wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 32

*Oczami Susan*
Wczorajsza noc była super. Nazbieraliśmy mase słodyczy. Zjedliśmy większą połowe i powiem szczerze.....zaraz zwymiotuje. Jest mi tak cholernie słodko. Obiecuje że do następnej niedzieli nie zjem ani jednego cukierka.
-Susan, wstawaj już.-powiedział Tobi. -Dziś z Camilą na zakupy idziecie.
Faktycznie. Zapomniałam.
-Będę za 20 min.

*Oczami Angeli*
Dziś idę z rodzicami do szpitala. Odwiedzimy Izzy i Dominica. Chłopiec jest bardzo podobny do Alexa, mała kruszynka. Taki kochany. W przyszłości też chce takie kochane dziecko mieć.
Za dwa dni Susan ma urodziny.
Pasowałoby coś zrobić. Muszę pogadać o tym z Rikerem. Moim zdaniem impreza jest oklepana. Pasowało by coś innego.
...
#Dwa dni później#
Od dwóch dni nie widziałam się z Rossem, jestem ciągle u Izzy i Alexa. Praktycznie widziałam się tylko z Rikerem. My tylko złożymy jej życzenia i prezenty damy a Riker zabiera ją na kolacje.
Właśnie idę do Susan z prezentem. Chcę jej złożyć zyczenia z samego rana. Kupiłam jej, jej ulubione perfumy i śliczną pudrową niebieską torebkę. Sama bym taką chciała.
Drzwi otworzyłam mi jej mama. Wpóściła mnie do środka i przekazała że Susan jest w salonie.
-Hej -przywitałam się z dziewczyną
-O hej Angela.
-Sus, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, spełnienia wszystkich marzeń i przede wszystkim zdrowia, żebyś tam z Rikerem wytrzymała.
-Aww..dziękuję.
-Masz to dla ciebie. -dziewczyna wyjeła torebkę i perfumy
-O matulo. Moje ulubione.
-Wiem.
-Dziękuję bardzo.
-Napijesz się czegoś?
-Nie, przepraszam ale muszę lecieć. Nie widziałam się z Rossem od dwóch dni.
-No właśnie coś Rydel mówiła że Ross troszku zły że nie masz czasu.
-Serio?
-Mhm..
-Kurde, no nic.
-Pa..miłego dnia.
-Do zobaczenia. -przytuliłam dziewczyne i wyszłam z domu.

*Oczami Susan*
Od wyjścia Angeli na okrągło otrzymuje SMSy z życzeniami. Od Tobiego i Camili dostałam super prezent. Prześliczną sukienkę. Od Rikera dostałam SMSa bym za 20 min była gotowa. No więc ubrałam się w tą sukienkę i sandałki na płaskiej podeszfie.
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi, jak się okazało był to Riker.
-Tobi wychdzę,  nie wiem kiedy wróce.
-Okay, pa.
Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w strone samochodu Rikera.
-Gdzie jedziemy?
-Zobaczysz.
-Powiedz.
-Nie.
-Ugh..no dobra.
*30 min później*
Jak się okazało Riker zabrał mnie do restauracji. Byliśmy w niej sami. Stół udekorowany był na czerwono a na srodku stały dwie duże świece, nastrój ogółem romantyczny. Kelnerka podała nam nasze ulubione i słynne spaghetti. Smakowało mi.
Gdy skończyliśmy jeść, Riker do mnie podszedł. Uklęknął przede mną i zapytał.
-Susan Fox czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?- zamurowało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć.
-Riker...ja..tak. -pierscionek który wyjął Riker znalazł się na moim palcu po czym pocałowaliśmy się.
-Wszystkiego najlepszego kochanie -powiedział i mocno mnie przytulił.
-Dziękuję.

wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział 31

Ciągle byłam ciekawa o co chodzilo Rossowi.  Dopiero było ledwo po  8... Żeby zabić czas postanowiłam zacząc się ogarniać.  Na dzisiaj wybrałam trochę za dużą koszule w czerwoną kratę.  Czarne rurki a do tego botki na obcasie. Mamy już wrzesień także jest trochę chłodniej.  Postanowiłam ubrać parę swoich bransoletek, które kiedyś dostałam a do tego długi naszynij ze srebrnym kluczem.  Włosy związałam w koka. Był on w artystycznym nieładzie. Ostatnią rzeczą jaką zrobiłam był makijaz. Zrobiłam sobie dość mocne kreski.  Do tego jasny fluid oraz czerwona szminka.  Miałam ochote żeby dzisiaj się tak ubrać.  Gotowa wyszłam z łazienki. Wzięłam swój telefon w celu sprawdzenia godziny.  Była  8:42. Chowałam go to kieszeni i poszłam na dół do kuchni.  Bylam sama w domu.  Rodzice pojechali do pracy,  a Alex siedział ciągle u Izzy.  Nic dziwnego.  Podeszłam do lodówki.  Było tam pusto. Wypadałoby zrobic zakupy...  No nic.  Na blacie w misce były jabłka.  Postanowiłam wziąć jedno z nich i usiąść na blacie.  Kiedy się nim zajadałam dostałam SMS od Delly. 
"podobno Ross gdzieś Cię wyciąga o 13. Chodź do nas.  Nie ma go,  a co będziesz sama siedzieć."
Nic na niego nie odpisałam tylko wyrzuciłam ogryzek i udałam się do Lynchow. Drogą nie zajęła mi dużo czasu.  Kiedy byłam pod ich drzwiami otworzyła mi Rydel.  Wchodząc w głąb pokoju zauważyłam Tesse i Rylanda. Rozglądając się dalej ujrzałam Rikera który głaskał włosy Susan,  a dziewczyna spała na jego kolanach.  Miała na sobie czarne rurki i tego samego koloru trampki.  Biała bluzę przekładana przez głowę.  Kaptur miała założony na głowie. Dłonie jej były schowane głęboko w bluzę. Przez chwilę ich analizowalam.
- Pogodzili się?  - zapytałam szeptem do blondynki.
- Z tego co wiem to nie.  Po prostu Susan przyszła wcześniej i mówiła że się nie wyspała.  To Rocky razem z  Rossem wymyślili że to taki "zakład " że Riker ma tak przekonać Sus żeby się położyła na jego kolanach - mówiła również szeptem.
- Ile to trwało?
- Prawie godzinę. 
- Już miałam nadzieję 
- A jak tam z Tobą i Rossem? Pogodzeni?
- Nie do końca...  Ciekawi mnie co on kombinuje...
- Ja wiem.  Mam nadzieję że Ci się spodoba.  Postaral się.  - mówiła z wielkim uśmiechem.
- Zobaczy się.
Była godzina  10:30 nie mieliśmy co robić więc włączyłysmy film. Na samym początku było za głośno i obudziłysmy Susan.  Kiedy nas ujrzała przywitała się z nami i dołączyła do oglądania dalej nie ściągając białego kaptura.  Chciała usiąść koło nas ale nie było miejsca także zostało jej tylko koło Rikera.  Chłopakowi to się podobało ale dziewczynie nie.  Wybrałyśmy Lśnienie.  Wszystkim bardzo się podobało ale dla mnie ten film był po prostu słaby.  Niby horror, a wcale nie straszny.  Po obejrzeniu filmu spojrzałam na mojego kapturzyste. Nie zauważyła albo nie poczuła,  że Riker położył rękę na jej ramieniu i próbował ją do siebie przytulić. Teraz już wiem czemu miała kaptur. Chciała uniknąć z nim kontaktu wzrokowego.
- Niedługo Halloween  ! Co będziemy wtedy robić?  - zapytał Riker.  W tym momencie Susan dostrzegła jego rekę i się odsunęła. 
- Za ponad miesiąc.  A tak w ogóle to są dwie opcje.  Siedzimy w domu oglądając film albo chodzimy po domach.  - odezwała się Rydel
- Chodzimy po domach  ! Będziemy przebrani  ! Otak,  uwielbiam halloween  ! - krzyknął podekscytowana Sus.
- Okej. Jeszcze pogadamy z resztą. 
Nagle Ross wszedł do mieszkania razem z Rockym.
- O, już jestes.  Idziemy ? - zapytał Drapiac się po karku.
- No.. Okej..  - mówiłam niechętnie, a następnie wstałam z miejsca.  W tym samym momencie Riker poszedł do góry.  Już mnie ciekawi co Ross zaplanował...

*oczami Rydel*
Po chwili kiedy Angela wyszła, Riker zaraz po nim tylko do swojego pokoju.  Przeprosiłam Susan i poszłam za bratem. - Co Ty robisz?  - zapytałam
- To coś złego że poszedłem do swojego pokoju ?
- Chodzi o Sus?  - usiadłam na łóżku, a chłopak na parapecie.
- Aż tak to widać?
-Ehe..
- Staram się jakoś ją odzyskać...  Ciągle mnie odpycha jakby się zraziła. Nie traktuje mnie jak wcześniej...  Lepiej chyba będzie jak odpuszczę sobie i znajdę sobie kogoś innego.
- Oj nie.  Daj jej czasu.  Może obawia się że znowu tak będzie.  Tak naprawdę wasza kłótnia nie była jakimś wielkim powodem. A na pewno sobie jej nie odpuszczaj.  Potem będziesz żałował.
Chłopak nic nie mówił.
- Musisz znaleźć idealny moment i sytuacje.. 
- Jaką na przykład? 
- widziałeś jak się tym halloween cieszyla? Wtedy może. Mozezz coś przygotować i będzie dobrze,  zaufaj mi. 
Chłopak się uśmiechnął i podziękowal. Chwile jeszcze z nim gadałam. No dobra,  dłuższą chwilę.  Postanowiłam zejść na dół.  Nikogo nie było.  Zapomniałam o niej  ! Na stole była karteczka
"jak już przestaniesz z nim gadać to daj mi znać. Spotkamy się;) "
Szybko wyjrzalam przez okno. Zauważyłam Susan,  aczkolwiek już tyłem.  Szła spokojnym krokiem ze swoim kapturem na głowie. Jednak po chwili podszedł do niej jakis chłopak.  Przytulili się a chłopak zaczął nią kręcić, tak,  że spadl jej kaptur z głowy.

