sobota, 23 maja 2015

Rozdział 25

Kolejny wieczór,  a mój humor coraz lepszy. Jedna osoba odmieniła całe moje życie. Dalej chodze z Susan przy jeziorze tyle,  że trzymając się za rękę, dziewczyna jeszcze położyła głowę na moim ramieniu. Szliśmy tak w ciszy. Nie potrzebowalismy się odzywać. Nagle jednak Sus przerwała ciszę.
- Powiemy im?  - zapytała nieśmiało
- Ale o czym - stanęła przede mną trzymając mnie za dwie ręce.
- O tym że jesteśmy razem.
- Jeśli chcesz to możemy powiedzieć,  a je...  - przerwała mi.
- Może jeszcze im nie mówmy?  - zapytała z nadzieją.
- Jeśli nie chcesz to nie ma sprawy.  - Dziewczyna w odpowiedzi się do mnie przytuliła,  a ja Odwzajemnilem uścisk. - wracamy?
- Tak. - powiedziała i znowu chwyciła mnie za rękę. Znowu nastała cisza. Teraz była ona dłuższa bo to jezioro jest dość daleko od domu. Tak swoją drogą była już  ok 22. Dziewczynie zrobiło się chłodno,  ale nie chciałam mojej bluzy.  Kiedy już byliśmy dość blisko odezwalem się.
- Zróbmy jutro impreze
- Hm...  To w sumie nie głupi pomysł - oparła się plecami o swoje drzwi wejściowe.
- Serio?
- No tak.  Można zrobić u was...  Albo u mnie.  Coś się wymyśli będzie fajnie.
- To jutro się zgadamy. - powiedziałem i podszedłem do niej bliżej. Susan wiedziała o co mi chodzi.  Kiedy byłem już naprawdę blisko to położyłem swoje ręce na jej biodrach, a ona swoje ręce na mojej szyi. Po chwili nasze usta złożyły się w pocałunek.  Był on czuły i pełen uczucia.  Nagle dziewczyna gwałtownie się ode mnie oderwała.
- Myślałam,  że to ktoś od Ciebie  - powiedziała śmiejąc się. Odwróciłem się i ujrzałem wysokiego bruneta. - Dobra,  to ja lecę.  Dziękuję i dobranoc
- Doobranoc  - powiedziałem i udałem się do mojego domu.

- Mamy pomysł!  - krzyknąłem ledwo co wchodząc do domu.
- Jaki?  - zapytał Ross
- Miałem taki pomysł razem z Susan abyśmy zrobili imprezę  !
- Gdzie?  - zapytała Rydel
- Nie wiem jeszcze...  Albo u nas..  Albo u niej.
- Chyba lepiej u nas.  - powiedział Rocky wchodząc do salonu.
- Mnie i Angeli nie będzie - powiedział znudzony Ross
- Czemu?
- Jadę z nią nad jezioro.  Chciałem właśnie to mówić ale ty wpadłeś. A tak w ogóle...  Chodź zaraz do pokoju. - w odpowiedzi pytająco na niego spojrzałem.
- Ale będziemy mogli wam tam pomóc w przygotowaniu - dokończył
- W sumie to nie głupi pomysł.  - powiedziała Rydel. - to wy idźcie pogadać a my idziemy spać.
Nic nie powiedzieliśmy tylko udaliśmy się na górę tym razem do pokoju Rossa. On wszedł pierwszy. Kiedy już tam byłem to usiadłem na parapecie,  a on na łóżko.
- To...  O Co chodzi?
- "Miałem taki pomysł RAZEM Z SUSAN... " - zacytowal.  - Czy ja o czymś nie wiem?
- W sensie? - udawałem ze jest jak dawniej.
- No w jakim...?
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi.  Mieliśmy dzisiaj przyjacielskie spotkanie.  A teraz wybacz,  idę spać.  - nie czekałem na jego odpowiedź tylko po prostu wyszedłem z jego pokoju i kierowalem się do swojego.  Pierwsze co zrobiłem to położyłem się na łóżko,  napisałem SMS do Susan "dobranoc :3 " i zasnąłem nawet się nie przebierajac.

*Perspektywa Ellingtona*
Obudziłem się dzisiaj wyjątkowo wcześnie. Była około  6:45 co mnie bardzo zdziwiło.  Kolejną rzeczą dziwną było to że obudziłem się w pokoju Rydel ale jej nie było. Wątpię żeby spała tu co miejsce nie było "uleżane". Postanowiłem zejść na dół.  Idąc przez pokój Rydel zauważyłem w lustrze ze zasnąłem w ciuchach.  Ten poranek jest już dość dziwny...  Kiedy dotarłem do salonu ujrzałem Delly śpiąca na kanapie.  Miała na sobie ubrany szlafrok, dodam że różowy. Była przykryta kocem.  Tak słodko się nim owinęła. Przez chwilę się na nią patrzyłem i podszedłem na górę do pokoju się ogarnąć. Pierwsze co zrobiłem to poszedłem się wykąpać.  Następnie ubrałem świeże ciuchy. Mianowicie czarne rurki, biały t-shirt z nadrukiem, a na to czerwoną koszule w kratę.  Po wykonanych czynnościach poszedłem do kuchni aby zrobić sniadnie.  Z powodu,  iż wszyscy śpią uznałem że będzie to miły gest.  Postanowiłem zrobić danie, które wychodzi mi najlepiej - omlety. Szybko wziąłem potrzebne produkty i od razu wziąłem się do pracy.  Nie zajmowało mi to dużo czasu, mianowicie około godzinę. Kiedy skończyłem nałożyłem jedzenie na talerze. Ku mojemu zdziwieniu nagle pokazała się Delly. Stała z rękami na piersi z uroczym uśmiechem.
- Daj..  Pomogę Ci zanieść. - powiedziała i wzięła dwa talerze.  Podczas wymijania mnie dala mi szybki pocałunek u usta. Kiedy postawiliśmy wszystkie talerze na stole dziewczyna poszła obudzić resztę, a ja szybko posprzątałem kuchnie.
Po chwili wszyscy byliśmy przy stole jedząc posiłek.
- Mmm...  Rydel to jest pyszne!  - powiedział Ross 
- Dziękuję - odezwalem się
- Jesteś Rydel?  - zapytał blondyn.
- Nie, ale ja to zrobiłem.  - powiedziałem poważnie.
- A to sorry...
Reszta siedziała ledwo przytomna.  Reszta, mianowicie Rocky i Riker.  Rocky to już prawie zasypiał, a Riker grzebał tylko w talerzu.
- Coś się stało?  - zapytałem.
Nie zareagował.
- Riker  !
- Co? 
- Coś się stało? 
- Nie...  - powiedział i wstał biorąc swój talerz.
- Dobra,  ja idę po Angele i pojedźmy na zakupy.  - powiedział Ross. - Paa! 
Pożegnał się i wyszedł.

* Perspektywa Angeli*
Siedziałam sobie spokojnie na łóżku grając na telefonie w Flappy bird. Jeszcze wcześniej pisałam z Susan i się dowiedziałam, że robią dzisiaj imprezę. Akurat dzisiaj jadę z Rossem nad jezioro na cały dzień.  Z tego co wiem zostajemy tam na noc.  Nawet  lepiej.  Nie mam ochoty na żadne imprezy, a nad jeziorem możemy sobie na spokojnie pogadać.  Mam tylko jeden plan!  Z tego,  że Izzy nie będzie pić to pożyczę jej moja mała kamerę i poproszę aby wszystko nagrała.  Chociaż... Z tego co wiem to ma swoją.  Nie chce aby coś ciekawego mnie ominęło.  W pewnym momencie kiedy mój wynik był już dosyć wysoki to przegrałam i rzuciłam telefonem w drzwi. Niespodziewanie akurat do mojego pokoju wszedł Ross. Był trochę zdziwiony.
- O...  Dzięki - powiedział podnosząc mój telefon.
- No przepraszam  ! Wkurzyłam się!  - wyrwałam mu telefon
- Na co?
- Na grę!  Flappy Birds!  - mówiłam głosem małego dziecka.
- Yhm...  A teraz chodź do sklepu - powiedział ciągnąć mnir za rękę.
Chwile późnej byliśmy już w samochodzie, a następnie udaliśmy się do najbliższego sklepu.
- To co kupujemy ? - zapytałam
- Jakieś rzeczy na imprezę i wypadałoby coś na nasz wyjazd.
- No tak.  To co na imprezę?
- Myślałem o jakiś przekąskach... - przerwałam mu.
- i alkoholu ? - mówiłam z uśmiechem
- no tak,  nie oszukujmy się.
Gdy tylko to powiedział, ja chwyciłam za koszyk i poszłam na dział z alkoholem.  Chwyciłam paręnaście piw. Starałam się wybrać jakieś dobre. Kiedy zobaczyłam Rossa trzymał trzy butelki alkoholu
- Nie przeszdzasz? 
- Nie  - powiedział z dużym uśmiechem. Następnie poszliśmy na chipsy oraz paluszki. Wzięliśmy po parę paczek. Następnie wzięliśmy jakieś picie oraz też jakieś przekąski ale to już na nad jezioro.  Po chwili udaliśmy się do kasy.  Kiedy Ross płacił za zakupy ja pakowałam rzeczy do osobnych toreb żeby nie pomylić które jest kogo.
- To co teraz robimy ?
- Teraz jedziemy do mnie żebym mógł to odstawić i szykujemy się nad jezioro - powiedział i objął mnie ramieniem. Nic się nie odezwałam tylko wsiadłam do samochodu.

- która jest do nich?- zapytał jak już byliśmy pod jego domem.
- No na prawdę trudno się domyślić... - Chłopak pokazał mi język.
Na spokojnie weszliśmy do domu i położyłam zakupy na stół.  Kiedy weszłam dostrzegłam Izzy.  Od razu do niej pobiegłam i dogadałam się co do mojego planu. Dziewczyna bez problemu się zgodziła. Kiedy już wychodziliśmy każdy się z nami pożegnał i życzył miłej zabawy. Mam nadzieję, że tak będzie.
Następnie poszliśmy na chwilę do mojego domu w celu wzięcia toreb. Zostawiłam je w salonie więc nie zajęło mi to dużo czasu.  Po chwili byliśmy już w samochodzie Rossa.
- Gotowa?  - zapytał z uśmiechem
- Owszem - też się uśmiechnęłam.  - masz plany co będziemy robić?
- Em..  Nie.  Ale coś się wymyśli.
- No okej - mówiłam ciągle z uśmiechem.
Byliśmy na miejscu po dwóch godzinach.
Kiedy wysiedliśmy to od razu wzięliśmy nasze torby i zanieślimy je do domku.  Całe to miejsce było piękne.  Domek był od razu przy jeziorze.  Wszędzie było pięknie i zielono.
- I jak ? Podoba Ci się?  - zapytał
- Tak!  Tu jest pięknie - mówiłam ciągle się rozglądając - to co robimy?
- Wziąłem parę gier planszowych.  Jak chcesz to możemy sobie pograć
- Okej! Ale nie w domku,  lepiej przy jeziorze.
- No tak.  To Ty weź koc,  a ja wybiorę jakąś grę.
Nic nie powiedziałam tylko od razu poszłam po koc i wybrałam idealne miejsce.  Chwile po mnie przyszedl Ross z grą Monopoli.
- Oryginalne - powiedziałam śmiejąc się.
- No co...  Idź i wybierz inną! 
- Ja żartuje,  jest okej - podeszłam do niego i pocałowałam go lekko w policzek.  Chłopak się uśmiechnął. - gramy?
- Tak.
Cała gra zajmuje dość długo czasu,  ale ja uwielbiam.  Graliśmy dwie godziny
- Ha!  Wygrałem!  - krzyknął.
- Ale... Jak to? 
- No normalnie.  Pogódź się z przegraną!
- Nie!  Zagrajmy jeszcze raz!  - krzyknęłam śmiejąc się
- Serio?  Ta gra zajęła nam 2 godziny.  Chcesz tylko grać? 
- Nie no.  Żartuje.
- To dobrze.  Chodź,  przejdziemy się.  - powiedział i chwycił mnie za rękę.
- Okej...  Ale mnie puść.  - wyrwałam swoją rękę.
Szliśmy koło jeziora.  Było pięknie bo był zachód słońca.  Wyglądało to przepięknie jak promienie słoneczne odbijały się od tafli wody.  Aż się zatrzymałam żeby obejrzeć zachód.
- Widzisz...  Wiedziałem gdzie cię zabrać - powiedział Ross przytulając mnie od tyłu.  - Przepiękne.  Zostańmy tu trochę.
- Jasne - mówił ciągle do mnie przytulony. Nagle Ross zaczął mi się przyglądać.  Również na niego spojrzałam.  Chłopak zaczął delikatnie przybliżać swoją twraz do mojej.  Ja stałam w miejscu i nic nie robiłam.  Kiedy prawie się pocałowalismy zadzwonił telefon Rossa.  Od razu się ode mnie odsunął i odebrał.  Gadał wyjątkowo krótko.
- Kto dzwonił - zapytałam
- Rocky.  Chciał zadzwonić do Tessy ale się pomylił. - mówił patrząc na telefon  - Ugh.
- Och...  Dobra chłodno już.  Chodź do domku.  - powiedziałam a chłopak chwycił mnie za rękę.  Tym razem nie protestowałam.

