niedziela, 27 września 2015

Epilog

*4 miesiące później*
-Susan. Choć już, musimy jechać -krzyczał Tobi. Dzisiejszy dzień jest najważniejszy w moim życiu, dzisiaj biore ślub z chłopakiem którego kocham nad życie.
-Idę. -zeszłam po schodach i stając w holu popatrzyłam na rodziców, brata i przyjaciół. Parę łez spłyneło po moim policzku. Za dwie godziny nie będę Panną Fox tylko Panią Lynch w dodatku moje życie się zmieni.
-Kocham was -powiedziałam do rodziców i się do nich przytuliłam.
-My ciebie też kochanie.
...
Po ślubie ruszyliśmy w strone sali gdzie miało się odbyć wesele.
Było wiele osób które są bardzo ważne dla mnie. To było najważniejsze, że są teraz ze mną.
-Sus, ja na chwile wychodze. Będe niedługo.-powiedziała Angela i wyszła.
Widziałam że Ross na nią zerka, a gdy wyszła on poszedł za nią.

*Oczami Angeli*
Wychodząc z sali poczułam się dziwnie. Było mi smutno. Może to dlatego że wiem iż teraz będzie inaczej. Nasze spotkania się ograniczą. To nie będzie przyjemne. Nagle przede mną stanął Ross.
-Angela, wszystko w porzątku?
-Tak, czemu pytasz?
-Bo wyszłaś.
-Chciałam tylko troche świerzego powietrza.
-Oh..okay. Słuchaj, dziś wieczorem pojedzjesz ze mną do domu? Zapomniałem czegoś zabrać.
-To choć teraz.
-Niee..teraz mi to nie potrzebne. Później.
-No okay.
Ross złapał mnie za ręke i razem weszliśmy na sale.
Po zjedzeniu obiadu zaczeliśmy tańczyć. Było wspaniale, wszyscy dobrze się bawiliśmy.
Pod wieczór Susan z Rikere gdzieś wyszli, wiadomo gdzie.
Za to my nadal doskonale spędzaliśmy czas.

*Oczami Rockyego*
Ciekawi mnie jedna rzecz, a mianowicie..gdzie znajduje się Tessa. To jest nie spotykane bym ja nie wiedział gdzie ona jest.
-Delly gdzie Tessa?
-Poszła z mamą do kuchni zapytać kiedy będzie kolacja.
-Okay, dzięki.
Wyszedłem na zewnątrz, byli tam Ell z kilku innymi chłopakami.
-O Rocky, choć gadamy właśnie o naszym zespole.
...
Mineły kilka miesiące od ślubu Susan i Rikera. Para jest bardzo szczęśliwa że są razem. Właśnie teraz razem z przyjaciółmi siedzą w salonie i wspominają ich pierwsze spotkanie.
-Pamiętacie jak Ross mylił się na próbie bo nie mógł przestać się gapić na Angele?-zaśmiała się Rydel
-Taak, albo gdy Susan upadła na podłoge -powiedziała Angela
-Ej to nie było śmieszne.
-Wcale..
-Było tak dobrze -powiedział Ross
-A teraz nie jest?-zapytał Ell
-Jest. Nawet lepiej -popatrzył na Angele i się uśmiechnął. Dziewczyna odezajemnia uśmiech.
-Wiecie co? Jestem bardzo szczęśliwa że was mam. -powiedziała Tessa.
-Los się do nas uśmiechnął -powiedziała Susan.

*parę minut później*
*oczami Susan *
Siedziałam w pokoju Rikera,  albo i nawet już naszego pokoju,  z laptopem na kolanach. Chłopak siedział kolo mnie bawiąc się moimi włosami.  Ja natomiast przeglądam mieszkania,  w razie jakbyśmy chcieli się wyprowadzić,  w co wątpię.
- Czemu szukasz tak tych mieszkań? - zapytał dość cicho. - nie chcesz tu mieszkać?
- oczywiście,  ze chcę. Nie szukam żadnego mieszkania,  tylko tak ogólnie,  spokojnie. 
- No ja myślę - pocałował mnke w policzek. - długo jeszcze bedziesz?
Spojrzałam się na niego oraz zamknęłam laptopa i odłożyłam go na miejsce.  Po chwili chłopak pocałował mnie. 
- Wtedy kiedy widziałem Cię pierwszy raz w Starbucksie, nie sądziłem,  ze będziesz moją żoną.  - jak to cudownie brzmi "moja żona "
- a wiesz, że ja tak samo?
Uśmiechnął się
- a zabrałaś wszystko z tamtego mieszkania?
- Zdaje mi się że tak ale sprawdzę.  - Riker zaczynał wstawać żebym mogła wstać.  - ale jutro. - położyłam się na łóżko. 
- jak się czujesz z tym,  ze już nie jestes panna Fox?  Tylko panią Lynch?  - przytulil mnie. 
- A może ja nie przejąłam Twojego nazwiska.
- przejęłaś,  Napewno. 
Wtulila się bardziej w jego tors.
- Dobranoc - odezwałam się układając do spania.
- Już? Tak szybko?
- mój drogi, jest prawie 2.
- Oh...  To dobranoc - uroczo się uśmiechnął