*oczami Susan*
Kiedy wyszłam od Lynchow kierowałam się do parku,  chciałam tam się przejść,  pomyśleć. Nagle zauważylam Lucasa, mojego byłego chłopaka.  Chodziliśmy jeszcze przed tym nim poznałam R5. Zerwaliśmy bo wyjechał, a on nie uznaje związków na odległość.
- Lucas?  - zapytałam zdziwiona
- Hej Sus - lekko się uśmiechnął,  a następnie sie do mnie przytulił.  W pewnym momencie zaczął mną "kręcić " a mi spadł kaptur. 
- tęskniłem - szepnął dalej mnie obejmując
- ja też.
Nastała niezręczna cisza 
- no...  To jak tam u ciebie?  - zapytał
- Dobrze,  nawet dobrze. A u Ciebie? 
- też dobrze. Znowu przeprowadzam się do LA.
- serio ? To fajnie  ! - mówiłam z uśmiechem.
- a co dzisiaj robisz?
- spotkam się z przyjaciółką,  a co?
- A myślałam że się spotkac.
- Przecież możesz z nami..
- Nie.  Chciałem z Tobą,  wiesz tak sam na sam - uśmiechnął sie.
- to chodź,  przejdziemy się teraz do parku Nie czekałam na odpowiedź tylko ruszyliśmy. Spojrzałam jeszcze do za siebie na dom Lynchow. Nagle dostrzegłam Rikera który patrzy centralnie na nas.  Teraz ja patrzyłam na niego.  Po chwili chłopak odwrócił się w przeciwną stronę,  założył kaptur i szedł ze spuszczona głowa. Zrobiłam tak samo z kapturem. Po tym Lucas dziwnie się na mnie spojrzał.
- Po ci ten kaptur?
- lubię go nosić. 
Przez całą drogę śmialiśmy się i rozmawialismy. Kiedy byliśmy już w parku usiedliśmy na jedną z ławek, a chłopak zdjął mi kaptur.
- chce mieć z tobą kontakt wzrokowy.
- okej.
- mam Ci coś do powiedzenia. - mówił poważnie
- Słucham.
- Od kąd wyjechałem ciągle o tobie myślałem.  Czasami na parę dni przejeżdżalem tu i widziałem Cię nie raz z jednym blondynem. No nie ważne. Byłem zazdrosny...  Susan ja cię dalej kocham. - na ostatnie zdanie chwycił moją dłoń i patrzył ni się głęboko w oczy. Spojrzałam e jego duże i mocno niebieskie oczy.  Nie czułam tego co kiedyś.  To uczucie najzwyczajniej odeszło. Nagle chłopak zaczął się do mnie przybliżac a mnie sparaliżowalo. Nie chciałam tego.  W ostatniej chwili odsunelam głowę.
- Lucas...  Ja...  Ja już nie czuję do ciebie tego co przed twoim wyjazdem.  Przykro mi.
- Ale daj mi szansę  !
- Nie Lucas. 
- Masz kogoś, tak?
Posłałam mu pytając spojrzenie
- Tak?
- To skomplikowane...
- Jestes z kim albo nie. Krótka piłka. 
Przez chwilę biłam się z myślami.  Gdybym powiedziała że nie,  chłopak nie dał by mi spokoju,  a jak powiem że tak to...  Tez go nie da ale będzie odpuszczał.
- mamy jakby "przerwe"...
- Czyli zerwaliście - chłopak wstał a ja zaraz po nim.  Chciałam odejść ale on chwycił mnie za nadgarstek i przywarl do najbliższego drzewa. Zaczął się do mnie przybliżać a ja kręciłam głową na wszystkie strony.  Nagle jedna ręka ujął moją twarz, a nastepnie mnie pocałował.  Nie odwzajemniłam jego gestu.  Probowalam mu się wyrwać. Kątem oka zauważyłam Rydel,  która zaczęła do mnie podchodzić.  Nagle chłopak oderwal się ode mnie,  a ja z całej siły uderzyłam go w policzek.  Chciałam uciec od niego niestety od razu chwycił mój nadgarstek
- Puść mnie ! - krzyknęłam łamliwym głosem. 
- jeszcze będzie moja.  - po tych słowach mnie puścił. Od razu podbiegam zapłakana do przyjaciółki i się do niej przytuliłam. Następnie z dziewczyną szlysmy do jej domu.  Po drodze spotkaliśmy Rikera który byl zdziwiony co się stało.  Rydel opowiedziała mu co się stało, a chłopak przytulil się do mnie i powidziała że wszystko będzie dobrze...

*oczami Angeli *
Chodzimy już z Rossem od paru minut. Międzyczasie dał mi dużą piękną róże.  Dowiedziałam się,  że idziemy do kina na komedie romantyczna. Nie pamiętam dokładnego tytułu ale było miło.  Nie raz Ross próbował chwycić mnie za rękę.  Po którymś razie uległam mu i trzymaliśmy się za ręce.  Po 2 godzinach wyszliśmy z kina.  Idąc w nieznanym mi kierunku Ross chwycił mnie za rękę.  Tym razem w ogóle nie protestowalam gdyż bylo ciemno, a wtedy czułam się bezpieczniej.
- Ross,  zostawiłam róże w kinie.  - mówiłam cicho.
- To nic.  Kupię Ci nową.  - w pewnym momencie zauważylismy kobietę która szła z koszem dużych róż.  Podeszła do Rossa i za darmo oddała mu jedną i się do niego uśmiechnęła. Ross od razu mi ją wręczył i pocałowal mnie w policzek. Lekko się zarumieniła i chciałam schować je we wlosach.
- nie chowaj rumiency.  - uśmiechnął się i odgarnal mi włosy.  - ślicznie w nich wyglądasz.
Nastała cisza.
- idziemy dalej?
- jasne - chłopak wyciągnął rękę a ja ją chwyciłam.  Co chwilę zerkalam na nasze splecione ręce. To chwila była cudowna.  Już zapomniałam że byłam na niego zła.  Teraz liczyła się tylko ta chwila.  Liczył się dla mnie tylko on. Nagle chłopak wyrwał mnie z moich zamyślen i zasłonił mi oczy.
- Jestes gotowa?
- tak - w tym momencie chłopaka odsłonił mi oczy. Byliśmy nad jeziorem.  Wszędzie było pełno świec.  Na trawie,  przy drozce i na mostku. 
- podoba Ci się? 
- Ross...  Tu jest pięknie - od razu się do niego przytuliłam.  Chłopak odzywajemnil uścisk.
- A teraz idziemy na kolację przy świecach.  - powiedział i chwycił mnie za rękę. Dostrzegłam małą altanke w której były świeczki,  stolik,  krzesła i oczywiście jedzenie.  Od razu usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.  Na talerzach było spaghetti.
- Ross to jsst pyszne !
- Przyznam,  że teraz pomogła mi Rydel.
- i Tak pyszne. 
Po 20 minutach skończyłyśmy jeść. Siedzieliśmy jeszcze przy stole i gadaliśmy.  W pewnym momencie Ross podszedł do mnie i wyciągnął do mnie rękę
- mogę prosić do tańca?
- Tak bez muzyki?  - byłam zdziwiona
- To bez znaczenia.
Promiennie się do niego uśmiechnęłam i podałam mu rękę. Zaczęłam tańczyć wolnego z Rossem.  Chciałam by ta chwila trwała wiecznie.  Czułam się cudownie w jego ramionach.  Wcale nie przeszkadzalo mi to że nie było muzyki.
- idziemy na mostek?
- pewnie - znowu chłopak prowadził mnie za rękę.  Po chwili byliśmy na mostku.  świeczki dodawały uroku tego miejsca.  To jest cudownie.  Nagle Ross zaczął przytulać mnie od tyłu. Wtulilam się w niego.
- Już nie jestes na mnie zła?  - odwrócił mnie do siebie żebym byla przodem.
Nastepnie oparł swoje czoło o moje. 
- nie - wpatrywałam się w jego piwne oczy.  W pewnym momencie zaczęliśmy się do siebie przybliżać.  Chłopak pocałował mnie. Nie stawiałam przy tym oporu.  Położyłan ręce na jego karku,  a on na moich biodrach. Nasz pocałunek zaczął być coraz bardziej odważny.  Byłam na 100% pewna,  że go kocham. 

*miesiąc później,  narrator *
Wszyscy razem siedzieli u Lynchow w domu.  Dodam, że Tobias też tam był razem z Camilą.  Rydellington przytulali się na kanapie tak samo Jak Ross i Angela.  Rocky i Tessa grali w łapki.  Tobias i Camila rozmawiali z Rydel i Ellingtonem. Alex i Izzy rozmawiali o dziecku.  Wybrali już imię dla chłopca. Będzie mial na imię Dominic.  Riker i Susan siedzieli na jednej kanapie tylko,  że oboje siedzieli w telefonach.  Jak to Riker uznaje tkwią w "Friendzone". Co nie podoba się blondynowi. Zatrzymali się w jednym miejscu,  mianowicie na bardzo dobrej przyjaźni. Dziewczyna narazie nie chce nic więcej przeciwnie do chłopaka.  On czeka tylko na jutrzejszy dzień.  Wtedy jsst halloween.  Chce coś wymyślić żeby Susan znowu bardziej się do niego przekonała.  Nie miał nic w planach,  wolał żeby to wyszło spontanicznie. Natomiast dziewczyna ciągle byłam zdenerwowana gdyż Lucas dzwonił do niej oraz pisał SMS.  Nie ma pojęcia skąd on ma jej numer.  Nikt o tym nie wie bo nie chciała nikomu mówić. Nagle do mieszkania ktoś pukał. Susan wiedziała kto to więc od razu poszła je otworzyć.  Nie wpuściła go do domu tylko rozmawiali na zewnątrz.  Każdy się zainspirował o co chodzi. Zwłaszcza Riker.  On wstał i podszedł do drzwi gdy tylko usłyszał krzyki dziewczyny.  Riker podszedł do wizjera i patrzył co się dzieje. Kiedy Lucas krzyczał na nią a następnie uderzył ją w twarz,  blondyn nie wytrzymal. Wciągnął dziewczynę do mieszkania potem mocno ją przytulił.  Gdy wrócił wygarnąć Lucasowi już go nie było.  Riker wytłumaczyl każdemu co się przed chwilą stalo. Najbardziej wkurzył się Tobias. W końcu ktoś krzywdzi jego siostre.