*W tym samym czasie.  Perspektywa Rydel *
- Przychodzi ktoś jeszcze?  - zapytałam, Rikera.
- Z tego co wiem to ma być jeszcze Tessa, ale pewnie Rocky kogoś jeszcze zaprosił więc wiesz...
- Rocky!  Kto jeszcze przyjdzie?  - zapytałam
- Tessa, Savannah,  Brandon - rozejrzał się...  - No i Susan.
- A właśnie. Dobra,  dzięki.
Po paru minutach wszyscy już byli.  Na początku planowane było tylko nasze towarzystwo,  ale oczywiście Rocky z Rylandem uznali,  że będzie nudno więc zaprosili jeszcze parę osób.  Mieli w sumie rację.  Na stołach było dużo alkoholu. Dlatego też,  że większość jeszcze przyniosła więc było dużo.  Cała impreza była na dole,  ale oczywiście były osoby które chciały wejść na górę.  Jednakże od razu z Izzy ich przepędzałyśmy.  Postanowiłam,  że nie będę pić dużo.  Jedynie jeden albo dwa drinki.  Izzy nie mogła pić,  więc trzymałam się teraz z nią. Gadałyśmy i analizowałyśmy co kto robi. O dziwo Susan ciągle trzymała się z Rikerem.  Powiedziałam o tym Izzy,  ale ona powiedziała,  że przecież są przyjaciółmi no to nic dziwnego że ze sobą gadają.  Przez chwilę chciałyśmy zadzwonić do Rossa i zapytać jak się bawi,  ale uznałysmy że jak to Ross może się wkurzyć. Rozmawiałyśmy jeszcze o związku Izzy oraz moim.  Długo tak gadałyśmy.  Kiedy impreza zaczęła się rozkręcać,  mianowicie było coraz głośniej, urządzali jakies konkursy z piciem,  Izzy powiedziała mi o planie Angeli.  Od razu ruszyłyśmy z kamerą.  Po kryjomu nagrywałyśmy moich braci,  potem "każdego po kolei". Zostałyśmy przepychane oraz co chwilę ktoś proponował nam alkohol. Po chwili poszłyśmy na górę. Nic dziwnego że na schodach siedziały osoby które się całowały.  Nikogo z tych osób nie znałam.  Nagle ujrzałyśmy dwie osoby, które całowały się przy drzwiach Rikera.  Przez chwilę myślałam,  że to on ale nie mogłam. Rozpoznać drugiej osoby dlatego że bylo tam ciemno,  a nie chciałam go włączać.  Troszkę się przybliżylam żeby dostrzec kto to.  Przez chwilę miałam wrażenie, że to Susan. Nagle  chłopak spojrzał się na mnie,  a następnie dziewczyna.  Szybkim ruchem weszli do pokoju mojego brata żeby ich nie nagrywać.  Miałan rację.  Była to Susan i Riker. 
- Widziałaś ? - zapytałam
- No oczywiście. Ross podejrzewał podobno że są razem.
- I mi nic nie powiedział...
Nagrywałyśmy dalej,  ale już nic ciekawego nie było, więc skończyłyśmy nagrywać.  W obecnej chwili stałyśmy na schodach patrząc się na całą sytuację. 
- Poradzą sobie?  - zapytała Izzy.
- Tak. Raczej tak.  - spojrzałam na nią.  - chodź,  idziemy spać. 
- Pokażemy im wszystko jutro?
- Oj tak,  będzie fajnie.  - powiedziałam i poszłyśmy do mojego pokoju.  Ja poszłam spać na małą kanapę,  a dziewczyna na moje łóżko.

piątek, 22 maja 2015

Rozdział 24

*Oczami Rikera*
Wstałem dziś o 7:00, na twarzy gościł mi uśmiech a w środku radość. Tak, byłem szczęśliwy. Szybko wstałem i zabrawszy ubrania poszłem do łazienki. Gdy byłem gotowy zszedłem na dół. Wchodząc do kuchni zauważyłem że wszyscy już są.
-Siema rodzinko -powiedziałem
-No cześć
Usiadłem obok Rydel i Rockyego. Zacząłem jeść tosty które już czekały na moją osobe.
-Co macie dziś w planach?
-Zostaje w domu, musze go ogarnąć -powiedziała Delly.
-Ja i Ell idziemy do ogrodu,widzieliscie nasz basen? Musimy go wyczyscić -powiedział Rocky
-Ja nie wiem. Pomoge  chyba Delly-odpowiedział Ross
-A ty?-zapytała mnie Delly
-Nie wiem.
Po paru minutach wszysc rozeszliśmy się we własną stronę. Ja postanowiłem iść do Susan. Może już wstała.
Po 15 min doszedłem do domu Susan. Otworzyła mi jej mama, ponieważ Susan jeszcze spała. W sumie nie dziwie się. Ona lubi sobie pospać, ja też. Pani Fox zaprowadziła mnie do kuchni. Mówiła mi żebym szedł do Susan ale nie chciałem jej budzić więc Pani Fox zaproponowała mi kawe. Nie piłem jej przy śniadaniu więc teraz wypije.
-Jak po trasie koncertowej? -zapytała miło kobieta
-Fantastycznie. Było naprawde świetnie. Widzieliśmy się z Tobiasem.
-Wsomniał coś że się spotkaliście
-Tak
-Macie zaplanowany jakis koncert?
-Tak, za dwa tygodnie w clubie na Beverly Street. A później za miesiąc na urodziny Angeli. -powiedziałem
-Faktycznie. Angela ma niedługo urodziny.
Nagle w kuchni pojawiła się Susan. Była jeszcze w słodkiej piżamie w motylki. Ślicznie wyglądala.
-Cześć mamuś, cześć Riker -powiedziała ziewając. Chyba nie kontaktowała dobrze bo ledwo mówiła -Ej chwila...Riker?! Co ty tu robisz?
-Przyszedłem do ciebie
-Oh...-powiedziała, chwile stała ale później ruszyła w strone jej pokoju. Pewnie zorientowała się że jest w piżamie.
Po pół godziny zeszła na dół już w pełni gotowa. Czekając na nią postanowiłem że zabiore ją nad jezioro.

*Oczami Angeli*
Od 6:00 jestem na nogach. A przez kogo? Przez mojego durnego braciszka. Ten cymbał od rana łazi po domu i krzyczy że znalazł dom. Tak, razem z Izzy  chcą zamieszkać razem. Ślub za 2 miesiące mają więc myśle że za tydzień już będą u siebie w nowym domu. Eh..fajnie było jak jeszcze grał w football i codziennie oglądaliśmy filmy po szkole. Jak udawalismy ze jesteśmy chorzy bo do szkoły nie iść. A teraz? Teraz Alex będzie miał swoje życie. Czasy się zmieniają.
-Angela jadę do Izzy. Mama w sklepie a tata w pracy. -powiedział Alex wchodząc do mojego pokoju
-Okay
Postanowiłam iść do Susan. Napisałam do mamy że wychodze. No i ruszyłam. Gdy stałam przy drzwiach wyszli z domu Susan i Riker. Jest 8:45 a Sus nie śpi? Woah.
-No hej -powiedziałam zdziwiona
-Hej
-A wy gdzie idziecie? Myślałam że posiedzimy dziś razem.
-Sorry ale dziś nic z tego. Zabieram Susan nad jezioro -powiedział Riker
-Uu..randka. Słodko -zaśmiałam się
-W pewnym stopniu -odpowiedział
-No fajnie, ej jest Ross w domu?
-Chyba tak
-Super -powiedziałam i ruszyłam do Lynchów. -Papa
-Pa
Szłam w strone posiadłości sławnej grupki osób. Nie za ładna pogoda się robi. Zbliżają się chmury. Trudno. Gdy doszłam do domu nikt mi nie otwierał. Postanowiłam że zajrze do ogrodu. Otworzyłam furtke a w samym środku basenu stał Ell, Rocky i Ross.
-Hej, co wy robicie?
-Hej, czyścimy basen -odpowiedział Rocky
-Oookay. Delly jest?
-Tak, razem z Tessa sprzątają dom.
Weszłam do domu przez drzwi ogrodowe i ujrzałam Tesse i Rydel jak walczą z płynem do szyb. Hahaha. Świetnie do wygląda.
-Hej dziewczyny
-O hej Angela.
-Dajcie pomoge wam -wyrwałam im płyn z rąk i jedyne co zrobilam to przekręciłam korek. -Dziewczyny było ustawione na "stop" -zaśmiałam się
-Ojć
-Co wam jeszcze zostało?
-Kuchnia, jadalnia i okna w tych pomieszczeniach.
-To ja mogę posprzątać kuchnie -zaproponowałam.
-Dzięki wielkie.

*Oczami Tobiasa*
Jak fajnie że spotkałem Lynchów. Tęsknie za LA. Tam było fajnie. Tu tez jest ale tam mam bliskich. Tu mam tez fajną dobrze płatną prace. Eh..nie będe narzekał. Idę na obiad. Późny obiad. Otworzyłem drzwi od mojego mieszkania i wszedłem do środka. Skierowałem się od razu do kuchni gdzie z lodówki wyjołem wczorajszą zupe. Odgrzałem ją.
___
Po godzinie postanowiłem że pójdę do parku. Dziś mam wolne. Co z tego że chciałem mieć wolne gdy teraz strasznie się nudze. Wyszedłem z mieszkania i skierowałem się w wyznaczone przeze mnie miejsce. Gdy doszedłem do pierwszej z ławek usiadłem na niej. Dosiadła się do mnie pewna brunetka, około 20 lat dość wysoka. Ale nie była sama, byla z dzieckiem. Dziewczynka miała z 3-4 latka.
-Hej, możemy?
-Jasne
-Jestem Camila a to Tosia -przedstawiła się a później to małą
-Ja jestem Tobias
-Nie jestes polakiem c'nie?
-Imię zdradza prawda?
-Nie tylko, akcent. Akcent masz taki..umm..amerykanmński
-Jestem z LA.
-Farciarz. Zawsze chciałam mieszkać w LA
-Śliczne miasto ale gdy tam zamieszkasz zobaczysz że nic nadzwyczajnego.
-Mówisz? Hmm..może kiedys się przekonam
-Może

*Oczami Alexa*
Jak już dojechałem do Izzy wysiadłem z samochodu i szybko podszedłem do drzwi. Zadzwoniłem a po chwili w drzwiach pojawiła się złotowłosa.
-Hej kochanie -powiedziałem i ją przytuliłem.
-Hej, zapraszam -wskazała ręką na wnętrze domu.
-Jesteś sama?
-Tak
-Mam super wiadomość
-Słucham? Czekaj, chcesz coś do picia?
-Nie dzięki. No więc...znalazłem dom. Nie duży i nie daleko.
-A po co?
-No jak to po co? Żeby mieszkać
-A co z tym?
-Twoi rodzice są jeszcze młodzi. No może nie młodzi, ale w średnim wieku. Nie będziemy im głowy zawracać. Cena to 130 000$ nie drogo.
-Czy ja wiem. Kiedy można obejrzeć?
-Jutro o 14:00
-Okay

*Oczami Angeli*
Skończyłyśmy sprzątać ok. 12:00. Efekt końcowy cieszy. Postanowiłyśmy zrobić naleśniki. W końcu po tak męczącym ranku się należy. Tessa która sprawdziła co robią chłopaki poinformowała nas że puszczają wode do basenu. Wszystkie trzy zaczełyśmy robić posiłek. Delly ciasto, ja różne dodatki takie jak nutella, dżem itd. za to Tessa zajeła się sztućcami i talerzami.
-Może zjemy na tarasie? -zapytała Delly
-Czemu nie.
-To ja ci pomoge zanosić talerze itd. -powiedziałam do Tessy
-Dzięki.
Gdy wszystko było gotowe nawet naleśniki, zawołałyśmy chłopaków którzy skończyli z basenem. Delly rozdała każdemu po 3 naleśniki. Zaczeliśmy jeść najlepsze placuszki ever. Ja już przy pierwszym nie mogłam. Za słodko mi było.
-Smakuje? -zapytała Rydel
-Jeszcze pytasz kochanie -odpowiedział Ell cały w czekoladzie
-Ktoś  chce mojego naleśnika? -zapytałam odkładając talerz. -Już nie mogę dojeść.
Popatrzyłam na Rossa który kończył swoją porcje i przysunełam mu mój talerz. On się uśmiechnął i zaczął pałaszować.
-Ciekawe jak tam u Rikera i Susan
-Tak, coś czuje że będzie nowa para -zaśmiała się Tessa.
Nagle jej telefon zaczął dzwonić. Okazało się że to jej mama. Tessa ma wracać do domu pilnować Jackoba.
-Ej to przyprowadz go do nas. Posiedzimy razem -zaproponował Ellington
-Właśnie. -poparliśmy go.