Wstałam około 6 rano,  Rikera nie było już w łóżku co mnie bardzo zdziwiło.  Nie spieszac sie poszłam do kuchni.  Ku mojemu zdziwieniu siedzieli tam wszyscy moi przyjaciele.  Uśmiechałam się sama do siebie, bo nikt mnie nie zauważył. Troche szybszym krokiem podeszła do nich i każdego mocno przytuliłam,  a zwłaszcza Angele.  Czy teraz dużo w naszym życiu się zmieni?  Nie będziemy się już spotykać tak często jak kiedyś?  Aż w końcu kompletnie stracimy kontakt? Mam nadzieję,  że nie.
- Dzień dobry wszystkim  - każdy mi odpowiedział.
- Jak tam? 
- Byloby wspaniale gdyby tylko Riker pospieszyl sie ze śniadaniem, bo głodny jestem - mówił oburzony Rocky, na co tylko się zaśmiałam.
- a co dzisiaj tak wcześnie? 
- a tak jakoś wyszło.  Brakowało nam tego. - odezwała się Angela
- Mi też...
Po paru minutach wszystko było na stole. Jedliśmy jajecznice.  Była bardzo dobra,  muszę przyznać.  Kolejnym punktem naszego dnia było posprzątanie,  ogarniecie sie gdyż połowa z nas była jeszcze w piżamie,  następnie nie wiedzieliśmy czy pójść do kina,  na kręgle czy na plażę.  Poszłam na górę szybko się ogarnąć.  Rozpuściłam swoje włosy,  pomalowałam   rzęsy,  zrobiłam kreski,  ubrałam czarne legginsy,  tego samego koloru trampki oraz czerwoną koszule w kratę.  Kiedy wyszłam to każdy był ubrany tak "porządnie". Nie jak kiedyś czyli pierwsze lepsze ciuchy.  Postanowilismy, że wybierzemy się do kina.  Film mieliśmy ustalić na miejscu.  Podczas drogi było bardzo cicho więc postanowiłam zacząć temat.
-  nie sądzicie ze przez niektóre sytuacje,  nasze życie strasznie się zmieni?  - mówiłam dość smutno.
- co masz na myśli?  - odezwała się Delly.
- Na pewno nie będziemy już tak często sie spotykać,  a nawet jeśli to nasze spotkania będą wyglądać inaczej.  Przez to pewnie stracimy ze sobą kontakt...  Nie wiem jak wy,  ale ja nie wyobrażam sobie życia bez niego was.
Nastała niezręczna cisza.
- Susan,  na pewno nie stracimy kontaktu.  Patrząc nawet na logikę,  jestes z moim bratem, Angela jest z moim innym bratem,  ja jestem z Ellem.  Tu nie możliwe jest żeby stracić kontakt - zaśmiała się Rydel
- no ale nigdy nie wiadomo jak wszystko się potoczy. 
- oj nie szukaj dziury w całym, kochana - odezwała sie Angela.
- Nie wiem jak wy,  ale ja nie mam ochoty na film.. - udzielił się Ellington.
- Teraz to mówisz?!  - lekko wkurzył się Riker
- tak.  Ale zawsze zamiast tego możemy iść na plażę, albo... O!  Skoro tak wspominacie możemy pójść do Starbucksa. Każdy spojrzał się po sobie i bez słowa udaliśmy się do kawiarni.  Zajęliśmy stolik, który był najdalej - jak za pierwszym spotkaniem.
- Pamiętacie nasz koncert w Starbucksie? - zapytał Ross
- I jak KTOS  ciągle się mylił patrząc na jedną obecną niewiaste. 
- Haha,  skąd ten pomysł,  Riker - zaśmiał się blondyn
- Albo jak ktoś się przewrócił przed drzwiami - Rydel spojrzała sie na mnie
- Oj już przestań! 
Siedzieliśmy tutaj prawie dwie godziny.  Zaczęło robić się już późno wiec postanowilismy wrócić do swoich domów.  Nasze pożegnanie trwało prawie godzinę.  Nic dziwnego,  często tak było.  Będzie mi tego brakować.  Kiedy byliśmy w domu Riker poszedł do kuchni,  a ja się przebrać. Czy teraz tak bedzie wyglądało nasze życie ? Mimo wszystko będziemy dalej spotykać się tak jak wcześniej?  Zrobiłabym wszystko żeby tak było.  Zmyłam swój makijaż i poszłam pod szybki prysznic,  przy okazji umyłam włosy.  Po tym ubrałam bielizne oraz długa koszule nocna z Kubusiem Puchatkiem.  Stałam przed lustrem i Rozczesywałam włosy.  Nagle naszła mnie jedna myśl.  Kiedy skończyłam zaczęłam zdejmować swoje kolczyki.  Patrzyłam się na siebie przez parę minut w lustrze. 
Tak,  nasze życie pozostanie takie same.