*oczami Susan *
- Riker, możemy pogadać?  - zapytam nieśmiało.
- Tak, jasne.  Chodź do mojego pokoju. 
Udaliśmy się do jego pokoju.  Od razu usiedliśmy naprzeciwko siebie na łóżku. Zaczęłam przewijać od początku SMS od Lucasa i podałam telefon Rikerowi.  Ten ze zdziwieniem zaczął czytać SMS. 
- czemu nic nie mówiłaś?  - oddał mi telefon
- Nie wiem,  bałam się..
- Czego? Pomogłbym ci - usiadł bliżej mnie
- Ale...
- Susan,  jego zachowanie nie jest normalne.  Narzuca Ci że będziecie razem,  jeszcze w takim dziwny sposób.
Nie odezwałam się.
- Sus...  Przyjaźnimy się.  Mi zawsze mozesz powiedzieć takie rzeczy.  Masz pewność ze Ci pomogę.  No...  Chyba że mi nie ufasz...
- Ufam Ci !
- No właśnie.  Nie przejmuj się tym dupkiem,  chociaż jutro.  Jutro jest halloween więc będziemy świetnie się bawić
- dziękuję  - powiedziałam i mocno go przytuliłam.  Chłopak odwzajemnil gest. 
- Susan,  Riker  ! - zawołała Rydel
Od razu zeszliśmy na dół. 
- jedziemy do szpitala, Izzy zaczyna rodzić  !
Od razu zbieglismy po schodach i udaliśmy się do samochodu.  Alex ciągle uspokajal Izzy.  Po chwili byliśmy w szpitalu.  Dziewczynę od razu wzięli na sale a my czekaliśmy przed.  Wszyscy zaczęliśmy rozmawiać i śmiać się.  Po jakiś dwóch godzinach wyszedł lekarz.  Alex od razu wstał.
- Gratulacje,  ma pan syna - powidzial i się uśmiechnął.  - może pan do niej wejść. 
- A może ktoś ze mną? 
- Tylko  3 osoby na raz
Po tych słowach Alex wybrał mnie i Angele. 
Po wejściu pierwsze co zobaczyłam to zmęczona Izzy i małego uroczego chłopczyka,  który od czasu do czasu popłakiwal. Po chwili Alex miał go ma swoich rękach i patrzył się na niego jak w obrazek.
- Cześć Dominic - mówił z uśmiechem i przeslodzonym głosem.  Chłopczyk się rozpłakał a Alex oddał go z wielkimi oczami do dziewczyny. 
Razem z Angela po jakimś czasie musieliśmy wyjść żeby weszły inne osoby.  Każdy był zachwycony małym.  Po paru godzinach wróciliśmy do domu oczywiscie bez Alexa.

* oczami Rydel *
- Jutro jak wiecie,  zwłaszcza Susan wie jest halloween.  Więc będziemy robić coś specjalnego? - zapytałam
- będziemy chodzić po domach  ! - krzyknęła Susan
- My nie będziemy chodzić - odezwał się Ross obejmując Angele
- A Ty Rocky?  - wspomniany chłopak spojrzał sie na Tesse.
- My będziemy 
- Ellington?
- Jak Ty Idziesz to i ja tez.
- Tak ogólnie,  skoro wy nie idziecie - Riker pokazał na Rossa i Angele.  - to co będziecie robić.
- Będziemy tutaj siedzieć. - odezwał się.
- a będziemy robić jakąś imprezę?  - zapytałam.
- Skoro oni będą w domu to po chodzeniu będziemy oglądać horrory jedząc to co ubieramy?  - zaproponowal najstarszy 
Każdy po kolei się zgodził.
- Na którą mamy się "zebrać" - zapytała Susan 
- na 18.

*Następnego dnia *
Dzisiaj o dziwo obudziłam się o 12. Późno jak na mnie. Zapewne spałabym dłużej ale obudził mnie hałas składającego garnka.  Od razu się zerwałam z łóżka i zeszłam na dół.  Pierwsze co zobaczyłam to mojego najstarszego brata który podnosil garnek.
- Nie chciałem cię obudzić.  Każdy jeszcze śpi i chciałem zrobic sniadanie.
- Chodź,  siadaj - usiadłam przy stole. - masz jakiś plan co do dzisiaj? 
- Szczerze mówiąc to.
- Pomogę Ci. Najpierw dowiedz się w co się przebiera a potem przebierz. Następnie miałam pomysł abyśmy jak już wyjdziemy to po pewnym czasie się rozejdziemy i ty z nią Pójdziesz,  a potem co bedzie dalej to Ty zadecydujesz. A i nie zmarnuj tego.
- Nie zmarnuje - mówił z uśmiechem.
- albo wiesz co?  Ja do niej zadzwonię.

* rozmowa telefoniczna *
- halo?
- Hej !
- No hej
- Mam pytanie. Za co się przebierasz?
- Jeffa
- Jeffa?
- Tak,  Jeff the killer.  A co?
- Nic tak pytam.
- okej.  A Rydel!  Pomożesz mi zrobić makijaż?
- Jasne
- ok.  Będę niedługo.

* koniec rozmowy *
- Lec przebrać się za Jeffa  !
- Ale jak śniadanie zjem No i je zrobię
- Lec na górę na je zrobię. - chłopak poszedł na górę bez słowa. Ja zaczęłam się za robienie tostów.  Kiedy skończyłam wszyscy przyszli na dół o dziwo już ubrani.  Każdy miał typowo halloweenowy ubiór.
- Ja jeszcze będę miał makijaż  ! - krzyknął Ell. Po śniadaniu każdy poszedł do swojego pokoju a ja musiałam sprzątać. Nagle do naszego domu ktoś wbił.
- Rydel mam nadzieję że Ci się to uda ! - krzyknęła Susan.
- Ja tez. A teraz mi pomóż  ! - dziewczyna podeszła do mnie i obie zaczęliśmy myć naczynia.
- Sus, to Twoje przebranie?
- Tak - mówiła dumna.  Miała na sobie czarne rurki, czarne trampki i białą bluze z kapturem.
- Tylko ja nie mam pojęcia w co ja się przebiorę.
- To chodź idziemy do twojego pokoju  ! - dziewczyna wyszła z kuchni. Po drodze spotkała Rikera, który byl ubrany tak samo jak ona.  Dokładnie zmierzyła go wzrokiem i on tak samo.
- Jeszcze uśmiech i będziesz jak Jeff - odezwała się
- Ty też
- a tak w ogóle to Hej - mówiła z uśmiechem i przytuliła się z nim na przywitanie. Pptem pobiegła na górę. 
- Szukaj czarnych kosmetyków.  A ja poszukam czarnych ciuchów.  - otworzyła moją szafę i wyciągnęła z niej czarne rurki i czarne trampki.
- Em..  A masz jakiej koszulki ? Czarne?
- Nie,  znaczy są w brudzie.
- będzie Ci przeszkadzac męska koszulka?
- Jak to nie Rockyego to nie.  A i Ell ma czarne z kotami Jak coś.

* oczami Rikera *
Siedziałem sobie spokojnie w kuchni robiąc coś w telefonie.  Nagle do kuchni wpadła Susan.
- mam pytanie i prośbę.  - mówiła siadając naprzeciwko mnie
- Hm? - odłożyłem telefon.
- Masz jakąś czarną bluzę z kosciotrupem lub coś tego typu?
- mam czarną z rękami szkieletów które pokazują środkowy palec. 
- I prośba czy byś mógł pozyczyc ją Rydel?
- jasne.  -Wstałem i kierowalem się do mojego pokoju. Kiedy byliśmy na miejscu dziewczyna usiadła przy biurku i przeglądała jakiś zeszyt.  Ja natomiast podszedłem do szafy i wyciągnąłem koszulkę. 
- Twoje piosenki?  - zapytała patrząc na mnie.
- Tak.
- Fajne,  nawet bardzo.  - podałem jej koszulkę a dziewczyna podziekowala a potem wyszła.