*Oczami Susan*
Nad jeziorem jest cudownie. Zapach natury a nie spalin z samochodów. Kocham nature.
-Podoba Ci się? -zapytał mnie Rik stojąc za mną
-Tak, jest ślicznie
-Wiesz bo ja chcłem cię o coś zapytać-powiedział a moje serce przyśpieszyło
-Ale to później - i znowy zwolniło.
-Okay
-Przejdziemy się?
-Jasne, ej o czym rozmawiałeś z moją mamą?
-O trasie, najbliższycy koncertach itd.
-Męczyła cie?
-Haha, nie
-Trudno uwierzyć ale nich ci będzie.
...
Siedzimy w tym pięknym miejscu już ponad 3 godziny. Nie żałuje że tu przyjechałam, jak już mówiłam. Kocham nature.
-Dobra, powiesz mi to co miałeś powiedzieć?
-Aa..tak
-No więc...?
-Susan jak już wiesz...kocham cię..no i chciałem zapytać czy..-moja adrenalina się podnosi coraz wyrzej. Albo mi się wydaje albo za pare minut będę mieć chłopaka -czy ty..zechcesz, zgodzisz się -co mu jest? Ale się jąka
-Riker wysłów się.
-Susan będziesz moją dziewczyną? -zapytał na jednym tchu. Spodziewałam się tego ale jak to wypowiedział to odjeło mi mowe.
-Nie milcz tak. Powiedz coś
Ja dalej nic nie mówiłam. Szok. Nagle on wstał i zaczął odchodzić. Zrobiłam to samo ale ja za nim pobiegłam.  Stanełam przed nim tak że musiał się zatrzymać. Stanełam na palcach i zbliżyłam się do niego by wykonac czyn który tak bardzo chciałam. Pocałowałam go. Ten gest miał oznaczać "tak" i chyba zrozumiał bo się uśmiechnął przez pocałunek.

niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 23

*Oczami Rockyego*
Wyszedłem na górę i biorąc laptopa siadłem na łóżku. Do pokoju wszedł Ryland z rodzicami.
-Możecie wyjść? Chciałbym pogadać z Tessą. Proszę - powiedziałem do rodzinki.
-Dobrze - powiedziała mama
-Ja zostaje - powiedział z uśmiechem Ryland
-RyRy wyjdź - wskazałem na drzwi. - Kupie Ci loda jak będziemy szli gdzieś - powiedział
-Sam sobie kupię. Ale okay - powiedział i opuścił pokój. Ja zalogowałem się na Skype. Udało mi się Tessa jest dostępna. Zadzwoniłem do niej. Ona jak zawsze odebrała.
-Hej kochanie - przywitałem się z dziewczyną
-Rocky? Ty żyjesz! Ty naprawdę żyjesz! - powiedziałam. O co jej chodzi?
-A czemu miał bym nie żyć?
-Samolot się rozbił. Lecący z LA do Polski. - powiedziałam. A tak, Riker coś tam mówił.
-Aa, faktycznie. Lecieliśmy drugim.
-Tak się cieszę że nic wam nie jest.
-Taa
-Tak przy okazji. Czemu nie dzwoniłeś po wylądowaniu
-Bo mieliśmy wyciszone telefony. - powiedziałem
-No dobrze, ale dzwoń. Codziennie masz dzwonić - powiedziała
-Tak, będę.
-Kocham Cię - powiedziała
-Ja Ciebie też - odpowiedziałem
-Słuchaj Rocky, zadzwoniłbyś wieczorem?
-Czemu?
-Umówiłam się z Angelą i Susan na zakupy
-Aa, okay. Zadzwonię.
-Pa..kocham Cię, tak bardzo
-Ja ciebie też.

*Oczami Susan*
Idę z dziewczynami na zakupy. Postanowiłyśmy się oderwać na chwilę. Ten szok po wiadomości, ten stres, ta  chęć zabicia Rockyego za ten durny pomysł. Teraz musimy wyluzować. To dobrze nam zrobi.
-Ej, dziewczyny. A może to? - wskazała Tessa na piękny zestaw. Składał się on z jeansowych spodenek i fioletowo białej koszulki. Niby nic takiego ale naprawdę ładne.
-Tak, weź sobie. Pasuje do ciebie fiolet. - powiedziałam
-Okay. To teraz wy. - powiedziała z uśmiechem
-A ty? Tylko tyle kupujesz? - zapytałam zdziwiona
-Nie. To dopiero pierwszy sklep. Spokojnie.
-No dobrze. Idziemy szukać coś dla Angeli - powiedziałam.
-Do Angeli pasuje kolor zielony, żółty lub różowy - mówiła Tess
-A może weźmiemy coś na czym będą wszystkie te kolory? - powiedziałam z "cwaniackim" uśmiechem
Podeszłyśmy do paru wieszaków i szukałyśmy coś w tych kolorach. Nagle znalazłam super ciuch. Była to zwiewna sukienka w kwiaty. Były tam wszystkie te kolory plus trochę granatu.
-Dziewczyny, mam- krzyknęłam. Aż parę osób się na mnie popatrzyło. -To będzie świetne. -wskazałam na sukienkę.
....
O 15:00 wróciłyśmy do domu. W sumie to dużo nie kupiłyśmy. Powiem nawet że jak na nas, a jesteśmy dziewczynami to bardo mało kupiłyśmy. Co to jest te trzy torby? Nic.
-Ej dziewczyny patrzcie - powiedziała Tessa wskazując na telefon. Wzięłam komórkę i zaczełam czytać.
-"Dziś rano w Polsce był widziany Ross Lynch i jego brat Riker. Z tych zdjęć wnioskujemy że spotkali się ze swoimi bliskimi koleżankami. Może nawet dziewczynami." - Przewinęłam na dół i zobaczyłam zdjęcia Rossa z jakąś dziewczyną którą całuje w policzek a drugie zdjęcie było z Rikerem i jakąś dziewczyną którą obejmował. Pokazałam to Angeli a ona ze zdziwieniem w oczach powiedziała tylko "aha".
-Słuchajcie, przecież to kpina. Jak oni sami w Polsce kogoś znajdą. - powiedziałam
-Rocky wspominał coś o znajomych - powiedziała Tessa
-Dobra nie ważne, może oni coś tam...ale nie ważne - powiedziała brunetka. Widać że to ją troszkę zasmuciło.

#Miesiąc później# *Oczami Rydel*
Jaka szkoda że do reszty krajów nie pojechaliśmy. Byliśmy w 16 krajach z 20. Eh.. może innym razem. Z jednej strony się cieszę bo w końcu zobaczę dziewczyny. Nie mogę się doczekać jak będę już w domu. Już za 20 minut będę w moim królestwie. Najlepsze w tym wszystkim jest to że one nic o tym nie wiedzą. Będą miały niespodziankę. Tylko Izzy i Alex wiedzą którzy mieli zebrać je u Angeli.
...
-Rydel!! Idziemy? -zapytał Ross. Minęły dwie godziny od naszego powrotu. Przez cały czas któryś z chłopaków jęczy czy idziemy. Nawet rozpakować się było ciężko.
-Ross, do cholery. Idziemy za 20 minut. Dopiero co rodzice odjechali, za 20 minut. - powiedziałąm.
-Okay - powiedział i odszedł. Ehh...co za dzieci.
-Rydel..- powiedział Ratliff wchodząc do kuchni.
-Co?
-Nic, tak tylko.
-Okay, kochanie błagam cię. Jak tylko wrócimy nie proś mnie o kolację. Jestem zmęczona. - powiedziałam
-Okay
15 minut później w kuchni zjawiła się reszta. Byli gotowi na spotkanie z dziewczynami. Co zrobisz? Nic nie zrobisz, trzeba iść.

*Oczami Angeli*
Ciekawe po co Alex kazał przyjść dziewczyną do nas.Nic ważnego dziś nie ma, tak sądzę. Tak czy siak idę się przebrać. Dziewczyny już przyszły bo słyszę ich śmiech a ja nadal w starych dresach i koszulce. Postanowiłam ubrać zwykłe jeansy i kremową koszulkę z granatowym nadrukiem "Kiss me or kill me" ubrałam jeszcze kremowe baletki i zeszłam na dół. Wiecie co się okazało dwa tygodnie po tych zdjęciach? Że to ich znajome. Dokładnie siostry jedna z nich chodziła z Rikerm do szkoły. Zeszłam na dół i przywitałam się z dziewczynami po pewnym czasie znów ktoś zadzwonił do drzwi.
-Otworzę powiedziałam.
-Nie! Ja otworze - powiedziała Izzy. Dziewczyna ma już nie duży brzuch.
-Okay? - powiedziałam zdziwiona
-Chodźcie do ogrodu - powiedział
-Okay, ja idę jeszcze spiąć włosy - powiedziałam i wleciałam po schodach na górę. Weszłam do mojego pokoju i zabrałam gumkę ze stolika. Zaczęłam spinać włosy w lekkiego koka gdy ktoś mnie objął od tyłu. Tak strasznie się przestraszyłam że o mało nie dostałam zawału. Odwróciłam głowę i ujrzałam Rossa? O Boże mam już omamy.
-Alex, skąd wziąłeś taką maskę? Wiesz że nigdy nie będziesz tak przystojny jak Ross i puszczaj mnie bo oberwiesz. - powiedziałam, nawet nie wiem czemu.
-Dziękuję - powiedział. Nawet głos ma jak Ross. Chyba za bardzo tęsknie. Przecież on wraca z 3 tygodnie. Ej chwila, to Ross!
-Ross? - zapytałam, a może bardziej stwierdziłam? A nie wiem.
-Tak - powiedział. Bez zastanowienia rzuciłam się na niego mocno go ściskając.
-Co ty tu robisz?
-Stoję
-Mam na myśli czemu tak wcześnie? Miałeś wrócić dopiero za trzy tygodnie - poiwedziałam
-Odwołali koncerty bo mało osób było.
-Oh.. jak się cieszę że jesteś - powiedziałam z uśmiechem.
-Fajna koszulka - powiedział patrząc na kremowy materiał.
-Wiem - zaśmiałam się
-Pamiętasz naszą rozmowę przez telefon?
-Dzwoniłeś wiele razy.
-Ale tą pierwszą. W Polsce co byłem.
-Aa.. tak a co?
-Powiedziałem że jestem słodszy i spróbujesz po powrocie. Teraz masz koszulkę "Kiss me or kill me" a ze względu że cię nie zabiję bo to jest karane i za bardzo bym to przeżył to pozostaje mi tylko jedno. - powiedział - Kiss you. - Nie wiedziałam co powiedzieć. Dlatego się nie odezwałam i chwytając go za rękę pociągnęłam do ogrodu. Tam przywitałam się z resztą. Wszyscy ciągle ze sobą gadali i się śmiali.  Wspominaliśmy jak to się o nich martwilysmy,  a oni bawili się w najlepsze.  Po może godzinie utworzyły się tzw.  grupki.  Mianowicie Rydel z Ellem (co było dla mnie dziwne bo widzieli się cały czas)  Rocky z Tessa,  Susan i Riker.  Tak tylko szybko wspomnę ze oni to najbardziej ze sobą rozmawiali,  najbardziej się śmiali i co jakiś czas się przytulali.  Ostatnia grupką byłam ja z Rossem i całą resztą.  Po minie blondyna można było zauważyć że nie jest zbytnio zadowolony,  że nie siedziemy razem.  Kiedy patrzał się na mnie niezadowolonym spojrzeniem to wzruszyłam tylko ramionami i gadała dalej.

*Oczami Rikera *
-Dalej!  Zbieramy się już! - krzyknęła Rydel.  Zawsze jak jest już zmęczona to jest wkurzona na wszystkich i wszystko więc lepiej z nią nie igrac z tym stanie. 
- Szkoda,  że już idziecie  - powiedziała Susan
- Spokojnie,  jutro też przecież można się spotkać  - powiedziałem z uśmiechem
- Czyli...  Spotykamy się jutro?  - patrzała mi w oczy.
- Na to wychodzi - poprawiłem grzywkę.
- Riker chodź już  ! - Rydel się wkurzyła...
- Dobra,  leć już  - powiedziała dziewczyna nieśmiało się do mnie przytuliła. Ja przytuliłem ją mocniej. - To do jutra
- Do jutra 
Jeszcze przed wyjściem się z każdym pożegnaliśmy i w ciszy powolnym krokiem szliśmy do domu.  Kiedy byliśmy pod domem Ross pchnął mnie na bok i krzyknął ze zaraz wracamy.
- Kiedy zamierzasz jej to powiedzieć? 
- Co?  Komu?  - Chłopak w odpowiedzi zrobił facepalma.
- Susan, ze Ci się podoba.  Nie mogę patrzeć jak się przytulacie a ona nic nie wie. 
- A jeśli ja jej to powiem, a ona nic do mnie nie czuję? I nic nie będzie tak jak wcześniej...
- Wolisz jej tego nie mówić? Zobaczysz...  Za parę miesięcy stracisz tą okazję bo może kogoś sobie znajdzie, a Ty znowu będziesz żałował.  Pamiętasz sytuację z  Mią?  Zwlekales tak długo aż straciliście ze sobą kontakt,  a później widziałeś z nią z jakimś innym chłopakiem. Chcesz żeby znowu tak było?
Przez chwilę nic nie mówiłem,  myślałem o tej sytuacji.  Nagle zatrzymałem się i ruszylem w zupełnie innym kierunku.
- A Ty gdzie idziesz?  - krzyczał Ross
- Powiedz że późno wrócę!