*Angela *
Kolejny nudny dzień. Nie narzekam na nie,  gdyż spędzam je z moimi przyjaciółmi. Poprostu często robimy to samo, jest nudno ale zarazem miło i fajnie.  Dziwne,  prawda? 
Teraz siedziemy wszyscy razem. Każdy ma telefon,  razem ze mną. W domu Rossa panuje grobowa cisza.  Normalne spotkanie osób XXI wieku. Jedna rzecz mnie ciekawi,  a mianowicie to,  że piszą coś na telefonach i raz na jakiś czas zerkają na siebie. Mają jakąś tajemnicę?  To nawet Susan zachowuje się jak oni. W pewnym momencie spojrzałam się na mnie,  w tym momencie zlapalysmy kontakt wzrokowy. Patrząc na nią podniosłam jedną brew do góry,  a dziewczyna szczerze i szeroko uśmiechnęła się do mnie pokazując swoje białe zęby.  Nie wiedziałam o co chodzi,  a musi o coś chodzić.  Nagle odezwał się Riker.
-Wybaczcie,  ale ja idę się przejść.  - każdy spojrzał się na niego jakby oczekiwali dokończenia zdania. - Oczywiście z Susan. 
Po tych słowach oboje wstali,  pożegnali się i wyszli. 
- A my musimy iść do mnie pomóc mojej mamie - powiedział Ellington wstając z kanapy razem z Rydel.
- A my musimy kupić parę produktów do domu.  - Powiedział Ryland wstając z resztą.  Resztą czyli Rocky,  Tobias,  Camila i Tessa.
Coś mi tu nie pasuje...
Kazdy chłopak,  ktory przechodzil koło Rossa przybil mu żółwika,  a dziewczyny przytulały mowiac coś na ucho uśmiechając się.  Pewnie myśleli,  że nie zauważę...
Kiedy wszyscy wyszli Ross usiadł kolo mnie, objął mnie i pocałował delikatnie w czoło. 
- To jak...  Zbieramy się?  - mówił lekko smyrajac mnie nosem po policzku.
- Ale gdzie?  Byłam zdezorientowana.
- Haha,  zobaczysz.
- Mam się bać?  - zapytałam odsuwajac się od niego.
- Nie ma czego.  - powiedział podając mi rękę żebym mogła wstać.  Kiedy wstałam to byłam blisko niego. Wykorzystując okazję od razu szybko pocałowalam go w usta.
Idziemy już parę minut.  Trzymamy się z ręce.  Ross odzywa się do mnie strasznie słodko,  nawet za słodko. Tak samo się też zachowuje.  Coś się stało albo o coś mu chodzi. Irytował mnie tylko fakt, że chmury wyglądały na deszczowe, a ja mam na sobie zwykłe trampki i lekka bluze, podobnie jak Ross. Jak zacznie padać to nieźle zmokniemy. 
Dotarliśmy do parku, w którym często coś się działo.  Bardzo lubiłam ten park. Dobrze mi się kojarzył. 
- Tutaj chciałeś mnie zabrać? - zapytałam.
- Tak,  coś nie tak?
- Nie!  Jest dobrze tylko, że zaraz może się rozpadać.
- To nic,  będzie jeszcze lepiej. - powiedzial po czym mocno się do mnie przytulił.  Kiedy skończył to złapał moją rękę i poszliśmy dalej.
Chodzimy już jakieś dwie godziny.  Deszcz przed chwilą zaczął padać.  Już zrobiło się ciemno,  a według Rossa jest klimatycznie.  W pewnym momencie chłopak zatrzymał się, stanął za mną i zawiazal mi oczy.
- a Ty co? Chcesz mnie porwać?
- Haha,  nie. Zdejmij opaskę Jak Ci powiem,  dobrze?
Pokiwalam głowa na tak. Po minucie słyszałam gleboki wdech i wydech Rossa,  a następnie ze mogę już ją zdjąć. To co zobaczyłam wywołało u mnie łzy w oczach.  Ross kleczal przede mną i trzymał pudełko z pierścionkiem.  Zakrylam sobie usta dłonią z wrażenia i spłynęła mi jedna łza.  Oczywiście ze szczęścia. 
- Angela... Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?  - mówił zestresowanym głosem.
Podeszłam do niego bliżej i zdjęłam rękę z ust.
- Tak ! - powiedziałam z wielkim uśmiechem. Chłopak założył mi pierścionek a nastepnie przytulil mnie kręcąc mną dookoła. Nie przeszkadzal nam deszcz,  ani to że przechodni patrzyli się na nas. Ta chwila była najlepsza chwilą w moim życiu i nikt nie mógł tego zepsuć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz