znowu z uśmiechem krzyżując ręce na piersi. Nic na to nie odpowiedział tylko podniósł jedną brew. Zaczął wyciągać ręce w moim kierunku jakby chciał mnie łaskotać.
- Tylko mnie nie łaskocz ! - automatycznie chwyciłam jego ręce. - Zamiast możemy pograć w łapki !
- Okej - Puściłam jego ręce i zaczęliśmy grać. Oczywiście ta gra nie jest jakoś specjalnie trudna. Ani tym bardziej fascynująca czy np. porywająca. W tym temacie powiem tylko, że przegrałam każdą ' rundę". Po chwili spojrzałam na mój telefon którego włączył sie ekranik bo dostałam SMS od Susan, przy okazji zobaczyłam godzinę. Była 23:54.
- Dobra, idę sie przebrać - powiedziałam wstając
- Nie! ja będe pierwszy. Szybko się ogarne a nie wiem ile ty tam będziesz siedzieć - powiedział i poszedł
Wykorzystałam okazję i odczytałam SMS od przyjaciółki.
 "Hej Angela, masz jutro czas?",
 " Tak jasne, a coś sie stało?". 
 "chce z wami pogadać... Chodzi o Alexa.'".
' Spoko, to sie jeszcze jutro dogadamy"
Od razu jak skończyłam przyszedł Ross.
- Coś się stało? - zapytał przeczesując włosy ręką
- Nie.. nic. - powiedziałam wstając do łazienki.
Pierwsze co zrobiłam to umyłam zęby na noc. Nie zajęło mi to dużo czasu. Następnie przebrałam się w piżamę. Uznałam, że jutro rano sie umyję. Ostatnią rzeczą było przeczesanie włosów. Ku mojemu zdziwieniu ogarnęłam sie dosyć szybko. Od razu wyszłam z łazienki. Chciałam wręcz pobiec na łóżko, ale przed drzwiami stał Ross co mnie trochę zdziwiło. Zatrzymałam sie przed nim, a on zaczął się do mnie zbliżać.
- Co Ty robisz? - zapytałam marszcząc  brwi.
- Zaraz zobaczysz, jeśli będziesz na mnie za to zła to przepraszam. - powiedział gdy był już bardzo blisko mnie. Teraz juz znałam jego zamiary, jednak nie protestowałam jakoś za bardzo. Ross jedną ręką ujął moją twarz i zaczął bardzo ostrożnie przysuwać swoją do mojej. Po chwili nasze twarze były złączone w lekki pocałunek. Jednak zaczął on się trochę pogłębiać w bardziej pewnym. Oddawałam jego każdy pocałunek. Stanęłam lekko na palcach i założyłam ręce na jego szyi. Nasz pocałunek trwał około 2 -3 minut. Nie wiem, nie liczyłam. Skończyliśmy dlatego bo zabrakło nam powietrza. Kiedy sie od siebie oderwaliśmy to spojrzeliśmy głęboko w oczy. Następnie wyminęłam Rossa, bo nie chciałam rozmawiać na ten temat. Chłopak stał tam gzie stał ciągle.
- Idziesz spac? - zapytałam
- T-tak. Już idę
Powiedział i następnie położył się obok mnie. Specjalnie zaczęłam udawać, że jest mi zimno.
- Jest Ci zimno? - nic nie powiedziałam tylko przytaknęłam głową. Chłopak gdy to zobaczył od razu przysunął mnie do siebie, a następnie objął. Było mi bardzo przyjemnie. Skończyło się tak, że zasnęłam w objęciach Rossa.

Rano obudziłam się już bez Rossa. Nie rozmyślałam za bardzo gdzie on jest tylko chciałam pójść do łazienki szybko się ogarnąć. Wstałam z łóżka i spojrzałam na zegarek i była 7:30. Kiedy kierowałam się już do łazienki, ktoś nagle pociągnął mnie gwałtownie za rękę. Ja natomiast strasznie się przestraszyła.
- Spokojnie to tylko ja - powiedział Ross. Tak, wiedziałam, że to on. Spokojnie wyrwałam od niego swoją rękę. - Chodźmy na śniadanie, zaraz się ogarniesz. - Powiedział i ruszył ku kuchni, a ja poszłam w jego ślady.
Pierwsze co poczułam wchodząc do kuchni to zapach świeżo zrobionych tostów. Byłam bardzo zadowolona bo je uwielbiam.
- Siadaj i jedz - powiedział z wielkim uśmiechem
- Dziękuję, Sam zrobiłeś?
- A co? smakują ci ?
- No oczywiście !- krzyknęłam i wzięłam kolejny gryz
- Tak to ja z.... - W tym momencie weszła babcia Rossa.
- Jak wam smakują? Specjalnie dla was wcześnie zrobiłam i obudziłam Rossa, że niby to on zrobił ! -w tym momencie Ross zrobił się cały czerwony, a następnie zrobił mega facepalma. Ja natomiast zaczęłam się z niego śmiać.
- Em.. Babciu... czy ty... czy nie powinnaś przypadkiem tego nie m... a nie ważne - powiedział zrezygnowany i przeczesał ręką włosy.
-Co? Nie powinnam mówić ? Ale ty bys tego nie powiedział i byś kłamał, że to ty się trudziłeś
- Babciu... to tylko tosty  ... - powiedział z miną " Serio?"
- ale... no dobra.. już idę - powiedziała i wyszła lekko trzaskając drzwiami
- Wybacz, że tak wyszło... po prostu wstałem za późno i by nic z tego nie wyszło - w tym momencie wstałam aby odstawić talerz - i ogólnie ten dzień miał sie fajnie zacząć... a tu du,.. - podeszłam do niego i pocałowałam go lekko w policzek
- I tak miło się zaczął - powiedziałam i poszłam na górę aby sie ogarnąć. Przez cały czas czułam wzrok chłopaka na sobie.
Gdy weszłam do pokoju wzięłam swoje ciuchy i udałam się do łazienki. Pierwsze co zrobiłam to wzięłam szybki prysznic. Tym razem nie myłam włosów. Gdy wyszłam wytarłam sie i ubrałam. Mianowicie ubrałam zwiewną różową sukienkę, a do tego czarne wysokie trampki. Najlepszy zestaw. Dzisiaj wyjątkowo  postanowiłam zrobić sobie lekkiego kłosa. Gdy wyszłam z łazienki od razu dostrzegłam Rossa jak trzymał mój telefon. Zmierzyłam go wzrokiem i podniosłam jedną brew do góry.
- Sus dzwoniła, prosiła abyś oddzwoniła. - podał mi telefon.
- Dziękuję - powiedziałam a chłopak wyszedł. Od razu wykręciłam numer przyjaciółki.