*Oczami Susan *
Siedziałam na parapecie w swoim pokoju patrząc się w niebo.  Miałam otwarte okno. Wiatr stawał się coraz silniejszy co powodowało że moje włosy były rozwiane do tyłu oraz troszkę na mojej twarzy.  Pomimo chłodnego wiatru nie poszłam po koc.  Na uszach miałam słuchawki, a z nich wypływająca ostatnio moja ulubiona piosenka  "standing in the dark". Lubie jej słuchać wyobrażając sobie idealne sytuacje.  Teraz akurat myślałam o Rikerze jakby był przy mnie.  Tak,  jestem w nim zakochana.  Najsmutniejsze jest to,  że mam wrażenie,  iż on nie jest we mnie.  Dlatego wyobrażam sobie takie sytuacje.  Nagle usłyszałam jak drzwi od mojego pokoju się otwierają,  a za nich wychyla się Riker.  Od razu zdjęłam słuchawki i położyłam je w kąt.  Nie odłączyłam ich od telefonu i przez to ciągle było słychać ową piosnkę. Podeszła do blondyna i otworzyłam drzwi tak żeby mógł wejść.
- Co Ty tutaj robisz?  - zapytałam zaskoczona
-Ja?  - przeczesał ręka włosy. - Chciałam Cię zobaczyć i...
- i...  ?
- I coś ważnego Ci powiedzieć.
- No to mów  - byłam ciekawa o co chodzi
- A To później  - zaśmiał się.
Ja w odpowiedzi uśmiechnęłam się i wróciłam na swoje miejsce.  Chłopak szybko podszedł do mnie i usiadł kolo mnie.  Wymieniliśmy się spojrzeniami i oboje patrzyliśmy na gwiazdy. W pewnym momencie chłopak nieśmiało objął mnie swoim ramieniem, a ja przysunęłam się do niego i oparłam o niego głowę.  Było mi bardzo ciepło na sercu.  Siedzieliśmy tak w ciszy dość długi okres czasu.  Nie potrzebowalismy się odzywać,  wystarczyła nasza obecność.  W pewnym momencie podniosłam głowę i wpatrywałam się w niego.  Po pewnym czasie chłopak też zaczął.  W tym momencie tak bardzo chciałam go pocałować. Nagle niezauważalnie zaczęłam się przysuwac,  a Riker to zauważył.  Zaczął naśladować moją czynność. Teraz bez zawachania się pocałowalismy. Od razu zeszłam z parapetu i założyłem swoje ręce na jego szyję. Chłopak też z niego zszedł i położył swoje ręce na moje biodra.  Całowaliśmy się .... No dłużej o wiele dłużej niż za pierwszym razem.  Chciałam aby ta chwila trwała długo.  Nagle chłopak oderwał się ode mnie i odszedł na drugi koniec pokoju.  Bacznie go obserwowałam. Założył ręce za głowę. Nagle podszedł do mnie. Bardzo blisko o patrzyliśmy sobie w oczy.
- Chciałem Ci coś powiedzieć - mówił patrząc się w podłoge.
- Słucham 
- Od momentu kiedy zaczęłaś chodzić z Alexem brew pozorom byłem smutny.  Byłem smutny jak widziałem was szczęśliwych.  Tak byłem o Ciebie zazdrosny.  Kiedy dowiedziałem się, ze z nim zerwałaś poczułem ze mam jakąś szanse.  Chciałem Ci powiedzieć to już dawno ale ciągle zwklekalem.  Czemu?  Bałem się twojej reakcji.  Bałem się,  że po tym nasze relacje się zmienia.  Dzisiaj Ross uświadomił mi, że później jak będę chciał Ci to powiedzieć to może być już za późno.  Teraz z mojej wypowiedzi można wywnioskować,  że Cię kocham.
Skończył swój monolog a ja stałam jak wryta. Nie potrafiłam się nic odezwać.
- C...  Co?  - tylko to umiałam powiedzieć.  Chłopak promiennie się uśmiechnął.
- Susan, ja cię kocham. - powiedział i chwycił moje ręce.
- Wiesz czemu zerwaliśmy z Alexem?  - patrzałam sie na niego.  Chłopak pokręcił przeczaco głową.
- Bo uświadomiłam sobie, że kocham tylko ciebie. - powiedziałam i spuściłam głowę.
- Serio?  Kochasz mnie?  - zapytał zdziwiony.
- T-tak - nadal nie podniosłam głowy.  Nagle Riker podniósł moją głowę i znowu mnie pocałował.  Tym razem pocałunek był krótki bo do mojego pokoju weszła moja mama.
- Nie chciałam wam przeszkadzać,  ale...  Riker, Twoja siostra dzwoniła do mnie i mówiła że nasz wrócić do domu.   - w tym momencie sprawdził telefon  - podobno nie odbierasz 
- Wyciszylem go.  Dobrze,  dziękuję.
Moja mama wyszła z pokoju z uśmiechem.
- To..  Widzimy się jutro?  - zapytał
- Oczywiście
- To ja będę już lecieć - powiedział, a ja od razu się do niego mocno przytuliłam.  Chłopak odzywzajemnil uścisk.  Po chwili odprowadziłam ich do drzwi wyjściowych z mojego domu.  Przed samym wyjściem spojrzał na mnie i pocałował mnie w policzek.
- Dobranoc  - powiedział z uśmiechem.
- Dobranoc 
Kiedy wyszedł oparłam się plecami o drzwi i zamknęłam oczy.
- No no...  - odezwała się mama
- No co?
- Nie no nic. Idź spać. 
Posłusznie poszłam, a raczej pobiegłam do pokoju.  Od razu położyłam się na łóżko. Odwróciłam się na plecy i patrzyłam się w sufit.
-"on mnie kocha " - pomyślałam i zakrylam sobie twarz rękami ze szczęścia.  Nakrylam się kołdrą i z tą myślą poszłam spać.

*Oczami Rydel*
-no gdzie on jest?!  - byłam wkurzona,  chodziłam w kółko po jego pokoju.
- Rydel,  daj spokój w końcu,  zaraz przyjdzie.
- A jak coś mu sir stało?
- Na Pewno nie  !
Nagle było słychać czyjeś kroki. Na 100% to byl on.  Owa osoba zaczęła biec po schodach, a następnie wpadła do swojego pokoju.
- Powiedziałem jej  ! - krzyczał zdyszany
Co?  O Co chodzi?
- Zartujesz?  - Ross był zaskoczony
- Nie!  Powiedzualaw,  że też mnie kocha,  rozumiesz to?  - ciągle krzyczał
- Czekaj czekaj czekaj!  O kogo Ci chodzi? -nie byłam w temacie.
-To Ty nie wiesz?  - zapytał najstarszy
- No nie...
- To ja powiem  - mówił Ross.  - od pewnego momentu Riker jest zakochany w Susan i dzisiaj jej to powiedział. 
- I Co ? Jesteście razem?
- No..  Wlasnie..  Nie  - mówił już spokojny
- Czemu?  - zapytał się Ross.
- No...  Tak wyszło.  Dobra,  wypad chce iść spać  !
Nic nie powiedzieliśmy tylko poszliśmy do swoich pokoji.  Położyłam się do łóżka. Byłam zaskoczona tym co powiedział Ross.  Po chwili zasnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że podoba wam się ten rozdział  :3 także... Dobrej nocy albo miłego dnia xD

sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział 22

*oczami Angeli *
Nie.  To nie może być prawda.  Nie.  Każda dziewczyna jest zaniepokojona.  Boję się o nich.  Zajebiście się o nich boję! Nie wyobrażam sobie żebym nagle mogla ich wszystkich stracić. 
- A co jeśli to prawda ? - odezwała się zaniepokojona Susan gapiac się w okno.
- To nie może być prawda  - oznajmilam
Zauważyłam też w pewnym momencie Tessie zaczęły spływać pojedyncze łzy.  Jednak żadna z nas nie zareagowała na to.  Każda była zbyt roztrzesiona.

*narrator *
Wówczas kiedy dziewczyny były przestraszone, całe R5 bawiło się w najlepsze.  Tak naprawdę przez pomysł Rocky'ego nikt nie odebrał telefonu.  No bo skoro to pierwszy dzień to ustalił aby wyciszyć telefon i mieć wszystko głęboko gdzieś... Szkoda tylko że najpierw zapomnieli do nich zadzwonić.  Gdy tak spacerowali po Polsce,  (tak sa w Polsce ) zglodnieli. Nie jedli nic od czasu kiedy wylecieli a jednak trochę czasu minęło. Weszli do pierwszej lepszej knajpki.  Zajęli stolik i zaczęli przeglądać menu. Nie chcieli eksperymentować z polskim jedzeniem.  Zamówili hamburgery z frytkami.  Bardzo podobało im się w tej knajpie.  Gdy usłyszeli wyraźnie jakieś polskie słowo to próbowali je powtórzyć. Oczywiście nie wychodziło im więc cała sytuacja wyszła dość śmiesznie.  W pewnym momencie Riker postanowił sprawdzić telefon czy ktoś do niego nie dzwonił.  Ku jego zaskoczeniu miałam z 17 nieodebranych połączeń i parę wiadomości.  Czuł,  że coś musiało się stać. 
- Czekajcie..  Zaraz wrócę idę na chwilę na zewnątrz  - powiedział wstając gapiac się w telefon
- Po co?  - zapytał Rocky
- Susan, Angela i Tessa do mnie dzwoniły i to nie raz. - w tym momencie doczytywal SMS od Sus  - więc obawiam się że coś się stało
- co mogło się stać ? - zapytał Ross
Podnosił głowę i spojrzał na nich
- W wiadomościach było że jakiś samolot spadł i myślą że my tam byliśmy.  Raczej będzie lepiej jak do niej zadzwonię.
- Dobra tam!  Zadzwonisz jak zjemy.  Jedzenie już idzie. - powiedział Rocky
Chłopak spojrzał na Rydel.
- Napisze tylko SMS...
Rocky wyrwał mu telefon
- Jaki mieliśmy układ...?  Zero telefonów! Maniaku jeden!
Chłopak usiadł a w tym momencie kelnerka podała im ich jedzenie.  Nie wiadomo czemu ale podczas jedzenia ciągle się śmiali.  Ludzie się na nich dziwnie patrzyli ale oni mieli to gdzieś. Przesiedzieli tam dobre 3 godziny.  Każdy już zapomniał żeby zadzwonić do dziewczyn.  Kiedy po woli już zamykali lokal to byli zmuszeni go opuścić.  Nie byli z tego powodu zadowoleni no ale cóż... Nie chciało im się już dłużej chodzić więc udali się do swojego hotelu. Mieli wynajete 2 pokoje.  Delly poszła już spać do swojego pokoju,  Rocky z Ellen poszli zapewnie się napić do baru a Ross i Riker zostali w swoim pokoju i gadali.
- Riker!  - nagle zerwał się Ross
- Co?  - zapytał spokojnie
- zapomnieliśmy o jeden bardzo ważnej sprawie ! Mieliśmy zadzwonić do dziewczyn.  Pewnie strasznie się denerwują.  - Blondyn gdy tylko to usłyszał to gwałtownie zerwał się na równe nogi i poszedł do łazienki.

* oczami Rossa *
Nie powinniśmy wyłączyć dźwięku w telefonie.  To był głupi pomysł.  Teraz Angela się martwi.  Najlepiej jak zadzwonię do niej od razu.

-Halo?-ktoś odebrał po drugiej stronie. Zakładam ze to Angela, przeciez ja wlasnie do niej dzwonie.
-Hej -przywitałem się
-Ross?! Ross to ty?-krzyczala, no nie jest źle. Gardełko to ona posiada.
-Tak, a kto inny? -zaśmiałem się
-Ty kretynie jeden!! Jak mogłeś nie zadzwonić? Ja od zmyslow odchodze a ty na luzie po kraju chodzisz? Poczekaj, niech tylko cie zobacze to golymi rekoma udusze!!!
-Tez za tobą tęsknie skarbie.
-Skarbie?! Ross do cholery ja sie martwilam ze ty w tym...samolocie, ze ty tam byles i ....ze wiecej cie nie zobacze. Jak mogles nie zadzwonic co? -zaczela panikowac
-Ej, spokojnie. Zyje, jestem  caly i zdrowy. Nie martw sie o mnie. Jesli cos bedzie nie tak zadzwonie.
-Tak samo jak po wyladowaniu w Polsce?! -Nie, ja naprawde przepraszam. Obiecuje ze od tej pory bede dzwonil
-Trzymam cie za slowo. Tak bardzo sir martwilam
-Chyba  chcialas powiedziec "tak bardzo się matwilam i tak bardzo  cię kocham"
-Jesli to sprawi ze bedziesz czul sie lepiej i będziesz dzwonil to tak
-Mowie ze będe dzwonil.
-Oby
-Na pewno...przeciez ja tez tesknie, nawet bardzo.
-Aww...-rozczulila się
-Slodkie wiem, ja jestem slodszy ale sprobujesz dopiero za dwa miesiace
-Hahaha, jasne. Nie moge sie doczekac -powiedziala z sarkazmem
-No tak
-Ehee...
-Dobra, musze konczyc. Rocky przylazl.
-Szkoda, zadzwon jutro
-Zadzwonie. -odpowiedzialem
-Pa
-Paaaa...
Mialem juz przycisnąc czerwoną słuchawkę gdy uslyszalem jeszcze ciche "kocham cie" i "piii"

*oczami Rikera*
Totalnie zapomniałem do niej zadwonic..   Szybko wyciągnąłem telefon z kieszeni i szukałem jej kontaktu.  Przez chwilę zastanawiałem się czy to jest dobry pomysł,  jednak jest dość spora różnica czasu. E tam, zadzwonię do niej.

- Śpisz?  - tak,  bardzo fajny początek rozmowy
- Yhym...  - była zaspana
- a dobra to ja zadwonie rano..
- nie!  Czekaj!  Riker?!  To Ty? - teraz dopiero się przebudziła
- Tak to ja.
- Jezu Co Ty takiego robiłeś że nie mogłeś telefonu odebrać?
- mieliśmy wyciszony.  To był pomysł Rocky'ego.  Kompletnie zapomniałem żeby do was zadzwonić jak wyladuje.  Przepraszam
- Nie przepraszaj,  rozumiem.  Najbardziej się cieszę,  że wam nic nie jest.  Nie wiem co bym zrobiła gdyby coś się wam stało...  Gdybyś coś Tobie się stało..  - zaakcentowala słowo "tobie "
- Spokojnie,  nic nam się nie stało  - jakoś sam nie wiem czemu uśmiechnąłem się.
- i masz dzwonić do mnie codziennie! - zaśmiała się
- obiecuję  !
- dobra,  ja idę spać bo jestem zmęczona
- Spooko,  Dobranoc Susan
- Dobranoc Riker.

*oczami Ellington *
Kiedy wróciłam z Rockym do naszych pokoi starałem się być jak najciszej,  zeby nie obudzić śpiącej Rydel.  Spala tak uroczo.  Przytulała się do poduszki i leżała na prawym boku.  Jako,  że była cała odkryta,  postanowiłam ją nakryć.  Następnie usiadłem na krawędzi łóżka i zacząłem zdejmować buty.  Kiedy wstałem ujrzałem dziewczynę, miała już otwarte oczy.
- Przepraszam,  nie chciałem Cię obudzić  - podeszlem do niej i pocałowałem w czoło.
- To nic  - ziewała - pogadajmy
- o czym chcesz gadać?  - usiadłem obok niej
- ogólnie.  O zespole,  moich braciach o nas - pocałowała mnie w policzek.
- No okej...  To co o zespole?
- myślisz,  że ta trasa to byl dobry pomysł? 
- tak,  każdemu dobrze zrobi taki wyjazd. 
Położyłem się koło dziewczyny a ona położyła głowę na moim torsie.
- pogadajmy o Rossie.  - stwierdziła po prawej przerwie.
- Po co?  - byłem zaskoczony
- Tak po prostu.  Każdego możemy obgadać.  - powiedziała z uśmiechem.
- no okej...  To co chcesz o nim mówić? 
- Myślisz,  że on kocha Angele? 
- no pewnie.  Jestem tego prawie pewny!  Tak samo, ze Riker czuję coś do Susan. 
- o nim to zaraz.  Teraz o Rossie  - zaśmiała się.
- Ale co tu dużo mówić?  W niektórych sytuacjach po prostu widać,  że Ross jest o nią zazdrosny.  Widać,  że ją kocha.  Możliwe,  że ona go też.  Nie wiem. Tak samo nie wiem czy jej to powiedział,  ale znając go to bardzo możliwe.  W sumie było by fajnie jakby byli razem.  Co może za niedługo się stać, wiesz jaki on jest.
- tak wiem.  To prawda mogą być razem.  Nawet bym obstawiała że wtedy jak wrócimy z trasy lub trochę po tym czasie. - To co..  Teraz Riker?  - zaśmiałem się
- Tak.  Myślę tak o nim i o Susan.  Widać,  że on ją kocha.  Nie zdziwiłabym się sczerze mówiąc jakby ona go też.  Ale Riker w przeciwieństwie do Rossa będzie czekać  " na ten idealny moment " ale najczęściej jest tak,  że kiedy chce powiedzieć już to danej dziewczynie to ona już kogoś ma.  - wzięła głęboki oddech
- Martwisz się o niego?
- Troszkę.
- to może mu pomożemy!  Powiemy coś tu i ówdzie.  Pobawimy się w swatanie.  Zobaczysz...  - przerwała mi
- Nie.  Zawsze się irytował jak chciałam mu pomóc.  Chce żeby teraz sam zrobił krok do przodu, jeśli tego nie wykorzysta to może naprawdę dużo stracić. 
- Masz rację.
- O Rocky'm nie ma co dużo mówić.  Ma Tesse i jest szczęśliwy, a Ryland ma Savannah.  Widzisz...  Nawet najmłodszy ma dziewczyn, a najstarszy nie...
- jeszcze. - spojrzałem na nią robiąc brewki
- ale serio...  Nie pomagaj mu tym razem.  No chyba, że o to poprosi.
- no okej, Okej.
- Ja idę spać dalej.  Dobranoc - powiedziała i odwróciła się do mnie tyłem.
- Dobranoc  - powiedziałem i pocałowałem ja w policzek, a następnie poszedłem spac.

*narrator *
Po paru chwilach wszyscy już spali. W pewnym momencie Riker zaczął mówić imię dziewczyny,  która mu się podoba.  Tak,  mowa tu O Susan.  Powiedział je może dwa razy bardzo cicho ale to starczyło żeby obudzić Rossa.  W pokoju co prawda był jeszcze Rocky ale chłopak ma tak mocny sen,  że go nie obudził. Ross usiadł na łóżku i patrzał się na swojego brata.  Po chwili klepnal go w ramie,  co spowodowało że obrócił się na bok i przestał mówić przez sen.  Najmłodszy z zespołu zaczął się już irytować tym, ze jego brat nie chce powiedzieć co czuję do swojej przyjaciółki więc wymyślił pewien plan o którym dowiecie się rano...

* oczami Rossa  *
Wstałem rano koło  10, dobra to już nie tak rano.  Zobaczyłem, że w pokoju jest tylko Riker który zakładał buty.
-A Ty gdzie idziesz?  - zapytałem zaspany
- Idziemy na śniadanie  - powiedział dość smutny.  Natychmiast wstałem z łóżka kiedy chciał wychodzić.
- Czekaj,  czekaj... 
- Hm?  - nawet na mnie nie spojrzał tylko wkładał sluchawki do kieszeni.
- Może o tym nie wiesz,  ale...  Przez sen mówiłeś jedno imię,  dodam,  że damskie imię.  Imię Twojej przyjaciółki.  Domyślasz się o kogo mi chodzi? 
- Tak.  Serio mówiłem? - był zaskoczony
- TaK.  Kiedy zamierzasz jej to powiedzieć?  Czy chcesz jak zwykle zwlekać? 
- Pewnie tak i będzie jak zwykle.
- No to patrz..  Dzisiaj po śniadaniu idziemy na miasto i kogoś Ci znajdziemy  - mówiłem uśmiechając się.
- Nie Ross..  - zaczął sprawdzać cos na telefonie. 
- Riker...  Skoro nie chcesz jej mówić to chce wybić Ci ją z głowy i znaleźć kogoś innego...  - w tym momencie usiadłem na łóżko i zacząłem umierać skarpetki. Blondyn dziwnie się na mnie spojrzal i odłożył odblokowany telefon 
- Yhym, okej.  Jak się Ubierzesz to chodź na śniadanie.  - wyszedł z pokoju zadawajac telefon który był dalej włączony.  Postanowiłam skorzystać z okazji i przejrzeć go sobie.  Oczywiście zacząłem czytać SMS. Akurat w tym momencie dostał SMS od Sus "Heej,  co tam u Ciebie?  " postanowiłam przeczytać sobie ich SMS.  Gdy skończyłen to odłożyłam jego telefon i zacząłem się dalej ubrać. Kiedy chciałem zejść na dół to wziąłem telefon Rikera po drodze.
- Dostałeś wiadomość.  - powiedziałem podając telefon. 
- o dzięki.  -od razu odebrał żeby go przeczytać.
Ja natomiast z resztą jedzenia jedliśmy śniadanie.  Rocky skończył najszybciej.
- idę do pokoju.  Umówiłem się xd Tessa na Skype.
- To jak Riker,  idziemy?  - zapytałem brata - Tia... Idziemy - nic nikomu nie mówiąc po prostu wyszliśmy. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam xdd
Mam nadzieję,  że podoba wam się ten rozdział  :") nie czytałam go więc za wszelkie błędy przepraszam.
Miłego dnia / wieczoru :3 XD

środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 21

*Trzy tygodnie później*
Dzisiaj jest koncert R5 w Starbucks. Koncert niespodzianka dla dziewczyn. To już jutro R5 wyjeżdża w trasę, więc z tej okazji R5 chciało zrobić koncert porzegnalny. Od 9:00 wszyscy są na miejscu by wszystko przygotować. O 13:00 zaczyna się koncert. Riker, Rocky i Ross właśnie idą po dziewczyny. Za to Rydel i Ellington szykują się na koncert, dokańczają nawet najmniejsze szczegóły.

*Oczami Angeli*
Siedze sobie spokojnie na kanapie, oglądając film i zajadając chipsy. Było pięknie, SPOKOJNIE do czasu aż jakiś kretyn nie zaczą walić w drzwi. Jak myślicie kto to? A to nasz szanowny Ross.
-Pali się czy co do cholery -wydarłam się na przywitanie.
-Nie, ale choć -powiedział łapiąc mnie za rękę.
-Gdzie?
-Niespodzianka
-Czekaj, idę wyłączyć TV
-Okay, czekam przy bramce
Weszłam do salonu i wyłączyłam TV, ubrałam czarne vansy i wgszlam z domu. Zauważyłam ze przy bramce jest Ross z jakąś laską. No nie, on mnie wyciąga gdzieś a z nim laska. Tak to bawić się nie będę. Podeszłam do nich. Chwyciłam Rossa za rękę i powiedziałam.
-Idziemy skarbie? -no co? Nigdy nikt z was zazdrosny nie był? Czy ja tak na prawdę pomyślałam? F*ck.
-Tak, przedstawie cię. Angela to Lori, Lori to Angela
-Milo cię poznać -powiedziala miło dziewczyna
-Ciebie również. -powiedzialam ale nie tak miło jak ta laska.
-Dobra Lori widzimy się o 13:00 -powiedział
-Tak, do zobaczenia.
Ruszyliśmy w drogę, chciałam póścić rękę Rossa ale ją mocno chwycił.
-Skarbie?
-No..umm
-To moja kuzynka zazdrośnico -zaśmiał się. WTF?! Ale zrobiłam z siebie kretynke. Wyrwałam rękę a on zaczął się głośniej śmiać. Przyśpieszyłam a on mnie dogonił.
-Aż tak mnie kochasz że o kuzynke zazdrosna jesteś?
-Po pierwsze, nie kocham cię. To w Twoim pokoju to był impuls. Po drugie nie wiedziałam że to twoja kuzynka.
-Jasne-powiedział.
Ja mu będę wmawiać że go nie kocham. Co z tego że bardzo mi się podoba i że najchętniej to bym go teraz pocałowała. Jutro jedzie w trasę.

*Oczami Rikera*
Idziemy z Susan przez park. Muszę ją zaprowadzić do Starbucks na ten koncert ale najpierw pochodzimy. Nie wiem czy jej powiedzieć że ją kocham, czy nie. Jutro jadę. Umm..nie powiem jej. Gdy przyjadę to jej wszystko powiem. Może. W tej chwili zajwazyłem że Alex i Izzy idą w naszą stronę,
-Siema-powiedział Alex
-Hej -przywitaliśmy się
-Gdzie idziecie? -zapytała Susan
-Do ginekologa -odpowiedziała Izzy
-Po co? -dopytywała
-Angela wam nie mówiła? Izzy jest w ciąży -powiedział
-Gratulację, jak się cieszę -powiedziala Susan
-Gratulacje stary -powiedziałem.
-Dzięki. Musimy iść by się nie spóźnić. Widzimy się później. -powiedział Alex, no tak oni też idą.

*Oczami Rockyego*
Czekam na Tesse od 20 minut ile można się przebierać. Boże. W sumie to lepiej bo nie będziemy się włóczyć tylko pójdziemy do Starbucks.
-Już jestem -powiedziała wchodząc do salonu. Była pięknie ubrana. Jasno różowe spodnie i biały T-shirt. Jej piękna twarz dodawała uroku.
-Pięknie wyglądasz -powiedziałem
-Dziękuję
-Idziemy?
-Tak, choć -uśmiechneła się
Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy powoli w stronę Starbucks. Jest piękny dzień, szkoda że ostatni w Los Angeles. Później dwa miesiące w Europie. Tak bardzo będę tęsknić za Tessą.

*Koncert*
*Oczami Rydel*
Po przyjściu dziewczyn z chłopakami były bardzo zdziwione liczbą osób i tym że stoimy na scenie. Zapewne tego się nie spodziewały. Taka miła niespodzianka. Bardzo będę tęsknić za dziewczynami. Aktualnie to jestem zdziwiona tym co Riker powiedział 20 minut temu. Alex będzie ojcem. Mega słodkie.
-Cześć, no zaczynamy koncert -powiedział Riker
-Jest on specjalnie dla naszych przyjaciółek. Porzegnalny. -dokończył Rocky
-Zaczynamy!-powiedział Ross i zaczeliśmy grać. Było super, naprawdę się ciesze że zrobiliśmy ten koncert i że jedziemy w trase.
Ostatnią piosenką była One Last Dance. Dziewczyny się popłakały a widząc je to z moich oczu też poleciało kilka słonych łez.
Koncert dobiegł końca, ludzie się porozchodzili a my zostaliśmy w knajpce.
-Tak bardzo wam dziękujemy, to byli kochane -powiedziala Tessa, dziewczyny przytakneły i zaczeły nas tulić.
-Nie wiem jak wytrzymam dwa miesiące bez moich najlepszych przyjaciółek -powiedziałam
-My też -zaśmiałyśmy się i wszystkie dziewczyny zrobily grupowego przytulasa.
-Ej a my?
-To inna bajka -zaśmiała się Susan
-Ale przyznajcie że będziecie za nami tęsknić -powiedział Rocky
-Tak, tak, będziemy i to bardzo -powiedziała Angela zerkając na Rossa. Coś czuje że ta dwójka zaraz się pocałuje.
-Idziemy do domu? -zapytała Tessa.
-Tak, dziewczyny bardzo was przepraszam ale my mhsimy iść dokończyć się pakować. Rodzice niedługo przyjadą. -powiedziałam
-Delly spokojnie, idzcie -zaśmiała się Tessa -widzimy skę jutro na lotnisu.
-Tak, do jutra. -przytuliłyśmy się.

#Następny dzień#
Od samego rana R5 biegają po domu szukając drobiazgów których wczoraj nie spakowali. Tak bardzo cieszyli się na ten wyjazd że zapomnieli o szczegółach.
-Riker idziemy -zawołał tata rodzieństwa
-Tak, już idę -odpowiedział blondyn.
Wybiegli z domu kierując się do taxówki. Za godzinę mieli samolot. Nim się obejrzeli byli na lotnisku. Z dala zauważyli dziewczyny które już na nich czekały. Chłopcy na sam widok dziewczyn tak się ucieszyli że nie zwracali uwagi na słowa rodziców którzy przypominali o walizkach. Dopiero jedno walnięcie Delly w tył głowy spowidował iż bracia zabrali swe torby. Poszli w stronę dziewczyn które zniecierpliwością czekały na zespół.
-Hej laski -powiedziała Rydel?
-O już jesteście. -uśmiechneła się Susan -za ile macie samolot.
-Dokładnie 30 minut ale za 20 musimy wsiadać. -powiedział Riker.
-Okay, to...macie codziennie dzwonić, pisać, opowiadać jak jest w innych krajach -powiedziała Tessa
-Zrobic zdjęcia...my tez chcemy wiedzieć ja jest w Europejskich krajach. -powiedziala Angela
-I szybko wracac -dokonczyła Susan
-Nie ma sprawy -zaśmiała się Delly
-Przywiozę wam pizze z Włoch -powiedział Ellington
-Włochy ostatnie?
-Nie, trzecie.
-Ile jest wszystkich krajów które odwiedzicie?
-20
-Dziękuję za pizze Ell ale jednak wolę świerzy pokarm -poklepała go po ramieniu Susan.
-Musimy iść, za 5 minut musimy wsiadać.
-Okay,to do zobaczenia za dwa miesiące kochane -przytuliła ich Susan -Będę tak tęsknić
-My również, nawet bardziej. -powiedziała Susan
-Teraz ja! -krzyknął Ell -Moje kochane siostrunie, żadnych chłopaków, macie byc grzeczne bo wójkiem być jeszcze nie chce
-Haha, bardzo śmieszne. Będziemy tęskinć za tymi żartami Elluś -zasmiala się Tessa
-Kochanie! A ja? -zapytał Rocky
-Za tobą najbardziej. -pocałowała go.
-Ja myśle -zaśmiał się i pogłębił pocałunek.
-Susan...ja..będę tęsknił -powiedział tuląc blondynkę
-Ja też, bardzo,bardzo,bardzo -powiedziała
-To widzimy się za dwa tygodnie -powiedzial Ross podchodząc do Angeli która rozmawiala z Rydel i Ellem. Para odeszla zostawiając ich samych
-Tak -powiedziała. Ross podszedł blizej i przytulił dziewczynę. Wyszeptał do jej ucha ciche ,,kocham cię" ona przytuliła go mocniej. W myślach mówiła sobie ,,Nie mów mu że go kochasz, wmawiaj że to w jego pokoju to impuls" Tylko ona wiedziała czemu taak musi robić.
-Dobra dzieciaki idziemy -powiedziala Pani Stormie. Porzegnali się jeszcze raz i ruszyli do samolotu.
Po ruszeniu samolotu, chłopaki nie mogli oderwać oczu od okna, dopóki było widac dziewczyny patrzeli i latrzeli. Lecz gdy znikneły z pola widzenia zasiedli wygodnie na fotelaxh. Rydel od samego początku wtulila się w Ella i zasneła, Państwo Lynch czytali książki, Ell i Ryland zaczeli rozmawiać o tym jak będzie fajnie i co mogą robić w krajach które zwiedzą. Rocky zaczął słuchać piosenek, nawet nie myślał że przez tak długi okres czasu nie będzie widział ukochanej, cieszył się że zwiedzi tyle państw. Riker, on w spokoju oglądał obłoki. Ross, także oglądał to co dzieje się za oknem i rozmyślał o słowach Angeki. Czyvona na serio go kocha czy nie i to co mówiła w jego pokoju to był impuls. Sam już nie wiedział. Postanowił się tym teraz nie martwić.

*Oczami Tessy*
Mineło 5 godzin od ich odlotu. Tak bardzo tęsknie a to dopiero kilka godzin, co z resztą? Nie wyobrażam sobie tego. Teraz siedzę z dziewczynami u mnie i oglądamy TV. Mój brat jak zawsze musi siedzieć z nami. Zawsze, ale to może lepiej, nie mogę na niego narzekać. Ciesze się że go mam. Jest kochanym małym chłopcem.
-Dziewczyny słuchajcie -krzykneła Susan i włączyła głośniej telewizję.
-Dziś, 40 minut temu rozbił się samolot na terenie Hiszpani. Samolot leciał z Los Angeles do Polski. Prawdopodobnie nikt nie przeżył. Więcej informacji o 20:00 w ABC.
-O mój Boże. Czy oni lecieli tym....samolotem? -zapytała Angela
Ja nic nie odpowiedziałam, zobaczyłam czarne plamki przed oczami i straciłam kontakt.
Gdy się obudziłam poczułam cos mokrego na mojej twarzy. Nade mną stał Jacob ze szklanką w dłoni.
-Co jest? Dziewczyny ale miałam sen, to było okropne...w TV mówili że samolot....-i dokończyłam bo przerwała mi Susan
-To nie był sen.
-Jak to?
-Po prostu, samolot się rozbił ale nie wiadomo czy oni nim lecieli. Musimy zadzwonić.
Angela wybrała numer do Rydel ale ta nie odbierała, później do Rossa ale on też nie dawał znaku życia. Rozdzwoniła się tak pokolei do wszystkich ale nikt nie odbierał. To co dziewczyny teraz czuły przeszło wszelkie granice. Nie mogły się na niczym skupić. Były tak przejęte że na zauważyły jak 12 letni Jacob zniknął. Mały poszedł do siebie.
*************************************************************************************************************
Skończyłam, nie jest za bogaty ale....no. Następny sądze że niebawem, ale to nie zależy ode mnie. Myśle że dalsza część będzie ciekawa... mi się podoba. XD Życzę miłego dnia/wieczoru/nocy (w zależności kiedy czytasz )
Czytasz = Komentujesz