*oczami Susan *
- mam dla Ciebie koszulkę.  - mówiłam z uśmiechem  - a Tsraz idź się przebrac. Po chwili dziewczyna była w czarnych rurkach i koszulce swojego brata.  Na nogach miała czarne trampki.
- siadaj,  pomaluje Cię.  - pierwsze co zrobiłam nałożyłam fluid żeby jej cera wydawała się jaśniejsza.  Następnie pomalowałam jej oczy kredka do oczu i zrobiłam kreski. Pomalowalam jej mocno rzęsy i nałożyłam prawie że fioletową szminkę.  Dziewczyna spojrzała w lusterko i była pod wrażeniem.
- wiesz...  Miałam taki okres że się tak malowałam więc wiesz.  - zamknęłam szminke. - ubierz jeszcze dużo czarnych bransoletek i chokera. Tylko mi nie mów że nie masz czarnych bransoletek. 
- W tyn rzecz.
- Pożyczę wam  - odezwał się Riker który stał na progu.  Po chwili trzymał w ręku pek czarnych bransoletek.
- Teraz ja Ci zrobię, siadaj.  - pokazałam dziewczynie zdjęcie na co się lekko zdziwiła.  Po chwili mój makijaż był gotowy.  Riker też poprosił żeby mu zrobić bo też przebrał się za Jeffa.  Nie zajęło to dużo czasu. Po chwili zeszliśmy na dół.  Kazdy był już na dole.  Godzina była  18. Nagle spojrzałam szybko na Tesse i do niej podeszłam.  Szybko zmierzyłam ja wzrokiem.
- Ticci toby  ...- mówiłam cicho.
- Jeff the killer...  - ten moment był piękny. Po chwili zaczęliśmy się śmiać.  Pożegnaliśmy się z Rossem i Angela i ruszyliśmy w końcu po cukierki !
- mam pomsyl  ! Żeby uzbierać więcej podzielimy się na grupy. - odezwała się Rydel. Chciałam zaproponować żebym byla z Tessa bo to by świetnie wyglądalo ale Ryd mnie wyprzedziła 
- Rocky i Tessa,  Ell i ja,  no i Sus i Riker.  - mówiła z uśmiechem.  - widzimy się tutaj za dwie godziny.
Każdy poszedł w swoją stronę.
- To..  Gdzie idziemy?  - zapytał.
- No.. Przed siebie.  - chłopak się nic nie odezwał.  Co chwilę kolo nas przechodziły jakieś dzieci. Ich miny były przerażone.  Razen z chłopakiem założyłam kaptur dla lepszego efektu. Nagle podbiegam do jednego z domów i zapukalam.
- Cukierek albo psikus  ! - starałam się mówić dość psychicznym tonem.
- Jestes  Jeffem  ! - zaśmiał się.  A po chwili dał mi garść cukierków i wyszedł.
- widzisz tak to się robi.  - następnym razem podeszlismy razen do większego domku.  Zadzwoniłam dzwonkiem a kiedy drzwi się otworzyły to zdaliśmy standardowe pytanie. W odpowiedzi dzieciak zatrzasnal nam drzwi.  Chłopak chciał odejść ale ja Narysowlam kredą znak slendera na jego drzwiach i poszłam.  Następnie podeszlismy do domu gdzie była impreza.  Zrobiliśmy to za trzeba i drzwi otworzyła nam 3 ludzi z uśmiechami.
Zdaliśmy pytanie. Tylko zamiast "psikus " chłopak wyciągnął niby zakrwawiony nóż z kieszeni i miał psychiczne spojrzenie.
- patrzcie  ! Dwa Jeffy nas odwiedzily. Większość ludzi podeszła do drzwi a następnie dali nas dość sporo cukierków.  Następny celem był oddalony dom.
- R.. Riker...  Ja tam nie chce iść - mówiłam chwytając go za ramię.
- spokojnie z nic Ci się nie stanie.  - spojrzałam na niego i podniosłam jedną brew.  Podeszlismy do drzwi.  Chłopak zapukał.  Nawet nie zdążyłam zadać pytania gdyż osoba będąca w domu krzyknęła
- znowu wy?! Ja wan dam  ! Tylko zebracie nic więcej nie robicie ! - Riker złapał moją rękę i zaczęliśmy uciekać.  mężczyzna biegł za nami tylko miał jeszcze mały nóż. 
- dopadnę was i zrobię ten uśmiech na stałe  ! - w tym momencie Riker pociągnął mnie w jeden z zakrętów i kazał przeskoczyć przez płot.  Na szczęście starszej osobie się nie udało i zaczął odchodzić krzycząc.  Zaczęłam głośno oddychać tak samo jak i chłopak.  Po chwili zauważyłam że nasze ręce dalej są złączone.  Spojrzałam na nie i kiedy chciałam ją puścić blondyn odwrócił się do mnie przodem i złapał drugą rękę. 
- Susan...  Musze Ci coś powiedzieć. 
Zapadła chwilowa cisza. 
- Od czasu kiedy zerwaliśmy ciągle myślałem jak do Ciebie wrócić.  Żebyś znowu się do mnie przekonała,  żebyś przestała mnie odtrącac. W pewnym momencie kiedy widziałem cię z Lucasem ro chciałem się poddać  - w tym momencie zdjął kaptur z mojej głowy i poprawił mi z uśmiechem kosmyk włosów który spadł mi na oko. - brakuje mi naszej bliskości.  Kiedy mogłem cię pocałować kiedy chce, kiedy mogłem cię objąć Albo dać ci komplement bez żadnych zbędnych komentarzy. Sus,  kocham cię jak nikogo innego.  Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie 
Nie wiedziałam co na to  odpowiedzieć.  Bez zastanowienia wbiłam sie w usta chłopaka.  Był zdziwiony ale oddał mój pocałunek.  Położył swoje rece na moich biodrach a ja jedna rękę na jego szyi a druga wplotlam w jego włosy.  Teraz do mnie doszło Jak za nin tęskniłam.  Kocham go ponad zycie. Nagle chłopak oderwał się ode mnie.
- Susan,  czy zostaniesz moją dziewczyną?  Znowu?  - dodał z uśmiechem.
- Tak - znowu go pocałowałam. Teraz już krócej.  Po chwili spojrzałam na zegarek.  Była  20 więc poszlisny w stronę domu.  Chłopak po drodze mnie objął i pocałował w czoło.  Z daleka widziałam szczery uśmiech Rydel. 

środa, 1 lipca 2015

Rozdział 30

..
Łzy ciekły mi z policzków jak ten deszcz za oknem. Nie mogłem się powstrzymać. A niby chłopaki nie płaczą. Gówno prawda. My też możemy. Co jeśli teraz my zerwiemy? Dopiero co się nam udało. Ja naprawdę ją kocham. Jeśli chce bym odszedł, nie ma sprawy. Chce jej szczęścia a z tego co słyszałem na plaży było jej lepiej przed. Po cholere wybrliśmy koncert w Starbucksie.

#Następny dzień#
*Oczami Susan*
Całą noc miałam wyłączony telefon. Gdy przyszłam do domu nawet nie widziałam rodziców. Szłam prosto do pokoju.
Dziś z samego rana, nie wiem 5:00 była. Do mojego pokoju weszła mama z newsami. Mianowicie. Tobias dziś o 15:00 przylatuje. Niby do mnie dzwonił ale ja nie odebrałam. Tak się cieszę że mój braciszek przyjedzie. Muszę powiedzieć Angeli. O 8:00 byłam gotowa i poszłam do brunetki. Drzwi otworzył mi Pan Dashner. Wpóścił mnie i pozwolił iść do Angeli. Dziewczyna już nie spała, układała książki na szafce.
-Hej -uśmiechnełam się
-Susan!! Boże, jak dobrze że Ci nic nie jest. -przytuliła mnie
-Przepraszam że się nie odzywałam.
-Nic nie szkodzi. Jak tam?
-Źle, ale i dobrze.
-Czemu źle?
-Zerwaliśmy. -powiedziałam spuszczając głowe.
-Tak mi przykro. Riker wczoraj przeklinał i mówił że wszystko spieprzył. Tak coś czułam.
-Taa...
-To teraz czemu dobrze?
-Tobi waca!
-Żartujesz? Kiedy?
-Dziś o 15:00
-Ale się cieszę.
-To może poprosisz Rossa byśmy po niego pojechali? Rodzice szykują niespodzianke,czyli obiad i mi kazali na lotnisko jechać.
-Pokłóciłam się z nim.
-O co?
-Nie warzne. Ale możemy Delly zapytać. Lub Rockyego, Ella.
-Delly.
-Okay. Teraz idziemy na spacer a później do niej zadzwonie.

*Oczami Angeli*
Wyszłyśmy z domu i skierowałyśmy się do parku. Fajnie tak samym iść. Tylko my dwie jak za dawnych czasów. Brakuje jeszcze Alexa i Tobiego. Z Alexem już tak nie będzie. Zostanie ojcem za półtora miesiąca. Chciałyśmy skręcić w prawo jak zza zakrętu wyszła Delly z chłopakami.
-Hej Delly, Rocky, Ell, Ryland i Riker -przywitałam się pomijając Rossa, Sus zrobiła to samo ale pomineła Rikera.
-Cześć dziewczyny. Gdzie idziecie?
-Na spacer. Trzeba się przewietrzyć i przestać się smucić, prawda Angela?
-Tak. A wy gdzie dziecie?
-Do rodziców Ella-odpowiedział Rocky
-Oo..
-Delly jest sprawa.
-Jaka?
-Pojedziesz z nami na lotnisko?-zapytałam. Widziałam jak w oczach blondynów pojawił się strach.
-Na lotnisko?!-krzykneli. Zignorowałyśmy to.
-Jasne, mogę jechać ale po co?
-Tobias wraca
-Serio? Ale fajnie.
-To jak?
-Pewnie, o której?
-Bądz u mnie o 14:30
-Okay
-To my idziemy. Do później. -pożegnałyśmy się i ruszyły na przód. Nagle ktoś złapał Sus za rękę. Był to Riker.
-Susan to ja powoli idę.
-Okay.
Nie czekając na przyjaciółke szłam wolnym krokiem do parku.  Gdy usłyszałam że ktoś biegnie odwróciłam się i zobaczyłam Rossa.
-Angela zaczekaj.
-Czego?
-Przepraszam.
-Miałeś mi się na oczy nie pokazywac. Nie zmieniłam zdania.
-Angela...
-Nie Ross. Jeżeli takie ma być twoje podejście to wybacz. Ja tak żyje i choćbyś co zrobił to nie zmienie nic.
Dla mnie przyjaciele są tak ważni jak rodzeństwo czy Ty. Najbardziej na świecie. Nie olewam ich bo wiem że kiedyś też tej pomocy będę potrzebować. -bez dalszego słowa próbowałam odejść ale on mnie zatrzymał. Odwrócił w swoją strone i pocałował. Nie oddałam pocałunku. Odepchnełam go lekko.
-Zostaw. Jeśli będę chciała pogadać, zadzwonie. Jeśli ty nie będziesz wtedy chciał to trudno. Może taki nasz los.
-Czemu jesteś taka obojętna?? Nie kochasz mnie?
-Kocham, nad całe moje życie. Ale to co wczoraj powiedziałeś zabolało.
-To daj mi szanse.
-Pa Ross, tak jak mówiłam, zadzwnie.

*Oczami Susan*
Gdy Angela odeszła zaraz później przed oczami mignął mi Ross. Urocze.
-Susan. Przepraszam za wczoraj.
-Spoko, jest okay.
-Wiem że nie jest, schrzaniłem wszystko.
-Prawda. Zjebałeś całe nasze starania.
-Pozwól mi odbudować nasz związek.
- I co? Następny raz zdaży się taka sytuacja i znów zerwiemy? Riker, okay. Możesz robić co chcesz ale nie mam zamiaru cierpieć.
-Nie będziesz.
-Mam nadzieje. Pa.
Poszłam do Angeli która się najwidoczniej nad czymś zastanawiała
-I jak? Pogodzeni?
-Pół na pół. A wy?
-Nie dokońca.

*Oczami Rydel*
No to się chłopcy załatwili. Muszą się teraz bardzo starać by się pogodzili. Oczywiście pomoge im co nie co. Nie byłabym sobą.
...
#Wieczór#
Zasiadłam na kanapie i włączyłam TV. Nic ciekawego nie leciało.
Tobias w końcu z nami. Przywiózł ze sobą jakąs dziewczyne. Camila. Ładna dziewczyna, miła. Polubiłam ją. Z resztą jak każdą.
-Delly, widziałaś gdzieś moją białą koszule?-zapytał Rocky
-W szafie, gdzie ma być? Ej..! Na co Ci biała koszula o tej godzinie?
-Idę z Tessą na randke.
-Powodzenia.
-Dzięki.