*Rozmowa telefoniczna*
A : No hej. dzwoniłaś
S : No tak.. mam sprawę
A : Jaką?
S: ja wiem, że jesteś teraz z Rossem ale o której wrócicie ?
A : No... za 30min? jakoś tak
S : O to fajnie! Spotkamy się jeszcze wtedy z Delly,ok?
A : Tak jasne
S: To paa !

*Koniec rozmowy *

- Rooooooss ! - krzyknęłam
- Co? - szybko pojawił się w moim pokoju
- O której wracamy?
- Em... Możemy już teraz jeśli chcesz- przeczesał włosy ręką
- Okej to ja tylko spakuję - powiedziałam i poszłam po torbę. Chłopak zrobił to samo co ja. Nie  mieliśmy dużo rzeczy więc szybko nam to zajęło, Nosząc nasze torby zeszliśmy na dół.
- A wy już jedziecie ? - zapytała babcia
- Tak, juz niestety - powiedziałam
- Dobrze to jedźcie ! Paa - powiedziała i przytuliła każdego z osobna. Następnie daliśmy torby do bagażnika, wsiedliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Przez dłuższą drogę każdy milczał
- O czym tak myślisz? - zapytał chłopak
- A... o niczym
- Przecież widzę. Mów.
- O Sus... mówiła, że ma ważną sprawę co do Alexa i...- chłopak mi przerwał
- Zastanawiasz sie o co chodzi ?
- Dokładnie.
- Spokojnie, już jesteśmy i zaraz się z nią spotkasz.
- Coo? Już tak szybko ?- zapytałam przeciągając się
- Taak, to twój dom - powiedział śmiejąc sie
- Okej, Dzieki ! - krzyknełam wysiadając
Gdy wysiadałam podbiegłam do drzwi i  z impetem weszłam do domu. Był tylko mój brat. Postanowiłam z nim pogadać.
- Hej - mówiłam z uśmiechem
- No siema - odpowiedział sucho
- Jak tam z tobą  i Susan ?
- Y... Czemu pytasz ? - był zakłopotany
- dobra... później pogadamy. - tak... bardzo inteligentna rozmowa... Postanowiłam rzucić torbę byle gdzie i iść na spotkanie z przyjaciółkami.
- Wychodzę ! - krzyknęłam i wyszłam z domu. Od razu zadzwoniłam do Sus.

*Rozmowa telefoniczna*
S; Halo?
A: No ja juz wróciłam. gdzie się spotykamy ?
S:O!hm... To chodź do parku
A: Okej zaraz będę. Paa

* Koniec rozmowy*
Od razu kierowałam się w stronę parku. Miałam dość długą drogę, ale na szczęście miałam przy sobie słuchawki. Założyłam je i włączyłam pierwszą lepszą piosenkę.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witam Witam !
Tak wiem. rozdziału bardzo dłuuuuuugo nie było ;-; Bardzo was za to przepraszam ! Ale ruszamy z powrotem z blogiem ;33 Teraz kolejny rozdział ( Tak sądzę) będzie pisać Angela ;3
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba ^^
Miłego dnia czy tam wieczoru XD



poniedziałek, 23 lutego 2015

UWAGA!! Krótkie info xD

W zakładce "Bohaterowie" dodano dwie bohaterki (Boże jak to brzmi xD). So...zajrzyjcie. 
Pozdrawiam ;*