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 20

Nastał kolejny ciepły dzień w Los Angeles. Jest niedziela a cała rodzina Lynchów od 11:00 siedzi nad piosenkami i wybiera które mogą zaśpiewać. Jest ich wiele  i dlatego tak ciężko jest im wybrać. Są bardzo szczęśliwi z tego wyjazdu, ale też smutni. No bo kto by nie był smutny jak by nie widział przez 2 miesiące osoby którą kocha?
-To co, te 10 najnowszych -powiedział Rocky
-Tak
-Okay, to ja lece do Tessy -powiedział
-Znowu? Cały czas z nią siedzisz. -zamarkocili bracia. Chcieli coś porobić razem, pograć w gry jak dawniej ale nic z tego.
-Sorry chłopaki ale mamy tylko miesiąc.
-W sumie racja -powiedział Riker
-Jesteś gotowy? To ten moment? -nabijał się Ross
-Spadaj młody. -powiedział i wyszedł.
*Oczami Susan*
-Tobias!!!!!!!!!
-Co się drzesz? -powiedział wchodząc do kuchni
-Czemu nie powiedziałeś że wyjeżdżasz? Czemu muszę się od mamy dowiadywać?
-Kiedy miałem Ci powiedzieć? Cały dzień cię w domu nie ma.
-Wiesz co to telefon?
-Daj spokuj, już wiesz więc luz.
-Kiedy wyjeżdżasz?
-Dziś o 17:00 -powiedział mało słyszalnie
-Miałeś zamiar mi powiedzieć?
-Tak
-Jasne -powiedziałam rzucając ścierkę w kąt blatu. Wyszłam z kuchni i skierowałam się do pokoju. Dobrze że mama mi powiedziała tak to bym nie wiedziała nic. Ale czemu akurat Polska. Przecież pracy w Stanach jest masę. O mój Boże. Ile nerwów przez niego. Muszę z kimś pogadać. Zadzwonie do dziewczyn. Wybrałam numer najpierw do Angeli a później do Rydel z zapytaniem czy możemy się spotkać i porkzmawiać. Umówiłyśmy się w parku na 13:20. Mam jeszcze 30 minut. Ubrałam się i umalowałam tym razem lekko. Nie wiem co we mnie wstąpiło że jestem milsza, lekko się maluje, dużo rozmyślam. O jeny..moje życie się tak zmieniło od czasu gdy poznałam...Rikera. Nie wiem czemu ale czuję że od tego momentu w kawiarni, przed koncertem w Starbucks to wtedy chyba coś do niego poczułam, ale pewnie to było tak male uczucie bo bylam z Alexem. Właśnie Alex. Ciekawe co u niego, dawno go nie widziałam. O nie!! Mam 5 minut na dojście do parku. Ludzie no! Jakim cudem upłyneło tyle czasu?
Szybko ruszyłam w stronę parku, nawet biegiem. Gdy wchodziłam do parku zauważyłam na ławce niedaleko dziewczyny. Jak dobrze, już są.
-Hej -podbiegłam i się przywitałam
-Hej, co tam?
-Kiepsko, właśnie chcę z wami o tym porozmawiać.
-Zamieniamy się w słuch -powiedziała Rydel
-Tobias wyjezdża.
-Jak to? Gdzie? -zadała pytania zdziwiona Angela.
-Do Polski, znalazł prace i wyjeżdża.
-Na ile? Kiedy?
-Nie wiadomo na ile, to nie jest powiedziane. Wyjezdża dziś o 17:00. Gdyby nie mama to bym nic nie wiedziała -powiedzialam. W środku czułam smutek, żal. Dziś Tobias, za miesiąc Riker. Czyli moje życie się sypie? Co jeśli Riker tam kogoś znajdzie?
-Hmm..
-Nie wiem co powiedzieć -powiedziła Delly
-Nic nie mówcie. Przytulcie się -rozłożyłam ręce.
*Oczami Rydel*
Gdy sobie pogadałyśmy ruszyłyśmy do domu. Postanowiłyśmy iść do mnie, będziemy pływać w basenie czy coś. Przez całą droge się śmiałyśmy. Widać że nie tak trudno rozbawić Susan. Już tak nie jest smutna. To dobrze. Gdy dotarłyśmy do domu od progu było słychać chłopaków. Jak myśle grają na konsoli.
-Chłopaki może by tak ciszej -powiedziałam wchodząc z dziewczynami do salonu.
-Hej chłopaki -powiedziały dziewczyny
-Hej
-Tobias wyjeżdża dziś do Polski -powiedziałam
-Jak to? Po co?
-Do pracy. -odpowiedziała Susan
-Oh..
-My idziemy z dziewczynami popływać -powiedziałam.
-Mają strój?
-Rydel, stroju nie mamy -powiedziała Angela.
-Możecie bez, mi to nie przeszkadza -powiedział Ell za co dostał w tył głowy od Rydel.
-To idzcie po strój a ja zadzwonie po Tesse i Rockyego.
-Okay, będziemy za 10 minut.
-Zapytaj Alexa i Izzy czy wpadną -zaproponowała Delly
-Okay.
Gdy dziewczyny wyszły poszłam się przebrać i związać włosy w wysokiego koka. Wychodząc z pokoju natknęłam się na koszulkę, jak sądze Rikera. Tylko on ma pokój naprzeciwko mojego.
-Riker!!! -wydarłam się.w sekundę wszyscy chłopcy wyszli z pokoi w kąpielówkach. -A wy gdzie?
-Idziemy z wami pływać. Co chciałaś? -zapytał Riker
- Koszulka!
-Tak, sorry.
-Dobra, chodzcie. Ross zadzwoń po Rockyego ja idę naszykować szklanki i sok.
Wszyscy się rozeszli a ja poszłam przygotować to co miałam. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Otworze -krzyknął Ellington. Usłyszłam śmiech dziewczyn. To znaczy że już są.
-No siema -powiedziała Tessa wchodząc do kuchni. O też przyszli.
-Hej, gdzie Rocky?
-Poszedł się przebrać.
-Chodzcie, idziemy -powiedziałam biorąc tace ze szklankami.
Wyszłyśmy na dwór gdzie byli chłopcy. Jak można się domyślić już w basenie. Ich oczy skierowały się na nas tzn. na Angele i Susan, a czyje oczy? A Rossa i Rikera. No tak, nie widzieli ich w bikini dzisiaj. Hahaha...chłopaki. Nie żebym wolała dziewczyny ale nie dziwie się chłopakom. Ładne mają stroje. Tessa czerwone bikini, ja różowe w czarne paski, Susan błękitne a Angela kremowe.
-To co, opalamy się? -zapytalam głośniej by chłopaki słyszeli, znając życie wyjdą z basenu by później nas do niego wrzucić. Puściłam oczko do dziewczyn, chyba się domyśliły o co chodzi. Podeszlam blizej moich przyjaciółek.
-Nie zamykajcie całkiem oczu. Jak będziecie widziały że podchodzą wstancie i uciekajcie do garażu.
-Okay -zaśmiały się i położyły. Wszystkie zmrużyłyśmy oczy tak by bylo widac ze są zamknięte.
Chyba z 5 minut leżałyśmy i nic się nie działo ale gdy tylko otworzyłam oczy  zauważyłam że chłopaków nie ma. Zaczełam się rozglądać ale gdy tylko odwróciłam głowę w tył dostrzegłam chłopaków stojących tuż za nami.
-Dz-Dziewczyny -powiedziałam niepewnie
-Co? -zapytały otwierając oczy. -Ej gdzie chlopaki? -zapytała Susan. Wskazałam palcem za nas. Dziewczyny się obejrzały a chłopaki z chytrym uśmiechem popatrzyli na nas.
-Dziewczyny, teraz -powiedziałam i jak oparzone ruszyłyśmy do garażu. Chłopaki tuz za nami ale w pore zamknęłam drzwi. Dobrze że jest okno z tyłu. Co prawda mozna wyjść ale trzeba też z drzewa. To jest tak, wychodzisz przez okno prosto na drzewo a z drzewa na ziem. Nic trudnego.
-Dziewczyny, idziemy przez to okno. Tylko uwaga na drzewo, wejdziemy na nie prosto z okna i później z drzewa na ziem. Pójdziemy za krzakami, w ten sposób nas nie zobaczą. Obejdziemy ich od tyłu i wskoczymy im na "barana". Ja wiecie garaż jest obok basenu więc z łatwością okierujemy ich do wody. -wyszetałam.
-Okay
-Zaczynamy -powiedzialam i otworzyłam okno. Po koleji wychodziłyśmy z garażu i szłyśmy cicho za gęstymi krzakami.Wyszłyśmy zza krzaków i zobaczyłyśmy chłopaków którzy próbowali otworzyć drzwi. Wszyscy stali przy jednym zamku dłubiąc coś w nim. My po cichu do nich podeszłyśmy i wskoczyłyśmy na nich.
-Aaa -zaczeli krzyczeć. Jak dziewczyny. Zaczeli się ruszać, oglądac co to lub kto. My zaczełyśmy się śmiać. Oczywiscie kazda miala innego. Mozna sie domyślic która którego. Zaczełyśmy się ruszać na ich plecach a oni że są silniejsi to zdieli nas z nich. Mogłam to przewidzieć. No trudno.
-Jak wyszłyście?
-Okno..
-A, no tak. Skoro już tu jestescie..-zaczął Riker
-To..-mówił dalej Ellington
-Pora na coś...-mówił Rocky
-Mokrego! -dokończył Ross i na raz złapali nas wskakując z nami do wody. Cholera no.
Jednak nie są tacy ciemni. Mają w tych malych główkach trochę rozumu. No trudno.
-Ross, gdzie ta ręka? -wrzasneła Angela. Mh wybuchliśmy niepochamowanym śmiechem.
-O co Ci chodzi? Mam ją na twoim udzie -powiedział ale trochę nieśmiało
-No właśnie. -powiedziala odrzucając jego dłoń.
-Eh te dzieci -powiedział Riker
-Ty się nie odzywaj, sam trzymałeś Susan za pośladki -powiedziała Tessa. Riker i Susan się zarumienili a my znów zaczeliśmy się śmiać.
-No widzicie. A ja sobie mogę -powiedział Rocky tuląc Tesse.
-Nie, nie możesz skarbie -powiedziala.
*Oczami Susan*
Za 10 minut jedziemy z Tobiasem na lotnisko. To juz za nie całą godzine Tobias będzie w samolocie leciał do Polski. Smutno mi że mój jedyny brat wyjeżdża. To przykre.
-Susan, choć idziemy -powiedziała mama
-Już. -Delly mi pisala że przyjadą na lotnisko się pożegnać. Tobias coś wspomniał że Alex, Angela i Izzy nie przyjdą bo poszli na kolacje do rodziców Izzy, ale się pożegnał z nimi przed tem.
Ruszyliśmy w drogę na lotnisko. Strasznie teraz leci czas. Co minutę mam mniej czasu do spędzenia z bratem. Eh.. Dojechaliśmy na lotnisko, byli już wszyscy, nasi przyjaciele. Zaczeli się żeganć, mówić te miłe słówka, za każdym słowem więcej łez spływało po moich policzkach. Nadeszła kolej na mnie. Nie mogłam nic powiedzieć. Gula w moim gardle byla za duża.
-Nie płacz siostra -przytulił mnie mocno
-Będę za tobą tęsknić, bardzo -powiedziałam
-Ja za tobą też.
-Zadzwon jak będziesz na miejscu. -powiedziałam
-Dobrze, zadzwonie pierwsze do Ciebie.
-Okay
-Pasarzerowie samolotu do Polski proszeni na pokład. -powiedziala babka którą już od tej pory nie lubię.
-Ja idę, do zobaczenia -powiedział, pomachał i poszedł.
Zaczełam płakać, tak bardzo. Zonaczymy się, ja tk wiem ale żyć bez mojego braciszka będzie ciężko. 
-Skarbie choć już -powiedziała mama.
Wsiadłam do samochodu, zauważyłam że Lymchowie jeszcze są. Ale nie zwracając na nich więcej uwagi odjechalam do domu, bez Tobiasa.
-Córciu nie płacz. Tobias przyjedzie na święta -powiedziala mama
-Święta dopiero za 3 miesiące.
-Kochanie, nic nie zrobisz. On nie pojechał na wakacje tylko do pracy -powiedział tata. Reszte drogi się nie odezwalam. Bylam zła i smutna.
*Oczami Angeli*
Od 20 minut jesteśmy u rodziców Izzy, na kolacji. Są bardzo mili ale nurtuje mnie jedna rzecz, po co mnie tu przyciągneli. Po co ta kolacja? Coś się musiało wydarzyć. Już niedługo się dowiemy. Już zjedliśmy było naprawdę dobre. Nie jestem wybredna więc mi wszystko smakuje.
-Chcieliśmy wam coś powiedzieć -zaczął Alex.
Zapadła cisza, po czym zaczeli znów mówić.
-Jestem..jestem w ciąży -powiedziała Izzy
Teraz to dopiero cisza, nawet najcichszy szelest można było usłyszeć. Moja mama zbladła, Izzy mama prawie ze zemdlala. No ładnie. Ojciowie z surową miną patrzeli na nich a ja? Ja bylam zdziwiona, smutna, szczęśliwa i wszystko na jedno.
-Co? -zapytała mama
-Zostanę tatą -powiedział Alex.
Widac było że dziwnie się czuli nasi rodzice, teochę źli a trochę szczęśliwi. Ja żeby rozluźnić atmosfere zaczełam im gratulować. Szczerze powiedziwaszy to nic takiego się nie stało. Są pełnoletni. A ja będę ciocią. Nasi rodzice też raczyli się ruszyć i zaczeli im gratulowac. Moze nie byli za szczęśliwi ale trudno. Przejdzie im.
O 21:10 wróciliśmy do domu. Chyba rodzice nie są tacy źli bo rozmawiają z Alexem normalnie. Więc jest dobrze. Ciekawe jak rodzice Izzy, tego dowiem się jutro.
-Mamo idę się położyć już -powiedziałam gdy zdejmowaliśmy buty.
-Dobrze, dobranoc -powiedziała.
Wyszłam powoli po schodach do mojego pokoju. Gdy przekroczyłam jego próg momentalnie podbiegłam do łóżka i się położyłam. Długo to nie trwało bo musiałam się przebrać i umyć. Więc szybko poszłam to zrobic. Mineło 39 minut a ja byłam już gotowa do spania. Znów położyłam się do łóżka, nim się obejrzałam zasnełam.
*Oczami Rikera*
Wróciliśmy do domu o 20:45 byliśmy u rodziców. Tak postanowiliśmy ich odwiedzić. Tęskniliśmy za nimi. Przez cały czas myślałem jak tam u Susan, czy dalej płacze. Może zadzwonię do niej. Tak, zrobie to.
Wybrałem numer do dziewczyny i po paru sygnałach odebrala.
-Hej -przywitałem się z dziewczyną.
-Hej -odpowiedziala zaspanym głosem
-Obudziłem cię?
-Nie, ja tylko leżałam.
-Tak, jasne. Obudziłem Cię.
-No dobra, obudziłeś.
-Przepraszam
-Spoko, po co dzwonisz?
-Chciałem zapytac jak się trzymasz.
-Dobrze, nic mi nie jest.
-To dobrze.
-Riker, wybacz ale jestem zmęczona. Porozmawiamy jutro.
-Dobrze, nie ma sprawy. To ja przepraszam że cię obudziłem.
-Wybaczam. Dobranoc
-Dobranoc
Rozłączyliśmy się, odłożyłem telefon na stolik i poszedłem wziąć prysznic. Jak dobrze że jest  okay. Martwiłem się. Moze Ross ma racje. Powinienem z nią porozmawiać o uczuciach? Nie...głupi pomysł zwłaszcza że jedziemy w trasę. Eh.. jakie to życie jest trudne. No nic. Wyszedłem z lazienki i położylem się na łóżku. Z myślami głównie o Susan zasnąłem.
★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★★
No hej. Jak tam życie? xD Napisałam 20 rozdział *-* Jak zwyklę nie najlepszy ale staram się. Następny myśle że niedługo :").....Co by tu...aaa..wiem..Miłego dnia/wieczoru/nocy =D Pozdrawiam ;3

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 19

Gdy Angela wróciła do domu, nikogo nie zastała. Postanowiła porozmawiać z Susan i Rydel. Napisała do nich SMSy czy mogą się spotkać. Odpisały ze tak i Rydel napisała żeby przyszły do niej. No więc gdy tylko Susan zjawiła się u Angeli to razem poszły do Rydel. Drzwi otworzył im Riker.
-Hej, jest Rydel? -zapytała Susan
-Tak, w salonie. Wchodzcie. -powiedział i wpuścił do domu dziewczyny. 
Weszły do salonu gdzie siedziała Rydel, przywitały  się i usiadły na kanapie.
-O czym chciałaś rozmawiac? -zapytała Rydel
-Dziś byłam z Rossem w kinie i na plaży -powiedziała. W tym samym czasie Ross wrócił do domu, zatrzymał się za ścianą gdy usłyszał Angelę.
-I jak było? Opowiadaj, znów cię pocałował? -pytała podekscytowana Susan z Rydel
-Nie -powiedziała i kilka łez spłyneło z jej policzka -Chodzi o to że go okłamałam, zniszczyłam sobie i jego życie
-Ale jak to? O co chodzi?
-No bo jak byliśmy na plaży to on powiedział że mnie kocha.
-To chyba dobrze?
-No właśnie nie, jak on to powiedział to ja...ja powiedziałam mu że ja nic do niego nie czuję
-Ale..-Susan próbowała coś powiedzieć ale nie dane jej to było
-Tak wiem, okłamałam go -powiedziała juz nie płacząc.
-Czemu to zrobiłaś?
-Bo przed tym wszystkim ucieklam od niego ale mnie złapał. Uciekłam ponieważ znów mówił że jestem piękna i bałam się że mnie pocałuje.
-To dlatego powiedziałaś że go nie kochasz by cię nie całował? -zapytała Susan -Angela co z tego ze cię całuje?
-Nie jesteśmy razem, a tak w ogóle wiecie że ja jestem przerazona i nie wiem co robic jak on chce mnie pocałowac.
-Tak wiemy, ale musisz mu powiedzieć prawdę-powiedziała Delly
-Ale co mu teraz powiem? Hej Ross, okłamałam cię. Ja tak naprawdę kocham cię do nieprzytomności?
-No ....-znów przerwano Susan ale tym razem przez Rossa.
-To prawda? Czemu od razu nie powiedziałas? Jak mogłas?? -powiedział podchodzac do niej. Angela z przerazeniem w oczach patrzyła na Rossa. Teraz czula sie jak jedna, zaklamana, glupia dziewczyna.
-No to Ross -powiedziała Rydel -Bierz ją do siebie, porazmawiajcie -mówila powoli do Rossa.
-Ja nie idę, ja idę do domu. Pa dziewczyny, spotkamy się jutro na mieście?
-Tak, jasne. Ale najpierw idziesz pogadac z Rossem
-Nie, ja z nką gadał nie będe!! -powiedzial Ross
-Chlopie, nie bądz baba-mówiła Susan, zabrała Angele na górę a Rydel Rossa ale nie inaczej niż siłą. Tylko  dali się wyciągnąc na górę. Rydel zamknela ich w pokoju Rossa.  Od razu było słychać mocne kopniecie Rossa w drzwi od pokoju.
- No to oni sobie tam pogadaja a ja też z wami mam do pogadania - mówiła do Susan z dziwną miną - Riker!  Chodź tu!
- Ale co..   O Co Ci chodzi?  - zapytała nic nie świadoma dziewczyna
- Chodzi o to jak nocowałyscie u nas - wyszeptal Riker, który bardzo szybko zjawił się obok dziewczyn.
- Och...  No okej.