*Oczami Susan*
Razem z Tobiasem przyjechała Camila. Urocza osóbka. Zostaje u nas. To jego girlfriend. Polska dziewczyna, ładna. Nieźle braciszek trafił.
-Tobi zjecie coś?-krzykneła mama z dołu. Od 2 godzin drze się czy coś zjemy. Nie do wytrzymania.
-Nie!
-Susan ty masz chłopaka?-zapytała Camila
-Miałam, zerwaliśmy.
-Przepraszam.
-Spoko, co powiesz na zakupy? Jutro? Poznasz moje przyjaciółki.
-Chętnie.
-Super.
-To ja pójde do chłopaków. Może Alex będzie.
-Nie wiem, ale Izzy już z domu nie wychodzi, za miesiąc rodzi.
-Oo będą mieć dziecko?
-Tak, chłopczyka.
-Aww.
...
#Następny dzień#
Każdy od rana jakiś przymulony. Nic nikomu się nie chce. Nawet mi. Najchętniej to bym została w łóżku.
-Susan-powiedziała moja mama-Jedziemy do dziadków. Idź się ubierz.
Czyli musimy przełożć zakupy. No nic trudno.

*Oczami Angeli*
Dziś wstałam o 8:00. Od rana zaczełam sprzątać. Mam taką wene. Hehe. Rodzice w pracy, Alexa nie ma więc tylko sprzątać bo co z nudów.
Nagle mój telefon zadzwonił..okazało się że to Ross. Nie wiem odebrać czy nie? Może odbiore. Trochę tak głupio. 3 dzień a ja dalej fochnięta.
-Halo?
-Hej, dzięki że odebrałas.
-Do rzeczy, nie mam całego dnia-powiedziałam a w myślach się skarciłam.
-Chciałem tylko cię usłyszeć. Nie rozmawamy od trzech dni.
-...
-Angela prosze cię.
-Co Ross? Nie mam nic do powiedzenia.
-Bądz gotowa na 13:00
-Po co?
-Po prostu bądz....

wtorek, 30 czerwca 2015

Rozdział 29

*Oczami Susan*
Dzisiaj było bardzo gorąco i słonecznie, więc postanowiliśmy pójść wszyscy razem na plaże. Siedziałam teraz u Lynchów razem z Angelą. Pomimo, że Tessa ostatnio słabo dogadywała się z Rockym tym razem też była. Jedynie co to nie było Izzy z Alexem. Źle się czuła, a Alex był przy niej. Chłopcy pakowali swoje rzeczy. Ja na szczęście z Rydel i Angelą miałyśmy już wszystko spakowane. Tylko oni, oczywiście na ostatnią chwilę. Wcześniej musieli grać na konsoli. Typowe...
Po jakiś paru minutach byli spakowani. Kiedy szliśmy do samochodu to Riker objął mnie ramieniem i pocałował w policzek. Uśmiechnęłam się na jego gest. Następnie poszedł otworzyć samochód, bo to on prowadził. Po paru minutach byliśmy na miejscu, Szybko rozłozyliśmy swoje koce, a po chwili już było wszystko gotowe. Chłopacy poszli do wody, a ja z dzoewczynami zostałyśmy na lądzie. Po chwili gdy na nich spojrzałam widziałam Rikera, który gadała z jakąś niską brunetką. Zaczepiła go kiedy kierował się do nas. Jakoś nie było widać żeby jej towarzystwo mu przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, bardzo mu się to podobało, Ciągle uśmiechali się do siebie. Co chwile się śmiali, Widać było, że dziewczyna jest nim zainteresowana. Po chwili po prostu wstałam i poszłam w inną stronę,  mówiąc dziewczyną, że idę się przejść. Kiedy odeszłam kawałek to widziałam Rikera, który idzie w moją stronę. Zaczął wręcz odpychać od siebie dziewczynę. Przyspieszyłam kroku. Niestety chłopak mnie dodgonił. Od razu przytulił mnie od tyłu. Od razu poczułam jego mokre i zimne ciało od oceanu, Ciarki momentalnie mnie przeszły. Próbowałam oderwać się od niego. Odwróciłam się do niego przodem, a mu od razu uśmiech zszedł z twarzy,
- Co się dzieje, Susan? - Zapytał zmartwiony,
- Hm... No nie wiem. Jakaś dziewczyna definitywnie cię podrywa a ty jeszcze odpowiadasz jej zalatom, Nie. wszystko jest okej.
Przewrócił oczami.
- Możesz dać sobie spokój? to przecież nic takiego.
- Nic takiego... Riker nie zapominaj ze masz dziewczyne...
- I co? Mam teraz tylko z tobą gadać i nie mogę z nikim innym ?! Bo jak widzisz mnie z inną dziewczyną to od razu źle? Niedługo nie będe mogł gadać nawet ze swoją siostrą !
- Nie rozumiesz o co mi chodzi.... Ki... - przerwał mi
- Jak to nie rozumiem ?! Jesteś najzwyczjaniej w świecie zazdrosna ! Tyle Ci powiem.
- Kiedyś też tak miałam... Niby tylko gadał z dziewczynami.. a tak na prawde zdradzał mnie na prawo i lewo... Jak jeszcze byłam z Alexem widziałam go jak szedł z inną za ręke. Zrozum... zawsze mam jakiegoś cholrnego pecha więc nie dziw się, że jestem wyczulona... - powiedziałam i zaczęłam odchodzić. Po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą od razu starłam. Ngale czułam, że ktoś bierze mnie pod nogi w tzw. " panna młoda" łatwo było sie domyslić kto To.
- Riker ! Póść mnie !
Nie reagował
Zaczęłam się wyrywać
On przyspieszył,
Bieg w stronę wody.
O nie.
Wiedziałam, wiedziałam, że tak zrobi. Wrzucił mnie do zimnej wody.
- Riker ! - Krzyknęłam chlapiąc go w twarz. - on podszedł do mnie bliżej
- Przepraszam - powiedział i lekko mnie pocałował.

***
- Susan możemy pogadać? - podeszła do mnie Abgela podając mi ręcznik.
- Jasne, to chodź
- Ale.. nie tu.
Powiedziała i prowadziła mnie na miejsce dalej. Czyżby coś się stało?
- Coś się stało ? - zapytałam zmartwiona
- Tak chciałam pogdać. Oststnio nie mamy czasu, tak jak kiedyś. Jak tam ci się układa z Rikerem?
- No... Jest dobrze. Nawet bardzo - uśmiechnęłam się.
- Nie sądzisz ze kiedy poznalyśmy ... no wiesz .. - przerwałam jej
- Lynchów?
- Tak, dokładnie. Zaczęlyśmy się od siebie oddalać? Kiedś bylyśmy najlepszymi przyjaciółkami, gadałyśy zawsze i wszędzie o wszystkim. Teraz... - Znowu jej przerwałam
- Albo ja jestem z Rikerem, albo ty u Rossa. A nawet jeśli juz jesteśmy razem z nimi to nie gadamy. Za dużo zaczęlyśmy spędzać z nimi czasu, nie sądzisz?
- Myślisz ze wcześniej było lepiej?
Pokiwałam głową.
- Dla naszej przyjaźni. Oczywiście nie żałuję, że ich poznałam ale rozumiesz...

*Oczami Rikera*
Poszłem razem z Rossem za dziewczynami, Chcieliśmy wiedzieć o czym gadały, Słyszałem prawie wszystko. Do momentu ze bez nas było jej lepiej. Później już nie chciałem jej słuchać tylko odszedłem. Ross stał tam do końca. Chciał mi wszystko wytłumaczyć ale nie chciałem tego słuchać. Zostawiłem kluczyki Ross, a sam postnowiłem wrócić do domu, Zastanawiałem się po drodze, jkaby wyglądało nasze życie jkabyśmy ich nie poznały. Jakby zmieniło się dla mnie... Dla Rossa. Po chwili zadzwonił mój telefon. Kiedy zobaczyłem, że to Susan zignorwałem go. Załozylem słuchawki na uszy.
Po godzinie słyszałem jak ktoś puka do mojego pokoju, a potem po cichu do niego wchodzi, Była to Sus.
Usiadła na łóżku.
- Czemu poszłeś bez słowa?
- Po co ja tam byłem? Miałaś Angele... - przerwała mi
- Riker o czym ty mówisz?
- Podobno życie bez nas było lepsze ! - Wstałem, a dziewczyna zaraz po mnie
- Riker to nie tak !
 - Wyraźnie słyszałem...
- Podsłuchwiałeś mnie ! - Mówiła z wyrzutem
- Nie zmieniaj tematu.
- Nie chodziło ze ogołnie bez was, tylko... - przerwałem jej
- Nie tłumacz się ! Nie obchodzi mnie co miałas na myśli ale w każdej formie to zabolało jak to mówiłaś !
Spłynęła jej łza po policzku.
- Wiesz co... skoro tak mówiłaś, że było lepsze .. to może dajmy sobie spokój ?! - wcale nie chciałem tego mówić..
- Chcesz zerwać ? - mówiła przez łzy
- Jesteś rozumna, tak sądze, Więc to co słyszałaś...
Po moich słowach wybiegła z mojego pokoju. Widziałem ją jak praktycznie biegnie po schodach, Jedną ręką chwyciła torbę, a drugą zasłoniła sobie usta. Wszyscy pytali się co się stało natomiast ona wybiegła z domu trzaskając drzwiami. Wyjażałem przez okno w celu zobaczenia gdzie idzie. Nie poszła do swojego domu tylko biegła przez siebie. Co ja zrobiałem...