środa, 18 lutego 2015

Rozdział 13

*Oczami Angeli*
Wiem że się pogodziliśmy z Rossem ale boję się tego spaceru. Boje się co będzie mówił, o co będzie pytał. Wszystkiego.
-Jak w pracy?
-Kiepsko, jakiś typ przychodzi z siostrą i nie daje mi spokoju.
-Musisz szukać nowej pracy - stwierdził
-Dlaczego?
-Nie chcę cię martwić ale słyszałem jak moja mama rozmawia z dyrektorką czyli jej przyjaciółką i mówi że będzie nowy dyrektor przedszkola i że zatrudnią nowych pracowników.
-Oh..ale ja mam pecha co do pracy. Masakra.
-Poradzisz sobie. - uśmiechnął się - Jak tam z Alexem? Podobno dziś ma mecz
-Tak, jakoś nie za bardzo mnie to interesuje. Nie lubię jak on gra.
-Oh..mogę o coś zapytać?
-Zawsze - zaśmiałam się
-Pojedziesz ze mną w poniedziałek  do dziadków?
-Po co?
-Dziadek prosił bym mu pomógł w pracy domowej, chyba w ogrodzie coś, ostatnio jak Riker był to źle posadzili drzewo
-No dobra, ale po co ja tam potrzebna?
-Babcia chce cię poznać, mama dużo o tobie jej mówiła
-Co proszę?
-To samo skarbie - uśmiechną się. Co on powiedział? Skarbie? 

~~Następny dzień~~
*Oczami Rikera*
Co jest do cholery? Co ja tak mokro mam?
-Chłopaki!!! - krzyknąłem gdy zauważyłem ich stojących nad moim łóżkiem. -Pokopało was? Jeszcze zimna woda.
-Sorry Riker, ale kto śpi do 12:00 z nami ten długo nie wytrzyma - zaśmiał się Ell - prawda chłopaki?
-Tak jest - zasalutowali - Ubierz kąpielówki, idziemy pływać
Zabiję ich, no zabiję. Mnie budzić w tym momencie? Tak się mi dobrze spało.  Dziś w dodatku sobota.
...
Zszedłem na dół, zjadłem śniadanko i ruszyłem do moich przyjaciół.Pomyśleć że już jutro wieczorem jedziemy już do domu.
-Riker, idź po Susan, powiedziała że nie chce tu przyjść -zawołała Rydel
-Już się robi - I znów do domku.
Przekroczyłem próg domku i wszedłem do pokoju dziewczyn. Na jednym z łóżek leżała blondynka.
-Hej, co jest? - zapytałem
-Nic co ma być?
-Dlaczego nie idziesz do nas?
-Nie mam ochoty..
-Susan mów co jest? Widzę przecież że coś nie gra. - powiedziałem stanowczo
-Alex, on nie odpisuję na wiadomości, nie odbiera. Ja się martwię. - powiedziała
-Poczekaj zadzwonię do niego.
-Wybrałem numer do Alexa i po chwili odebrał.
-Hej stary, co jest? - zapytał odbierając
-Hej, dlaczego nie odbierasz od Susan?
-Umm..dzwoniła? -zapytał, brzmiało to jak kłamstwo. On wiedział że dzwoniła
-Tak, dzwoniła
-Jest przy tobie?
-Tak, chcesz pogadać?
-Tak, daj mi ją.
Dałem telefon Susan a sam wyszedłem z pomieszczenia.

~~Poniedziałek po południu~~
*Oczami Rossa*
Dojeżdżamy do domu moich dziadków. Przez całą godzinę drogi Angela ciągle gadała. Ja nie wiem jak oni z nią wytrzymują. Głównym tematem jej "rozmowy" było to czy Susan serio kocha Alexa, czy może Rikera.
-Angela, nie wiem co jest między nimi. Okay? Teraz bądź cicho - zaśmiałem się
-Ale Ross.. - popatrzyłem na nią "groźnie" - ostatnie pytanie.
-Okay
-Daleko jeszcze?
-Nie
-Ile?
-Miało być ostatnie. -zaśmiałem się a ona przewróciła oczami -Jeszcze raz przewrócisz oczami a pożałujesz
-Boje się - zakpiła
-Poczekaj aż będziemy u dziadków. Jeszcze tylko...........już -powiedziałem gdy wjechaliśmy na podjazd
-Nareszcie..
-Angela tylko błagam, uważaj na babcię. Ona zadaje masę pytać wiec się nie przeraź
-Spokojnie Ross.
Wysiadłem z auta i skierowałem się by otworzyć drzwi Angeli. Tak też zrobiłem. Chwyciłem ją w tył plecy i zaprowadziłem do drzwi. Zadzwoniłem na dzwonku a po chwili w drzwiach zjawiał się babcia.
-Wnusiu, kochanie witaj - przywitała się ze mną babcia
-Cześć babciu - przytuliłem staruszkę.
-A co to za piękna dama? Nie mówiłeś że masz dziewczynę. - zaśmiała się
-To Angela, to nie moja dziewczyna to przyjaciółka.
-Dzień dobry Angela
-Dzień dobry, miło panią poznać.
-Ciebie również kochanie
-Babciu gdzie jest dziadek? -zapytałem wchodząc do kuchni
-W ogrodzie, zaraz go zawołam
-Nie, my pójdziemy do niego
Wyszliśmy z domu do ogrodu, jak ja lubię tu przebywać jest tu tak cicho i spokojnie. Kiedyś zamieszkam w takim spokojnym miejscu.

*Oczami Rydel*
-Cześć mamuś - przywitałam się z moją rodzicielką gdy weszłam do kuchni.
-Witaj kochanie
-Gdzie chłopcy?
-Riker poszedł z tatą do garażu, samochód się popsuł, Rocky i Ellington poszli do skateparku a Ross pojechał do dziadków.
-Ooo..no tak Ross mówił. Wiesz z kim tam pojechał? -spytałam choć sama dobrze wiedziałam z kim
-Sam, z kim miał jechać? -zaśmiała się
-Z Angelą pojechał.
-Co? Serio? Nic nie mówił.
-Wiem, ja idę dziś z Susan na małe zakupy, dobrze?
-Jasne tylko na obiad wróć.
-Wrócę.
Wyszłam na górę gdzie przebrałam się w ciuchy by mogła długo chodzić po sklepach. Zadzwoniłam po Susan i umówiłam się  nią przed centrum handlowym .

*Oczami Angeli*
Strasznie mili Ci dziadkowie Rossa. Polubiłam ich, są tacy spokojni, tak się kochają. Pani Lynch jest cudowna. Pozwoliła mi do siebie mówić babciu a do Pana Lyncha dziadku. Oczywiście dziwnie się tak czuję ale jak tak sobie życzą.
-Babciu idę do dziadka - powiedział Ross
-Dobrze, ja zrobię wam obiad
-Pomogę Ci babciu - powiedziałam
-Babciu? -zapytał Ross
-Tak, kazałam jej tak mówić - powiedziała Pani Lynch
-Oh..brzmi to jakbyśmy byli..nie ważne.
-Marzysz Lynch - zakpiłam a babcia się zaśmiała
-Zobaczysz jeszcze - mruknął Ross i wyszedł
-Kocha cię - powiedziała staruszka
-Przepraszam co?
-No samo od siebie cię tu przywiózł, ciągle na ciebie patrzy
-Jak sam od siebie, powiedział mi że chciałaś się ze mną zobaczyć babciu
-Widocznie kłamał byś z nim przyjechała.
-Już ja się z nim policzę. Ale fajnie że się zgodziłam, podoba mi się tu.
-Miło mi. Robimy dziś zupę ogórkową i naleśniki z nutellą. Ross je kocha.

*Oczami Rockyego*
Dawno nie byłem w skateparku, dobrze tak sobie przyjść i pojeździć. Przypominają się stare czasy, jak jeszcze nie byliśmy sławni. Było super, nie że teraz nie jest ale dawniej mieliśmy więcej czasu dla siebie.
-Rocky, idziesz na tą rampę? - wskazał na najwyższą rampę w skateparku
-No mogę, jak co to już wybieraj powoli numer na pogotowie - zaśmiałem się
Wyszedłem na rampę i patrząc w dół zrobiło mi się słabo. Ale tylko przez chwilę bo jakiś dzieciak mnie zepchnął tak że jechałem równiutko na desce. Kocham tego dzieciaka. Udało mi się zjechać. Uff.. bomba.
-Ellington ale czad! Teraz ty - powiedziałem gdy jechałem w stronę kumpla. Już dojeżdżałem do Ellingtona gdy ktoś we mnie wjechał. Upadłem ale nie mocno bo Ell mnie chwycił za ramie.
-Tak cię przepraszam. Gapa ze mnie - powiedziała nieznajoma dziewczyna
-Nic nie szkodzi.
-Nie przejmuj się, ona często tak sobie upadnie, nie czuje już tego - zaśmiał się Ellington.
-Ha ha!
-Jestem Tessa, a wy?
-Jestem Rocky a ten dowcipniś to Ellington
-Miło was poznać, no prawie.. przepraszam za potrącenie
-Nic nie szkodzi..
-Może w przeprosiny dacie się namówić na lody lub lemoniadę?
-Chętnie.

*Oczami Rossa*
Dziadek powiedział że musimy obciąć żywopłot. Nie jest tego dużo ale i też nie mało. Dlatego zajęło nam to aż do 15:00. Oczywiście przerwa na obiad była. Po skończeniu przycinaniu żywopłotu dziadek powiedział że na dziś kończymy. Pewnie za tydzień znów coś będzie chciał zrobić.
-Babciu, mogę wziąć Angelę? -zapytałem wchodząc do salonu i widząc Angelę z babcią które oglądały album.
-Pierwsze idź się umyć, my idziemy do ogrodu - powiedziała babcia
-Okay - wyszedłem na górę i skierowałem się do pokoju mojego taty, dawnego pokoju. Tam zawsze są jakieś ciuchy na przebranie. Wyjąłem jeansy i żółto-białą koszulkę w paski. Wziąłem szybki prysznic i wyszedłem do ogrodu ku Angeli i dziadkom.
-Ross jak był mały to ciągle przytulał do siebie lalkę Rydel i mówił "To moja dziewczyna, to moja dziewczyna" - zaśmiała się babcia.
Ha..pamiętam to. Lalka miała brązowe włosy i zielonkawe oczy. O cholera, tak samo jak Angela. Hehe..
-Albo mówił że w przyszłości zostanie rycerzem by móc ocalić panienki - powiedział tym razem dziadek
-Dziadku - spiorunowałem go wzrokiem
-Wiesz skarbie że to prawda, ciągle mówiłeś takie rzeczy - powiedziała babcia a Angela zaczęła się śmiać.
-Rossy chce być bohaterem? O jeny..niedoczekanie nasze - śmiała się brunetka siedząc na krześle.
-Bawi cie to?
-Trochę
-Tak? -zbliżyłem się do niej. Podszedłem jeszcze bliżej i jeszcze aż zacząłem ją łaskotać.
-Ross, przestań....proszę
-Co będę z tego miał?
-Przestane się z ciebie śmiać.
-To za mało, chcę całusa w policzek
-Stoi
Przestałem ją łaskotać i usiadłem obok na krześle. Wskazałem palcem mój policzek.
-Mówiłam ci że cię kocha - powiedziała babcia do brunetki
-Co proszę?! - krzyknąłem
-Wnusiu, wnusiu to widać - zaśmiali się dziadkowie a Angela im zawtórowała.- Widzisz, rumienisz się.
-Oh, dajcie spokój - powiedziałem lekko zirytowany.
*Oczami Susan*
Razem z Rydel chodziłyśmy po całej galerii. Obkupiłyśmy się że woaho. Mama znów będzie mega zła. No ale proszę, to nic takiego a biedni nie jesteśmy.
-Rydel, widziałaś tego chłopaka? Ale się potknął
-Widziałam, widziałam...tamten nas obczaja.
-Mamy chłopaków Dells
-Oj tam oj tam.
Wyszłyśmy z knajpki na rogu i skierowałyśmy się w stronę parku gdzie są najlepsze lody w życiu.
-Rydel idę po lody a ty poczekaj na tamtej ławce -wskazałam na małą brązową ławeczkę.
Podeszłam do budki z lodami i kupiłam po dwie gałki lodów waniliowych. Miły sprzedawca dał mi nawet gratis dwa wafelka w kształcie serduszka. Podziękowałam i ruszyłam w stronę Rydel. Oddałam jej jednego z lodów  i ruszyłyśmy w stronę naszych domów.
Gdy byłam już przy moim domu na podjazd wjechał samochód mamy. Pewnie na zakupach była bo dziś ma wolne.
-Hey mamuś, gdzie byłaś?
-Na zakupach, zabrakło mi parę składników do obiadu. A ty gdzie?
-Z Delly na zakupach, parę ciuszków sobie kupiła. Dla ciebie mam dwie bluzeczki są śliczne.
-Susan mówiłam ci byś tyle nie wydawała.
-Oj tam, choć bo ciężko nam się robi
-Faktycznie.
Weszłyśmy do domu i rozłożyłyśmy zakupy. Nagle zadzwonił telefon. Mama odebrała. Strasznie się ucieszyła po jego odebraniu.
-Kto to był?
-Tata, powiedział że załatwił pracę Tobiasowi jako mechanik motorowy. Obok pracy taty.
-Super, pamiętasz pracę taty Angeli? Zwolnił się  bo oszukali go, teraz pracuje na budowie. Gdzieś na odludziu LA
-Wiedziałam, Marie mi mówiła.
-Oh...może pójdę dziś do Angeli
-Nie ma jej, Marie mówiła że z Rossem gdzieś pojechała, uprzedzam że Alexa też, jeszcze z meczu nie wrócił.
-O jeny...to zrobimy sobie babski dzień? Spędzimy ze sobą trochę czasu.
-Dobrze ale po obiedzie.

*Oczami Ellingtona*
Podobno Rocky umówił się z Tessą, jak fajnie. Nie będzie tyle marudził. Fajna dziewczyna, ciekawe czy się im uda.
-Ell idziesz na dół? Nudzi mi się -zawołała Delly. Może zabiorę ją na randkę. Jesteśmy razem ale na randce nie byliśmy. Zabiorę ją do tej restauracji. Oh tak.
-Delly ubieraj się, sukienke najlepiej
-Po co?
-Ubieraj się, za 10 minut widzę cię gotową.
Mineło 10 minut, Delly zeszła na dół. Jak ona pięknie wygląda, ona cała jest piękna.
-To gdzie idziemy?
-Na randkę
-Gdzie? Ell na prawdę nie mam siły długo iść.
-Spokojnie,  nie pójdziemy tak długo.
-No dobrze.
Po obiedzie zabiorę ją na plaże w miejsce wspaniałe dla par. Skołuję jeszcze wino. Będzie świetnie.
Weszliśmy do restauracji. Usiedliśmy przy jednym z stolików i zaczęliśmy zastanawiać się co zjeść.
-Co sobie państwo życzą?-zapytała wysoka brunetka
-Ja poproszę spaghetti -powiedziała Delly
-Poproszę to samo i wino dla nas.
-Coś jeszcze?
-Dziękujemy
Najpierw rozmowa się nam w żaden sposób nie kleiła, dopiero później zaczęliśmy rozmawiać jak ludzie.
Po obiedzie wyszliśmy z restauracji i skierowaliśmy się w stronę plaży.
-Ell coś się stało?
-Nie, dlaczego?
-Zabrałeś mnie na obiad, na plaże, wino. Pomyślałam że może coś się stało.
-Nie, wszystko jest okay

*Oczami Angeli*
Czy Ross się obraził? No błagam to tylko żarty. Boże. Dobrze że wraz z babcią i dziadkiem mamy co robić bo inaczej bym go zadusiła za to nieodzywanie się zwłaszcza że mojej winy w tym nie ma. Wróciłam do kuchni po sok i z powrotem udałam się do ogrodu. Na zewnątrz zrobiło się ciemno, na niebie pojawiły się ciemne chmury, chyba padać będzie. No i proszę. Jak walło parę metrów dalej. Czyli burza.
-Ross jedziemy? Chyba będzie nieźle padać.
-Nigdzie was nie puszczam dzieciaki, zostajecie na noc. -powiedziała babcia
-Ross choć schowamy auto do garażu, babcia schowa krzesła pod dach.
Ross z dziadkiem poszli a ja pomogłam babci.
-Ja zadzwonię do mamy by się nie martwiła o mnie
-Dobrze ja idę do domu...
Wybrałam numer do mamy, już po chwili odebrała.
-Córciu gdzie jesteś? Widzisz jaka pogoda?
-Mamo zostajemy na noc u dziadków Rossa straszna pogoda się robi i nie chcemy jechać.
-Dobrze
-Kocham cię, pa mamuś.
-Pa skarbie.
Rozłączyłam się i gdy chciałam zrobić krok w tył zderzyłam się z czymś. Odwróciłam się i zobaczyłam Rossa
-Debilu aleś mi strachu narobił.
-Taki brzydki jestem?
-Nie ale...czekaj, pan dumny raczył się odezwać
-Jaki pan?
-Słyszałeś
-Wiesz że jest tylko jeden wolny pokój i w każdej chwili mogę cię dopaść i zagilgotać na śmierć?
-Nie przemyślałeś jednego, jest kanapa
-Na której babcia nie pozwala spać by plecy nie bolały
-Kurcze
-Dokładnie -no i pięknie zaczyna padać
-Choć, będziemy chorzy -powiedziałam ciągnąc go za rękę w stronę drzwi.
Weszliśmy di domu a od progu kuchni przywitała nas babcia z kubkami gorącej czekolady.
-W pokoju masz ubrania do spania i na jutro, jeszcze Rydel gdy tu spała to zostawiła
-dziękuję bardzo, jest pani kochana
-Ty równierz, bez powodu Ross tak za tobą nie szaleje -powiedziała kobieta a Ross zchłysną się czekoladą. Hahahaha...biedaczek. 

*Oczami Alexa*
To już drugi wygrany mecz. Jeszcze jeden a wejdziemy do głównej kwatery klubu sportowego. Wtedy będzie super. Muszę się pochwalić Susan. Właśnie, długo się nie widzieliśmy i nie rozmawialiśmy. Pewnie Riker z nią jest. Nie przeszkadza mi to  bo mam chwilę dla siebie.
-Cześć Alex-powiedziała jedna z dziewczyn które kibicowały nam na meczu
-Cześć
-Co tam? 
-Dobrze
-Masz dziewczynę? 
-Mam a co? - zapytałem 
-No wiesz może byśmy się umówili na pizze?
-Chętnie 
-Super, to za pół godziny przy wejściu do klubu
-Okay
No i pięknie, co ja narobiłem .Przecież mam dziewczynę. Prawda taka że nie spędzamy ze sobą dużo czasu ale Susan jest naprawdę bardzo, bardzo fajna. Jedno wiem na pewno, pójdę na tą pizze ale nic więcej.
Nie mógłbym tego znieść. A z resztą. Wyszedłem na dwór i zobaczyłem że nie za ładna pogoda się robi, będzie padać. E tam, szybko zjemy i pójdziemy. 

*Oczami Angeli*
Gdy porozmawiałam chwilę z dziadkami Rossa poszłam się przebrać. Wzięłam ciuchy do łazienki i po odkręceniu kurka umyłam się. Po wykonaniu tej czynności postanowiłam zejść jeszcze na dół by powiedzieć choć krótkie dobranoc. Schodziłam powoli po schodach. Dochodziłam już do salonu gdy usłyszałam krótką rozmowę dziadków Rossa z nim samym. 
-Ross kochanie, czy ty coś czujesz do Angeli? - zapytała miło babcia
-Co to za pytanie babciu? 
-Normalne Ross, odpowiedz nam. To widać jak na nią patrzysz i co robisz gdy jest blisko. 
-Babciu... tak, podoba mi się, ale to moja przyjaciółka. 
-Skarbie, przeważnie jest tak że osoby które się przyjaźnią, po jakimś czasie są razem. Uwierz mi, pogadaj z nią o tym a przekonasz się że ona też czuje to samo. 
-Nie wiem, nie chcę niczego psuć. Ja idę, przemyślę to. Dobrano - ucałował dziadków i poszedł do kuchni.
Wyszłam za ściany i podeszłam do staruszków siedzących na kanapie.
-Ja tylko przyszłam powiedzieć dobranoc - powiedziałam lekko zmieszana
-Dobranoc skarbie, jeśli coś chcesz jeszcze zjeść to idź do kuchni Ross tam jest. My już pójdziemy spać - odpowiedziała miło babcia. Jak mówiła tak też zrobiła, poszli spać a ja postanowiłam iść do kuchni.
-Idziesz już spać? -zapytałam Rossa który opierał się o blad
-Nie, jeszcze nie.... - powiedział gdy na mnie spojrzał. 
Coś ukuło mnie w sercu, w brzuchu zaczęło mnie łaskotać. Jego spojrzenie, mogę patrzeć godzinami na jego oczy jak z czekolady. Angela..zakochałaś się. Zakochałaś się w Rossie.
-Ja już pójdę, dobranoc. - podeszłam do niego i dałam mu całusa w policzek. Stanęłam chwilkę tak że moja twarz była obok jego policzka. Gdy chciałam odejść, ona mnie przytulił. Nie zaprzeczając odwzajemniłam gest. 
-Musimy porozmawiać - szepnął mi do ucha. 
-Jutro, zmęczona już jestem.
-No dobrze.

*Oczami Susan* /Chwilę po obiedzie/
Wyszłam po obiedzie się przewietrzyć. Mimo iż pogoda nie za ładna się robi to i tak poszłam się przejść. Może pójdę po Alexa? Ona ma dziś trening. Ruszyłam powoli w stronę klubu sportowego, zaraz zacznie padać a ja nie mam parasola. No nic. 
Doszłam do dużego białego budynku i stanęłam za ścianą tam gdzie zawsze czekałam na Alexa. Po chwili z budynku wychodzi mój chłopak z jakąś laską. Trzymali się za ręce. Mi łzy napłynęły do oczu a ni się śmiali. Już ja mu pokarzę, al jutro dziś nie mam siły. Pobiegłam szybko do swojego domu, moje łzy skapywały wraz z ciepłym deszczem. Dlaczego on to zrobił? Przecież mówił że mu na mnie zależy a teraz co? Chodzi z inną lasą? Ciekawe ile ich już miał. Boże. Muszę zadzwonić do Angeli. Tylko ona mi pomoże. Jak wróci to muszę się spotkać z nią i z Delly. Wpadłam do domu jak torpeda, nie zważając na słowa rodziców i Tobiasa wpadłam do mojego pokoju i zamknęłam na klucz. To najgorszy dzień w całym moim życiu.

*********************************************************************************
Nareszcie, skończyłam. Pisałam go prawie trzy dni. Uważam że jest ona najdłuższy rozdział. Prawie sensu nie ma moim zdaniem ale mi się jednak  podoba. Bardzo proszę o komentarze. Zależy mi na nich tak jak każdemu kto pisze/prowadzi bloga. Dziękuję i miłego dnia/wieczoru w zależności kiedy czytasz.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 12

*Oczami Rossa*
Koncert graliśmy dwie i pół godziny. Było świetnie, dawno tak się wspaniale nie czułem. Ale mniejsza o to, koncert się skończył więc możemy się gdzieś wybrać. Może do pizzerii? Nom, dobry pomysł głodny jestem.
-Ej ludzie idziemy coś wszamać?
-Tak!! - krzyknął Ell, ten to zawsze pusto w odchodzie ma.
Szybko wyszliśmy z klubu i pokierowaliśmy się w stronę pizzerii. Zamówiliśmy pizze hawajską. W czasie czekania rozwinęła się nam dość nieprzyjemna rozmowa. Dobrze że Tobiasa nie było.
-Delly, czemu kłóciłaś się z Tobim? -zapytała Susan
-No bo on się we mnie zakochał..no i..no ja nic do niego nie czuję, zaczął krzyczeć że narobiłam mu nadzieję choć wiedziałam że nic z tego nie będzie. - powiedziała
-Ouh, przykro mi - powiedziała Angela
-Nic nie szkodzi, przejdzie mu może.
-Przejdzie mu - zaśmiała się Susan
-A tobie nic nie jest? Widziałam jak cię uderzył - powiedziała Rydel
-Jest dobrze, nie kiedy mu się to zdarza, już prawie nie czuję tego bólu.
-Że co proszę? - wrzasnął Riker a wszystkie oczy skierowały się na nas.
-Wiem, to jest kretyn, debli, nieczuły idiotyczny śmieć ale to mój brat.
-Ale on cię bije - powiedziałem
-Ross przestań, to nic nie zmieni.
-Jak chcesz
-Ej co powiecie na jezioro? Możemy tam jechać? - zapytał Rocky. Ten to nawet w takim momencie nie umie się chamować. Kretyn.
-Taki, ja chcę jechać - powiedziała Susan - kocham jeziora
-To może wyjedziemy jutro rano? - zapytał Ell
-Nom, teraz przepraszam ale muszę już iść. Zobaczymy się jutro rano, będę u was o 16:00. Do zobaczenia - powiedziała Angela i wyszła.
....
*Oczami Ellingtona*
Skoro Delly nic nie czuje do Tobiasa to mam szansę poprosić czy zostanie moją dziewczyną. Tak, nareszcie. Zrobię to dziś wieczorem. Oby się zgodziła, inaczej się załamię.
-Ellington idziesz? Czy zostajesz na noc? -zaśmiał się Rocky gdy ja siedziałem a oni zbierali się do wyjścia
-Idę, idę
-Co ci jest?
-Nic
Droga niemiłosiernie się mi dłużyła. Jak ja chcę być już w domu i jej to powiedzieć. Jak ona to przyjmie? Całowaliśmy się ale to może być tylko dla niej zwykły impuls nic dużego.
...
Nadeszła już godzina 19:00. Muszę do niej iść i jej to powiedzieć. Kierowałem się w stronę pokoju blondynki i lekko zapukałem. Nie czekając na reakcję z jej strony wszedłem do jej pokoju i usiadłem na łóżku.
-Ell coś się stało? - zaśmiała się
-Tak..nie..tak
-No więc słucham
-No bo ty, ty mi się podobasz i chciałem zapytać...zostaniesz moją dziewczyną?
-Ell ja...O mój Boże..oczywiście że tak - powiedziała i mnie pocałowała
-Nie wiesz nawet jak się cieszę - powiedziałem gdy się oderwaliśmy od sobie.
-Ja też..Ell..- nie pozwolono jej dokończyć bo w drzwiach stali chłopaki
-No nareszcie, ile mogłeś jeszcze czekać - zaśmiał się Rocky
-Najwyższy czas to uczcić - zaśmiał się Riker - jutro nad jeziorem was ochrzcimy
-Co masz na myśli? - zapytała Rydel
-Oj my już wiemy co - zaśmiał się cwaniacko Ross