*tymczasem oczami Angeli*
Nie będę z nim gadać.  Nie mam zamiaru.  Usiadłam na łóżko chłopaka i patrzałam sie w okno.  Przypomniało mi się,  jak czekałam na niego w pokoju.
Cisza. Przez caly czas jest grobowa cisza.
- Czemu nie chcesz żebym cię całowal skoro twierdzisz,  że też mnie kochasz?  - zapytał cicho.
Nie odpowiedzialam.
- Zamierzasz mi odpowiedzieć?  Bo jeśli nie to możemy wyjsc i udawać że jest okej..  - założył ręce na klatce piersiowej.
Spojrzałam na chłopaka.  Widać,  że oczekiwał odpowiedzi.
- Bo... 
- No mów...  - jest strasznie niecierpliwy.
- No bo w wieku 16 lat miałam takiego dobrego przyjaciela jak ty.  Była bardzo podobna sytuacja.  On mnie pocałował a po paru dniach wyznalismy sobie miłość. Byliśmy ze sobą może miesiąc...  Potem on poznał inną dziewczynę, a ja poszłam w zapomnienie.  Przez jedną rzecz straciłam osobę, której mogłam powiedzieć wszystko.  Pomagała mi zawsze..  Myślałam, że był moim najlepszym przyjacielem.  Dlatego skłamałam ci mówiąc,  że cię nie kocham bo boję się,  że sytuacja się powtórzy. Ross..  Ja nie  chce cie stracić jak jego...
Chłopak przez chwilę nic nie odpowiedział.
- nie znałaś wtedy Susan?
- Wtedy jeszcze nie.  - poprawiłam włosy jedną ręką.
Blondyn usiadł kolo mnie na łóżku.
- Nawet jeśli była by taka sytuacja,  że byliśmy ze sobą ale ja bym znalazł kogoś innego to nigdy bym o tobie nie zapomniał. Nasze relacje na pewno by się nie zmieniły! 
Chwycił mnie za rękę.
- Kocham cię i nic tego nie zmieni.  Od samego początku podobałas mi się, a teraz moje uczucie do Ciebie jest pewne. Na pewno nie potraktowałbym cię jak ten twój przyjaciel.  - skończył swój monolog i długo patrzył mi się w oczy.
- Tak to brzmi jakbyś chciał abyśmy byli razem  - spuściłam głowę.
- Myślisz,  że nie chce?
- No nie wiem...
- Angela,  rozumiesz to, że ja cię kocham i chce z tobą być?
- Ja też cię kocham Ross  - powiedziałam a chłopak promiennie się do mnie uśmiechnął.
- Więc... Zostaniesz moją dziewczyną?  - zapytał bardzo cicho.
Wyrwałam rękę z jego uścisku i spuściłam znowu głowę.
- nie.  Przepraszam ale nie.  - spojrzałam na niego.  Uśmiech zszedł mu z twarzy.  Szybko poprawił ręką włosy.
- Nie jestem gotowa,  zeby mieć chłopaka.  Wiem to żadne wytłumaczenie ale...  No po prostu. 
Znowu ta niezręczna cisza. Chłopak wstał,  a ja tuż po nim.
- Przyjaciele?  - zapytał z uśmiechem.
- Przyjaciele. - odwzajemniłam uśmiech. Chłopak wystawił rękę żebyśmy sobie ją podali ale ja to zignorowałam i mocno go przytulilam.  Czułam że był zdziwiony ale od razu odwzajemnil uścisk.
- to co?  Wychodzimy?  - zapytał.
- jasne.  - podeszłam do drzwi.  - tylko gorzej jak będą z...   - chciałam dokończyć ale się okazało, że przez caly czas były one otwarte.  Następnie powolnym krokiem poszliśmy do salonu.

*oczami Rikera *
- No to mówcie ze szczegółami co się wtedy wydarzyło - mówiła moja siostra.
Susan w tym momencie zrobiła facepalma.
-Mówiłem ci już. - powiedziałem znudzony
- no tak ale tak ogólnie!  A ja chce ze szczegółami! 
- Czy ty rozumiesz,  że ludzie chcą mieć trochę prywatności? Mam ci mówiąc każdy szczegół od wejścia do pokoju? Wszystko dokładnie? - mówiłem lekko zirytowany.
- Tak!  - teraz ja zrobiłem facepalma.
- Ja ci to opowiem,  żebyś dała spokój.  Czyli tak.  Zasnęłam na łóżku Rikera bo było mi zimno. Kiedy wchodził do pokoju coś spadło ... - przerwałem jej.
- książka.
- Spadła książka a ja się o obudziłam. Chciałam wyjść z pokoju żeby miał gdzie spać ale mnie zatrzymał no i tak doszło do naszego pierwszego pocałunku...  Zadowolona?  - też była zirytowana.
- Tak, już spokojnie. Czyli...  Jesteście razem,  tak?  - znowu była tak uśmiechnięta.
- No... Nie.  - odpowiedziałem poprawiając grzywkę.  Tak naprawdę nikt nie wie,  że kocham Susan...  Mimo,  że pewnie to widać. 
- Yhym..   - pewnie myślała,  że kłamie.

* w tym samym momencie,  Ross*
-Choć Angela!  Posłuchamy o czym gadają! - tak wiem,  bardzo to dorosłe.
- no okej...  - podeszlismy do drzwi. Pierwsze co usłyszeliśmy to głos Sus. Mówiła:
- tak doszło do ... - w tym momencie Angela Kichnęła. -  pierwszego pocałunku... 
Czyżby ona mówiła o nas?  No bo ... Riker raczej nie całował się z nią...  Tak! Na 100% chodzi o nas.
- słyszałaś?  - zapytałem
- No tak.  I co ?
- i co?  Oni mówili o naszym pierwszym pocałunku! 
- skąd wiesz?  Może chodziło o Rikera i Susan. Ostatnio mi o czymś mówiła więc wiesz ... - jakoś się tym nie przejęła.
- nie obchodzi mnie to!  Idziemy tam!  - chwyciłem dziewczynę za rękę i weszliśmy do pokoju Rikera. 
- Nie podoba mi się to,  że rozmawiacie o naszych prywatnych sprawach!  Co jak co ale takie rzeczy są naszymi prywatnymi... - powiedziałem z wyrzutem
-A tobie o co chodzi?  - zapytała moja zdziwiona siostra
- No o co?  Rozmawiacie o NASZYM pierwszym pocałunku! Miejcie choć trochę swojego życia a nie gadacie o czyimś. - na moją odpowiedź Rydel lekko się zaśmiała.
- zauważ,  kochany bracie, ze cały świat nie kręci się wokół ciebie. Nie mówimy tu o twoim pocałunku ale o pocałunku twojego brata z Susan.  - mówiła rozbawiona
- Waszym? 
- Choć Ross, mówiłam ci że oni nie gadają o nas.  - mówiła Angela śmiejąc sie.
- A ... To sorry  - powiedziałem zrezygnowany i zacząłem wychodzić z pokoju.
- A ty gdzie?  Zostań choć trochę!  - krzyknął Rocky, który wchodził do pokoju razem z Ellingtonem.
- Dzwonił do mnie przed chwilą tata i powiedział mi,  że mamy zorganizowana trasę po Europie!  - krzyczał podekscytowany.
- To świetnie!  - powiedział Riker
- Ale jest jedna rzecz... Przez którą już nie będziecie aż tak szczęśliwi. Otóż dziewczyny nie mogą jechać z nami...  I nie będzie nas dwa miesiące.  - Po tych słowach Angela popatrzala na mnie smutnymi oczami.  Zauważyłem też, że przyjaciółka Angeli,  posłała Rikerowi zaniepokojone spojrzenie,  a w odpowiedzi on objął ją ramieniem.
- Dlaczego tak jest? Sam nie wiem. 
Przez jedno zdanie cała radość z nas uszla... No... Tylko Rydel i Ellingtona byli dalej szczęśliwi. 
- więc...  Może żeby rozluźnić atmosferę to przejdziemy się na plażę?  - zapytał Ratliff.
- No..  Czemu by nie.  - odpowiedziała smutna Susan.
- to chodźcie - krzyknął Rocky
Wszyscy zaczęliśmy się pakowac.  Dziewczyny szybko poszły po swoje rzeczy, a Rocky międzyczasie poszedł po Tesse.  W 40 minut byliśmy gotowi.  Po drodze wszyscy śmialiśmy się i ogólnie rozmawialiśmy. Kiedy byliśmy już na miejscu nie rozkladalismy kocow tylko poszliśmy w swoją stronę.  Mianowicie Rocky poszedł z Tessa,  Susan z Rikerem,  a ja z Angela.  Dołączyli do nas potem, Ellington i Rydel. Rozmawialiśmy o tej całej trasie.  Dowiedzieliśmy się przy okazji w jakich krajach dokładnie będziemy.  Po mimo wszystkiego ta trasa będzie świetna!  Już to czuję. Większość naszego spaceru szliśmy w ciszy i podziwialiśmy zachód słońca.
-Chodź Angela!  Idziemy pływać!  - krzyknąła Rydel ciągnąć ją za rękę.
- No okej - powiedziała śmiejąc się. Ja wówczas zostałem sam z Ellingtonem. Chłopak jednak chwilę potem podbiegł do Rocky'ego bo ten go zawołał.  Postanowiłem wróci tam gdzie zaczął się nas spacer. Pierwsze co dostrzegłem to Susan i Tesse siedzącą na piasku, a nie daleko od nich Rikera,  który siedział na kamieniu wpatrując się w ocean. Postanowiłem usiąść koło niego.
- A ty co taki zamyślony ? - zapytałem
Nie otrzymałem odpowiedzi.
- Riker!  - krzyknąłem szturchajac go
- Co?  Sorry,  zamyslilem się.
- o czym lub o kim tak myślisz?  - zrobiłem brewki do niego.
Chłopak odwrócił głowę i spojrzał na dziewczyny, a potem na mnie.
- O niej?  - chłopak w odpowiedzi tylko kiwal głową.
- No Riker,  przyznaj się. Kochasz ją!  Ja to po prostu czuję!  - mówiłem na żarty.
- aż tak to widać?  - zapytał zdziwiony
- Ale... Ty tak serio? Ja to tylko na żarty powiedziałem 
- Ross,  ja w takich sprawach nie żatruje.
- No to na co czekasz? 
- Co? - ciągle był jakiś przegnebiony
- Podejdź do niej i powiedz co czujesz! Słyszałem, że się całowaliście.  Od tego momentu jakoś bardziej się do ciebie klei. Zaryzykuj jak ja!  Uwierz..  Nie będziesz żałował. - chciałem go zmotywować.
- Czekaj...  Ty kochasz Angele?  I nic mi nie powiedziałeś? 
- Tak,  kocham ją.  Powiedziałem jej o tym.  Nic się nie zmieniło,  dalej się przyjaźnimy.  Też powinieneś jej to powiedzieć  - w tym samym momencie spojrzelismy na Susan,  akurat patrzała się na nas.  Kiedy dostrzegła nasze spojrzenie zarumieniła się.
- powiem jej...  - chciałem już go wypchać z tego kamienia żeby podszedł do niej - w odpowiednim momencie. 
Ugh.
Nagle podeszła do nas Rydel.
- może będziemy już wracać?  Zimno się robi.
- Tak jasne - powiedział mój brat.
- zbieramy się!  - krzyknęła.
Po chwili wszyscy już byliśmy w drodze.  Tak samo jak w jak szliśmy,  śmialiśmy się i rozmawialiśmy. Ta droga była dłuższa gdyż nie spieszyło nam się do domów. Po jakiś 20 minutach byliśmy na miejscu.  Odprowadzilismy dziewczyny do domu,  a potem poszliśmy do swojego. Zostawiliśmy rzeczy w salonie,  które tak naprawdę nie było potrzebne. Następnie każdy udał się do swojego pokoju. Kiedy już byłem w swoim pokoju.  Założyłem słuchawki na uszy i usiadłem na parapecie patrząc się w niebo.
Tak.  To był udany dzień.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam!  Mam nadzieję,  że podobał wam się ten rozdział  :3
A!  Mam jedną rzecz to powiedzenia!  W filmie R5 all day all night (który był wczoraj XD)  Rydel i Ellington przyznali się że są razem :333 ale to tak swoją drogą.
No więc...  Milego dnia czy tam wieczoru XD