*Oczami Angeli*
Każdy był zdziwiony zachowaniem blondynki. Spojrzałam na schody i widziałam w nich Riker, który zacisnął usta na wąską kreskę po czym zszedł do nas.
- Co się stało ? - zapytała Rydel
Nie odpowiedział.
- Riker ...?
Znowu nic, ślepo patrzył się w ściane. Przez parę minut chcieliśmy wiedzieć co się dzieje, ale nic nie mówił. Nagle w pewnym momencie chwycił się za włosy i spóscił głowe.
- Jestem największym, kurwa idiotą i dupkiem .. - mówił cicho, a następnie wyszedł.
Każdy spojrzał się po sobie.
- Może zerwali... - odezwała się Rydel
- Nie... Ona go kocha,a on ją. Nie sądze... - mówił Rocky.
- No chyba, że... chodziło mu o to co dzisiaj słyszał - odezwał się Ross podnosząc wzrok.
- Co słyszał ?
- Miałem pomysł, żeby dla żartów podsłuchać o czym gadała Sus z Angelą. Słyszał kawałek tylko,a  reszty nie chciał sonie wytłumaczyć. Możę o to mu chodziło... Wiesz jaki on jest.. - Rydel mu przerwała.
- Kiedy się uprze nie da sobie nic powiedzieć i wytłumaczyć, działa impulsowo,
- Idiota... - szpnęłam do siebie.
- Może zadzwoń do niej - mówiła do mnie Tessa
Po prostu wstałam i odeszłam kawałek i wykręciłam jej numer.
Nie odebrała...
Znowu...
Trzeci raz już nie odbiera.
Wrociłam do nich i powidomiłam ich o tym, Postanowiliśmy przestać o tym gadać, a dziewczyna zapewne lada moment wróci. Jak nie do nas to będzie u siebie w domu. Gadaliśmy o ich nowej płycie,a potem graliśmy w Makao. Głównie wygrywał Rocky, albo Tessa. Ja nie umiałam w to grać, więc praktycznie przez cały czas przegrywałam. Minęło tak 3 godziny, a Susan ani nie dzwoniła, ani nie odpisała...
-Angela, pójdź z Rossem czy jest w domu  - mówiła Rydel.
Z chęcią wstaliśmy i udaliśmy się do jej domu. Po drodze Ross objął mnie ramieniem. Po chwili byliśmy pod jej drzwiami. Ross zapukał,
- Jest Susan ? - Otworzyła mama Susan
- Nie, myślałam ze jest z wami. A coś się stało ? - zapytała zmartwiona
- Nie, my teraz dopiero idzemy i myślałam ze zabierzemy ją ze soba. Ale dobrze, dziękuję, Do widzenia - skłamał Ross. Kiedy drzwi się zamknęły ja usiadłam na krawęźnik.
- Wiesz do jakich miejsc często chodziła ? - zapytał chłopak
- Jasne ! Do parku często chodziła, na plażę. O ! Albo tam gdzie jest dużo kawaiarenek. To były jej ulubione miejsca.
- To chodź - powiedział i wycignął do mnie ręke. Złapałam za nią i szliśmy trzymając się za ręce. Najpierw poszliśmy na plaże, była najbliżej. Rozjerzeliśmy się po jej powierzchni. Nigdzie jej nie było. Rozdzieliliśmy się i też jej nie znaleźliśmy. Następnie poszliśmy na "Deptak". Też jej nie było. Pytalismy się przypadkowych osób, czy któs ją widział, Nikt. Ostatnim miejscem był park. Teraz wyglądał on pięknie. Duzo zieleni naaokoło i lampy swięcące. Pięknie. Ale... Susan dalej brak. Bezsilnie usiadłam na ławkę. Miałam oczy we łzach. Zadzowniłam do niej kilka razy ale miała telefon wylączony. Była już godzina prawie 23, martwiłam się,
- Może poszła do jakieś rodziny ,albo koleżanki
- Do rodziny nigdy nie chodziła samowolnie. Z przyjaciółek ma tylko mnie, Rydel, Tesse i Izzy. No... może jeszcze tam jakąs ale poza miastem.
- Kolega? Przyjaciel?
Przez chwilę się zastanowiłam. No przecie ! Przyjaźni się z Jackiem. Może u niego jest. Wybrałam jego numer.

- Hej Jack !
- Angela? Hej, co tam?
- No dobrze. Słuchaj mam pytanie. Była może dzisiaj u ciebie Susan?
- No... Była na chwilę godzinę temu ale wyszła, a co?
-  Tak się pytam... A  wiesz gdzie poszła?
- Nie. Ale mówiła, że możę potem wróci
- Jakby przyszła to dasz znać?
- Jasne.
- Dobra, dziekuję.

- I jak? - zapytał Ross
- Była u Jacka. Ale wyszła..
 - Widzisz, nie ma się czym martwić. Chodź, wracamy do domu.
- Jak to nie ma się czym martwić?!  - Zatrzymałam się.
- Przecież prędzej czy później wróci...
- Ross, jest moją przyjaciółką i się o nią martwie !
- No ale co teraz zrobisz? Tak na prawdę jesteś bezradna. Nie udawaj, że coś zdziałasz !
- Gdyby chodziło by o np Rydel to byś biegał po całym mieście.
- Bo to moja siostra !
- Sus też traktuję jak siostre !
- Jakoś ostatnio nie widać. Nie macie dla siebie czasu. Ja bym za taką przyjaźń dawno podziękował...
- My też sie przyjaźnimi. Nawet chodzimy ze sobą.
- Dlatego przeznaczasz więcej czasu dla mnie - mówił dumnie - chodź, napijemy się kawy.
- Czy ty siebie słyszysz?! Raz, kiedy na prawdę potrzebuje pomocy zlewasz to ! Martwisz się tylko o swoje rodzeństwo i nikogo innego. Nie interesuje cię ta cała sprawa?
Nie odezwał się.
- Tak coś czułam.
- A Ty nie lepsza ! Ciągle osttnio płaczesz, nie mówisz co jest. Niby jest okej a jednak coś ! Od kąd jesteśmy razem częsciej się kłócimy. To jest chyba jakiś znak. Po prostu nie pasujemy do siebie, co? Z resztą tak mówiłaś  o przyjaźni. Miałaś takie momenty gdzie zlwałaś ją a teraz się dziwisz, że... - nie pozwoliłam mu dokokńczyć. Po prostu  z całej siły uderzyłam go w policzek. Zaczęłam biec do domu mając łzy w oczach. Chłopak mnie dogonił.
- Angela..
- Spieprzaj ! Po prostu spieprzaj i nie pokauj mi się na oczy.
Zaczęłam biec do domu. Deszcze zaczął padać i to dość mocno. Przyspieszyłam. Teraz moje łzy zlewały się z padającym deszczem. Kiedy wróciłam do domu to po cichu weszłam do swojego pokoju. Od razu przebrałam się w suche ciuchy. Usiadłam na oknie. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Patrzyłam się na dom Rossa. Po chwili skuliłam się objemujać moje kolana i zaczęłam jeszcze bardziej płakać.

*Oczami Rossa*
Widziałem jak ucieka. Wiedziałem, ze postąpiłem źle. Nie powinieniem tak robić. Nie zostało mi nic innego jak iśc do domu w tym deszczu, Po chwili byłem na miejscu.
- Gdzie Angela ? - zapytała Rydel
- Poszła do domu. - to było jednye pytanie na jakie odpowiedziałem.Postanowiłem wejśc do Rikera i z nim pogadać.
- Mogę ? - Zapytałem praktycznie będąc w pokoju.
Kiwnął głową odkładając telefon.
- Zerwaliście ? - Zapytałem
- Ta... Jestem idiota...
- O co poszło ?
- Wiesz... to na plaży... - poprawił włosy
- Pokłóciłem się z Angelą.
- O co? - Był zdziwiony
- Chciałem ją pocieszyć w troche dziwny sposób.... powiedziałem pare słów za dużo a ona kazała mi spieprzać,  a wcześniej dała z liścia.
- Pogodzicie się jeszcze. O co ją pocieszałeś?
- Susan nie wróciła do nas przecież. Nie odbiera telefonu, nie odpisuje. Nie mam jej u siebie. Podobno była u kogos ale wyszła także wiesz... - Riker podszedł do okna i się oparł. Przeklinał po cichu co mogłem usłyszeć.
- Znajdzie się,  na pewno. Idem spać. - powiedziałem i wyszedłem.
Usiadłem na parapet w swoim pokoju. Myślałem o to co się dzisiaj stało. Patrzylem sie na dom Angeli. Alno mi się zdawało, albo tez siedziała w oknie. Przez takie patrzenie powoli zaczęły płynąć mi łzy...



sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 28

#Miesiąc później#
*Oczami Angeli*
Dwa tygodnie temu odbył się ślub mojego braciszka. A za niecałe dwa miesiące zostanę ciocią. Jestem szczęśliwa że tak mu się ułożyło. Co do mnie i Rossa. Jest świetnie. Może to dobrze że jesteśy razem? Boje się co będzie ale go kocham. Za to z Rockym i Tessą jest coś nie tak. Wczoraj przy ognisku się kłucili. Często się im to zdaża. Wiem że będą razem, może przechodzą kryzys? Nie wiem. Dziś idę do Delly. Zostaje sama bo chłopaki jadą  na ryby z ich dziadkiem. Susan podobno jedzie z nimi. Od jakiegoś czasu zauważyłam że robi wszystko to co Rik,czy ona aż tak go kocha?
Każdy z nas jest w jakiś sposób szczęśliwy. Czuje jakiś niepokój. Może to jest cisza przed burzą? O czym ja myśle? ...
-Delly, na pewno nie jedziesz z nami?-pytał Ell
-Ell, kochnie. Ile razy mam powtarzać? Nie jadę.
-Oj, dobra już dobra. Pa-pocałował ją i wyszedł. Za nim Rik, Sus, Rocky i Ryland. Ross podszdł do mnie.
-Paa...-powiedział-Kocham..Cię..bardzo..bardzo...bardzo-mówił przez pocałunek.
-Braciszku bo mi przyjaciółke zjesz. Idź już. -zaśmiała się Delly.
-Nie zjem jej. Jeszcze -zaśmiał się
-Ej-powiedziałam z oburzeniem.
-Kochm Cię -pocałował mnie ostatni raz.
Gdy odjechali razem z Delly zadzwoniłyśmy po Izzy i Tesse. Wybierzemy się na zakupy.
Po niecałej godzinie chodziłyśmy po centrum handlowym. Obeszłyśmy już dwa sklepy. Idziemy teraz do trzeciego.
Do dziecinnego. Tam kupimy śpioszki,róźne ciuszki, smoczek itd. Kocham takie małe ubranka dla dzieci. To takie słodkie.
...
Po trzech godzinach chodzenia po centrum wróciłyśmy do domu. Każda do swojego. U mnie w domu była mama. Pewnie wróciła z pracy.
-Cześć mamuś.
-Cześć kochanie. Jesteś głodna?
-Tak, co jest na obiad?
-Kotlety, ziemniaki i sałatka z marchewki
-Mniam.
Mama nałożyła mi obiad, gdy zjadłam wyszłam na góre. Postanowiłam się położyć. Nawet nie wiem, kiedy zasnełam.