*Oczami Susan*
Weszłam do domu, od progu zobaczyłam obuwie mamy więc jest w domu.
-Mamo,wróciłam - krzyknęłam ściągając moje vansy - gdzie jesteś?
-W kuchni
Podążyłam w tamtym kierunku, gdy już byłam w pomieszczeniu usiadłam na krześle przy blacie.
-Mamuś mogę jechać  jutro z Lynchami i Angelą nad jezioro?
-Pewnie że tak
-To idę się pakować
-Dobrze, Susan wiesz że jutro Tobias ma wyścig prawda?
-Wiem, w dodatku Alex mesz..ale i tak nie idę, jadę nad jezioro
-No dobrze
Wybiegłam na górę do pokoju i biorąc jedną dużą walizkę spakowałam do niej potrzebne rzeczy. Weszłąm jeszcze na facebooka i popisałyśmy trochę z Angelą o jutrzejszym wyjeździe. Chyba będzie fajnie. Duhh na pewno w końcu mojego walniętego braciszka nie będzie.

*Oczami Tobiasa*
Co ja narobiłem. Wkurzyłem się na maksa to prawda. Nie powinienem był krzyczeć na Delly ani bić Susan. Choć sobie zasłużyły. Rydel narobiła mi cichej nadziei a tak naprawdę miała mnie w dupie. Susan nie powinna się wtrącać. Mam ich dość. Dobrze że jutro wyścig to się odstresuję.
-Witam, witam pani Tobias co cię sprowadza do tej jakże ciemnej uliczki co?
-Siema Luke, przyszedłem zapalić, nie wolno?
-A czy twoja siostrunia wie?
-A czy twoja wie?
-Emily ma 5 lat więc luz stary
-Luke zamknij się...gadaj lepiej czy udało ci się namówić Angelę na tą randkę podobno ci wpadła w oko - zaśmiałem się
-Tak, ale jakoś mi nie podchodzi
-Eh..dobrze że nie wie że na motorach jeździsz, wtedy by tym bardziej nie chciała
-No możliwe, ale odpuszczam ją sobie..
-Jak chcesz

~~Następny dzień~~##Godzina 16:10##
*Oczami Rikera*
Od 10 minut jedziemy a ja już się boję. Wiecie dlaczego? Bo Rocky prowadzi. On jeździć nie umie. Kto mu prawko dał się pytam? On nas pozabija.
-Riker co ci jest? - zaśmiał się Ross
-Pytasz się co mi jest? Ty ślepy jesteś? Rocky prowadzi.
-No i co?
-Pozabija nas!!
-Idź spać bo majaczysz - zaśmiała się Angela
-Eh.. z wami pogadać.
-Wytrzymasz, jeszcze tylko godzina - zaśmiał się Ellington
##Godzinę później##
Nareszcie, ziemia. Jak ja się cieszę. Nareszcie na miejscu.
-No to tak, są dwa pokoje 4 osobowe, chłopaki jeden dziewczyny drugi - powiedziała Delly
-Okay, o jest 17:20 więc o 17:40 wszyscy przed domek, ognisko rozpalany - powiedziałem
Wszyscy poszli się rozpakować i przebrać. Po chwili wszyscy chłopaki wyszliśmy przed dom i rozpalaliśmy ognisko. Dziewczyny przyniosły prowiant i tak zaczęło się nasze ciepłe ognisko.
-Angela idziemy na spacer? -zapytał Ross
-Uuu.. - powiedzieliśmy chórkiem
-No co? - zapytał speszony
-Nic, nic..-zaśmiała się Susan
-To idziesz?
-Tak
No i poszli, coś się kroi ja to wiem. Oni też to wiedzą. Heh..dzieci.
-Delly może my też pójdziemy? 
-Czemu nie? Ale idziemy w drugą stronę by im nie przeszkadzać
-Okay.

*Oczami Rockyego*
No to klops. Zostaliśmy sami. Czemu ja takiego szczęścia nie ma co? Też chce mieć dziewczynę.
 - no to... Zostaliśmy sami. O czym pogadamy? - zapytałem
- myślisz, że Ross i Angela już się pogodzili? - zapytała dziewczyna
- no tak, pogodziła się ze wszystkimi kiedy ty gdzieś tam poszłaś z Rikerem 

- Och, tak szybko? Tak łatwo? Zapytał mój brat śmiejąc się 
 - no tak, co w tym dziwnego?
- nie no nic -powiedział poprawiając włosy
- a... Jak tam z Tobiasen? Często taki jest? - zapytał blondyn

 Dziewczyna nic nie powiedziała tylko przytaknęła i robiła tak oczami jakby próbowała zatrzymać płacz. Riker przytulił się do niej ale ona tego nie odwzajemniła. 
 - nie możesz sobie pozwolić aby Cię bił - odezwałem się
- mu to powiedz
- okay! Pogadamy z nim!

 - Nie! Będzie jeszcze bardziej zły...
- to jak jeszcze taż zrobi takie coś to wtedy. Okay?
- Okay.

***********************************************************************************
Nuuu i skończyłam ;D Eh.. następny będzie napisany przez.....Zuzę!! :D Oh yeah :D 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