*Oczami Susan*
Nad jeziorem było...nudno. Nie miałam co robić. Tylko podawać im przynęte itd itp. Wynudziłam się na śmierć. Na całe szczęście Delly mnie uratowała bo gadałyśmy przez telefon. Angela nie odbierała, Izzy pewnie na badaniach była a Tess to nie wiem. Ciekawe co u Tobiasa. Może zadzwonie do niego wieczorem. A nie...spał będzie. Umm..zadzwonie jutro rano.
..
Była 18:00 jak byłam w domu. Byli tam też moi rodzice. Pyrzygotowalu kolacje. Ja zawsze moja mama zrobiła naleśniki. Kocham je. Zwłaszcza jak robi je mama.

*Oczami Rydel*
O 19:00 wszyscy byli w domu, podałam im obiado-kolacje a sama poszłam do mojego pokoju. O 19:40 wszyscy przyszli do mnie.
-Coś nie tak?
-Nie, nic. Tak tylko przyszlismy-powiedział Rocky
-Ja mam pytanie. O której Angela od nas wyszła?
-Nie wiem, była 14:00
-Nie odbiera ode mnie. Martwie się.
-Ross,ona nie zawsze musi od ciebie odbierac. Może coś jej wypadlo. Może spędza czas z rodzicami. Nie zawsze będzie z toba czy z nami. -odpowiedział Ell
-Wiem.
Gadaliśmy tak z dobrą godzine, później wszyscy się rozeszli. Ja poszłam spać. Długo nie mogłam zasnąć. Przypominałam sobie jak byliśmy mali. Jak nie mieliśmy tylu problemów. Eh..było cudownie.

czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 27

*oczami Rossa *
Jutro są urodziny Angeli,  więc wypadałoby coś przygotować.  Chce aby te urodziny zapamiętała jak najdłużej.  Muszę coś wykombinować razem z Susan i Rydel aby tak się stało.
- Rydeeeel...?  - zatrzymałem przechodząca siostrę
- Jeśli chodzi o urodziny to mamy jutro przyjść do nich o 13, Alex do mnie napisał że coś przygotujemy.
- A Oki.  - w tym momencie wszedł Riker
- Jutro mamy koncert.
- O której?  - zapytałem
- Jakoś...  O 14, znowu w Starbucks.
- Trochę kiepsko... - mówiłem pod nosem.
- Rydel,  czekaj !
- Hm?
-Mam do Ciebie pytanie.  No bo...  Jutro mamy być u nich o 13 i przygotować imprezę, a o 14:30 mamy koncert to jak to ogarniemy?
- Normalnie. Ja im pomogę,  a wy pojedziecie na próbę i koncert.  Jak wrócisz z Angela, bo mam nadzieję że tam będzie to wtedy pójdziesz do niej i będzie niespodzianka  ! - Delly mówiła to z wielkim entuzjazmem
- Em..  Wszystko okej tylko.. Z tego planu wynika, że Cię na koncercie nie będzie z wiesz?  - przeczesałem włosy ręką.
- Masz rację...  To...  Ja pojadę z Susan do Angeli ale najpierw ją zabierzesz.  Wy pojedziecie razen z nią na próbę a ja do  14 sie z tym wszystkim ogarnę i do was przyjdę.  A reszta planu będzie taka sama. 
- Jak coś to Angela już wie,  Susan jej powidziała.  - wtrącił Riker
- Ale zaraz...  O niespodziance czy koncercie
- O koncercie - powiedział i wyszedł z pokoju grzebiac coś w telefonie
- No to praktycznie wszystko jest załatwione oprócz zapewne prezentu,  prawda? - zapytała
- Tak.  Ale to kupię rano,  wiem co jej dam. - powiedziałem i też wyszedłem.  Udałem się do swojego pokoju.  Nie mogę doczekać się jutra.

Od rana od razu bylo zamieszanie.  Mamy bardzo dużo na głowie.  Już dawno byłem ubrany oraz zjadłem śniadanie.  Teraz jesten w samochodzie i jadę do sklepu jubilerskiego po prezent.  Postanowiłem kupić jej naszyjnik z małym serduszkiem.  Kiedyś Rydel miała podobny i jej się spodobał. Dlatego ten prezent będzie idealny.  Po drodze kupiłem jeszcze dla niej czerowne róże. Kupiłem jeszcze ładne opakowanie prezentowe żeby to jakoś ładnie wyglądało.  Po skończonych zakupach udałem się do domu.  Prezent dałem do szuflady w swoim biurku. a róże włożyłem do wazonu z wodą i dałem je do pokoju mojej siostry.  Jak coś to będzie pretekst że dostała je od Ellingtona. Jest już  12:30 więc postanowiłem podejść już po Angele. Jak pomyślałem to tak zrobiłem,  a już po chwili byłem pod jej domem.  Od razu zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi. Otworzył mi Alex.  Gdy tylko mnie zobaczył to od razu się uśmiechnął i zawołał dziewczynę.  Była ona ubrana w różową zwiewna sukienkę i włosy miała spięte w luźnego koka.
- Hej - powidziałem i ją przytuliłem - wygldasz ślicznie
- Dziękuje  - uśmiechnęła się.
- Pozwolisz że już pojedziemy - powiedziałem i otworzyłem drzwi samochodowe. 
- Jasne - posiedziała i wsiadła. Droga tak naprawdę nie jest długa.
- Gdzie będzie ten koncert?  - zapytała
- Znowu w Starbucks.
- Zawsze to miejsce będzie mi się bardzo dobrze kojarzyć  - mówiła z uśmiechem
- Mi również  - spojrzałem na nią.  - możesz już wysiadać,  jesteśmy na miejscu.  Angela nic nie powiedziała tylko wyszła.
Kiedy już byliśmy w kawiarni to widziałem cały zespół oprócz Rydel.  Było już tam parę osób aby być na naszej próbie.  Po chwili zaczęła się ona. Angela zajęła miejsce przy najbliższym stoliku i ciągle robiła coś na telefonie.  Podczas próby jedna dziewczyna przykuła moją uwagę.  Była dość niska blondynka, miała na sobie naszą koszulkę i ciągle się na mnie gapiła. Jednak starałam się ją ignorować.  Po godzinie zaczęliśmy się szykować do koncertu,  a Rydel była już o 14:15 na miejscu więc praktycznie mogliśmy zaczynać.  Zrobiliśmy jeszcze krótką próbę i zaczęliśmy koncert.  Widziałem że wszystkie osoby które stały znakomicie się bawiły,  a Angela odłożyła telefon ale patrzała się na nas z wielkim uśmiechem. Każdy bawił się znakomicie,  mam nadzieję.  Zagraliśmy najnowsze piosenki z naszej płyty. Po jakiś 2 godzinach koncert się skończył,  a my zeszliśmy ze sceny. Kiedy zeszliśmy to Ell,  Rocky i Riker pakowali instrumenty,  Rydel zadzwoniła do Susan ze zaraz będziemy a ja robiłem zdjęcia z fankami. Kiedy podeszła do mnie blond dziewczyna,  która wcześniej się na mnie patrzała spojrzała mi prosto w oczy i po prostu pocałowała.  Byłem strasznie zdziwiony ale od razu ją odepchnąć. Riker patrzyl się na mnie pytajacym spojrzeniem,  a Angela stała za mną z łzami w oczach.
- Angela....
- Nie Ross..  - mówiła
- Ale o Co Ci chodzi?  Sam ją pocałowałem?  Ja jej nawet nie znam  !
- Zawsze możesz tylko tak mówić...
- Angela..  Riker może Ci nawet to potwierdzić,  widział to  !
- Teraz nagle każdy będzie Cię całowal "przypadkowo"?
- Jeny...  Widać że jesteś starsznie zazdrosna.. 
- Ja?  Pff..  Ja nie jestem zazdrosna  !
-Teraz to będzie taka dziecinna kłótnia? Daj sobie spokój.  To co się stało to się nie odstanie. Chodź,  mam dla ciebie niespodziankę.  - chwyciłem ją za rękę a ona przewróciła oczami.  Następnie pojechaliśmy do jej domu.  Dziewczyna nie była jakoś zachwycona.
- Em...  Serio? Jesteśmy przy moim domu... 
- Czekaj...  - podszedłem do dziewczyny i zakrylem jej oczy. Powoli kierowalem się do drzwi.  Następnie powoli otworzyłem drzwi i odkryłem jej oczy. Nagle wszyscy w jednym momencie krzyknęli "Wszystkiego najlepszego  !" a Angela była strasznie zdziwiona
- Dziękuję  ! Kocham was  ! - krzyknęła i zaczęła wszystkich przytulać.  Oczywiście zapomniała o mnie. Cała impreza zaczęła się dość szybko po naszym przyjściu.  Muzyka była dość głośna oraz lał się alkohol.  Po jakiś dwóch godzinach Rydel przyniosła tort.  Był on czekoladowy.  Angeli nie schodził uśmiech z twarzy.  Wszyscy zaczęliśmy śpiewać jej sto lat.
- Pomyśl życzenie  ! - krzyknęła Susan.  Dziewczyna po chwili zdmuchnela świeczki.  Każdy wziął po kawałku, a nawet niektórzy po dokladce. Po torcie zaczęli tańczyć.  Tak naprawdę tylko ja nie tańczyłem.  Każdy miał swoją parę.  Po paru godzinach każdy był już trochę napity.  Stałem teraz koło Angeli opierając o ścianę.  Czasem zamieniliśmy parę zdań. 
-A Angela  ! Zapomniałem Ci to dać - powiedziałem i wziąłem prezent. Podałem jej prezent.  Dziewczyna była zdziwiona ale bardzo pozytywnie. 
- Ojej...  Urocze - uśmiechnęła się.  - możesz mi go założyć?
- Oczywiście  - dziewczyna odwróciła się a ja jej założyłem.  Następnie nieśmiało się do mnie przytuliła a potem wróciła do poprzedniej pozycji.  Po chwili podszedł lekko pijany Rocky który się potknął
Los tak chciał ze poprzez potknięcie pocałował dziewczynę.  Nie chciał nawet tego kończyć.  Postanowiłem od razu wyjść na taras.  Za plecami słyszałem wołanie ale nie reagowałem.
- Ross...  Teraz Ty jesteś zazdrosny?
- Ja?  Nie...  Jest wszystko okej  !
- Jasne..  Wiesz że jest on napity i nie zrobił tego specjalnie
- Ale...
- Przynajmniej wiesz jak ja się czułam kiedy ta dziewczyna cię pocałowała  !
- Więc rozumiesz,  ktoś inny całuje osobę którą.. 
- Kochasz - powiedzieliśmy w tym samym momencie. 
- Może jednak możemy spróbować?  - dziewczyna spojrzała mi prosto w oczy. - zgadzasz się?
Pokiwala nieśmiało głową.  Ja natomiast ją pocałowałem. 
- Moje życzenie wlasnie się spełniło.  - mówiła z szerokim uśmiechem .

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 26

#Następny dzień# *Oczami Rossa*
Wstałem dziś wcześniej niż Angela.
Dziewczyna smacznie obok mnie spała aż trudno jej nie pocałować. Pocałowałem ją ale w policzek. Po cichu wyszedłem z pokoju nawet nie ubierając spodni. Postanowiłem zrobić jej śniadanie a dokładniej to jajecznice. Zacząłem smarzyć jajka. Po niecałych 15 minutach skończyłem przyżądzać posiłek i kladąc na tacy zaniosłem do pokoju. Angela jeszcze spała. Odłożyłem tace na stolik i usiadłem na krawędzi łóżka. Odgarnąłem jej włosy z policzków i pogłaskałem ją po nim. Później zacząłem ją szturchać w bok by się obudziła.
-Wstawaj.
-Jeszcze 5 minut.
-O nie! Wstawaj. Ja nie po to robiłem śniadanie by miało wystygnąć.
-Śniadanie? Jest 7:00 daj jeszcze te 5 minut Ross.
-Nie.
-No dobra. -podniosła się a ja jej podałem talerz z jajecznicą.
...
-Dziękuję za śniadanie. -powiedziała a ja się uśmiechnąłem.
-O której wracamy?
-O 12:00 wyjedziemy. Będziemy w domu na 14:00-15:00
-Okay. Pójdziemy jeszcze na spacer. Tu jest tak pięknie.
-Jasne. Ubieraj się.

*Oczami Susan*
Każdy po wczorajszej imprezie ma kaca. No oprócz Izzy która jest już prawie w 5 miesiącu i Delly która wszystkiego pilnowała.
-Pokażemy wa filmik jak wróci Ross i Angela.
-Jaki filmik?
-Z wczorajszej imprezy.
-Susan my sobie pogadamy tylko niech Angela dojedzie -powiedziała Delly
O co jej chodzi? Hmm..no nic.
Podeszłam do stolika na którym była woda, zabrałam szklanke i cała zawartość wylałam do moich ust.
-Chodzcie na dwór, przewietrzycie się -powiedziała Izzy zchodząc z kolan Alexa. Wyszliśmy na dwór i doznaliśmy szoku. Jeszcze 2 minuty temu było słońce a teraz pada. Ee..co tu się dzieje?!
-Alex, boli mnie brzuch -powiedziala Izzy
-Bardzo?
-Nie bardzo ale boli. Coś jakby mnie uciskało w środku.
-Alex zabierzmy ją do szpitala -powiedziała Rydel
-Okay.
-Ja prowadze, na pewno masz wódke we krwi -powidziała
Po paru minutach Rydel,Alex i Izzy odjechali a my postanowiliśmy zrobic cos do jedzenia.

*Oczami Angeli*
Szliśmy wolno tą samą drogą co wczoraj. Tu jest tak pięknie rano. Co ja gadam jest zawsze pięknie. Chciałabym kiedyś zamieszkać w takim miejscu, bawić się z dziećmi nad jeziorem, chodzić z nimi do lasu. Spojrzałam na Rossa który szedł ze spuszczoną głową.
-Ross, coś się stało?
-Nie.
-Na pewno?
-Tak-czemu on nie podnosi głowy. Przecież jeszcze nie tak dawno był uśmiechnięty i w ogóle. Chwyciłam jego dłoń. Ona spojrzał na nasze splecione palce ale nie zareagował. Zatrzymałam się, on zrobił to samo i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
-Powiedz co się stało.
-Mówie że nic. Co miało się stać?
-Jesteś smutny. Ross tu jest pięknie w takim miejscu nie wypada się smucić.
Pogłaskałam go po policzku lekko się uśmiechając. On się tylko do mnie zbliżył i przytulił.
-Kocham Cię -powiedział
Odwzajemniłam przytulasa i się uśmiechnełam
-Idzidmy dalej? -zapytałam
-Jasne.
Szliśmy dalej ale tym razem ze splecionymi palcami.
-Ross mam pytanie.
-Tak?
-Kiedy macie jakiś koncert?
-Nie wiem.
-A okay.
Jutro są moje urodziny i myślałam że....ee na co ja licze.
-Ale...idziemy jutro do wesołego miasteczka.
-Fajnie macie -zaśmiałam się.
-Idziesz z nami. Wszyscy idą. Nie wiem jak z Izzy i Alexem.
-Czyli tylko 8 osób?
-9 RyRy się wprowadził.
-Serio? Nie wiedzialam.
-Tak. Popływamy? -zapytał
-Tak tylko choć się przebrać.
Nawet nie zauważyłam jak Ross mnie wziął na ręce i zaczął biec w strone jeziora.
-Ross, będe mokra. -krzyczałam na chłopaka. On jednak nie reagował i wskoczył do jeziora.
Gdy wynurzyłam się z wody ujrzałam Rossa śmiejącego się ze mnie.
-Osz ty!-walłam go pięścią, to znaczy próbowałam walnąć go w ramie ale złapał moje ręce i przyciągną do siebie. Byliśmy blisko, zbyt blisko jak dla mnie.
-Przepraszam ale nie mogłem się doczekać aż to zrobie
-Czyli to miałeś w planach?
-Owszem.
-Ej no, dziękuje bardzo. To dla ciebie żarty a ja cierpie -powiedziałam śmiejąc się.
-Eh..tak jakby. Choć idziemy się przebrać. W tej chwili, właśnie teraz gdy patrze mu w oczy poczułam silne uczucie które jest nie do opisania. Mam ochote go pocałować.
...
*Oczami Rossa*
Po 20 min doszliśmy do domku. Szybko weszliśmy do środka i wbiegliśmy na góre. Otworzyłem jej drzwi do sypialni. Weszliśmy ja je zamknąłem, jak się odwróciłem by iść po ciuchy wpadłem na brunetkę. Stała tuż za mną.
-Umm...coś się stało?
Ona nic nie odpowiedziała tylko wbiła się w moje wargi. Nie powiem, byłem zdziwiony tym gestem ale odwzajemniłem pocałunek. Położyła mi ręce na szyje a ja moje umieściłem na jej biodrach. Pchnąłem ją lekko w strone łóżka. Już mieliśmy się położyć ale ona odwróciła się tak że to ja wylądowałem na łóżku a ona na mnie. Znów zaczeła mnie całować. To jest wspaniałe uczucie jak to ona tego chce. Ja też ale to ona zaczeła. Nagle się od siebie oderwaliśmy.
-Ross, przepraszam nie powinnam. Nawet nie jesteśmy parą a ja tak od razu...-mówiła a ja jej przerwałem.
-Możemy nią zostać.
-Wątpie...-powiedziała
-Nie wątp w realne rzeczy. Pogadamy o tym jak wrócimy? Najlepiej pojutrze bo jutro nie mogę.
-Okay, ale ja przepraszam. -Nic nie odpowiedziałem tylko ją pocałowałem. Później poszliśmy się przebrać.
O 12:00 wyjechalismy z nad jeziora. Szkoda bo jest tu pięknie. Ale trzeba wrócić do rzeczywistości.

*Oczami Rikera*
O 14:00 w naszym domu było słychać krzyki. Jak w horrorze. Przerażony zbiegłem na dół gdzie dostrzegłem Rossa, Angele, Susan i Rockyego. Co oni tu robią?
-Co się dzieje?
-witamy się
-Ja krzyki słyszałem.
-Nie ważne. O 15:00 Alex, Izzy i Delly mają wrócić ze szpitala wiec obejrzymy filmik
-Ze szpitala?! -wrzasneła Delly
-Tak, Izzy bolał brzuch więc pojechali -wytłumaczył Ellington.
-Oh..

*Wieczorem*
*oczami Rydel*
Wszyscy zebraliśmy się u Izzy ponieważ lekarz kazał jej odpoczywac. W zasadzie to tylko dziecko się poruszyło ale Izz jest osłabiona i dlatego ból może się powtarzać.
Włączyliśmy film który wczoraj raze z Izzy nagrałyśmy. Zaczeło się spoko, fajnie i w ogóle, ale...najlepszy był koniec. Otórz na nagraniu byli Riker i Susan którzy się całowali. Wszyscy jednym ruchem głowy spojrzeliśmy na pare.
-Możecie nam to wytłumaczyć?-zapytałam
-No bo my...no jesteśmy..-jąkała się Susan
-parą-dokończył Riker
-Czemu nic nie mówiliście?-zapytał Ell
-Chcieliśmy zapobiec pytań
-Tego się nie ominie nigdy -powiedział  Rocky
-Eh...
-no nic, gratulacje. A tak przy okazji. Jak Angela..jak było nad jeziorem?-zapytał Ell.
Ross i Angela spojrzeli na sobie z minami "co im powiemy?" No to się musiało dziać. Heh..
-Nic, fajnie było.
-Dobra bo uwierze. -powiedzieliśmy.
-Nie musicie.
...
O 20 każdy rozszedł się do domów. Fajnie spędziliśmy czas ale trzeba było się zbierać. Gdy wchodziłam do pokoju dostałam SMSa od Alexa.
"Jutro urodziny Angeli. Przyjdź o 13:00 do mnie. Urządzamy imprezę. Mam prośbe. Możecie zagrać jakies piosenki?"
Po chwili odpisywałam na SMSa.
"Jasne. Załatwione"
Później odłożyłam telefon i poszłam spac.
**********************************************************************************
Heyaaa...jak tam życie? Jest i 26 rozdział...komentujcie.
5 komentarzy - kolejny rozdział ;)